Podkręć jak Ward-Prowse
Anglia

Podkręć jak Ward-Prowse

Powiedzieć, że wzoruje się na Davidzie Beckhamie może każdy. Ale James Ward-Prowse od słów potrafi przejść do czynów. W tym sezonie po rzucie wolnym miał już na rozkładzie Davida De Geę, teraz do listy ofiar dołożył aktualnego mistrza świata Hugo Llorisa. Przybliżając Southampton do utrzymania, a Tottenham skazując na czwarty kolejny mecz ligowy bez wygranej.

Długie godziny na treningach spędzone sam na sam ze sztucznym murem, z piłką ustawioną kilkanaście, kilkadziesiąt metrów od celu, dziś spłaciły się z nawiązką. Bo nie tylko dały zwycięstwo, ale dały wygraną tak znaczącą dla Southampton i jednocześnie kosztowały Tottenham porażkę tak fatalną w skutkach. Koguty mogą bowiem stracić resztki oddzielającego ich od goniących Arsenalu, Manchesteru United i Chelsea buforu. Jeśli Czerwone Diabły ograją jutro Kanonierów, zrównają się punktami z podopiecznymi Mauricio Pochettino. Coś, co w momencie zwolnienia Jose Mourinho wydawało się nie do pomyślenia – Tottenham miał wtedy nad nimi trzynaście punktów przewagi – staje się absolutnie realne.

Dla Świętych to zaś trzy punkty na wagę złota. Pewnie i jeden wzięliby z pocałowaniem ręki, ale wygrane Cardiff i Brighton w tej kolejce sprawiają, że ogranie zdecydowanego faworyta smakuje jeszcze lepiej.

By stało się to realne, Southampton musiało przejść nie lada metamorfozę w zaledwie kwadrans. Ralph Hasenhuttl zdołał jednak przerwę w meczu wykorzystać po mistrzowsku. Podwójna zmiana w 46. minucie – Long i Sims za Romeu i Austina – wydawała się odważnym manewrem, może wręcz desperackim. Ale tak trzeba było reagować, do przerwy było 0:1, Tottenham dominował, obrona Southampton raz za razem była szarpana przez Koguty. Jednobramkowe prowadzenie gości było najniższym wymiarem kary. Bo Yoshida zamiast wbić sobie samobója trafił w słupek, bo Eriksen z wolnego przylutował tylko w poprzeczkę.

Czy Jan Bednarek mógł Świętych ustrzec przed golem na 0:1? Mógł, owszem. Akcentował to w analizie w przerwie meczu Kamil Kosowski – gdy kontra Spurs dopiero nabierała rozpędu, a Alli otrzymał piłkę w okolicach koła środkowego, Polak wychodził wysoko za Anglikiem. Ale zawahał się, nie doskoczył, choćby po to, by sfaulować i dać czas na ustawienie się w obronie. Zamiast tego wycofał się, a  Koguty wyszły trzech na trzech, zawodnicy Southampton biegli blisko siebie, szerzej poszedł Alli, reszta jest poezją. Dogranie pomocnika reprezentacji Anglii nad głowami defensorów, Vestergaard traci z oczu Kane’a, snajper przyjmuje i pewnie posyła piłkę do siatki. Od asysty po wykończenie – maestria.

Swoją drogą, wracający do składu Tottenhamu po kontuzji Alli był po prostu pełen werwy, energii, głodu gry. Widać było, że czasami chce wręcz aż za bardzo, symptomatyczna była akcja na przebój, w której zakiwał się zdecydowanie za bardzo i stracił ostatecznie piłkę na skraju pola karnego Świętych, by sekundę później ruszyć ze wślizgiem wymierzonym na odbiór futbolówki, tak by znów móc czuć ją przy nodze.

Wydawało się, że Tottenham z nakręconym Allim, ze strzelającym serią Kanem – trafił i z Arsenalem, i z Dortmundem, i dziś w pierwszej części spotkania – z Eriksenem, któremu tak niewiele brakowało do gola z wolnego, po prostu strzeli drugiego, może trzeciego gola i dojedzie do końca z taką mądrością, z jaką dopiero co zagrał w Dortmundzie.

A jednak Koguty w drugiej połowie nie zrobiły nic, by wygrać mecz, a bramkę na 1:1 w zasadzie strzeliły sobie same. Yann Valery doszedł do płasko zagranej z lewego skrzydła piłki na długim słupku, której najpierw wślizgiem nie przeciął Davinson Sanchez, a później – z wiadomych tylko sobie przyczyn – świadomie puścił między nogami Danny Rose. Jakby nie dopuszczał myśli, że metr, może dwa za nim jest Valery.

Wspomniany na wstępie Ward-Prowse tylko dokończył dzieła zniszczenia. Raz jeszcze – jak z United – podkręcił perfekcyjnie. Ze znakiem jakości idola, Davida Beckhama.

Southampton – Tottenham 2:1
Valery 76’, Ward-Prowse 81’ – Kane 26’

***

Jak właściwie co weekend oglądaliśmy dziś kolejny z odcinków serialu „Anglicy w oczekiwaniu na VAR”.

Tym razem w meczu Crystal Palace z Brighton. Nie minęła minuta tej kolejki, a już było o czym dyskutować. Anthony Knockaert – który później odegrał kluczową rolę – wjechał w rywala wysoko podniesioną nogą. Jak się wydaje, pozostał na placu gry tylko dlatego, że nie upłynęło nawet sześćdziesiąt sekund i sędzia nie chciał zaczynać od asa kier.

Niestety, to nie wszystko, za co należy zganić Craiga Pawsona. Decyzja o karnym na 1:1 na Androsie Townsendzie była dobra, wcześniej jednak w równie czytelnej sytuacji arbitrowi umknęło przewinienie Scotta Danna na Shanie Duffym.

Na szczęście nie samymi kontrowersjami żył pierwszy mecz kolejki. Kto odpalił telewizor nieco wcześniej, kto zaryzykował i zamiast pomóc swojej kobiecie w odkurzaniu, wnieść zakupy czy pościerać kurze z regału (koniecznie podnieś wszystkie książki, wytrzyj grzbiety, bla bla), tego nie będzie gryźć sumienie, że swój czas zmarnował.

Ozdobą spotkania był przepiękny gol zza pola karnego Anthony’ego Knockaerta. Francuz jest piekielnie nieregularny, w Premier League nie potrafi wciąż utrzymać równej, wysokiej formy w dłuższym oknie czasowym, a przecież w Championship był swego czasu nawet piłkarzem sezonu. Ale jak błyśnie, jak zejdzie ze strzałem, to klękajcie narody.

Dziś klęknęły.

Gdy takie gole nie odmieniają wyniku, podwyższają i tak spore prowadzenie czy są trafieniami pocieszenia – fajnie, ale pozostaje niedosyt. Tutaj takie trafienie dało zwycięstwo, pierwsze ekipy Brighton na wyjeździe odniesionym nad zespołem spoza najgorszej dwójki ligi, a więc Fulham i Huddersfield. Zwycięstwo 2:1, bo wcześniej ładną bramkę po wybiciu stoperów Brighton zdobył Glenn Murray, a wyrównał bezbłędnie egzekwując karnego Luka Milivojević.

Niedosytu nie ma, niesmak pozostaje. No bo gdyby VAR był, po kilkudziesięciu sekundach meczu Knockaerta na boisku by po prostu nie było.

Crystal Palace – Brighton 1:2
Milivojević 50′ (k.) – Murray 19′, Knockaert 74′

***

Pozostałe wyniki:

Cardiff – West Ham 2:0
Hoilett 4′, Camarasa 52′

Huddersfield – Bournemouth 0:2
Wilson 20′, Fraser 66′

Leicester – Fulham 3:1
Tielemans 21′, Vardy 78′, 86′ – Ayite 51′

Newcastle – Everton 3:2
Rondon 65′, Perez 81′, 84′ – Calvert-Lewin 18′, Richarlison 32′

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (1)