Jednak za granicą, ale… województwa. Gwilia w Legii
Weszło

Jednak za granicą, ale… województwa. Gwilia w Legii

Niełatwo było w ostatnich tygodniach być kibicem Legii Warszawa – nie dość, że klub w złym stylu stracił mistrzostwo Polski na rzecz Piasta Gliwice, to jeszcze widoki na przyszłość nie były zbyt bajkowe. Trudno uwierzyć w posiadanie planu na błyskawiczny powrót na szczyt, gdy z twojej drużyny piłkarze jedynie odchodzą, a ciągle słyszysz o wzmocnieniach w obozach rywali, odpowiadając jedynie kontraktowaniem podobno zdolnej młodzieży. Uśmiechy na twarzach wszystkich spragnionych nowego rozdania w stołecznym klubie pojawiły się dopiero dzisiaj. Najpierw za sprawą Igora Lewczuka, a później ze względu na transfer Waleriana Gwilii. 

W drugim przypadku mowa nawet o uśmiechach od ucha do ucha. Nawet jeśli nie mówimy o Gruzinie, który łączy umiejętności Temura Kecbaji i Szoty Arweładze, to próbka jego możliwości, którą widzieliśmy wiosną w barwach Górnika Zabrze, wyglądała naprawdę obiecująco. Przez chwilę rozważaliśmy nawet użycie słowa hit, ale to chyba mimo wszystko nie ten rozmiar transferu.

Co nie zmienia faktu, że jest ciekawie. Gwilię w Górniku Zabrze wymyślił sobie zimą Artur Płatek i było to jego najlepsze posunięcie w roli dyrektora sportowego zabrzan. Reprezentant Gruzji miał swoje problemy w szwajcarskim FC Luzern (15 występów jesienią, 10 od pierwszej minuty), a polski klub swoje trudności w lidze. I obie strony sobie pięknie pomogły. Wypożyczony piłkarz grał niemal wszystko od deski od deski, świetnie wkomponował się w zespół Marcina Brosza, w 18 meczach strzelił bramkę, zaliczył 5 asyst (kilka ukradli mu koledzy z zespołu) i 3 kluczowe podania. Dzięki takiej postawie utrzymał miejsce w drużynie narodowej, nawet w ostatnich meczach przeciwko Gibraltarowi i Danii strzelił bramkę oraz zaliczył dwie asysty. A Górnik skorzystał w sposób oczywisty – zespół, który do rundy wiosennej przystępował z przedostatniej pozycji w tabeli, dość spokojnie utrzymał się w lidze, w czym duża była zasługa właśnie Gwilii.

Skoro było tak dobrze, zabrzanie rzecz jasna chcieli po wypożyczeniu przedłużyć tę sielankę. Znów na podobnej zasadzie. Gdy rozmawialiśmy z Gwilią w maju, mówił nam, że choć dobrze czuje się w Zabrzu, to jego szanse na pozostanie to klasyczne fifty-fifty, gdyż Szwajcarzy też myślą o jego powrocie, a nie wykluczone są również inne oferty. Nieco więcej konkretów pojawiło się w końcówce miesiąca, gdy Artur Płatek porozmawiał z Przeglądem Sportowym. – Walerian nie wzmocni naszych rywali, nie będzie grał w innej drużynie Ekstraklasy, zimą wyciągnęliśmy do niego pomocną dłoń, a to Gruzin, czyli osoba otwarta, przyjazna i lojalna. Jeśli nie wybierze gry za granicą, spędzi u nas kolejne miesiące. 

No i trzeba przyznać, że w kontekście przenosin do Legii słowa dyrektora Płatka i jego pełne przekonanie o lojalności piłkarza brzmią nie najlepiej. Tu nawet nie można się pośmiać, że chodziło o granicę województwa – tak precyzyjny był przedstawiciel Górnika. Dodatkowo biorąc pod uwagę sympatię, którą pałają do siebie kibice obu klubów, trzeba mówić o cierpkim pożegnaniu.

Wszystkich sympatyzujących z Legią muszą cieszyć więc dwie rzeczy. Pierwsza – wicemistrzowi Polski po prostu brakowało w ostatnim sezonie piłkarza, który grając za plecami napastnika, dawałby tylko jakości, a po odejściu Sebastiana Szymańskiego wyrwa wręcz biła po oczach. Druga – to, że udało się doprowadzić do tak niespodziewanego transferu, pokazuje, że Legia ciągle jednak potrafi być przekonująca i czasami przyciąga.

A dodatkowo Gwilia – wbrew temu co można by sobie pomyśleć, gdy się na niego spojrzy – ma dopiero 25 lat.

Fot. FotoPyk