Czas weryfikacji? Lista bokserskich marzeń na 2019 rok
Inne sporty

Czas weryfikacji? Lista bokserskich marzeń na 2019 rok

Boks zawodowy mimo wielu plag radził sobie w ostatnich miesiącach wyjątkowo. Wielkie walki? W 2018 roku praktycznie nie było miesiąca, by nie działo się coś naprawdę przyciągającego uwagę. Mało tego – pod koniec roku bywały weekendy, gdy najciekawsze wydarzenia działy się równolegle w kilku miejscach na świecie. Dyscyplina przechodzi kolejną transformację, która pozwala mieć nadzieję na kolejny rok pełen wrażeń. Oto potencjalne pojedynki, które zapowiadają się wyjątkowo smakowicie i już teraz rozpalają wyobraźnię kibiców i ekspertów.

W grudniu – po 45 latach w branży – z boksu ostatecznie zrezygnowała telewizja HBO. W Polsce ta stacja bardziej kojarzy się pewnie ze świetnymi serialami, ale w USA potrafiła opakować i sprzedawać boks jak nikt inny. Dzięki temu o walkach pokazywanych w HBO marzyły kolejne pokolenia pięściarzy. Tak było aż do końca, bo w 2018 roku to właśnie na tej antenie doszło między innymi do długo oczekiwanego rewanżowego spotkania Giennadija Gołowkina (38-1-1, 34 KO) z Saulem Canelo Alvarezem (51-1-2, 35 KO). W kwietniu swój debiut na HBO zaliczył także Maciej Sulęcki (27-1, 11 KO), który dzielnie postawił się faworyzowanemu Danielowi Jacobsowi (35-2, 29 KO).

Boks w HBO od dawna przestał się jednak opłacać i stał się pasją, która wymagała stałych dopłat. Pięściarze rzadko kiedy zachowywali lojalność i najczęściej szli tam, gdzie mogli najwięcej zarobić. Pod względem zasięgu HBO nie mogło konkurować z ESPN i z coraz poważniej inwestującą w tę dyscyplinę powszechnie dostępną stacją Fox. Na amerykańskim rynku pojawił się także nowy gracz – platforma streamingowa DAZN, której właściciele z pieniędzmi się nie liczą.

W środowisku coraz częściej mówi się też o tym, że w 2019 roku do HBO może dołączyć inny z niedawnych gigantów – Showtime. Boks jednak wciąż budzi emocje, a w nowym rozdaniu może trafić pod strzechy do większej liczy domów, co już pokazują wyniki oglądalności pierwszych dużych gal w ESPN i Fox.

Tylko czy to wszystko ułatwi zestawianie najlepszych z najlepszymi? Anthony Joshua i Canelo Alvarez – pięściarze, którzy generują największe zyski – żyją zgodnie dobrze znaną zasadą „stały partner, większe bezpieczeństwo”. Ten pierwszy od lat walczy w Wielkiej Brytanii na antenie telewizji Sky, drugi z kolei długoletnią umowę z HBO zamienił niedawno na bezprecedensowy kontrakt z DAZN. Zasady są proste: jeśli chcesz walczyć z największymi, to musisz zgodzić się na ich warunki.

W 2019 roku powinniśmy się jednak spodziewać kontynuacji trendu „najlepsi walczą z najlepszymi”. Boks potrzebuje pojedynków, które budzą emocje oraz zestawień, w których trudno wskazać faworyta. Oto pięć wyjątkowo atrakcyjnych walk, które na papierze mogą (i powinny!) dojść do skutku w trakcie kolejnych dwunastu miesięcy.

5. Josh Taylor (14-0, 12 KO) vs Regis Prograis (23-0, 19 KO)

Potencjał sportowy: 9/10
Potencjał marketingowy: 5/10
Prawdopodobieństwo: 7,5/10
Najbardziej realny termin: lato

Żaden z nich nie ma jeszcze siły przebicia w mainstreamie, ale wśród bokserskich fanów są doskonale znani. Zazwyczaj robi się wszystko, by do walki dwóch wschodzących gwiazd tej samej kategorii wagowej nie dochodziło zbyt szybko. Taylor i Prograis nie są jeszcze nawet mistrzami świata, ale według statystycznego portalu Boxrec w kategorii superlekkiej już zdecydowanie dominują. Pomogło im w tym oczywiście przejście do wyższej kategorii Terence’a Crawforda. „Bud” w 2017 roku zebrał wszystkie pasy i postanowił nie czekać, aż któryś z młodych rywali łaskawie ogłosi gotowość do walki z nim.

W 2018 roku Prograis i Taylor zgodzili się na występ w drugiej edycji turnieju World Boxing Super Series (WBSS). Obaj znaleźli się po przeciwnych stronach drabinki, tworząc już na samym początku wymarzoną parę finałową. Aby to zestawienie stało się faktem, obaj muszą wygrać swoje walki półfinałowe. Będą w nich wprawdzie faworytami, ale zmierzą się z wymagającymi rywalami.

To wszystko oczywiście przy założeniu, że w organizacji turnieju nic się nie posypie. W grudniu 2018 roku pojawiły się informacje, że organizatorzy zalegają z wypłatami premii i rozgrywki są zagrożone. Sytuacja jednak wydaje się opanowana – przynajmniej na razie. Czego możemy się spodziewać od strony sportowej?

„Odkąd Josh Taylor i Regis Prograis pojawili się na horyzoncie wagi superlekkiej, od razu zacząłem zestawiać tę parę. Młodzi, utalentowani, kreatywni w ataku mańkuci potrafią znokautować przeciwnika zarówno swoją teoretycznie silniejszą ręką, ale też i przednią. Kapitalnie znajdują głowę oponenta, ale mają też umiejętność dotarcia pięściami do wątroby lub innych newralgicznych punktów” – tłumaczy Andrzej Pastuszek, autor bokserskiego wideobloga RSC.

„Faworyt tego hipotetycznego starcia zmieniał się u mnie, ale w tej chwili minimalnie wyżej stawiam szanse Szkota. Taylor jest wszechstronniejszy w ataku, częściej używa kombinacji ciosów i boksuje aktywniej. Jednak timing, luz i kontrujące bomby Prograis z pewnością będą niebezpieczne dla Josha, którego twardość szczęki jest jednym z ostatnich znaków zapytania. Wiktor Postoł potrafił ranić Taylora, a Prograis – zawodnik mniej przewidywalny i bijący co najmniej równie mocno – będzie problematyczny. Kilka nokdaunów w tej frapującej walce wschodzących gwiazd jest niemal pewnikiem” – dodaje Pastuszek.

4. Saul „Canelo” Alvarez (51-1-2, 35 KO) vs Daniel Jacobs (35-2, 29 KO)

Potencjał sportowy: 8/10
Potencjał marketingowy: 7/10
Prawdopodobieństwo: 7/10
Najbardziej realny termin: maj lub wrzesień

Każdy pięściarz z przedziału wagowego od kategorii junior średniej do superśredniej chciałby w 2019 roku spróbować dopaść Alvareza. W grudniu życiową szansę dostał Rocky Fielding (27-2, 15 KO). Solidny Brytyjczyk w cudownych okolicznościach został posiadaczem drugorzędnego pasa mistrzowskiego federacji WBA w najwyższym z tych limitów. Pojedynek był potwornie jednostronny i po serii nokdaunów został przerwany już w trzeciej rundzie.

Co dalej? Tego na razie nie wie nikt. Wiadomo tylko, że wszystkie karty rozdaje „Canelo”. Szczegóły jego lukratywnej umowy z DAZN są owiane tajemnicą. Prędzej czy później pojawi się presja, by Meksykanin zmierzył się z kimś zaliczanym do bokserskiej elity.

Bardzo możliwe, że pierwszą tego typu walkę zobaczymy w maju lub wrześniu 2019 roku. Trzecie spotkanie z Gołowkinem? Nie można go wykluczyć, ale akcje Daniela Jacobsa od dawna stoją wysoko. Amerykanin ma za sobą niesamowitą historię – najpierw wygrał z rakiem, a potem jako pierwszy dał Kazachowi naprawdę równą walkę. Po minimalnej przegranej na punkty odbudował się dwoma cennymi zwycięstwami i dziś ma przy sobie także mistrzowski pas federacji IBF, który może okazać się ważną kartą przetargową. Dodatkowo jego kontrakt z HBO dobiegł końca, więc jest wolnym agentem i o wszystkim decyduje sam.

„Nie wchodząc w finansowe szczegóły – to starcie ma sens z wielu powodów, ale miłośnicy boksu docenią przede wszystkim jego ogromną wartość sportową. Pod względem stylowym Jacobs stanowi dla Canelo większe wyzwanie niż Gołowkin. Zwłaszcza ostatnie zwycięstwo nad bardzo mocnym Siergiejem Derewianczenką pokazało, jako dobry jest dziś Amerykanin. Żaden współczesny zawodnik nie przypomina tak wyraźnie Sugara Raya Robinsona” – uważa Jakub Biłuński, analityk portalu bokser.org.

„Płynność ruchów współgra u Jacobsa z mocą i instynktem punchera. Ten typ ma prawo nazywać się oldschoolowym w najlepszym tego słowa znaczeniu. Wytrawny styl Danny’ego, jego warunki fizyczne i szybkość nóg sprawiają, że Canelo musi wznieść się na wyżyny i składać kombinacje ciosów z wyjątkową nawet jak na siebie precyzją, bowiem skracanie ringu będzie naprawdę trudne. To jedne z kluczowych aspektów tej fascynującej, historycznej batalii, w której szanse rozkładają się mniej więcej po równo” – dodaje Biłuński.

3. Wasyl Łomaczenko (12-1, 9 KO) vs Mikey Garcia (39-0, 30 KO)

Potencjał sportowy: 10/10
Potencjał marketingowy: 7/10
Prawdopodobieństwo: 6/10
Najbardziej realny termin: jesień/zima

W 2018 roku dowiedzieliśmy się, że bokserska podróż genialnego Łomaczenki prawdopodobnie zakończy się na kategorii lekkiej. W limicie 135 funtów mierzący 170 cm Ukrainiec sprawia wrażenie dużo drobniejszego od niektórych rywali, a składane z błyskawiczną prędkością kombinacje nadal wyglądają jak milion dolarów, ale nie przynoszą już takich efektów jak do tej pory.

W pierwszej walce w nowej kategorii Łomaczenko po zaciętej ringowej wojnie pokonał cenionego Jorge Linaresa (44-3). Łatwo nie było – w szóstej rundzie po ciosie cięższego w ringu o pięć kilogramów rywala Wasyl znalazł się nawet na deskach. Mimo wszystko znalazł w sobie wystarczająco dużo mocy do tego, by złamać przeciwnika ciosem na korpus. To wszystko zrobił już z kontuzją ręki, która wymagała potem chirurgicznej interwencji i wyłączyła go z gry na kilka miesięcy. W grudniu 2018 roku wrócił i w drugiej walce pokonał Jose Pedrazę (25-1), dokładając do kolekcji kolejny pas mistrza.

Ukrainiec spieszy się, bo doskonale wie, że nie ma dużo czasu. W lutym skończy 31 lat i choć jest prowadzony ekspresowo i powszechnie doceniany przez ekspertów, to potrzebuje wielkich wyzwań i wielkich wypłat. Na ten moment na horyzoncie widać dwóch rywali, którzy w teorii mogliby w 2019 roku dać Łomaczence naprawdę wymagającą walkę. Problem polega jednak na tym, że obaj wydają się trudni do osiągnięcia.

Gervonta Davis (20-0, 19 KO) jest związany z konkurencyjnym projektem Ala Haymona i jest tam trzymany pod kloszem. Teoretycznie boksuje w niższej kategorii wagowej – superpiórkowej (130 funtów), ale robienie wagi przychodzi mu z widocznym trudem. 24-latek wybierze pewnie grę na czas – za 3 lata znajdzie się w najlepszym okresie swojej kariery, z kolei Łomaczenko może być po drugiej stronie.

Jeśli nie wychowanek Floyda Mayweathera, to kto? Idealnym wyborem wydaje się Mikey Garcia (39-0, 30 KO), który był przymierzany do Ukraińca już na wcześniejszych etapach jego kariery. Amerykanin ze swoim poukładanym, ale niezwykle efektywnym stylem zdaniem wielu mógłby dać Łomaczence jeszcze trudniejszą walkę niż Linares. Na razie wybrał jednak inną drogą – w marcu podejmie się niemożliwego i zmierzy się z Errolem Spencem (24-0, 21 KO), postrachem kategorii półśredniej (147 funtów).

Wszystko wskazuje na to, że starcie z dużo większym i mocniej bijącym pięściarzem nie skończy się dla Garcii dobrze, ale Łomaczenko przekonywał niedawno, że nawet w przypadku porażki jest skłonny dać przeciwnikowi szansę. Pod koniec roku sytuacja może bardziej sprzyjać negocjacjom, a obu panów już łączy ciekawa historia. Jedyną porażkę ukraińskiemu mistrzowi na zawodowych ringach zadał Orlando Salido, który po brudnej walce (w której nie zrobił zresztą wagi) wygrał niejednogłośną decyzją sędziów punktowych. Garcia z tym samym przeciwnikiem poradził sobie kilka miesięcy wcześniej.

„Wiedzieliśmy, że Łomaczenko jest wyjątkowy, ale walka z Linaresem pokazała jego bardziej ludzkie oblicze. Pojedynek z Garcią to byłoby coś wielkiego. Mikey ma jedną z najlepszych kombinacji lewy-prawy prosty w całym boksie i będzie trafiał Łomaczenkę. Ukrainiec jest za to lepszym puncherem niż wielu sądzi i też będzie doprowadzał ciosy do celu. Wie, jak i kiedy uderzyć przeciwnika. Szanse w tej superwalce widzę na poziomie 50/50” – ocenił Stephen Edwards, bokserski trener i analityk.

2. Anthony Joshua (22-0, 21 KO) vs Deontay Wilder (40-0-1, 39 KO) lub Tyson Fury (27-0-1, 19 KO)

Potencjał sportowy: 10/10
Potencjał marketingowy: 9/10
Prawdopodobieństwo: 5/10
Najbardziej realny termin: jesień/zima

2018 rok wstrząsnął wagą ciężką. Joshua (22-0, 21 KO) w marcu dołożył do kolekcji kolejny pas i obecnie jest najczęściej uważany za numer jeden w królewskiej kategorii. Jednak to dopiero grudniowa walka Wildera (40-0-1, 39 KO) z Furym (27-0-1, 19 KO) sprawiła, że o sytuacji na szczycie zrobiło się głośno już nie tylko w bokserskich kręgach.

Pojedynek miał niecodzienny przebieg – Brytyjczyk robił więcej w większości rund, ale dwukrotnie lądował na deskach. Nokdaun z dwunastej rundy wyglądał na ciężki – Fury padł z hukiem na deski i początkowo nie dawał żadnych oznak życia. Sędzia Jack Reiss cierpliwie liczył i gdy powiedział „pięć”, to gigant z Manchesteru poderwał się na równe nogi i dzielnie walczył dalej. Po dwunastu rundach sędziowie nie byli jednomyślni – każdy z trzech arbitrów wskazał inne rozstrzygnięcie tej walki. Remis nie urządza nikogo, ale pozwala wejść w 2019 rok z wielkimi nadziejami.

Wszystko dlatego, że do tej pory wydawało się, że to Joshua rozdaje karty. Jego ostatnie walki na stadionach obejrzało od 60 do 90 tysięcy kibiców, a transmisje tych pojedynków można było wykupić w Wielkiej Brytanii tylko w systemie Pay-Per-View, gdzie AJ bije kolejne rekordy. Brak zdecydowanego rozstrzygnięcia w walce Wildera z Furym sprawił jednak, że więcej uwagi zaczęli przyciągać panowie, którzy do tej pory znajdowali się na dalszym planie.

Rewanż? Nie można go wykluczyć. Obaj w mediach aż się do niego rwą, ale bardzo możliwe, że gdy przyjdzie co do czego, to nie będą się już tak spieszyć. Na Wildera już od blisko dwóch lat czeka Dominic Breazeale (20-1, 18 KO) – obowiązkowy pretendent z ramienia federacji WBC, który wydaje się dużo bezpieczniejszym wyborem po dwóch ciężkich pojedynkach. Fury z kolei może walczyć właściwie z każdym, bo po ostatniej walce jego notowania wystrzeliły w górę i w ojczyźnie zapełni każdą większą halę.

Joshua chciałby się zmierzyć z którymś z tej dwójki już 13 kwietnia. Jest już rezerwacja na stadionie Wembley, który przy tej wyjątkowej okazji miałby pomieścić aż 100 tysięcy widzów, ale… nie ma chętnych. Wilder i Fury wcale się nie palą do dogadywania się na warunkach Joshuy. Ich miejsce zajmie prawdopodobnie Dillian Whyte (25-1, 18 KO), który zaliczył szereg cennych zwycięstw i jest prowadzony przez Eddiego Hearna – architekta sukcesów bardziej utytułowanego rodaka.

Style Joshuy, Wildera i Fury’ego układają się w przedziwną mieszankę, która trochę przypomina grę kamień-nożyce-papier. Latające nożyce Wildera mogą się okazać idealną receptą na nieco robotyczny styl AJ-a. Joshua z kolei bije równie mocno jak Amerykanin, ale jest lepiej ułożonym od niego pięściarzem, więc teoretycznie miałby większe szanse na skończenie przed czasem Fury’ego, który już zdążył pokazać pięściarską wyższość nad Wilderem.

Idealny scenariusz wyglądałby tak: w pierwszej połowie roku Joshua i Whyte toczą rewanż, podobnie jak Wilder i Fury. Jesienią zwycięzcy tych walk spotykają się ze sobą, a my dostajemy w nagrodę pierwszego od czasów Lennoksa Lewisa niekwestionowanego czempiona królewskiej kategorii.

1. Terence Crawford (34-0, 25 KO) vs Errol Spence (24-0, 21 KO)

Potencjał sportowy: 10/10
Potencjał marketingowy: 9/10
Prawdopodobieństwo: 5/10 
Najbardziej realny termin: jesień/zima 

W całym boksie – patrząc ze sportowego punktu widzenia – nie ma obecnie do zrobienia lepszej walki. Crawford i Spence nie są może jeszcze wielkimi gwiazdami, ale to dwaj niepokonani mistrzowie świata z USA, którzy od niedawna walczą w tej samej kategorii wagowej. W historii wagi półśredniej (147 funtów) dochodziło już do wielu znakomitych zestawień, ale w tym wypadku nic nie jest niestety przesądzone.

Po pierwsze – obaj są związani z konkurencyjnymi projektami. Crawford został – obok Łomaczenki – największym nazwiskiem związanym z telewizją ESPN i legendarnym promotorem Bobem Arumem. Spence z kolei od lat jest wierny projektowi Ala Haymona (Showtime/Fox). Choć Arum wyciągał rękę i zachęcał do podjęcia negocjacji i spotkania się na wspólnym terenie, to na razie nie spotkał się z jakimkolwiek odzewem.

Kolejną przeszkodą jest też paradoksalnie waga. Crawford przeszedł naturalną drogę z niższych kategorii, zdobywając mistrzowskie tytuły w wadze lekkiej (135 funtów) i superlekkiej (140 funtów). Drugą z tych kategorii „wyczyścił”, zostając w 2017 roku niekwestionowanym czempionem. Spence z kolei od początku kariery jest związany z wagą półśrednią, ale dla nikogo nie jest tajemnicą, że zmieszczenie się w tym limicie stanowi dla niego coraz większe wyzwanie. Być może już w 2019 roku zdecyduje się na przenosiny do kategorii junior średniej (154 funty), bo w swojej wadze od dawna nie może się doprosić o naprawdę wielką walkę.

A przez taki pryzmat należy rozpatrywać na pewno jego ewentualne starcie z Crawfordem. Być może zawodników zbliży do siebie właśnie to, że właściwie nikt inny z czołówki nie rwie się do tego, by z nimi walczyć. Spence od lat nie może się doprosić o walkę z Keithem Thurmanem (28-0, 22 KO), który stracił ponad 20 miesięcy za sprawą problemów zdrowotnych. Teraz „One Time” wraca, ale już zapowiedział, że prędko nie będzie gotowy na Spence’a. W teorii walka powinna być łatwa do zrobienia, bo obaj są związani z projektem Haymona, ale naprawdę ciężko znaleźć pięściarza z czołówki, który głośno domagałby się walki z Amerykaninem.

Crawford znalazł się w podobnej sytuacji. Za stoczenie walki w marcu 2019 roku oferował fortunę Danny’emu Garcii (34-2) i Amirowi Khanowi (33-4), ale wciąż nie doczekał się pozytywnej odpowiedzi. Następni w kolejce są młodzi zawodnicy, którzy nie mają nazwisk ani tytułów. Może podobna sytuacja rynkowa ostatecznie doprowadzi do zbliżenia stanowisk Crawforda i Spence’a? W 2018 roku obaj zdążyli już stoczyć pojedynek na słowa. Bez rozstrzygnięcia – przynajmniej na razie.

„Terence Crawford kontra Erroll Spence to superwalka na 2019, 2020 lub 2021 rok. W tej erze to będzie coś na miarę historycznych walk Sugar Ray Leonard kontra Tommy Hearns, Pernell Whitaker kontra Julio Cesar Chavez i Floyd Mayweather kontra Manny Pacquiao. Moim zdaniem Crawford ma więcej atutów nad Spencem niż Spence nad Crawfordem” – ocenia potencjał tej walki Stephen Edwards.

„Obaj wydają się pięściarzami nie do zajechania. Obaj zawsze w swoich walkach wyglądają na silniejszego zawodnika od rywala. Spence bije mocniej, ale ważniejsze będzie to, kto lepiej potrafi przyjąć. Crawford jest za to szybszy. Obu da się trafić, ale Crawford lepiej radzi sobie w defensywie i ogólnie jest nieco lepszym bokserem. Spence jest silny jak byk, a jego ciosy na korpus są naprawdę wyniszczające. To walka z gatunku 50/50, w której decydujące może się okazać doświadczenie Crawforda. Jeśli spotkają się raz, to nie wykluczam trylogii, która wyłoni najlepszego pięściarza kolejnej dekady w boksie” – dodaje znany trener i analityk.

„Uwielbiam ich obu. Zapłaciłbym duże pieniądze, by zobaczyć ich razem w ringu” – komentował niedawno potencjalne to wymarzone zestawienie Andre Ward. Amerykanie nie są jeszcze na pewno w tej samej lidze co legendy kategorii półśredniej, które przywołał Edwards, ale mogą tam trafić jeśli się ze sobą zmierzą. Na razie są rozpoznawalni głównie w USA, ale daleko im do statusu gwiazd Pay-Per-View. Crawford na tej platformie zaliczył jeden niezbyt udany występ, z kolei Spence zadebiutuje w tym systemie walką z Garcią, który dla tej walki pójdzie dwie wagi w górę.

Starcie Spence kontra Crawford to rarytas dla prawdziwych fanów boksu i nawiązanie do pięknej ery lat dziewięćdziesiątych, kiedy niepokonany James Toney bez problemów wychodził do ringu z niepokonanym Royem Jonesem juniorem. Tylko czy to pojedynek, którego możemy się spodziewać w 2019 roku? To już niestety zupełnie inna historia, ale marzyć wolno zawsze!

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl