Lechowi nie po drodze z Hiszpanami. „Nowy Carlitos” odpalony
Weszło

Lechowi nie po drodze z Hiszpanami. „Nowy Carlitos” odpalony

Kojarzycie to uczucie, gdy mijacie na ulicy jakiegoś typa i macie wrażenie, że gdzieś już go wcześniej widzieliście? Nie wiecie gdzie, ale – cholera! – znacie tę twarz. My tak mieliśmy dzisiaj, gdy Lech ogłosił, że rozwiązuje umowę z Dionim. Kurwa, kim?! Aaaaa, tym gościem, który miał być nowym Carlitosem, a nie został nawet nowym Sisim. 

Ten transfer z perspektywy czasu nie miał większego sensu. Lech miał w kadrze kozaka, który już w zeszłym roku udowodnił, że strzelać potrafi. Chodzi oczywiście o Christiana Gytkjaera. Nie tylko utrzymał poziom z poprzedniego sezonu, ale i się rozwinął, co zaowocowało powołaniami do reprezentacji Danii i debiutem w tejże. Ponadto do Kolejorza wracał Paweł Tomczyk, młodzieżowy reprezentant Polski, który ogrywał się na wypożyczeniu w Podbeskidziu Bielsko-Biała. Mało? Sprowadzony przed Dionim Joao Amaral też może grać na pozycji napastnika, a do pierwszej drużyny Ivan Djurdjević włączył jeszcze Huberta Sobola, króla strzelców CLJ i mistrza kraju w kategorii juniorów starszych.

W ataku zrobił się tłok. Gytkjaer grał od deski do deski, jeśli już Kolejorz wychodził z dwójką napastników, to Duńczykowi towarzyszył Amaral. A jeśli już ktoś miał wbiec na te 5-10 minut w końcówce, to najlepszą opcją wydawał się szybki i nieobliczalny Tomczyk niż Hiszpan, który tak naprawdę nigdy nie został zweryfikowany. Lech nie bardzo miał pomysł na to, gdzie tego biednego Dioniego zmieścić. Czasami wchodził jako rezerwowy na skrzydło, ale tam wyglądał komicznie – nie był ani szybki, ani dobrze nie dryblował, ani nie wykorzystywał swojego wzrostu. Jesień skończył z oszałamiającym bilansem – osiem meczów, zero goli, zero asyst.

I nic dziwnego, że Lech dogadał się z nim w sprawie rozwiązania kontraktu. Jego dalsza egzystencja w Poznaniu była bezcelowa, a Kolejorzowi nie w smak było utrzymywanie go w rezerwach, bo tam bardziej opłacalne jest ogrywanie któregoś z młodych napastników. A Adam Nawałka w końcówce rundy nie widział go nawet w osiemnastce meczowej.

To było trzecie podejście lechitów pod piłkarza z hiszpańskim paszportem i trzecie nieudane. Pierwszy był Sisi, który do Poznania trafił na wniosek Jana Urbana, ale i on kompletnie się nie sprawdził, po czym po pół roku pożegnano się z nim bez żalu. Filigranowy skrzydłowy może i miał niezłą technikę, ale nadawał się bardziej do zespołu futsalowego, bo w Ekstraklasie po prostu ginął w oczach. Argentyńczyk z hiszpańskim obywatelstwem Vernon de Marco to też niewypał, bo w poprzednim sezonie grał głównie w rezerwach, a jesienią grą w pierwszym zespole udowodnił, że Nenad Bjelica nie mylił się wysyłając go na mecze do III ligi.

Kolejne wtopy na rynku hiszpańskim sugerują, że Lech nie do końca odnajduje się w tych ligach. Górnikowi Zabrze udało się z Igorem Angulo, Wisła trafiła w dziesiątkę sprowadzając Carlitosa, Gonzaleza, Lloncha czy Imaza, a Legia też nie wyszła źle na sprowadzeniu swego czasu Inakiego Astiza. Oczywiście każdy z tych klubów zaliczał też wtopy z Hiszpanami (Descarga, Victor Perez chociażby), bywały transfery z cyklu „niby nie jest tragicznie, ale i bez szału” (Jimenez, Cuesta), ale w Zabrzu i w Krakowie pokazali, że Hiszpanie mogą się tutaj sprawdzić. A nawet zostać gwiazdą ligi, jak to było z Danim Quintaną w Jagiellonii. A Lech? Trzy transfery, trzy pudła. Może lepiej, żeby zostali przy sprowadzaniu Portugalczyków.

Słyszymy też, że to nie koniec czyszczenia magazynów w Poznaniu. Lech bardzo chętnie jeszcze zimą rozstałby się z Maciejem Gajosem, Mihaiem Radutem i Nikolą Vujadinoviciem, ale Kolejorz czeka na satysfakcjonujące oferty za tych piłkarzy. W przypadku byłego zawodnika Jagi poznaniacy przystaliby nawet na skromną propozycję, bo Gajosowi latem kończy się umowa, która – to stan na dziś – nie będzie przedłużona. Ponadto duże szanse na wypożyczenie do jednego z klubów I-ligowych ma Hubert Sobol (być może zostanie nawet w Poznaniu, bo zainteresowanie młodziakiem przejawia Warta), ale i chętnych nie brakuje na tymczasowe przechwycenie Pawła Tomczyka.

fot. Lech Poznań/lechpoznan.pl