Stolarski za Michalaka – kto na tej wymianie wychodzi lepiej?
Weszło

Stolarski za Michalaka – kto na tej wymianie wychodzi lepiej?

Kto ma w tym sezonie największe szanse na dopisanie sobie do CV tytułu mistrza Polski? Z ligowej tabeli, w której pierwsze miejsce zajmuje Lechia, a drugie Legia, jasno wynika, że są to Konrad Michalak oraz Paweł Stolarski, czyli piłkarze, którzy w bieżących rozgrywkach zaliczyli występy w obu najlepszych jak dotąd drużynach. A wszystko dzięki temu, że w sierpniu doszło do bardzo ciekawej, jak na realia naszego rynku, wymiany piłkarzy pomiędzy czołowymi drużynami ligi. Kto po czterech miesiącach wychodzi na całej operacji lepiej?

Dziś na to pytanie nie sposób odpowiedzieć w pełni. Mowa w końcu o dwóch młodzieżowych reprezentantach Polski, u których potencjał wciąż zdaje się być ważniejszy niż aktualne umiejętności. Weryfikacją tej wymiany będą chociażby przyszłe transfery obu piłkarzy, przy których okaże się, który klub więcej zarobił (lub czy w ogóle zarobił). Jeżeli chodzi o wkład obu piłkarzy w wyniki z bieżących rozgrywek, to wciąż jest on bardzo nieznaczny. Na chwilę obecną Michalak zdaje się ważniejszym elementem gdańskiej układanki niż Stolarski warszawskiej, ale też nie można napisać, że Piotr Stokowiec zaczyna wyczytywanie składu w szatni od nazwiska byłego legionisty.

Na 11 ostatnich meczów Lechii w lidze i Pucharze Polski Michalak osiem razy wybiegł w pierwszym składzie, a to wynik więcej niż przyzwoity. Gorzej, jeżeli spojrzymy na liczby tego ofensywnie usposobionego skrzydłowego – nie zaliczył gola, asysty czy choćby asysty drugiego stopnia. Stąd jego obecność w wyjściowej jedenastce na mecz z byłą drużyną wcale nie jest taka oczywista. Stokowiec może się bowiem zdecydować na wariant z dwoma napastnikami, w którym Flavio zostaje przesunięty na prawe skrzydło, a lewe zostaje zarezerwowane dla rewelacyjnego Haraslina. Inna sprawa, że przy zdrowych Lipskim i Wolskim (co równocześnie rzadko im się zdarza) podstawowy wariant Lechii może zakładać Patryka na dziesiątce i Rafała jako fałszywego skrzydłowego i wówczas Michalak też zostałby na ławce rezerwowych. Stokowiec z całą pewnością nie jest więc skazany na 21-latka, a dalsza indolencja w kwestii goli czy asyst może sprawić, że były legionista trafi na dłużej na ławę (usiadł już na niej w ostatniej kolejce we Wrocławiu).

Z kolei Stolarski zaliczył dobre wejście do Legii, bo momentalnie wywalczył sobie pierwszy skład, przesuwając do środka formacji defensywnej Jędrzejczyka. A przy tym wyniki osiągane przez mistrzów Polski zaczęły być optymistyczne. Najpierw, grając niemal przez cały mecz w osłabieniu jednego zawodnika, udało się zagrać na zero z tyłu z Cracovią na jej terenie. Potem, również do zera, ograny został Lech. Następnie Legia efektownie zwyciężyła w Legnicy 4:1, a przy straconym golu Stolarski nie ponosił najmniejszej winy. Dalej był pucharowy wyjazd do Chojnic i kolejne zero z tyłu, po czym przyszedł feralny mecz z Arką. To właśnie przed nim Sa Pinto grzmiał na konferencji, że drużyna musiała przemierzyć tysiące kilometrów i grać co trzy dni. Brak świeżości widać było na boisku, gdzie warszawianie stracili punkty. Stolarski, podobnie jak większość kolegów, zagrał przeciętnie, a w dodatku obejrzał 4. żółtą kartkę w sezonie i zapracował na przymusową pauzę. W następnym meczu we Wrocławiu w jego miejsce wszedł Vesović, a trzeba nadmienić, że był to jeden z lepszych meczów warszawian w całym sezonie. I po nim Czarnogórzec swojego miejsca na prawej obronie Stolarskiemu już nie oddał.

Były lechista nie zdążył więc rozkręcić się w Legii, bo momentalnie przestał grać. Pech nie ominął go także w młodzieżówce, gdzie rozchorował się przed dwumeczem z Portugalią, a na prawej stronie defensywy z dobrej strony pokazał się Gumny. Dla legionisty jedynym plusem ostatnich dni jest więc pucharowy występ z Chrobrym oraz asysta przy pierwszym golu Cafu (chociaż była to sytuacja z tych, gdzie 10% zasług należy się podającemu, a 90% strzelcowi kapitalnego gola). Ale i tak jego występ od pierwszych minut w Gdańsku byłby znacznie większą sensacją niż chociażby występ Michalaka.

W szerszym ujęciu wygląda bowiem na to, że dla Michalaka transfer do Lechii okazał się o tyle korzystny, że zaczął grać (na co w Legii nie miał wielkich szans). Stolarski odwrotnie, z podstawowego zawodnika gdańszczan zmienił się w rezerwowego w Warszawie. I tak, jak Michalak w Lechii nie ma wielkiej konkurencji wśród klasycznych skrzydłowych (a przecież w niedługim czasie z Gdańska może odejść Lukas Haraslin), a największym zagrożeniem dla niego są gracze przesuwani na bok z innych pozycji, tak na potknięcie Stolarskiego w Warszawie czyha wielu konkurentów. Pierwszym wyborem Sa Pinto jest dziś Vesović, nominalnym prawym obrońcą jest też Jędrzejczyk, a i Wieteska całą wiosnę w Zabrzu biegał po prawej stronie. Dziś wcale nie jest powiedziane, że – po powrocie do zdrowia Remy’ego – posadzony na ławie Wieteska nie przeskoczył Stolarskiego w hierarchii prawych obrońców.

Co więcej, w ostatnim czasie w Warszawie określono priorytety transferowe na zimę i wśród nich znalazła się obsada dwóch pozycji – drugiego lewego obrońcy oraz właśnie skrzydłowego. I faktycznie, poza Kucharczykiem i Nagy’em, Sa Pinto nie ma wielkiego manewru na bokach, bo w odwodzie pozostaje jedynie przesunięcie na skrzydło Szymańskiego bądź Vesovicia, dla których nie jest to optymalna pozycja. Dziś wygląda to tak, że warszawianie mają aż nadto opcji na prawej obronie oraz – jak sami zdiagnozowali – za mało opcji na skrzydłach. A w tym kontekście sierpniowa wymiana skrzydłowego na prawego obrońcę nie jawi się jak ruch najbardziej logiczny.

A co o Stolarskim i Michalaku mówią raporty InStat? Spróbujmy poszukać pozytywów, dzięki którym pozycja obu młodzieżowców w swoich drużynach może w najbliższym czasie się poprawić. Legionista to jeden z najlepszych piłkarzy w lidze pod względem gry w odbiorze. W każdym meczu średnio odbiera rywalowi pięć piłek, co lokuje go w tej kategorii na drugim miejscu w całej ekstraklasie (po Gryszkiewiczu z Górnika). Co więcej, Stolarski w każdym meczu 9 razy podejmuje próbę odbioru piłki, co także ma wpływ na przeciwnika, który po takiej akcji defensywnej może przykładowo zwolnić atak i wycofać piłkę do partnera. Stricte pod względem gry w destrukcji były lechista wydaje się odpowiednim wyborem, zwłaszcza w konfrontacji z przeciwnikiem z najwyższej półki. A takim, nie przymierzając, w naszych warunkach z całą pewnością jest lewoskrzydłowy Lechii, Lukas Haraslin.

Z kolei Michalak pod skrzydłami Stokowca mocno pracuje nad grą obronną i w meczach Lechii wygrywa większość pojedynków defensywnych (co wśród skrzydłowych zdecydowanie nie jest normą). Wciąż jednak nie potrafi w odpowiedni sposób wykorzystać swojej szybkości. Lechista najczęściej próbuje dryblować właśnie bazując na swojej dynamice, ale średnią ma fatalną – ledwie 38% podjętych prób kończy się sukcesem. U tego piłkarza często działa też schemat, w którym po pierwszym przegranym pojedynku w meczu spala się psychicznie i wali głową w mur do ostatniego gwizdka. Najbardziej niebezpieczny zdaje się być wtedy, kiedy dobrze wejdzie w spotkanie i żre mu praktycznie od pierwszej akcji.

Niezależnie od bieżących problemów, ostateczny rozrachunek całej wymiany dla wszystkich jej stron, czyli Legii, Lechii, Stolarskiego i Michalaka, przyniesie dopiero przyszłość. Rzecz jasna na pierwsze plusy zapracować można już dziś. Stolarski (o ile zagra) może na przykład wyłączyć Haraslina i pomóc drużynie w gonieniu uciekającego lidera. Z kolei Michalak (o ile zagra) może wreszcie wypracować drużynie gola, dzięki czemu ta odskoczy goniącemu peletonowi na 8 punktów. Dobra gra i przybliżenie nowego zespołu do realizacji założonych celów to jedno, ale i tak finalnie górą będzie ten, kto dostanie lepszą kwotę na ofercie transferowej za kilka miesięcy czy nawet lat.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (15)