Symulacja: jak wyglądałaby liga, gdyby podzielono punkty? 
Weszło

Symulacja: jak wyglądałaby liga, gdyby podzielono punkty? 

Odpowiemy jednym słowem – pasjonująco. 

System ESA37 z dzieleniem punktów miał swoich zwolenników, miał też i przeciwników. Sprzymierzeńcy reformy przekonywali, że liga sama w sobie generuje zbyt niskie emocje, by nie próbować podsycać ich w sztuczny sposób. Bo skoro i tak musimy mierzyć się z łajnem, zawińmy je przynajmniej w ładny papierek. Przeciwnicy – wśród nich większość trenerów i prezesów – grzmieli, że liga w ówczesnym układzie jest niesprawiedliwa, bo największe znaczenie dla jej losów ma siedem końcowych meczów, na które drużyna wcale nie musi trafić z formą. Michał Probierz prześmiewczo nazywał rundę finałową „pucharem maja” i gratulował sobie mistrzostwa Polski po 30 kolejkach. 

Naciski były coraz mocniejsze, więc przed sezonem 18/19 wprowadzono zmianę: podział na grupy został zachowany, ale bez dzielenia punktów. Reforma w wersji light. 

Ten sezon – w przeciwieństwie do poprzedniego – da się jeszcze jakoś oglądać i w zasadzie nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte, więc to nie tak, że tęsknimy za podziałem. Chętnie usiądziemy do telewizorów na końcówkę sezonu i bez niego. Z ciekawości postanowiliśmy jednak sprawdzić, jak zmieniłaby się tabela, gdyby zastosowano rozwiązanie sprzed lat. Jak wyglądałaby tabela? Czy losy spadkowiczów ułożyłyby się inaczej? Komu podział by pomógł? Komu rozgrzałby stołek? 

GRUPA MISTRZOWSKA 

56870058_1239742689507579_1735221084560556032_n

Gdyby podzielono punkty…

a) cztery drużyny miałyby większe szanse na mistrzostwo niż obecnie Piast. Piast traci do liderującej dwójki siedem punktów. Po podziale traciłby tylko trzy, a po sześć oczek miałyby do nadrobienia Cracovia, Zagłębie i Jagiellonia. Seria meczów bez porażki w stylu Cracovii i moglibyśmy mieć sensację.

b) Piast byłby poważnym kandydatem do mistrzostwa. I o ile większość z wymienionych wyżej ekip raczej nie byłaby szczególnie niebezpieczna, o tyle Piast miałby duże szanse na zostanie czarnym koniem całej ligi. W kwestii walki pomiędzy Lechią i Legią podział nic by nie zmienił – tak jak teraz obie ekipy mają po 60 punktów, tak miałyby po prostu o połowę mniej. Piast z kolei niby wciąż może jeszcze namieszać i ma dwa bezpośrednie mecze z tymi drużynami, ale strata rzeczywiście jest spora, zwłaszcza że rywale rzadko tracą punkty. W starym układzie ekipa Fornalika siedziałaby właśnie Lechii i Legii na ogonie.

c) Jagiellonia traciłaby do lidera mniej punktów niż zimą. Tyle się mówi o tym, że obecny sezon Jagiellonii – oczywiście ligowy, puchar to inna historia – jest już w zasadzie przegrany. Zimą wiele osób związanych z Jagą deklarowało podłączenie się do walki o mistrzostwo Polski, zostały poczynione nawet w tym celu konkretne ruchy transferowe. Gdyby podzielono punkty, Jagiellonia traciłaby dziś do liderów mniej punktów niż w przerwie zimowej (konkretnie – sześć) – a więc można byłoby uznać, że wcale nie przegrywa sezonu, a wręcz posuwa się do przodu. 

d) Dariusz Żuraw nie mówiłby, że „musi jakoś dograć ten sezon do końca”. Czekałby nas bowiem jeden z bardziej pasjonujących wyścigów o najniższy stopień podium, w którym nawet ekipa z ósmego miejsca mogłaby ostrzyć pazury. Tak jak teraz Lech na doskoczenie do Piasta nie ma najmniejszych szans (10 punktów), tak po podziale zrobiłoby się ich dwa razy mniej. Na miejscach 3-8 mogłoby dojść w zasadzie do każdego przetasowania. 

GRUPA SPADKOWA

57113100_2352914761653797_2773184873207169024_n

Gdyby podzielono punkty…

a) sobotnia porażka Zagłębia Sosnowiec z Wisłą Płock nie byłaby tak dotkliwa. Wygrywając z Wisłą Zagłębie ustawiłoby się na autostradzie do utrzymania. Przegrało, więc dość mocno popsuło sobie sytuację i ma dziś prawie tak trudną pozycję wyjściową w walce o utrzymanie, jak Piast w walce o mistrzostwo Polski (sześć punktów straty). Oczywiście, prawdopodobieństwo utrzymania nie jest jeszcze liczone w ułamkach procentów, ale jednak po podziale punktów awans do bezpiecznej strefy byłby kwestią dwóch bezpośrednich meczów.

b) niewiele by się zmieniło w kwestii walki o bezpieczne miejsce. Zagłębie Zagłębiem, w „walkę o spadek” zamieszanych jest też kilka innych drużyn. Podział punktów wprowadzał zwykle sporo smrodu w codzienne życie klubów z dwunastego/trzynastego miejsca, lecz dziś byłby on prawie niewyczuwalny. Różnica pomiędzy piętnastą Arką a jedenastą Miedzią bez podziału wynosi trzy punkty. Z podziałem – punkt. Byłoby oczywiście jeszcze ciaśniej, ale dziś tabela też nie musi wcale narzekać na rozwarstwienie. 

c) Korona Kielce mogłaby spaść z ligi. Korona to w tym momencie obok Śląska i Arki najgorzej grająca drużyna w lidze. I gdyby właśnie ucięto jej połowę dorobku, sytuacja zaczęłaby się robić mocno niepokojąca. Dziś największą siłą kielczan jest runda jesienna, podczas której uzbierali tak dużo punktów, że nie muszą martwić się utrzymaniem. Po podziale 11 punktów przewagi zmalałoby do pięciu oczek i koroniarze dołączyliby do grona głównych kandydatów do spadku. Niewykluczone też, że w klubie rozpoczęto by spontaniczną akcję ratunkową pt. zmiana trenera.

d) Wisła nie mogłaby rozkładać leżaków. Nie wierzymy w to, że „Biała Gwiazda” mogłaby spaść z ligi nawet po podziale punktów. Nie te charaktery, nie ta jakość, nie ten klimat. Nad bezpiecznym miejscem miałaby jednak tylko sześć punktów przewagi – a to okoliczności, w których trzeba byłoby zachować czujność. 

Fot. FotoPyK