Koniec serii dominatora skoków. Dawid pokonał Goliata!
Inne sporty

Koniec serii dominatora skoków. Dawid pokonał Goliata!

Pamiętacie historię Dawida i Goliata? Drobny i niepozorny Dawid teoretycznie nie miał bladych szans z potężnym Goliatem, a jednak stanął do walki. Ba, zdołał pokonać olbrzyma, a później został nawet królem. Tyle biblijna przypowieść. W skokach narciarskich także mamy Dawida i Goliata. Dziś górą był Dawid. Dawid Kubacki, który wygrał pierwsze zawody Pucharu Świata w karierze! 

Porównanie do biblijnych rywali wcale nie jest na wyrost. W rolę olbrzyma wciela się w tym przypadku Ryoyu Kobayashi. Japończyk jako trzeci człowiek w historii skoków narciarskich wygrał wszystkie konkursy Turnieju Czterech Skoczni. Jakby tego było mało, wygrał też ostatnie zawody przed słynnym cyklem, oraz pierwsze po nim. Wyrównał w ten sposób rekord sześciu zwycięstw w Pucharze Świata z rzędu. Siedem razy nie wygrał nikt w dziejach tego sportu, ale eksperci nie mieli żadnych wątpliwości: jeśli ktoś może tego dokonać, to właśnie Kobayashi, który formą w tym sezonie przewyższa wszystkich o głowę.

Rolę Goliata mieliśmy więc obsadzoną bez żadnych dyskusji. W roli Dawida z kolei postanowił sprawdzić się nomen omen – Dawid Kubacki. Już wczoraj zajął drugie miejsce, ale ze stratą idealnie pasującą do historii o gigancie i walczącym z nim kozaku z procą (27 punktów za Japończykiem, niespełna 6 przed Kamilem Stochem).

Drugie miejsce jest całkiem satysfakcjonujące. Wszystko idzie w dobrym kierunku, choć przewaga Kobayashiego była dziś druzgocąca. Wierzę, że moje skoki będą jeszcze lepsze i że uda się Ryoyu dogonić, a może nawet przegonić – komentował Kubacki po wczorajszych zawodach w rozmowie z portalem skijumping.pl. – Ryoyu? On chyba skacze na jakichś kodach, może je podwędził Kamilowi. Jak ma kody, to na to na razie nic nie poradzimy.

Cóż, dziś na szczęście kody przestały Japończykowi działać. W pierwszej serii Kubacki odpalił 129,5 metra, co było zdecydowanie najlepszym wynikiem, półtora metra lepszym od skoku lidera klasyfikacji generalnej. Polak prowadził, 1,8 punktu przed Kobayashim, ale o wszystkim miała decydować druga seria. W niej – znów – role były rozpisane. Jeden walczył o przejście do historii dyscypliny i wygranie siódmy raz z rzędu, drugi – marzył o pierwszym zwycięstwie w karierze. Kto wytrzymał lepiej próbę nerwów, kto lepiej zniósł presję? Dokładnie jak w biblijnej opowieści – Dawid dokonał niemożliwego i pokonał giganta (skoków).

skoki

Inna sprawa, że robotę ułatwił mu sam Kobayashi, który – najprościej mówiąc – schrzanił drugi skok. Poleciał zaledwie 122,5 metra i po swojej próbie był dopiero szósty. Dawid, siadając na belce, wiedział więc jedno: jeśli sam nie zawali, to wygra. I nie zawalił. Poleciał 9 metrów dalej niż Japończyk i nie tylko wygrał, ale jeszcze nad drugim Stefanem Kraftem miał przewagę aż 13,9 punktu! To nie koniec powodów do radości: po świetnym drugim skoku (128,5 m) na podium wskoczył także Kamil Stoch. Trzecie miejsce jest jak znalazł, bo był to dokładnie 300. występ polskiego mistrza olimpijskiego w Pucharze Świata. Jakby tego było mało – pierwszą dziesiątkę dzisiejszych zawodów na Trampolino Dal Ben zamknął Piotr Żyła.

Jeśli chodzi o klasyfikację generalną, tu niespodzianki być nie może. Wprawdzie Ryoyu Kobayashi zakończył drugi konkurs w Predazzo dopiero na 7. miejscu, ale i jest zdecydowanym liderem w walce o Kryształową Kulę. To źle. Dobrze za to, że jeśli ktoś nawiązuje w tym sezonie walkę z Japończykiem, to niemal wyłącznie biało-czerwoni. Drugi jest Kamil Stoch, trzeci Piotr Żyła, a czwarty – dzisiejszy bohater Dawid Kubacki.

Ja wiem, że pewnych rzeczy nie przeskoczę, więc skupiam się na pracy nad sobą – powtarza Kubacki dokładnie tak, jak dekadę temu Małysz mówił o dwóch równych skokach. Dzisiejsze zwycięstwo może być dla niego trampoliną do dalszych sukcesów. Bo skoro jest w stanie przeskoczyć gościa, który w kolejnych sześciu konkursach robił z rywali miazgę, to czy są dla niego jakieś granice nie do przejścia? Kobayashi ma na koncie mniej więcej tyle samo punktów, co Kubacki i Żyła razem wzięci. Jeśli Dawid zdołał go pokonać, do tego w momencie, gdy Japończyk walczył o przejście do historii, to naprawdę może w siebie uwierzyć do tego stopnia, że zatrzyma się dopiero na samym szczycie. Aha, nie mamy nic przeciwko temu, jeśli tym szczytem będzie mistrzostwo świata w austriackim Seefeld (początek mistrzostw 20 lutego). Jeśli tak się stanie, podobnych gratulacji będzie zbierał jeszcze więcej:

foto: newspix.pl

KOMENTARZE (6)