Reklama

Vuković wyjawia sekrety futbolu: trzeba zapieprzać!

redakcja

Autor:redakcja

20 maja 2019, 12:58 • 3 min czytania 0 komentarzy

– W Legii trzeba zapierdalać – powiedziałby Seba, lat 19, w błyszczącym dresie, już lekko podpity, bo pełen żalu za przegrany sezon.

Vuković wyjawia sekrety futbolu: trzeba zapieprzać!

– Zostaną tu legioniści, których ocenię na legionistów, którzy zapierdalają, a nie ci, którzy tylko robią wiele rzeczy na pokaz – powiedział Aleksandar Vuković, trener z licencją UEFA Pro, podobno znający się na swojej robocie.

Można się załamać.

Ustalmy jedno: zaangażowanie w futbolu jest ważne. Też mamy dość piłkarzy z Ekstraklasy, którzy pobyt w niej traktują jak dobrze płatne hobby i to takie niewymagające, bo znalazło się frajera, dającego za niską jakość spore pieniądze. Można bimbać od treningu do treningu, na meczu kopnąć czasem prosto dwa razy i jest fajnie, a potem Mazowiecka, Złote Tarasy, wino, kobiety i śpiew.

Natomiast to chyba jasne, że piłka nożna nie kończy się i nie zaczyna na tym mitycznym „zapierdalaniu”. O ile się orientujemy, domem Legii jest Łazienkowska, a nie tor na Służewcu, gdzie rzeczywiście można biegać w kółko i wypluć przy tym wszystkie organy. Legia, mająca zdecydowanie najwyższy budżet w lidze, po prostu musi proponować coś innego w Ekstraklasie niż tylko bieganie, bieganie i jeszcze trochę biegania. Czasem musi rozegrać przeciwników jak głupich, wpakować im bramę na pustaka po koronkowej akcji, wygrać 3:0, dać poczucie kibicom, że oglądają twór, chociaż troszkę przypominający standardy europejskie.

Reklama

Słowa o zapieprzaniu miałyby jakikolwiek sens w drużynie z małym budżetem, w której piłkarze nie dojeżdżają technicznie, więc muszą pewne braki nadrobić ambicją. Ale, do cholery jasnej, w Legii? Ona chce przecież walczyć o mistrzostwo Polski, potem pokazywać się w Europie. Tam się gra w piłkę. Gdyby chodziło tylko o zapieprzanie, pierwsi lepsi Walijczycy co roku dochodziliby wysoko.

Traktujemy słowa Vukovicia jako populizm. Czysty populizm. Wyjście do kibiców, którzy rzeczywiście wielką wagę przykładają do zaangażowania i stwierdzenie: moja drużyna nie zapieprzała, musi zapieprzać, ja to sprawię i będzie fajnie. Może ktoś się na to nabrał, ale pewnie niewielki procent i to taki – bez urazy – niezbyt rozgarnięty. Wypowiedź Vukovicia jest żywcem wycięta z jakiegoś oświadczenia Ultras Silesia. Rozumiemy, że Serb mówił na gorąco, nie oczekiwaliśmy pełnej analizy, ale to nie jest pierwszy raz, kiedy Vuković skupia się na tak powierzchownych elementach. Jeszcze wczoraj stwierdził: „to zespół, który nie ma najlepszej mentalności”, a po meczu z Jagiellonią chętnie rozmawiał o zaangażowaniu Lecha w starciu z Piastem.

Gdzie w tym wszystkim piłka? Gdzie w tym wszystkim pomysł na Legię, na to, jak ona ma grać? Ponadto mówimy o zapieprzeniu, a wchodzimy w statystyki i Wojskowi mają średnio 110 sprintów na mecz. To najwyższy wynik w lidze. Dla porównania Piast sprintuje średnio 89 razy na spotkanie. No, ale wygrał ligę, może dlatego, że nie skupił się tylko na zapieprzaniu, ale po prostu chciał grać w piłkę?

Nie czulibyśmy się pewnie z trenerem, którego – wychodzi na to – głównym pomysłem na sukces jest bieganie. Gdyby to był trener od biegów na sto metrów, fajnie. No, jednak mówimy o trenerze piłkarskim, czyli mniej fajnie. Ale, żeby nie było, to tak naprawdę nie jest problem tylko Vukovicia, tylko całego polskiego futbolu. Za dużo mówi się o wypruwaniu żył, za mało o rozpruwaniu obrony przeciwnika.

Porażka na mundialu? Nie biegali.
Porażki Lecha? Nie starali się.
Porażki Legii? Nie zapierdalali.

W efekcie obraz nasz jest taki:

Reklama

***

Wczorajsza Liga Minus, podsumowująca 37. kolejkę Ekstraklasy i cały sezon.

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...