Lądowanie tak twarde, że trudno będzie wyjść z niego cało
Weszło

Lądowanie tak twarde, że trudno będzie wyjść z niego cało

Czy można tłumaczyć porażkę 1-5 ze Strasbourgiem tym, że już w 7. minucie z boiska za faul wyleciał Naldo? Można, jest to pech olbrzymi, wydarzenie mogące zrujnować każdy, nawet najbardziej misterny plan taktyczny. Jednak w przypadku Monaco nie da się nikogo zbyć tą łatwą wymówką. Drużyna z Księstwa jest bowiem w takiej formie, że nawet w pełnym składzie mogłaby przegrać sobotni mecz różnicą kilku bramek i nikogo by to specjalnie nie zdziwiło. 

Wymowne były obrazki z wczorajszego meczu. W końcówce pierwszej połowy Thierry Henry zdenerwował się na kradnącego czas piłkarza rywali do tego stopnia, że Kenny Lala usłyszał kilka gorzkich słów na temat… swojej babci. Gdzieniegdzie Francuz uchodzi za chodzące uosobienie klasy, ale najwidoczniej opinia nie zobowiązuje, gdy świeżakowi na stanowisku menedżera zaczyna palić się w dupce.

Henry miał być bowiem rycerzem, który wjedzie do drużyny na białym koniu, choćby ze względu na samą aurę genialnego piłkarza, która go otacza, uratuje drużynę, a z czasem sprawi, że projekt ten znów będzie elektryzował tłumy. Pozycję startową miał o tyle dobrą, że za Leonardo Jardima ekipa wyglądała tak źle, że wydawało się, iż gorzej być nie może. Przegrany w złym stylu Superpuchar Francji, dwie porażki w Lidze Mistrzów, a w Ligue 1 ledwie jeden triumf w dziewięciu meczach i miejsce w strefie spadkowej – taki krajobraz na wejściu zastał były legendarny gracz Arsenalu. I tak jak napisaliśmy – choć wydawało się, że gorzej być nie może, to tylko się wydawało.

Powiedzieć, że efekt nowej miotły nie zadziałał, to jak nic nie powiedzieć.

– 1-2 ze Strasbourgiem,
– 1-1 z FC Brugge w LM,
– 2-2 z Dijon,
– 0-1 z Reims,
– 0-4 z FC Brugge z LM,
– 0-4 z PSG.

Sytuacja stała się na tyle niewesoła, że z dziennikarzami postanowił pogadać Wadim Wasiljew, wiceprezydent klubu. – Henry nie jest strażakiem. Gdybyśmy szukali takiego trenera, to zatrudnilibyśmy kogoś innego. Przyszedł do nas, żeby realizować długoterminowy projekt – starał się uspokoić nastroje wokół nowego szkoleniowca. Tak się dobrze złożyło, że w następnym spotkaniu Monaco wygrało z Caen, ale za chwilę nastąpił powrót beznadziejnego punktowania. Od tego czasu drużyna Kamila Glika: zagrała siedem meczów w lidze, z których wygrała tylko jeden, dwa zremisowała i aż cztery przegrała, przerżnęła dwa kolejne mecze w LM, przeszła dwie rundy w Pucharze Ligi i jedną w Pucharze Francji. Wspomniane awanse cieszyć mogą tylko do momentu zerknięcia w tabelę, w której niedawny mistrz Francji wyprzedza tylko, o jeden punkt, Guingamp (które przegrało w tej kolejce 0-9 z PSG).

Skoro początkujący trener jest bezpieczny, to co robi się w Monaco, by zażegnać kryzys? Postawiono na trzy podstawowe kwestie.

Pierwsza – zatrudnienie nieopierzonej legendzie pomagiera. Oficjalnie przyjście do klubu Francka Passiego nie miało związku z ostatnimi wynikami drużyny, bo klub od dłuższego czasu rozglądał się za kimś, kto mógłby wzmocnić sztab, ale doświadczenie nowego pracownika sugerowało coś innego. Przez lata Passi odwalał czarną robotę w Marsylii. W Olympique współpracował między innymi z Marcelo Bielsą czy Michelem, a gdy trzeba było, tymczasowo stawał się szkoleniowcem pierwszej drużyny.

Druga – transfery. Choć latem wydano niemało, bo za blisko 130 milionów euro ściągnięto dziesięciu piłkarzy (m.in. Gołowina, Henrichsa i Chadliego), to teraz postanowiono spełnić zachcianki nowego trenera. Na tę chwilę drużynę wzmocniono czwórką graczy. Najgłośniejsze nazwisko? Rzecz jasna Cesc Fabregas, który w Chelsea grał w tym sezonie niewiele. A z Henrym występował wspólnie w innym londyńskim klubie.

Cesc Fabregas of Monaco during the Ligue 1 match between Monaco and Strasbourg at Stade Louis II on January 19, 2019 in Monaco, Monaco. (Photo by Pascal Della Zuana/Icon Sport) FOT. ICON SPORT / NEWSPIX.PL POLAND ONLY !!! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Drugi ruch to wspomniany Naldo, który ma już 36 lat, ale właśnie o tak doświadczonego stopera Monaco chodziło. Do tego 11 milionów euro poświęcono na to, żeby wyjąć z Lille reprezentanta francuskiej młodzieżówki i lewego obrońcę – Fode Ballo-Toure. Z Antalyasporu wypożyczono z kolei Williama Vainqueura. Na tym koniec? Wszystko wskazuje, że nie, bo na liście życzeń Henry’ego są jeszcze między innymi piłkarze, z którymi Francuz współpracował w belgijskiej kadrze – Michy Batshuayi i Marouane Fellaini.

Trzecia – czekanie. Brzmi to jak taka oczywistość, że nawet nie wypada o niej wspominać, ale w przypadku Monaco ma ono trochę inny wymiar. Chodzi o czekanie na piłkarzy, którzy są kontuzjowani, bo trzeba przyznać, że tu zespół z Księstwa pecha ma ogromnego. Jeśli trenerzy nie mogą skorzystać nawet z kilkunastu graczy, to wiedz, że szanse drużyny polecą na łeb, na szyję. Tak było na przykład przed meczem z PSG, gdy w gabinetach u lekarzy wylądowało w tym samym czasie aż 14 zawodników. Wicemistrz świata, bramkarz Danijel Subasić przez problemy z udem zagrał w tym sezonie ledwie dwa razy. Piętnaście meczów przez różne kłopoty ze zdrowiem opuścił zdobywca złota na mundialu, Djibril Sidibe. Stevan Jovetić? Kolejny, który więcej się leczy, niż gra. Dalej jest Rony Lopes i… praktycznie każdy inny gracz – od Glika po Falcao, którzy też mieli swoje problemy.

Brzmi jak plan? Chyba nikt nie ma takiego przekonania, choć w przypadku tego Monaco nie zdziwi nas już kompletnie nic. Drużyna dziś gra tak źle, że wręcz kłóci się to ze zdrowym rozsądkiem, więc może nagle, na podobnej zasadzie, w końcu to wszystko odpali?

newspix.pl

KOMENTARZE (0)