Wystartowała norweska odpowiedź na Turniej Czterech Skoczni. Jak poradzą sobie Polacy?
Inne sporty

Wystartowała norweska odpowiedź na Turniej Czterech Skoczni. Jak poradzą sobie Polacy?

Oslo, skocznia Holmenkollen. Dla skoków narciarskich to wyjątkowe miejsce, coś jak Old Trafford dla kibiców piłkarskich, albo uliczny tor w Monte Carlo dla miłośników Formuły 1. Dziś w tym legendarnym miejscu wystartowała trzecia edycja RAW AIR, prestiżowego turnieju, w którym do zgarnięcia są konkretne pieniądze.

RAW AIR to norweska odpowiedź na Turniej Czterech Skoczni. Tutaj skocznie też są cztery, w tym jedna mamucia – na zakończenie. Różnic pomiędzy tymi zawodami, a tymi z przełomu roku z Austrii i Niemiec, jest jednak sporo. Podstawowa jest taka, że tutaj do klasyfikacji łącznej liczą się nawet kwalifikacje, nazywane prologiem.

W nich – najlepszy okazał się reprezentant gospodarzy Robert Johansson. Tuż za sympatycznym wąsaczem uplasował się Kamil Stoch. Dziewiąty był Jakub Wolny, dziewiętnasty świeżo upieczony mistrz świata Dawid Kubacki, kilka miejsc za nim zakwalifikował się Piotr Żyła.

Jutro na Holmenkollen odbędzie się konkurs drużynowy, w niedzielę – zawody indywidualne. Każdy skok z tego weekendu – w sumie pięć – będzie brany pod uwagę w klasyfikacji łącznej turnieju. Z Oslo wesoła ferajna przeniesie się do Lillehammer, gdzie już w poniedziałek odbędą się kwalifikacje, a we wtorek – konkurs indywidualny. Kto jednak pomyśli, że to tyle skakania – będzie w grubym błędzie – to będzie dopiero półmetek turnieju, w którym organizatorzy przewidzieli wszystko poza… dniami przerwy. Prosto z Lillehammer rywalizacja przeniesie się do Trondheim (kwalifikacje i zawody indywidualne), a następnie (znów bez zbędnych przestojów) do Vikersund, na mamucią skocznię. W sumie w ciągu 10 dni pokonają jakieś 1000 kilometrów w samochodach oraz wezmą udział w 16 seriach skoków wliczanych do klasyfikacji łącznej (plus treningi i serie próbne).

Dla skoczków te zawody to oczywiście szansa na cenne punkty do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Tam – teoretycznie – wszystko co najważniejsze, jest już rozstrzygnięte. Ryoyu Kobayashi (dziś szósty) ma 1620 punktów i Kamila Stocha wyprzedza o blisko 500. Matematycznie – taką przewagę dałoby się zniwelować.

W praktyce jednak wymagałoby to remontady znacznie większej niż zaprezentowały ostatnio Ajax Amsterdam i Manchester United razem wzięte i byłoby ciężkie do zrobienia, nawet gdyby wspomniany Kobayashi dziś wieczorem postanowił wstąpić do buddyjskiego zakonu i raz na zawsze rzucił skakanie.

W RAW AIR gra będzie się toczyć więc o zmniejszenie strat do Japończyka oraz o dalsze miejsca w Pucharze Świata. Plus – o kupę szmalu. Bo choć pod względem tradycji ten cykl z Turniejem Czterech Skoczni mierzyć się nie może, to już pod względem nagród finansowych dla najlepszych – jak najbardziej. Ba, na tym polu to świąteczno – noworoczne zawody są ubogim krewnym. Tam zwycięzca (Kobayashi, oczywiście) odebrał czek na niespełna 20 tysięcy euro. W Vikersund najlepszy skoczek RAW AIR otrzyma 60 tysięcy euro. Zdecydowanie – jest o co walczyć.

Z okazji Dnia Kobiet nie wypadałoby nie wspomnieć, że w tym roku po raz pierwszy odbędzie się także RAW AIR dla pań. A z okazji piątku nie wypadałoby nie wspomnieć, że impreza w Oslo to dla kibiców połączenie sportowego święta i… po prostu piątku. Alkohol pod Hollmenkollen leje się szerokim strumieniem, rok temu było trochę za grubo.

W tym roku skoki odbywają się o wcześniejszych godzinach. Liczymy, że dzięki temu kibice wypiją mniej alkoholu. Rok temu święto narciarstwa przerodziło się w święto pijaństwa, które kompletnie wymknęło się spod kontroli. W tym roku będziemy reagować bardziej stanowczo – zapowiada Tor Strand z jednostki policji zabezpieczającej imprezę.

Cóż, nie pozostaje nam nic innego, jak życzyć norweskim kibicom wspaniałej zabawy, a polskim skoczkom – dalekich lotów.

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (0)