Jaga ma problem – Novikovas wypada z gry
Weszło

Jaga ma problem – Novikovas wypada z gry

Można Arvydasa Novikovasa nie lubić albo co najmniej stwierdzić, że przez swoje różne słowa i występki budzi kontrowersje, ale chyba trzeba zgodzić się co do jednego: na polskie warunki to jest bardzo solidny piłkarz. A pewnie nawet więcej niż solidny – taki, który robi różnicę. Dlatego też dzisiejsza wiadomość nie jest dobra ani dla Jagiellonii, ani dla jej kibiców, bo oficjalnie potwierdzono, że Litwin z powodu urazu wypada z gry na dłużej.

Konkretnie na cztery do sześciu tygodni, tak podaje oficjalna strona klubu. Powodem jest kontuzja barku, której piłkarz nabawił się w meczu z Lechem. A skoro nie będzie go przez tyle czasu, już właściwie wiadomo, że zabraknie go na finał Totolotek Pucharu Polski z Lechią. Ten odbędzie 2 maja. Tu nieco ponad dwa tygodnie, w wyroku co najmniej cztery, tak więc matematyka zdaje się być bezlitosna.

To dla białostoczan niewątpliwe osłabienie, bo Litwin jest jednym z ich motorów napędowych. To on potrafi wykręcić taką akcję jak z Zagłębiem Sosnowiec, kiedy nawinął dwóch rywali jak dzieci i posłał idealne podanie fałszem do Klimali. To on ma dziewięć bramek na koncie, czyli jest najlepszym strzelcem zespołu przez cały sezon – Imaz ma dziesięć sztuk, natomiast wiadomo, że jesienią ładował dla Wisły.

Konkrety. To mocna strona Litwina – wspomniane dziewięć goli, ale też pięć asyst i trzy kluczowe podania robią różnice.

Dla porównania uznawany za najlepszego skrzydłowego ligi, Haraslin z zespołu rywala w finale Totolotek Pucharu Polski, ma trzy bramki i pięć ostatnich podań, więc przynajmniej w suchych statystykach jest od niego gorszy. No, tyle że on będzie mógł ponieść swój zespół na Narodowym, a Novikovas raczej nie. A przecież finał krajowego pucharu jest tak właściwie finałem całego sezonu dla ekipy Mamrota. W lidze trudno będzie jej już coś dużego zwojować, sześć punktów do trzeciego Piasta to jednak spora strata, tym bardziej że gliwiczanie grają bardzo dobrze. No, ale czy Jagiellonia zajęłaby trzecie czy czwarte miejsce, aż tak wielkiej różnicy jej nie zrobi. W ostatnich dwóch sezonach grała o mistrza, teraz wypadła z tej walki już dawno, a wyposzczeni kibice czekają na trofeum.

To można zdobyć tylko w Warszawie i nie ma co gadać, bez Litwina będzie dużo trudniej. Gdy ten nie mógł grać z Legią w 28. kolejce, na prawej stronie musiał wystąpić Wójcicki. To oczywiście porządny piłkarz, natomiast bez tego błysku i lekkości w ofensywie, który zresztą z Legią wypadł bardzo blado. Można oczywiście spróbować tam Imaza, ale wtedy robi się dziura gdzie indziej. Można wrócić do Kostala, jednak Słowak jest w słabiutkiej formie.

To dla nas duże osłabienie, ale nie mamy wyjścia i będziemy musieli sobie z tym poradzić. To jest spory kłopot, biorąc pod uwagę, jak napięty jest teraz terminarz. Jesteśmy na takim etapie sezonu, że strata każdego zawodnika, czy to z powodu kontuzji, czy kartek jest odczuwalny dla drużyny. Zespół znajdował się już w gorszych momentach i sobie z tym radził, podobnie będzie tym razem – stwierdził Ireneusz Mamrot (za oficjalną stroną) i widać po tych paru zdaniach, że on problem też dostrzega. Na końcu zachowuje oczywiście optymizm, ale nazwalibyśmy go urzędowym.

No, nie jest to łatwy sezon dla Jagiellonii. Ambicje były duże, a w lidze nie wyszło. Gdy ostatnio zespół zaczął się zbierać, dostał taki cios. Nie nokautujący, bez przesady, ale zmuszający do szukania nowej taktyki w ringu.

Możecie już typować zwycięzcę Totolotek Pucharu Polski. W tej chwili kursy rozkładają się tak:

Jagiellonia – 3.00, remis – 3.35, Lechia – 2.45

***
Są tu jacyś fani pięściarstwa? Zapraszamy na ostatni odcinek audycji „Ciosek na wątrobę”.

Fot. FotoPyk