Zawarłem ze sobą umowę: po każdym golu i asyście robię coś dobrego dla biednych
Weszło Extra

Zawarłem ze sobą umowę: po każdym golu i asyście robię coś dobrego dla biednych

Sergiu Hanca może służyć za przykład dla każdego ligowca. Zamiast drogiego samochodu, woli sfinansować biednej rodzinie dom. Po karierze chce zająć się działalnością dobroczynną, a po każdej bramce i asyście robi coś dobrego dla potrzebujących. Nie ukrywa, że najważniejsza jest dla niego rodzina, więc gdy żona została zaatakowana na trybunach Dinama, od razu zmienił klub. Andreea jest zresztą jego największym wsparciem, specjalnie dla swojego męża nauczyła się wiele o diecie, śnie i sposobach na czyszczenie głowy. Zapraszamy na inspirującą rozmowę z piłkarzem Cracovii. 

Jak podejmuje się decyzję o sfinansowaniu biednej rodzinie domu? 

Jestem bardzo wierzący. Często się modlę, w zasadzie od zawsze. Gdy się modlę, czuję spokój. Jakiś rok temu poznałem prawosławnego księdza, z którym wiele rozmawiam. Powiedziałem mu, że chciałbym wspomóc jakąś rodzinę, która nie ma dobrych warunków do życia. Nie chodziło o żadne wielkie rzeczy, chciałem podarować jedzenie, ubrania czy inne rzeczy potrzebne do życia. 

Powiedział, że pokaże mi rodzinę, która żyje w okropnych warunkach i najpierw spróbujemy zrobić coś dla nich. Gdy tam dojechaliśmy i zobaczyliśmy jak oni żyją… Była zima, wiało, padał śnieg. Zobaczyłem ten… To nawet nie był dom, cztery ściany, które w każdej chwili mogły się zawalić. Pomyślałem od razu, że oni nie mogą tam zostać. Ja mogę spać w normalnym w łóżku, mam ciepło w domu, włączam TV i wiatr nie wieje mi po pokoju. Oni musieli żyć w strasznych warunkach. Powiedziałem, że muszę coś zrobić, by im pomóc. To nie było normalne.

Ustaliliśmy, że zakupię dla nich dom kontenerowy. Niestety z powodu mroźnej zimy nie byliśmy w stanie przewieźć go wtedy, gdy potrzebowali go najbardziej. Gdy tylko przyszedł cieplejszy dzień, zadzwoniłem do księdza, że musimy działać teraz, bo znowu się ochłodzi i znowu nic nie zrobimy. Ta rodzina liczy ojca i czwórkę dzieci. Matka odeszła. Wyszła za mąż w innym mieście.

Odeszła przez biedę?

Nie chcę o niej mówić. Dla mnie nie jest człowiekiem. Podobno kiedyś przyjechała do tego domu i poprosiła o wszystkie pieniądze, jakie miasto dało na dzieci. Ojciec nie ma stałej pracy. Łapie się dorywczych robót we wsi, próbuje jak może zarabiać na chleb dla dzieci. 

Jak wygląda ten nowy dom? 

Kontener ma dwa pokoje, dwa łóżka, telewizję i wszystko, co potrzebne do życia. Nie ma tylko łazienki, bo nie jest podciągnięta bieżąca woda, ale planuję w niedalekiej przyszłości o to zadbać. W jednym pokoju żyje tata i najmłodsze dziecko. W drugim, większym, trójka pozostałych dzieci.

Mogłeś kupić sobie drogie ciuchy czy nowy samochód, ale wolałeś zrobić coś dobrego. To fantastyczny przykład na to, co piłkarz może robić z pieniędzmi. 

Pomogłem im, jakby to była moja rodzina. Najfajniejsze jest to, że dzieci zaczęły chodzić do szkoły i się uczyć, rozwijają się. Czuły, że nie mają przed sobą żadnej przyszłości, a widzę, że ta pomoc dała im kopa do tego, by zrobić  w życiu coś fajnego. To coś pięknego. 

Gdy jeszcze grałem w Dinamo, zawarłem ze sobą umowę: po każdym golu i asyście robię coś dobrego dla biednych. Po prostu chcę pomagać ludziom. To nie tak, że chcę by wszyscy widzieli „zarabiam na piłce, więc dlatego powinienem ci oddać”. Nie. Po prostu jestem w stanie zapewnić mojej rodzinie przyszłość i życie na dobrym poziomie, a przy tym pomóc wielu ludziom. Myślę, że to najpiękniejsza rzecz na świecie, kiedy możesz dać komuś, kto nie ma niczego, trampolinę, od której może się odbić. Na świecie jest wiele przykładów ludzi, którzy nie mieli nic, a później stali się potężni w swojej dziedzinie. 

Co zrobiłeś zatem po ostatniej asyście z Lechem Poznań?

Czekam już na powrót do Rumunii, by ufundować tej rodzinie łazienkę. Od kiedy tu jestem, mam kontakt z księdzem i wysyłam mu pieniądze, by kupował im jedzenie i ubrania. Jeśli już podjąłem decyzję, że się zaopiekuję tą rodziną, chcę to zrobić najlepiej, jak potrafię. Widzę, że znaleźli nową drogę do życia. 

WARSZAWA 20.04.2019 MECZ 31. KOLEJKA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2018/19: LEGIA WARSZAWA - CRACOVIA KRAKOW 1:0 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: LEGIA WARSAW - CRACOVIA CRACOW 1:0 SERGIU HANCA FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Generalnie widać, że jesteś człowiekiem, który ma mocny kręgosłup moralny, kieruje się w życiu swoimi wartościami. Wielokrotnie podkreślałeś też, że na pierwszym miejscu stawiasz rodzinę. 

Zacząłem grać w piłkę bardzo późno, bo w wieku 17 lat. Gdy byłem młody grałem rzecz jasna w piłkę, ale wolałem się uczyć. Zawsze byłem najlepszym uczniem w klasie. Nie miałem przekonania, że na sto procent chcę grać w piłkę. Gdy miałem 17 lat, pojawiła się okazja opuszczenia rodzinnego miasta i gry w drugiej lidze. Ludzie z Targu Mureș nie dawali mi poczucia, że jestem dobrym piłkarzem. Patrzyli na mnie jak na dzieciaka z miasta, doceniano mnie dopiero w innych miejscach, w których patrzyli na mnie zupełnie inaczej. 

Żyjąc z daleka od rodziców, zacząłem postrzegać różne rzeczy inaczej. W wieku 21 lat poznałem moją żonę i w tym momencie wszystko zaczęło się zmieniać. Wcześniej może miałem potencjał, ale nie wierzyłem w siebie. Dopiero ona mi dała przekonanie, ile mogę osiągnąć. Szedłem w dobrym kierunku, ale potrzebowałem jeszcze wielu drobnych detali, które robią różnice. I to ona mi w tym pomogła. To w tamtym momencie zacząłem wyznaczać sobie cele – na życie osobiste, rodzinne i karierę. Zacząłem robić rachunek sumienia przed kartką papieru. „Zobacz, Sergiu, masz 21 lat, co chcesz zrobić ze swoim życiem? Co chcesz zrobić z pieniędzmi, które zarabiasz w piłce?” Dochodziłem do tego krok po kroku. Osiągnąłem już wiele, ale pojawiają się nowe cele. Nie zdradzę ich, może jak się spotkamy po karierze, będę mógł to zrobić. Jednym z nich było: „chcę pomagać ludziom”. W mojej opinii, pomaganie jest bardzo łatwe. Po prostu musisz tego chcieć. Nieważne w jaki sposób, możesz nawet odprowadzić staruszkę do domu. 

Po skończeniu kariery chciałbym otworzyć fundację dla dzieci, by pociągnąć ich w górę i dla starszych ludzi – chciałbym, by poczuli, że życie może być inne i dni nie muszą być takie same. 

Powiedziałeś o małych rzeczach, które musiałeś zmienić, by uwolnić potencjał. Co na przykład?

Moja żona bardzo poświęca się piłce nożnej i mojej karierze. Zakochana w piłce była już od dziecka – tata zaraził ją pasją do Dinama Bukareszt. Zaczęła się uczyć o takich rzeczach jak sen, jedzenie, relaks, sposoby na wyczyszczenie głowy. Dostrzegła rzeczy, które mogę zmienić, by wejść na wyższy poziom. Powiedziała, że wszystkim się zajmie, a ja mam się tylko skupić na piłce. Zaczęliśmy pracować razem. Ustala mi plan dnia. Co jest jutro? Piątek. OK, masz trening, później powinieneś zrobić to, to i to. 

Wiele rozwiązań testujemy. Niektóre rzeczy mi proponuje, na niektóre reaguję dobrze i wtedy je kontynuujemy. Pracujemy razem jak zespół. Organizuje mi czas i dzięki temu mogę w stu procentach skupić się na swojej robocie. Przykład? Wcześniej nie lubiłem nigdy spać po obiedzie. Nie potrafiłem usnąć w ciągu dnia. Poczytała na ten temat i wyjaśniła mi, dlaczego to jest ważne, by uciąć sobie w ciągu dnia drzemkę, jaki to ma wpływ na organizm. Na początku nie mogłem spać, bo jak tu usnąć, gdy ci się nie chce? Ale z czasem zacząłem widzieć w tym sens i stało się to regularną praktyką. 

Zaczęła uczyć się tych rzeczy tylko dla ciebie? 

Tak. Bardzo mi to pomogło. Organizuje mi każdy dzień, bym stawał się lepszy. 

Podporządkowujesz się? 

Tak, ale nie jak robot. Po prostu pyta, jak się czuję. Mówię na przykład, że dziś jestem wyjątkowo zmęczony i ona szuka drogi, bym poczuł się lepiej. Jeśli mówię, że wolę dzień po meczu zostać w domu i pooglądać seriale, to to robię. Wszystko zależne jest od tego, jak się czuję. 

Macie świadomość tego, że Andreea po wideo krążącym po sieci po meczu z Wisłą, stała się sławna wśród sympatyków Ekstraklasy? 

Doskonale wie, co to są derby, bo przeżyliśmy je kilka razy w Rumunii. Zresztą byłem derbowym zawodnikiem, jeśli mogę tak powiedzieć, bo właśnie w derbach grałem zazwyczaj najlepiej i miałem najwięcej goli i asyst. Dba o moje nastawienie przed derbami: zrób więcej niż wskazuje twój limit. Nie lubi, gdy przegrywam. Zna mnie i wie, jak wpływają na mnie porażki, nawet te na treningach. Wracam do domu i nie jestem sobą. Próbuje pomóc mi wyczyścić głowę i zapomnieć o porażce. Daje mi kopa, bym od razu dawał maksa dalej.

Docierają w ogóle do ciebie na boisku jej reakcje? 

Nie, absolutnie. Czuję oczywiście jej energię i wsparcie, ale na boisku muszę być skupiony na robocie. 

Na tym filmiku wyglądała jak osoba, która potrafi zjechać, gdy nie walczysz na boisku. 

Na tym wideo mówiła mi coś w stylu: – Hej, dlaczego dajesz się kopać? Kopnij go i biegnij do przodu! Po prostu denerwowała się, że rywale grają ostrzej, a ja nie oddaję. 

Po powrocie do domu odbierasz recenzje meczu? 

Zna mnie bardzo dobrze i wie, jak zareagować, jakie są moje uczucia. Wie, kiedy jestem szczęśliwy, kiedy jestem smutny i jak zareagować w tej sytuacji. Gdy jestem smutny, próbuje mnie pocieszyć i sprawić, bym o tym zapomniał. Po porażkach nie potrafię dojść szybko do siebie. Nawet jeśli wygramy, ale ja nie zagram na swoim poziomie, rozmyślam o wszystkich złych decyzjach na boisku. Jesteśmy razem, więc ona to czuje. 

Jak zmieniła cię szybka stabilizacja i syn? Wielu piłkarzy podkreśla, że to często kluczowy czynnik w karierze piłkarza.

Też tak uważam. Samo to, że wracasz do domu i masz z kim porozmawiać, zapytać o opinię kogoś, kto odpowie ci jak człowiek, a nie fachowiec z tej samej branży. To bardzo ważne, by wrócić do domu i uzyskać wsparcie od twojej rodziny. Gdy piłkarz nie jest żonaty, jego myśli na treningu zajmuje na przykład kłótnia z dziewczyną. Nie wiesz, czy będzie w domu jak wrócisz, czy nie. To wszystko odciąga cię od sportu. Ja wiem, że po treningu zawsze mam gdzie wracać i wiem, kto tam będzie. Jestem za to bardzo wdzięczny Bogu. 

A syn? Oboje chcieliśmy mieć dziecko. Bóg zesłał nam zdrowego syna i to najważniejsze. Rodzice czy przyjaciele też cię wspierają, ale są daleko od ciebie, każdy ma przecież swoje życie. To najbliższa rodzina jest najważniejsza.

WARSZAWA 17.02.2019 MECZ 22. KOLEJKA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2018/19: LEGIA WARSZAWA - CRACOVIA KRAKOW 0:2 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: LEGIA WARSAW - CRACOVIA CRACOW 0:2 SERGIU HANCA PIOTR LASYK FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Jedną z pierwszych randek odbyłeś jeszcze jako piłkarz Targu Mures na… stadionie Dinama Bukareszt. I to wśród najbardziej zagorzałych kibiców. 

Ale nikt nie miał z tym żadnych problemów, miałem wolny czas, więc mogłem robić co chcę. Znam Andreeę, od kiedy mam 17 lat. Rozmawialiśmy wcześniej trochę, ale nic się nie wydarzało. Gdy była młodsza, zawsze mówiła tacie, że jej marzeniem jest wyjście za piłkarza Dinamo. Podpisałem kontrakt z Dinamo pół roku po ślubie, więc marzenie się spełniło, choć gdy się pobieraliśmy nie mogliśmy wiedzieć, że wyląduję w tym klubie. 

Ty też jesteś kibicem Dinamo, choć nie urodziłeś się w Bukareszcie. Z polskiej perspektywy może to dziwić – u nas oczywiste jest, że ludzie z Krakowa kibicują klubom z Krakowa, ludzie z Łodzi klubom z Łodzi i tak dalej. 

Miłość do Dinamo przeszła na mnie z mojego ojca, który zaraził mnie pasją do piłki i klubu. Problemem w Rumunii jest to, że drużyny spoza stolicy nie mają takiego rozmachu. Możesz kibicować jakiemuś klubowi trzy lata, a potem się okaże, że upadł. Wszyscy w Rumunii są za Steauą lub Dinamo. To dwa największe kluby w Rumunii, więc to normalne. W Polsce inne miasta mają dobre, stabilne drużyny. Gdy dziecko dorasta i przez cały czas wychowuje się w poczuciu, że te kluby funkcjonują na dobrym poziomie, kibicuje im. W Rumunii po trzech latach wszyscy zapominają o klubie, bo znika z mapy. 

Jak zareagowali kibice Dinamo, gdy zrobiłeś sobie tatuaż z psem, symbolem kibiców Dinama? 

Słyszałem, że w Krakowie to też pewien symbol. 

No tak, dość niefortunny. 

Ale na moim ciele to tylko symbol Dinama. Ludzie szanują cię, gdy widzą, że jesteś oddany dla klubu. Wszystkie tatuaże, które mam, mają jakieś znaczenie. Jeśli dzieje się coś ważnego, idę zrobić sobie tatuaż. 

Co na przykład?

Pies po podpisaniu kontraktu z Dinamo, bo to było moje marzenie. Inne? Twarz żony, moje życie piłkarskie, moja rodzina, moje dziecko, symbol religijny, kilka najważniejszych słów dla mnie. 

Jesteś zadowolony ze swojej pierwszej rundy? Na papierze wyglądałeś jak jeden z najlepszych zimowych transferów. Grałeś nieźle, ale mam wrażenie, że potencjał masz znacznie większy. 

Dobre pytanie. Myślę, że pokazałem może 60% swojego potencjału. Gdy dołączyłem do Dinamo, w pierwszym półroczu przegraliśmy finał pucharu. Zmienił się trener i nadszedł mój najlepszy sezon w Rumunii, walczyliśmy o tytuł do ostatniej kolejki i wygraliśmy puchar. Po sezonie zaczęli sprzedawać najlepszych piłkarzy. Ja nie odszedłem dlatego, że chcieli za mnie za dużo pieniędzy i nie przyjmowali ofert, które miałem na stole. Nowi piłkarze nie byli źli, ale każdy piłkarz w nowym miejscu potrzebuje aklimatyzacji. Mało kto może być od razu liderem drużyny. Jeden nowy piłkarz jest OK, ale gdy wymieniasz ciągle piłkarzy, brakuje stabilizacji. Wygramy dwa mecze, potem przegramy dwa, nie ma ciągłości. Drużyna nie idzie do przodu. W roku, gdy byliśmy najlepszą drużyną w lidze, nie wygraliśmy tytułu, bo nie byliśmy regularni na początku sezonu. 

Jak Cracovia w tym sezonie.

Tak, dokładnie. Coś podobnego. Może nasi piłkarze na początku sezonu nie grali tak dobrze, jak teraz. Wszystko przyszło z wynikami drużyny. Zmierzam do tego, że tak samo było w Dinamo – wraz z drużyną rosłem, a później było gorzej. Przez ostatnie pół roku nie czułem się dobrze mentalnie. Klub był w złej sytuacji – warunki treningu, problemy z pieniędzmi, wiele innych rzeczy – i to normalne, że choć dajesz z siebie sto procent każdego dnia, nie jesteś w stanie rozwinąć skrzydeł. Po dołączeniu do Cracovii byłem bardzo zaskoczony tym, jak zostałem przyjęty. Od pierwszego dnia każdy, od pierwszego trenera do ostatniego pracownika klubu, przyjął mnie bardzo dobrze. Koledzy okazali się bardzo otwarci. Szybko poczułem się częścią zespołu. Ale potrzebowałem trochę czasu na aklimatyzację. OK, ludzie mówią, że dobry piłkarz powinien grać zawsze dobrze niezależnie od tego, w jakich warunkach gra. Zgoda, ale nie zawsze pokazuje wtedy sto procent potencjału. Gdy zacząłem się czuć lepiej i poznawać polską piłkę, pokazywałem więcej. Jak powiedziałem – na dziś to 60% mojego potencjału. Sądzę, że ten zespół może wygrać mistrzostwo w następnym sezonie. 

Czujesz mobilizację wśród chłopaków, że następny sezon gracie o mistrza? 

Nie muszę czuć. Po prostu wiem, że tak jest. 

Widzę błędy, jakie zrobiłem w tym sezonie i wiem, że w następnym będę tylko lepszy i będę bardziej pomagał zespołowi. Chodzi o decyzje na boisku, które nie były trafione. Wiem, co muszę robić w przyszłości, by wyeliminować wszystkie błędy. 

Rumunię opuściłeś ze względu na twoją żonę, która została zaatakowana na trybunach podczas jednego z meczów. Jak to wyglądało? 

Nie było to zbyt szczęśliwe rozstanie. Przegrywaliśmy 0-4 i strzeliłem bramkę na 1-4. Andreea cieszyła się na trybunach z mojego gola, a kibice zaatakowali ją i obrażali. Nie mogłem tego zaakceptować. Moja rodzina jest dla mnie najważniejsza i zawsze muszę ją chronić. Przedstawiłem w klubie, że nie mogę godzić się na takie rzeczy, a jeśli kibice mają jakiś problem, mogą rozmawiać ze mną. Nie miałem siły dłużej z nimi walczyć i się tłumaczyć. Prawda leży pewnie pośrodku. Rozumiem ludzi, którzy idą na stadion kibicować i oczekują wyniku. Ale piłka to nie matematyka, dwa plus dwa nie zawsze równa się cztery. Możesz robić wszystko dobrze, ale nie mieć szczęścia. Pozostało mi sześć miesięcy kontraktu, nie chciałem go przedłużać, więc ustaliliśmy, że odejdę. Wszystko odbyło się z szacunkiem i w dobrych relacjach. 

Media cytowały słowa, które miałeś po tej sytuacji wypowiedzieć, że Dinamo jest już dla ciebie martwe. Dementowałeś je i można ci wierzyć choćby z tego względu, że Paweł Golański opowiadał wielokrotnie, iż rumuńskie media szukają skandalu za wszelką cenę i często publikują historie wyssane z palca.

I teraz też dementuję – nie powiedziałem tak. Nie mogłem powiedzieć czegoś takiego, bo wiązał mnie z klubem kontrakt. Po czasie powiedziałem, że zapraszam osobę, której niby mówiłem te słowa, by przekazała mi w twarz, że faktycznie to powiedziałem i nazwała mnie kłamcą, skoro uważam inaczej. Nikt się nie zgłosił. Tej nocy, gdy miałem to powiedzieć, nie rozmawiałem z nikim z mediów. Miałem ze sto połączeń, ale nie odebrałem żadnego. Musiałem zaopiekować się żoną i na tym się skupiłem. Następnego dnia wszyscy wydzwaniali: co ty nawygadywałeś?! Tak, rumuńskie media bardziej chcą cię zniszczyć niż pomóc. To problem. Gdy czytasz o sobie coś, co nie jest prawdą, ciężko ci się z tym pogodzić. Nie myślisz w stu procentach o treningu, bo ciągle słyszysz, że jesteś zły. Nie wiem, czemu tak jest, nie mogę zbyt wiele o tym powiedzieć. To ich praca. 

Kibice odwrócili się od ciebie po tym artykule? 

Nie wiem. W Rumunii jeśli jesteś dobry, uważają cię za Boga. Jeśli przez miesiąc, nawet z powodu kontuzji, zaliczysz obniżkę formy, niszczą cię. Dziennikarze muszą sprzedawać swoje newsy i powstają takie rzeczy. Najważniejsze, to nauczyć sobie z tym radzić i kontrolować swoje emocje. 

Koniec końców Dinamo zachowało się z klasą – puściło cię za symboliczne pieniądze, a jeszcze przed sezonem Legia wyrażala zainteresowanie, lecz klub rzucił wtedy zaporową kwotę miliona euro. 

Wszystko przez to, że i tak odszedłbym latem. Miałem wiele ofert – z Cypru, Arabii Saudyjskiej czy drugiej ligi hiszpańskiej. Jeśli twój zespół gra dobrze i rośniesz razem z nim, masz znacznie więcej propozycji. My byliśmy na jedenastym miejscu, więc nie mogłem spodziewać się ofert z Arsenalu. Oczywista rzecz. Cracovia pokazała mi, że chce mnie bardziej niż ktokolwiek inny, dlatego się zdecydowałem. Oferta z Legii? Nie wiem, piłkarz zawsze jest ostatnim, który dowiaduje się o konkretach. Wiem, że latem były rozmowy z Legią i Jagiellonią, ale nie pojawiło się nic oficjalnego. 

W Arabii Saudyjskiej zarobiłbyś pewnie znacznie więcej. 

Żeby odejść z Rumunii do dużo lepszej ligi, musisz najpierw znaleźć dobry pomost. Lepiej iść do drużyny, w której osiągniesz dobry wynik i osiągniesz coś w lidze. Wiedziałem, że piłka w Polsce jest dobrze zorganizowana i są dobre warunki do gry. Pytałem Cornela Rapę o różnicę w poziomie i zapewniał mnie, że jeśli przyjdę, na pewno się nie zawiodę. Zresztą znałem poziom polskiej ligi, bo z Dinamem byliśmy na zgrupowaniu w Polsce i rozegraliśmy kilka sparingów. Przyjście tutaj było jedną z najlepszych decyzji mojego życia. To miejsce, w którym mogę się rozwinąć, wygrać ligę i lepiej zarobić. 

WARSZAWA 10.06.2017 MECZ ELIMINACJE DO MISTRZOSTW SWIATA 2018 GRUPA E: POLSKA - RUMUNIA 3:1 --- FIFA WORLD CUP 2018 QUALIFYING ROUND GROUP E MATCH IN WARSAW: POLAND - ROMANIA 3:1 ARTUR JEDRZEJCZYK SERGIU HANCA FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Jakie różnice widzisz pomiędzy mentalnością rumuńskich i polskich piłkarzy? Wydaje mi się, że polscy są znacznie spokojniejsi. 

Największa różnica jest inna, opowiem na przykładzie. Jakiś czas temu zacząłem pracować z pierwszymi ludźmi w rumuńskiej piłce, którzy zajęli się przygotowaniem mentalnym. Byłem ich, można powiedzieć, pierwszym produktem, bo zaczęli ode mnie. Poświęciłem się temu i wiele się nauczyłem – czy to w sprawach boiskowych, czy prywatnych. Próbowałem promować ich i sugerować młodym piłkarzom, że z takiej pracy każdy może wyciągnąć coś dla siebie. Na dziesięciu chłopaków spróbowało trzech. To oznacza, że nasi piłkarze nie do końca chcą stawać się lepsi. 

Gdy Gheorghe Hagi trafił do Realu Madryt, w klubie przydzielono mu trenera mentalnego, lecz stwierdził, że nie wie kto to i nie będzie z nikim takim współpracował. Zgodzili się. Wprowadził się do domu i zakumplował się z sąsiadem. Spędzali razem masę czasu, rodziny się bardzo polubiły, spotykali się razem na grillach, generalnie – najlepszy kumpel Hagiego w Madrycie. Rozmawiali dużo o piłce i okazało się, że daje mu bardzo trafne wskazówki. Zaczął dzięki niemu uświadamiać sobie wiele spraw i łapać pewność siebie. Sam mówił, że relacja z nowym przyjacielem bardzo mu pomaga. Po sezonie prezydent Realu zaprosił Hagiego do gabinetu: 

– Chodź, zapoznam cię z naszym pracownikiem.     

Hagi usiadł na krześle, a do gabinetu wszedł… jego sąsiad. Real Madryt ściągnął trenera mentalnego, osiedlił go obok Gheorghe Hagiego tylko po to, by po kryjomu pomógł mu mentalnie. Dziś Hagi zatrudnił trenera mentalnego nawet w swojej akademii, by pracował wraz z dzieciakami. W tej akademii jest wszystko, co potrzebne do przygotowania młodych piłkarza. Ale to jednak wciąż wyjątek. 

W Polsce piłkarze są znacznie bardziej otwarci i chcą się uczyć. Z dziesięciu do trenera mentalnego poszłoby pewnie sześciu. Takie małe detale robią różnice. Polscy piłkarze mają dzięki temu mocniejszą pozycję na rynku europejskim. Gdy zachodni klub ma do wyboru polskiego 20-latka, który strzelił 10 bramek w sezonie i rumuńskiego odpowiednika, zawsze wybierze Polaka. Powód jest prosty – ma pewność, że Polak ma lepszą mentalność.  

Problemem rumuńskiej piłki jest też organizacja, kluby padają jak kaczki. Jak to wygląda dziś?

Dzieje się tak, bo nie ma pieniędzy. Nikt nie myśli, by zbudować struktury, akademię – ważne jest przeżycie z roku na rok. Nikt nie ma cierpliwości na to, by ściągnąć młodego piłkarza, zadbać o jego spokojny rozwój i sprzedać po trzech latach z zyskiem. Ważny jest wynik na już. A żeby mieć wyniki, musisz mieć czas. Nie ma innej drogi. 

Prezydenci klubów to często szaleńcy. 

Chcą wygrywać za wszelką cenę. Inwestują wiele pieniędzy, oferują wysokie zarobki i chcą wygrywać w każdym meczu. Musisz mieć w tym wszystkim cierpliwość. Myślą, że ściągną 10 piłkarzy o innym stylu i innej narodowości i od razu wygrają mistrzostwo. Tak łatwo nie ma. 

Jak oceniasz szanse powrotu do reprezentacji?

To jeden z głównych celów. Reprezentowanie kraju to jedno z najlepszych uczuć w moim życiu. Podobne emocje przeżywałem chyba tylko po podpisaniu kontraktu z Dinamo, narodzinach syna i ślubie. Czujesz się zupełnie inaczej jako człowiek, gdy grasz dla swojego kraju. W klubie grasz dla określonej grupy kibiców i rodziny. W reprezentacji – dla wszystkich. Dla ludzi leżących w szpitalach, dla bogaczy, dla tych, którzy nie mają nic. Masz wpływ na ich nastroje, możesz ich wesprzeć. To wielkie uczucie. Myślę, że jestem gotowy, ale oczywiście trener podejmuje decyzję. Znam go bardzo dobrze, bo trenował mnie w Dinamo i u niego złapałem najwyższą formę. 

Jak wspominasz debiut na naszym Stadionie Narodowym? 

Pierwszy mecz w reprezentacji… No fantastyczne uczucie, ale Lewandowski nas zabił (śmiech). Niebywały piłkarz. Wszedłem już przy 3:1, więc mieliśmy więcej miejsca i byłem nawet bliski zdobycia gola. Ciekawie się złożyło – pierwszy mecz w Polsce, pierwszy wyjazd do zagranicznego klubu do Polski, a jeszcze po tym meczu Kuba Błaszczykowski dał mi swoją koszulkę do mojej kolekcji. 

W „Przeglądzie Sportowym” opowiadałeś, że liczy ona 250 pozycji. 

Tak, gdy skończę karierę, będę mógł wspominać wszystkie momenty i pokazać synowi, że debiutowałem w Warszawie przeciwko Polsce. 

Masz też koszulki piłkarzy Ekstraklasy? 

Tak, po meczu z Legią zamieniłem się koszulkami z Marko Vesoviciem, później także z Robertem Gumnym i Konradem Michalakiem. 

Ale tę koszulkę Kuby, jako piłkarz „Pasów”, musisz chyba wyrzucić? 

Nie mam powodu, to koszulka reprezentacyjna. Kiedy gramy derby, nic się nie liczy, walczę tylko dla swojej drużyny. Ale po meczu musisz z powrotem być człowiekiem. Podczas meczu możesz walczyć, mówić złe rzeczy, słyszeć złe rzeczy, ale zupełnie serio: życie to o wiele więcej niż piłka nożna. 

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK

Fot. FotoPyK / newspix.pl

KOMENTARZE (7)