Marzy mi się rekord Polski w sprzedaży karnetów, a wolę spełniać swoje marzenia
Weszło FM

Marzy mi się rekord Polski w sprzedaży karnetów, a wolę spełniać swoje marzenia

Gościem Wojciecha Pieli w audycji „Temat dnia” na antenie Weszło FM (całość już dostępna TUTAJ) był Jarosław Królewski, który skomentował bieżące kwestie związane z Wisłą Kraków i odpowiedział na pytania dociekliwych użytkowników Twittera. Zakończona spektakularnym sukcesem akcja crowdfundingowa, negocjacje z potencjalnymi inwestorami, perspektywa dorobienia się na Wiśle, przyszłość klubu, długi – ulubieniec kibiców Białej Gwiazdy nie uchylił się od odpowiedzi na żadne pytanie, nawet te dokuczliwe.

Udało się zebrać 4 miliony złotych w ciągu 24 godzin. Akcja crowdfoundingowa przekroczyła najśmielsze oczekiwania?

Jak państwo wiedzą, po podniesieniu kapitału mieliśmy świadomość, ze chcemy zrobić taką emisję akcji. Spodziewaliśmy się, że potrwa to trochę dłużej – najpierw zakładaliśmy 14 dni, potem 48 godzin. Doba to jest absolutny rekord lojalności kibiców względem klubu. Niesamowity wynik, ogromna klasa sympatyków Wisły.

Skąd pomysł na taką akcję?

On kiełkował w głowach wielu osób. Takie pomysły pojawiały się też na forach Wisły. Dwa, trzy miesiące temu. Od początku chcieliśmy wejść w ten temat, szukaliśmy tylko odpowiednie platformy, która mogłaby tę akcję zrealizować. Wybraliśmy jedną z nich. Ten pomysł nie jest specjalnie nowatorski w innych dziedzinach niż futbol.

Zapowiedział pan dwie takie truskawki na ten tydzień. Pierwsza to wspomniana akcja, druga to podpisanie kontraktu z Jakubem Błaszczykowskim?

Myślę, że może się wydarzyć jeszcze coś innego. Zobaczymy! Mam kilka truskawek, jeszcze nie wiem, która będzie pierwsza.

Wydaje się, że bardzo ważna jest dla was w tej chwili transparentność. Nie ukrywacie skali zadłużenia klubu.

Zdecydowanie. Proszę jednak zauważyć, że część długów klubu jest oczywiście wirtualna. Natomiast dla nas jest priorytetem, żeby każdy kibic Wisły wiedział, jaka jest aktualna sytuacja. Transparentność jest bardzo potrzebna po tym niechlubnym okresie w historii klubu.

To pomoże w uzyskaniu licencji na przyszły sezon?

Zdecydowanie tak. Dzisiaj klub jest dość stabilny finansowo i mamy nadzieję, że będzie już tylko lepiej. Jesteśmy o wiele bliżej niż dalej, jeśli chodzi o licencję. Ale również jeżeli chodzi generalnie o podejście do sprawy – piłkarzy, ludzi będących naokoło klubu.

Pękła liczba dziesięciu tysięcy sprzedanych karnetów.

Mnie się marzy rekord Polski przed meczem ze Śląskiem Wrocław. A raczej wolę spełniać swoje marzenia niż ich nie spełniać. Rywalizujemy z Widzewem.

Czy będzie szansa na kolejna akcję emisyjną?

My dzisiaj, jako Wisła, nie jesteśmy jeszcze gotowi, żeby wejść na giełdę. To byłoby brak pokory z takim długiem. Natomiast w tym tygodniu podejmiemy dalsze decyzje – czy istnieją formy, możliwości i chęci, żeby nadal upłynniać nasz kapitał. Proszę dać nam chwilę, może tydzień, wtedy będziemy wiedzieli co dalej.

Czytał pan wywiad Rafała Wisłockiego z Pawłem Wilkowiczem? Czy pan również nie ma obaw, że te środowiska, które do tej pory niszczyły Wisłę, mogę całą tę waszą akcję ratunkową obrócić wniwecz?

Przy takiej liczbie kibiców, którzy kupili bilety i karnety staram się jednak zachować optymizm. Musi być w tym jakaś równowaga. Widzę to w taki sposób z mojej perspektywy – systemy są autopojetyczne. Same potrafią regulować swoje zasoby, podobnie jak rynek, który sam się reguluje. Kontrola prowadzona przez was, przez media, powinna sprawić, że najbliższy mecz przebiegnie w dobrej atmosferze.

Docierały do pana jakieś niepokojące sygnały?

Nie. Jeszcze nigdy nie miałem do czynienia z żadnymi groźbami, choć dostałem pięć tysięcy różnych wiadomości od kibiców.

Wszystkie pan czyta?

Mam przygotowane pewne kluczowe słowa, żeby ewentualnie wyłapywać coś niepokojącego. Wszystkich wiadomości przeczytać nie jestem w stanie, przejrzałem pewnie tylko kilka procent z nich. Ale jest algorytm, który analizuje dla mnie jakieś dziwne teksty.

Pozwolę sobie zadać też parę pytań od użytkowników Twittera. Marcin Borys pyta, czy zostanie pan z Wisłą w jakiejś formie, a jeśli nie, to czy można się spodziewać jakichś ruchów inwestorskich? Mowa o nowym właścicielu.

Nie interesuje mnie sprawowanie w klubie żadnej formalnej funkcji. Chcę natomiast, żeby Wisła stanęła na nogi z telemarkiem. Pracuję nad znalezieniem nowych inwestorów. Osobiście rozmawiam z pięcioma, dziesięcioma potencjalnymi inwestorami. To są już większe fundusze, z dużą historią. Natomiast na konkrety za wcześnie – to cały czas jest druga, maksymalnie trzecia randka.

Markset pyta: co dalej? Czy pożar jest ugaszony na dobre, czy w czerwcu będziecie gasić kolejny?

Ta runda upłynie znacznie spokojniej niż ostatnie pół roku. Kupiliśmy tak dużo czasu, że w czerwcu będziemy gotowi na kolejną batalię. Nie nakładamy na siebie terminów, nie chcemy sprzedać klubu jak najszybciej. Wisła dzisiaj ma swoje wymagania odnośnie inwestorów. Nie musimy się godzić na pierwszą-lepszą ofertę. To według mnie największy sukces klubu.

Radosław Noworyta prosi żeby pan zgasił jego znajomego, który sugeruje, ze wyłożył pan hajs na Wisłę tylko po to, by na tym później zarobić.

O kurde. Jeśli mi się te działania zaczną opłacać, to znaczy, że Wisła będzie grać w Lidze Mistrzów. A taki scenariusz będzie opłacalny nie tylko dla mnie, ale dla nas wszystkich. Nie wiem, czy do takiego momentu dożyję, chociaż chciałbym. Idąc dalej narracją zaprezentowaną przez znajomego pana Radosława… Gdybym tę pożyczkę dla Wisły wydał na reklamowanie siebie w sieci, to codziennie widać by było mój portret we wszystkich właściwych serwisach. Po drugie – rynek polski nie jest w tej chwili docelowym dla mojej firmy. Poza tym – żeby zarobić na Wiśle, musiałbym odrobić 20 milionów w ciągu ośmiu miesięcy. Co oczywiście jest dla mnie jakąś motywacją, ale daleka do tego droga.

Jeżeli znajdzie się kiedyś osoba, która na Wiśle zechce naprawdę zarabiać, to stanie się najlepsza dla tego klubu rzecz. Ten człowiek będzie wiedział, co należy z Wisłą zrobić. My, jak państwo wiedzą, nie chcemy klubu sprzedawać byle komu, za byle co, po byle jakiej cenie. Moglibyśmy sprzedać Wisłę już dzisiaj, a ktoś by ją za trzy miesiące zamknął. Takie rozwiązanie nas nie interesuje. Jeśli kiedyś zacznę zarabiać na klubie, to o tym państwu powiem. Zresztą mogę nawet zadeklarować, że wszystko co zarobię oddam na cele charytatywne. Proszę się nie martwić.

VNDFTD pyta, czym została poparta wycena spółki na wysokość 80 milionów złotych? Czy nie uważa pan, że wpuszczenie do spółki ludzi bez pojęcia o takich inwestycjach to wykorzystywanie ich niewiedzy, żeby niskim kosztem dokapitalizować klub?

Wycena jest oparta na tym, jak wygląda kapitał zakładowy Wisły Kraków. Jest całkowicie racjonalna – to jest brand, który ma sto lat. Każda inna wycena deprecjonowałaby tę spółkę. Poza tym, proszę nie robić z kibiców Wisły głupków. Oni dokładnie wiedzą, po co i dlaczego inwestowali. Dostali wszystkie dokumenty dotyczące długów. Mówienie o tym, że ktoś tu został wykiwany jest infantylnym podejściem do tematu. To jest temat debaty publicznej. Każdy wie, w jakiej jesteśmy sytuacji. Ludzie są wolni i inteligentni, mogą podejmować decyzje sami. Nie ma tu niczego, o czym nasi wspaniali akcjonariusze nie wiedzieli. Informacja była przejrzysta i prosta. Trzeba było kliknąć dziesięć razy, żeby dokonać zakupu. Tak jak na stacji benzynowej, gdzie jabłko jest droższe niż w warzywniaku na rogu. To decyzja sprzedającego. Nasza decyzja była taka i koniec, kropka.

Ponad osiem tysięcy akcjonariuszy – gdzie zrobicie walne zgromadzenie?

Proszę się nie martwić, mamy na to sposoby. Impreza na osiem tysięcy osób byłaby na pewno wspaniała.

Konrad Chmielewski pyta o dokumenty zebrane przez prokuraturę. Czy to nie uniemożliwia sprzedaży klubu?

Moim zdaniem nie ma to w ogóle wpływu na przebieg naszych negocjacji. Każdy inwestor będzie dumny i zadowolony, że ma takich fajnych i lojalnych kibiców.

Tomasz Ślęzak pyta o pana: co się stało, że tak się pan otworzył na ludzi?

Moi profesorowie pamiętają mnie z czasów pierwotnych i wiedzą, że tyle klęsk, co ja poniosłem na różnego rodzaju wykładach, to mało kto poniósł. Upadłem w życiu tyle razy, że już się na wszystko uodporniłem.

Jeżeli chcecie odsłuchać całość audycji – zapraszamy, zachęcamy. Jarosław Królewski wjeżdża około 22:40.

KOMENTARZE (13)