Czy można to jeszcze zepsuć? Historia po stronie Rakowa
Weszło

Czy można to jeszcze zepsuć? Historia po stronie Rakowa

Raków Częstochowa pędzi autostradą w kierunku ekstraklasy i – abstrahując od spraw związanych z infrastrukturą – trudno w tym momencie wyobrazić sobie, że ta machina nagle się popsuje lub spotkane po drodze przeszkody okażą się nie do ominięcia. Ostatnia (i jedyna w tym sezonie) porażka? Początek sierpnia i mecz z Chojniczanką. Liczby robią wielkie wrażenie. Od tego czasu ekipa Marka Papszuna wygrała 16 spotkań (13 w lidze i 3 w Pucharze Polski, w tym z Lechem) i 5 razy zremisowała. W 24 meczach tego sezonu straciła ledwie 10 goli, strzelając w tym czasie 44 bramki. Przewaga nad drugą w tabeli Sandecją? Okrągłe i imponujące 10 punktów. 

Uff, nawet bez wchodzenia w bardziej szczegółowe statystyki sporo tego. Dlatego chyba najwyższa pora, by zadać sobie to pytanie – czy jest jakakolwiek szansa, by Raków to jeszcze w ciągu trzynastu wiosennych potyczek w lidze spartolił? Odpowiedzi na to pytanie postanowiliśmy poszukać w historii pierwszoligowych zmagań. Przejrzeliśmy ostatnie sezony, sprawdziliśmy, kto i z jaką przewagą zimę spędzał na fotelu lidera i w ilu przypadkach kończyło się to awansem.

Powiało optymizmem z perspektywy Rakowa? Sami zobaczcie.

Sezon 2017/18. Zimowy lider: Chojniczanka Chojnice (1 punkt przewagi nad wice). Miejsce na koniec: 3.
Sezon 2016/17. Zimowy lider: Chojniczanka Chojnice (1 punkt przewagi). Miejsce na koniec: 5.
Sezon 2015/16. Zimowy lider: Wisła Płock (1 punkt przewagi). Miejsce na koniec: 2.
Sezon 2014/15. Zimowy lider: Bruk-Bet Termalica Nieciecza (3 punkty przewagi). Miejsce na koniec: 2.
Sezon 2013/14. Zimowy lider: Górnik Łęczna (3 punkty przewagi). Miejsce na koniec: 2.
Sezon 2012/13. Zimowy lider: Flota Świnoujście (5 punktów przewagi). Miejsce na koniec: 4.
Sezon 2011/12. Zimowy lider: Pogoń Szczecin (4 punkty przewagi). Miejsce na koniec: 2.
Sezon 2010/11. Zimowy lider: ŁKS Łódź (1 punkt przewagi). Miejsce na koniec: 1.
Sezon 2009/10. Zimowy lider: Widzew Łódź (6 punktów przewagi). Miejsce na koniec: 1.
Sezon 2008/09. Zimowy lider: Widzew Łódź (1 punkt przewagi). Miejsce na koniec: 1. (brak awansu)
Sezon 2007/08. Zimowy lider: Arka Gdynia (2 punkty przewagi). Miejsce na koniec: 2. (oficjalnie 4. i awans)
Sezon 2006/07. Zimowy lider: Ruch Chorzów (bez przewagi). Miejsce na koniec: 1.
Sezon 2005/06. Zimowy lider: Widzew Łódź (1 punkt przewagi). Miejsce na koniec: 1.
Sezon 2004/05. Zimowy lider: GKS Bełchatów (8 punktów przewagi). Miejsce na koniec: 2.
Sezon 2003/04. Zimowy lider: Świt Nowy Dwór Maz. (5 punktów przewagi). Miejsce na koniec: 2. (baraż)

Wracając do pytania – oczywiście, że powiało. I to tak mocno, że mogło niektórymi zakołysać.  W ciągu 15 ostatnich sezonów tylko trzy razy drużyna, która zimę spędzała na fotelu lidera, nie awansowała do ekstraklasy. Nie liczymy przypadku Widzewa z sezonu 2008/09, bo na boisku drużyna prowadzona najpierw przez Waldemara Fornalika, a później Pawła Janasa ligę spokojnie wygrała. O braku awansu zdecydowała karna degradacja o jedną klasę za korupcyjne grzechy, na czym skorzystała trzecia Korona Kielce. W pozostałych latach wypracowana przewaga spokojnie pozwalała przeskoczyć ligę wyżej, jeśli nie z pierwszego miejsca, to przynajmniej z drugiego.

No właśnie, przewaga. W żadnym z wymienionych sezonów lider nie miał aż tak wielkiego zapasu jak Raków. 10 punktów (11 nad trzecią Stalą) robi wrażenie, ale wynika też poniekąd z liczby rozegranych kolejek. A to kolejna dobra informacja dla ekipy z okolic Jasnej Góry – dystans, na którym można stracić punkty i awans jest w tym roku wyjątkowo krótki, wynosi ledwie 13 spotkań. Spójrzmy na te przypadki, w których się nie udało. Chojniczanka na wiosnę musiała zagrać – zarówno w poprzednim sezonie, jak i dwa lata temu – 15 meczów. Z kolei Flota zyskała swoją przewagę w czasach, gdy nie rozgrywano awansem żadnych kolejek, więc w kolejnym półroczu trzeba było jeszcze raz zmierzyć się z każdym z 17 ligowych rywali.

I chyba właśnie ten przypadek ekipy ze Świnoujścia mimo wszystko najmocniej działa na wyobraźnię, gdy szukamy przestrogi dla Rakowa. Drużyna prowadzona wtedy przez Dominika Nowaka świetnie wyglądała w meczach rundy jesiennej. Już na stracie udało się wygrać osiem spotkań, pierwsza strata punktów nastąpiła we wrześniu, w zasadzie w końcówce. Można było sobie pluć w brodę z powodu dwóch ostatnich spotkań, ale i tak zanosiło się na historyczny sukces Floty.

Szalał między innymi Sebastian Olszar, to jego statystyki widzicie (Transfermarkt).

Szalał między innymi Sebastian Olszar, to jego statystyki widzicie (Transfermarkt).

Zimą zespół wzmocniono, sprowadzając między innymi: Arkadiusza Aleksandra (kapitan I-ligowej Sandecji, strzelec 7 goli jesienią, zawodnik znany w ekstraklasie i na zapleczu), Charlesa Nwaogu (były król strzelców I ligi w barwach Floty, sprzedany do Energie Cottbus za milion złotych), Michała Stasiaka (jesienią bez klubu, wcześniej m.in. AO Xanthi i Zagłębie Lubin, z którym zdobył mistrzostwo Polski), Mateusza Szałka (jesienią głównie rezerwowy w ekstraklasowej Pogoni) i Macieja  Mysiaka (podstawowy stoper I-ligowej Warty z ekstraklasową przeszłością). Jak na pierwszą ligę to były bardzo solidne ruchy, mówiące wprost o chęci awansu.

Efekt? Odwrotny do zamierzonego. Trzy porażki na dzień dobry. Zanim Flota wygrała pierwszy mecz w lidze, jej trenerem przestał być Nowak, którego władze klubu zastąpiły Tomaszem Kafarskim. Mimo słabej wiosny jeszcze po 30. kolejce Flota zajmowała miejsce oznaczające awans. Potem był remis z Łęczną, która nie grała już o nic i porażka z będącym w tym samym położeniu Kolejarzem Stróże. Podział punktów z Zawiszą i zwycięstwo z Termaliką to było za mało.

Przy czym – tak jak wspomnieliśmy – to tylko przestroga, w dodatku trochę naciągana. Co prawda kiedyś władze klubu z Częstochowy przedwcześnie zamówiły otwarty autokar, by świętować awans do I ligi i jego kierowca musiał później zawracać do bazy ze stacji benzynowej, ale tym razem chyba powoli i spokojnie można już planować fetę.

Fot. FotoPyK