Od dwóch lat chciałem odejść. MLS? To już nie jest liga dla emerytów
Weszło

Od dwóch lat chciałem odejść. MLS? To już nie jest liga dla emerytów

Przemysław Frankowski wreszcie dopiął swego i wyjechał z Jagiellonii Białystok za granicę, ale swoim wyborem zaskoczył niemal wszystkich, decydując się na Chicago Fire. W rozmowie z Weszło 23-letni skrzydłowy tłumaczy, dlaczego zdecydował się właśnie na ten kierunek i odrzucił ofertę z Rosji, czemu nie poczekał do lata, jak liga MLS się rozwinęła, dlaczego nie miał propozycji z Europy Zachodniej i z jakiego powodu co pół roku czuł frustrację w momencie zamykania okienek transferowych. Zapraszamy. 

Jak się czujesz jako 23-letni emeryt? Nie brakowało takich komentarzy.

Obiły mi się o uszy (śmiech). Śmieję się z tego i tyle. Nie będę się nikomu na siłę tłumaczył czy z kimś walczył. To moja decyzja i tyle.

No właśnie, co sprawiło, że podjąłeś taką decyzję? Mimo wszystko MLS to nie jest oczywisty kierunek dla polskiego piłkarza w twoim wieku, który na dodatek zaczął występować w reprezentacji. 

Wydaje mi się, że wielu ma stereotypowe myślenie o MLS. Ta liga zmienia się z roku na rok, jest coraz lepsza. Widzimy to nawet po transferach, które są przeprowadzane z USA do czołowych lig w Europie.

Chciałem odejść z Jagiellonii, od dwóch lat co pół roku pojawiała się jakaś oferta, ale klub nigdy się nie dogadywał z drugą stroną, nie chciał mnie puścić. Z miesiąca na miesiąc ta złość gdzieś narastała. Wiadomo, że za każdym razem musiałem się jej jak najszybciej pozbywać i dalej pracować na dobrą ofertę. Tak starałem się robić. Teraz dostałem zielone światło od „Jagi” i od trenera Ireneusza Mamrota, który sam mówił, że powinienem zmienić otoczenie, bo już trochę za długo jestem w jednym miejscu – tym bardziej w moim wieku. Chciałem spróbować czegoś nowego i wybrałem Stany Zjednoczone. Zrobię wszystko, żeby nie żałować tego kroku.

Trener Mamrot również w wywiadach przyznawał, że potrzebujesz nowego bodźca. Czułeś, że grozi ci stagnacja w Białymstoku?

Czułem i to bardzo. Wiele razy rozmawiałem z trenerem i mówiłem, że potrzebuję nowego wyzwania, nowego otoczenia. Wziąłem to, co mi życie dało, a dało mi Chicago. Na tę chwilę bardzo się cieszę, że tam trafiłem.

Prezes Cezary Kulesza mówił na Sport.pl: „Przemek jak co okienko przebierał nogami, żeby wyjechać. Po prostu chciał odejść”. Czyli właśnie od tych dwóch lat przebierałeś nogami?

Tak, już wcześniej czułem się gotowy na zmiany. Kluby się jednak nie dogadywały. Nie chcę już mówić, z czyjej winy, to nie miałoby sensu. Cieszę się, że wszystko już za mną, że mogę wreszcie ruszyć dalej. Dużo zawdzięczam Jagiellonii i trenerom, z którymi w niej współpracowałem, ale w końcu trzeba było zmienić otoczenie.

Prezes Kulesza najwyraźniej też stereotypowo postrzega MLS. W tej samej rozmowie stwierdził: „Nie wiem, czy wybrał dobry kierunek, bo moim zdaniem do USA wyjeżdża się na emeryturę, a nie po to, żeby zbudować swoją karierę”. 

(śmiech) Każdy ma swoje zdanie, nie będę tego komentował.

Mówisz o wcześniejszych okienkach i innych klubach. Jakie to były tematy? Pamiętam przede wszystkim francuskie SM Caen.

Z oficjalnych ofert była właśnie ta z Caen i już wcześniej z Chicago. Chcieli mnie tam już pod koniec ubiegłego sezonu, ale wtedy sam nie do końca byłem przekonany do odejścia w takim kierunku, bo walczyłem o wyjazd na mundial do Rosji. Niestety się nie udało, ale nie żałuję, że wtedy zostałem. Były jeszcze inne tematy, jakieś wypożyczenia.

Tak szczerze: jak na początku zareagowałeś, gdy usłyszałeś, że chce cię Chicago Fire? Też stereotypowo?

Wcześniej zakładałem, że jeśli już odejdę, to raczej na zachód Europy. Nie każdy jednak ma oferty z Włoch, Niemiec czy Anglii i może sobie wybierać. W pierwszym odruchu po usłyszeniu o Chicago byłem trochę zmieszany. W Polsce MLS jest ligą słabo wypromowaną, niewiele o niej wiemy. Ale pomału dowiadywałem się więcej, agenci też mówili, że to coraz lepszy kierunek dla młodszych piłkarzy. Ci, którzy mówią o emerytach, niech spojrzą tylko na transfery wychodzące w tym zimowym okienku. Miguel Almiron z Atlanty United do Newcastle za 24 mln euro. Alphonso Davies z Vancouver Whitecaps do Bayernu za 10 mln euro. Tyler Adams przeszedł z Nowego Jorku do RB Lipsk. Od nas do Glasgow Rangers poszedł obrońca Matt Polster. W drugą stronę też mogą być duże transfery. Wspomniana Atlanta jeszcze przed odejściem Almirona zapłaciła ponad 13 mln euro za Gonzalo Martineza z River Plate, a rok temu za Ezequiela Barco wyłożyła ponad 12 baniek. To nie jest piłkarski zaścianek. Nemanja Nikolić gra w Chicago od dwóch lat i mówi, że sam widzi, jak ta liga idzie do przodu. Również uważa, że to może być dla mnie dobry kierunek.

Fot. 11 - Football Players

Fot. 11 – Football Players

We wspomnianym wywiadzie prezes Kulesza uważa jednak, że ty i Karol Świderski powinniście poczekać z odejściem do lata. Mówi o tobie: „Gdyby wiosną grał regularnie i pokazał się dobrze w dwóch meczach kadry, to Jerzy Brzęczek musiałby na niego postawić. Latem po takiego piłkarza ustawiłby się sznur chętnych. A zamiast tego będzie grał kilka tysięcy kilometrów od Europy”.

Nie ma co tak daleko wybiegać w przyszłość. Nie wiadomo, co by się wydarzyło. Mogłaby przyjść kontuzja albo jakiś gorszy moment, nie dostałbym żadnych ofert i dalej grałbym w Jagiellonii. Wziąłem to, co było do wzięcia. Nie chcę kogoś na siłę przekonywać, żeby pochwalił moją decyzję, ale jestem ambitnym człowiekiem i czasem lubię coś komuś udowodnić. Zamierzam to zrobić na boisku.

Nie jest tajemnicą, że wybierałeś między Chicago Fire a Achmatem Grozny. Od początku na ofertę z Rosji patrzyłeś mniej przychylnie?

Nie ukrywam, że sporo się zastanawiałem, to nie był wybór, który natychmiast stał się oczywisty. Rozmawiałem z wieloma osobami ważnymi dla mnie, z których zdaniem się liczę. Ale jeśli piłkarz ma dwie oferty na stole, przeważnie od razu czuje, gdzie jest mu bliżej. Ja czułem, że bliżej mi do Chicago i tak wybrałem.

W przypadku Achmata odstraszał fakt, że to jednak Czeczenia, miejsce do życia gorsze niż USA?

Wiadomo, że piłka to nie tylko mecze i treningi, jest też normalne życie na co dzień. Brałem ten aspekt pod uwagę, choć nie był on decydujący. Jakby nie było, już kilku Polaków tam grało, sprowadzali rodziny i jakoś dawali radę. Co nie zmienia faktu, że w Chicago z pewnością żyje się lepiej niż w Groznym, tu nie ma dwóch zdań. Głównym aspektem była jednak perspektywa rozwoju, w MLS mogę pójść do przodu.

Nim się ostatecznie zdecydowałeś, ofertę Achmata przyjął Damian Szymański. Nie zasiało to ziarna wątpliwości, że może warto pójść do Rosji?

Rozmawiałem z Damianem, propozycje dla nas nadeszły w tym samym czasie. On jednak nie miał innych ofert, więc proste było to, że wybierze Achmat. Ja miałem pole manewru, nie uniknąłem bólu głowy, ale zdecydowałem się na Chicago i zrobię wszystko, żeby nie żałować.

Nie byłeś rozczarowany faktem, że teraz nie było na ciebie chętnych z Europy Zachodniej? Teoretycznie powinieneś być łakomym kąskiem: nadal dość atrakcyjny wiek, duże doświadczenie w Ekstraklasie, coraz lepsze mecze w reprezentacji…

Na taki kierunek się nastawiałem, myślałem, że może ktoś się po mnie zgłosi. Zimą jednak trochę trudniej odejść, latem kluby przeprowadzają więcej transferów. Ale będąc szczerym, to jakichś świetnych liczb w polskiej lidze nie miałem. Powiedziałbym nawet, że są bardzo średnie, a na samej reprezentacji tak daleko zajechać nie można. Jasne – wracamy do poprzedniego wątku – mógłbym poczekać jeszcze pół roku, ale nie chciałem. Za długo odczuwałem potrzebę zmian, by znów zostawać.

Jesienią było już widać, że coś się psuje w twojej grze. 15 meczów ligowych, 3 gole, 1 asysta, więcej spotkań rozczarowujących niż dobrych. 

Nie byłem w ostatniej rundzie mocnym punktem Jagiellonii, doskonale o tym wiem. Nie muszę czytać gazet czy portali, żeby mieć tę świadomość. Można dywagować, czy się dusiłem czy nie, ale uważam, że odejście z „Jagi” powinno nastąpić trochę wcześniej.

Zaczęło ci brakować entuzjazmu, radości z gry?

Na pewno czegoś brakowało. Trudno mi stwierdzić, czy chodziło o motywację. Do każdego meczu starałem się podchodzić jak do najważniejszego. Czasami nie wychodziło, ale serducho zawsze oddawałem. To nie było tak, że przestało mi zależeć. Nic z tych rzeczy. Jakaś frustracja się jednak pojawiała i rosła, skoro od tylu okienek czuło się chęć odejścia, pojawiały się oferty, a nic z tego nie wychodziło.

Kiedy ta frustracja była największa?

Zawsze w momencie zamknięcia okienka. Człowiek zdawał sobie sprawę, że zostaje na kolejne trzy miesiące. Jasne, potem jest kolejne okienko, ale przez te trzy miesiące trzeba za każdym razem udowadniać, że jesteś wartościowym zawodnikiem i warto, by jakiś klub zachodni się tobą zainteresował. A to nie jest takie łatwe, gdy czujesz frustrację. Trzeba ją jak najszybciej z siebie wyrzucać, bo ona strasznie przeszkadza w dobrej grze.

Kiedy byłeś w najwyższej formie w Jagiellonii: na początku wiosny tamtego roku, czy w sezonie 2016/17, który pod względem liczb miałeś najlepszy?

Liczby na mojej pozycji są ważne, wręcz najważniejsze, dlatego wskażę sezon 2016/17. Był dobry, równy w moim wykonaniu. Czułem się mocno i pewnie na boisku, aczkolwiek z początku ubiegłorocznej wiosny też jestem zadowolony. Wtedy w gazie byłem nie tylko ja, ale cały zespół.

W Ekstraklasie wyraźnie masz więcej goli niż asyst, co jak na skrzydłowego jest czymś nietypowym. Skąd się to wzięło? Koledzy są tak nieskuteczni?

Nie ma co zwalać na kolegów, nie wolno tak. Na pewno mam jakieś braki, doskonale o tym wiem, powinienem mieć więcej asyst. Pracuję nad tym, żeby to zmienić. Nieraz asysta to po prostu szczęście, może go również czasami brakowało.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Jagiellonia Bialystok - Legia Warszawa. 26.10.2018

Gdy rozmawiałem o tobie z wprowadzającym cię do Ekstraklasy „Bobo” Kaczmarkiem, stwierdził, że jesteś urodzoną „dziesiątką” i marnujesz się na skrzydle. Co ty na to?

Tak już przywykłem do roli skrzydłowego, że nawet nie biorę pod uwagę zmiany pozycji. Wiadomo, w razie potrzeby mógłbym zagrać w środku pola, tak jak zdarzało mi się występować na prawej obronie, ale nominalnie zawsze będę widział się na skrzydle.

Dochodzimy do wątku bardzo istotnego związanego z transferem do USA, wątku reprezentacji. Konsultowałeś swój wybór z Jerzym Brzęczkiem?

Kadra jest dla mnie bardzo ważna, przyjeżdżając na jej zgrupowania cieszę się jak małe dziecko, które dostaje cukierka. Oczywiście, że rozmawiałem z selekcjonerem, ale szczegóły tej rozmowy zostaną między nami.

Zapytam inaczej: Brzęczek nie odradzał ci tego kierunku?

Nie mogę tego skomentować.

Ok, ale w tym kontekście wielu ma największe obawy co do twojej przeprowadzki za Ocean. Inna strefa czasowa, za każdym razem długie loty samolotem. Obawiasz się tego?

Nie obawiam się, choć jestem ciekawy, jak to będzie. Ale obawiać się nie mam czego, wiem, na co się piszę. Nie będę szukał wymówek, że strefa czasowa czy coś tam. Może to będzie istotne, może nie, przekonamy się. W MLS jest wielu zawodników, którzy otrzymują powołania do europejskich reprezentacji, więc jak widać, nie są to rzeczy nie do przeskoczenia.

Masz wkalkulowane, że ten transfer może – nie musi – utrudnić ci ugruntowanie swojej pozycji w reprezentacji?

Rozmawiałem z selekcjonerem i wiem, jak wygląda sytuacja.

Tak jak w Jagiellonii jesienią zawodziłeś, tak po listopadowych meczach w kadrze wydawałeś się jednym z największych wygranych zgrupowania. Miałeś poczucie, że wykorzystałeś szansę?

Tak. Dobrze się czułem i myślę, że nie zawiodłem. Nie były to rewelacyjne występy, ale całkiem solidne już tak. Żałuję, że zaraz potem doznałem kontuzji, bo gdyby nie to, może moja sytuacja byłaby jeszcze lepsza. Ale nie ma co gdybać, tego nie zmienię.

Przy podpisywaniu kontraktu byłeś w Chicago na miejscu. Jak wrażenia?

Miasto – wiadomo: wielka aglomeracja, mieszka w niej wielu Polaków. Już nawet do mnie piszą czy dzwonią z radia, zapraszają na jakieś bale, ale na razie nie przyjechałem do Chicago, żeby jeździć z imprezy na imprezę. Chcę tam dobrze grać w piłkę. W klubie ludzie są bardzo pomocni, serdeczni. Teraz mamy obóz w Madrycie i jest podobnie – wszyscy uśmiechnięci, pozytywnie nastawieni, rzadko na coś narzekający.

A baza treningowa?

Na pewno lepsza niż Pogorzałki (śmiech). Ale wiem, że Jagiellonia buduje teraz świetną bazę, szacunek. Co do bazy Chicago, nie są z niej do końca zadowoleni i za jakiś czas chcieliby ją zmienić. Skoro jednak przez ostatnie lata trenowałem w Pogorzałkach, to nawet teraz wszystko będzie mi odpowiadało.

Pilka nozna. Liga Narodow. Reprezentacja Polski. Trening. 19.11.2018

Z Nemanją Nikoliciem na razie masz najlepszy kontakt?

Tak, mieszkamy razem w pokoju. To świetny, pozytywny gość, w Polsce zna go każdy obserwator Ekstraklasy. Dużo ze sobą rozmawiamy, jeśli trzeba, to mi w czymś pomaga.

Najbardziej znane nazwisko w kadrze Chicago Fire to Bastian Schweinsteiger.

Widać, że to ktoś, kto grał na naprawdę wysokim poziomie, ma przepiękną karierę, ale na treningu nie patrzysz, czy to Bastian, czy ktoś inny. Każdy walczy o swoje.

Teraz macie ciężki obóz w Hiszpanii.

Dokładnie, zasuwamy od rana do wieczora. Nie jest łatwo, ale tak musi być. MLS gra systemem wiosna-jesień, nie ma przerwy letniej. Zimowe obozy muszą być ciężkie, żeby wystarczyło pary aż do listopada.

Dobry moment na Hiszpanię, w Chicago największe mrozy od lat.

Odczuwalna temperatura przekraczała -40 stopni. W Białymstoku zawsze było zimno, a tu się okazuje, że w Chicago jest jeszcze gorzej (śmiech). Ale wszystko jest pod kontrolą, jeśli ktoś z rodziny danego piłkarza ma jakiś problem na miejscu, zawsze może liczyć na pomoc. Klub organizacyjnie stoi na wysokim poziomie.

Rodzina pojedzie z tobą do USA?

Oczywiście. Mam już dziecko, nie wyobrażam sobie innej sytuacji. Gdy wrócę z drugiego obozu, narzeczona z małym i teściową przylatują do Chicago. Na początku będziemy żyli w hotelu, musimy znaleźć swoje lokum. Sądzę, że szybko to ogarniemy, już mi wysyłają zdjęcia różnych mieszkań.

Jak jesteś przygotowany językowo do takiego wyjazdu?

Nie mam większego problemu w komunikowaniu się po angielsku. Nie jest to perfekcyjne, ale potrafię się dogadać. Obecność Niko w drużynie też pomaga. Będę chciał zrobić postępy, w Chicago zacznę chodzić na lekcje, więc sądzę, że niedługo będę mógł swobodnie udzielać wywiadów tamtejszym mediom.

Chicago Fire w ostatnich siedmiu latach tylko dwa razy wchodziło do fazy play-off. Jakie perspektywy macie przed tym sezonem?

W zespole jest dużo nowych twarzy, zaszło sporo zmian w kadrze. Zrobimy wszystko, żeby ten sezon był znacznie bardziej udany niż poprzedni, który ewidentnie klubowi nie wyszedł. Nie będę jednak składał wielkich deklaracji, niech przemówi boisko.

rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (40)