post Avatar

Opublikowane 21.11.2018 18:39 przez

Jan Ciosek

To najsmutniejsza sportowa wiadomość ostatnich miesięcy: nagle zmarł Andrzej Gmitruk, legendarny trener i wychowawca najlepszych polskich bokserów. Był człowiekiem pełnym pasji do boksu, kochał sport i ludzi, nigdy nie tracił wrodzonego optymizmu i jedynej w swoim rodzaju bajerki. Żył tak, jak chciał, do samego końca. Jedynego w swoim rodzaju trenera żegnamy specjalnym alfabetem, który w jego przypadku zaczyna się od Adamka, a kończy – niestety – na Zdrowiu.

A – Adamek. Bokser, z którym Andrzej Gmitruk doszedł na sam szczyt. Trener namówił medalistę mistrzostw Europy z 1998 roku na podpisanie kontraktu zawodowego. Łatwo nie było, bo „Góral” myślał o igrzyskach olimpijskich w 2000 roku, a w dodatku… nie miał telefonu. Gmitruk roztoczył wspaniałą wizję, w której Adamek zostawał zawodowym mistrzem świata. Co ciekawe, przekonywał nie boksera, a… jego teściową, która telefon miała. Ona wpłynęła na Adamka, który podpisał kontrakt i igrzyska w Sydney oglądał już w telewizji. Pięć lat później został pierwszym polskim czempionem w zawodowym boksie. Jeśli obejrzycie pierwszą Adamka z Briggsem, zwróćcie uwagę na to, co dzieje się po werdykcie: Gmitruk chwyta swojego podopiecznego wpół i unosi do góry. Twarz „Górala” wyraża niedowierzanie. Trener całym sobą mówi: „A nie mówiłem?”.

B – Boks. Całe życie i największa miłość Andrzeja Gmitruka. Z boksem był związany od dzieciństwa na warszawskiej Pradze. Pięściarzem wielkim nie został, bo od początku czuł, że jego powołaniem jest iść w ślady legendarnego trenera Stamma. Miał 24 lata, kiedy objął reprezentację Polski juniorów, niedługo potem przejął Legię Warszawa, prowadząc ją do pięciu tytułów mistrza kraju. Zwieńczeniem jego kariery trenera w boksie amatorskim były igrzyska w Seulu, skąd jego podopieczni przywieźli 4 medale. Z boksem był nierozerwalnie związany do końca życia, kilkanaście godzin przed śmiercią poprowadził ostatni trening…

C – Chicago. Miejsce wielkiego triumfu. W 2005 roku Gmitruk doprowadził Tomasza Adamka do podpisania kontraktu promotorskiego z legendarnym Donem Kingiem. Amerykanin z kolei w błyskawicznym tempie zorganizował „Góralowi” walkę o mistrzostwo świata z Paulem Briggsem. Po ringowej wojnie Adamek wygrał dwa do remisu. To oznaczało, że spełniły się obietnice i zapewnienia Gmitruka o pierwszym polskim mistrzu świata. Po latach drogi Adamka i Gmitruka się rozeszły, głównie dlatego, że pierwszy chciał przenieść się do USA, a drugi wolał zostać w Polsce. Do Chicago jednak wielokrotnie wracał na kolejne walki.

D – Dramaty. U Gmitruka zawsze wielkie sukcesy przeplatały się z dramatami życiowymi. Tragicznie zginął jego syn Jakub, u trenera zaczęły się poważne problemy ze zdrowiem. W ostatnich latach wszystko zaczęło się układać. Gmitruk się ożenił po raz drugi, urodziła mu się córka. Nagle jednak poważnie zachorowała żona, rozpoczęła się dramatyczna walka o jej oczy. Niestety, mimo wyjazdów do najlepszych specjalistów i najbardziej renomowanych klinik – Agnieszce Gmitruk nie udało się uratować wzroku. Ostatnim dramatem był pożar domu, który pośrednio spowodował śmierć trenera.

E – Endrju. Andrzej Gołota przez lata należał do światowej czołówki, cztery razy boksował o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Ale prawda jest taka, że największy sukces osiągnął w karierze amatorskiej, zdobywając brąz igrzysk olimpijskich w Seulu (1988). Oczywiście – pod okiem Andrzeja Gmitruka. Potem w jego narożniku było wielu różnych szkoleniowców, ale żaden nie potrafił dotrzeć do „Endrju” tak dobrze, jak trener Legii z dawnych lat. Kto wie, co mógłby osiągnąć Gołota, gdyby w najważniejszych walkach miał w narożniku Gmitruka.

F – Fighter. Gmitruk nigdy nie rezygnował, nigdy się nie poddawał. W pracy trenerskiej, promotorskiej i w biznesie – był wojownikiem.

Wieczny optymista, zawsze pozytywnie patrzący w przyszłość. Na głowę spadło mu mnóstwo problemów, ale Andrzej nigdy nie dopuszczał do siebie myśli, że mógłby przegrać. Zawsze trzymał gardę w górze – wspomina Janusz Pindera.

G – Genialny Żółw. Taki przydomek nadał trenerowi Artur Szpilka. – Masakra. Ryczałem jak dziecko, kiedy się dowiedziałem o śmierci trenera. To był wesoły, uśmiechnięty facet. Nazywałem go Genialnym Żółwiem i tak do zapamiętam. Dla mnie on nigdy nie umrze, zawsze będzie żył. On wnosił do naszego zespołu niesamowitą wiedzę o boksie. Wszędzie go było pełno, mega sympatyczny człowiek – wspomina „Szpila” w rozmowie z TVP Sport.

H – Historie. Spytajcie każdego, kto spędził choćby pół godziny z Andrzejem Gmitrukiem – każdy powie wam to samo. Ten gość był chodzącą księgą anegdot, opowieści i historii, często mocno podkręconych i kompletnie niewiarygodnych. Był też mistrzem bajery.

Kiedyś rozmawiałem z nim i mówił, że jest w Izraelu. Tego samego dnia Janusz Pindera usłyszał od niego, że jest w RPA. Śmialiśmy się razem z Januszem, że pewnie jest w Pradze, a dokładniej mówiąc na warszawskiej Pradze – opowiada Kamil Wolnicki z „Przeglądu Sportowego”.

I – Igrzyska. Seul 1988 to ostatni naprawdę dobry epizod polskiego boksu. W Korei Południowej biało-czerwoni pięściarze zdobyli cztery medale (Andrzej Gołota, Henryk Petrich, Janusz Zarankiewicz, Jan Dydak). Jak dobry to wynik, niech świadczy fakt, że przez kolejnych trzydzieści lat, z olimpijskich ringów udało nam się podnieść ledwie jeden brąz. Za sukcesem w Seulu stał oczywiście Andrzej Gmitruk.

J – Jakub. Młodszy z dwóch synów trenera zmarł tragicznie w Norwegii w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Gmitruk nigdy się z tym nie pogodził, nigdy nie zapomniał o synu. Pożar, który zakończył się jego śmiercią zaczął się zresztą od świeczki, którą zapalił w rocznicę śmierci Jakuba.

Przez tę świeczkę ogień zajął cały stolik na tarasie. Sytuacja miała miejsce w nocy. Trener Gmitruk obudził się, biegł na taras, aby ugasić pożar, w trakcie gaszenia pożaru poniósł śmierć – brzmiało oświadczenie rodziny, opublikowane w mediach.

K – Kawa. Jedyne, poza boksem, uzależnienie Gmitruka. Życie bez kawy, to nie życie, powtarzał. Kawę pił w bardzo dużych ilościach, choć zdawał sobie sprawę, że z racji wieku i problemów kardiologicznych, zdecydowanie powinien ograniczać. Zdarzało mu się popijać jedno espresso kolejnym. – Bez kawy i boksu nie wyobrażam sobie życia – mówił.

L – Ludzie. Gmitruk kochał ludzi, a ludzie kochali jego, nie dało się go nie lubić. Był duszą towarzystwa. Kiedy wchodził na salę, nie dało się tego nie zauważyć: z każdym się przywitał, do każdego zagadał, sprzedał jakąś anegdotę.

Trener zrobił maślane oczy, przekabacił jedną z kelnerek i restauracja była na naszą wyłączność do późnych godzin nocnych. „Kochanieńka, ja się tu wszystkim zajmę, możesz iść do domu, nic nie zginie”– powiedział i dotrzymał słowa. Nam, dziennikarzom, polewał mocniejsze trunki, sam raczył się winem i martini. „Nie mogę już pić alkoholi powyżej 30 procent. Serducho nie te, a tyle przecież jeszcze do zrobienia” – wspomina Rafał Mandes, dziennikarz TVP Sport.

M – Mistrzostwo. Gmitruk miał obsesję doskonałości. Z każdego podopiecznego chciał wycisnąć wszystko, co najlepsze. I najczęściej mu się to udawało. Do mistrzowskiego poziomu doprowadził najpierw Andrzeja Gołotę, potem Tomasza Adamka. Spod jego skrzydeł wyszli w ostatnich latach także choćby Mariusz Wach, Mateusz Masternak i Maciej Sulęcki. Bardzo wysoko współpracę z nim cenili Izu Ugonoh i Artur Szpilka.

Miał przekonanie, że ciągle musi ciężko pracować dla dobra polskiego boksu, że ma jeszcze coś do udowodnienia i doprowadzi jeszcze Polaka do mistrzostwa świata. Nie zdążył.

N – Norwegia. Ważny epizod w życiu Andrzeja Gmitruka to praca szkoleniowa w Norwegii. Praca bardzo dobrze oceniana i doceniana. Trener dorobił się nawet norweskiego obywatelstwa. O Norwegii często i barwnie opowiadał, regularnie tam podróżował, odpoczywać i robić interesy. W Norwegii prowadził kadrę olimpijską, z Ole Klemensenem był blisko medalu w Barcelonie.

Już jako promotor bokserski blisko współpracował z kolei z Finami, w Helsinkach i Marienhamn trzy razy boksował na przykład Tomasz Adamek (niedługo przed pierwszą walką o mistrzostwo świata).

O – Oko. Co wyróżniało Andrzeja Gmitruka od innych trenerów boksu? Oko.

Trener miał to coś, potrafił dostrzec znacznie więcej niż inni. Tego się nie da nauczyć, trzeba się z tym urodzić. Widział detale, które umykały innym – wspomina Izu Ugonoh.

Trener potrzebował tylko chwili, żeby ocenić, czy ktoś ma predyspozycje. Rzucał okiem i mówił: to jest materiał na mistrza; albo: z niego nic nie będzie. I co najważniejsze, jego słowa zawsze się potwierdzały – opowiada Sebastian Szczęsny, komentator TVP.

P – Polsat. Przez długie lata Andrzej Gmitruk pracował jako komentator Polsatu, w tym roku związał się z Telewizją Publiczną. Widzom dał się poznać jako fantastyczny specjalista, który w bardzo barwny i przystępny sposób potrafi przekazać nawet skomplikowane rzeczy.

Z Andrzejem odchodzi najpiękniejsza karta w ostatnich latach polskiego boksu. Wspaniały człowiek, zarażał entuzjazmem. Podziwiałem go, mówiłem mu: dla mnie jesteś bohaterem. Nigdy nie widziałem go zmartwionego – wspomina Andrzej Kostyra, który z Gmitrukiem skomentował setki walk.

R – Rodzina. Z pierwszego małżeństwa Andrzej Gmitruk miał dwóch synów, z których młodszy zginął tragicznie. Druga żona Agnieszka w wyniku działania tajemniczej bakterii straciła wzrok niedługo po urodzeniu córki. Gmitruk nigdy się nie poddał i do upadłego walczył o rodzinę.

Wracaliśmy razem z Gliwic z gali Szpilka-Adamek. Rozmawialiśmy długo na wszelkie tematy. Pytałem go, skąd czerpie siłę do tak ciężkiej pracy. Powiedział: muszę zasuwać, bo mam rodzinę. Jak one by sobie poradziły beze mnie – opowiada Sebastian Szczęsny. – To było ledwie kilka dni temu. Coś strasznego…

Był dla zawodników jak ojciec. Ostatnio widzieliśmy się w studiu telewizyjnym. Pogratulował mi narodzin dziecka, a na koniec mocno mnie przytulił, czego nigdy wcześniej nie robił – mówił w Weszło FM Mateusz Masternak.

S – Szpilka. Artur Szpilka ma trudny charakter. Potrafi wybuchnąć, wali prosto z mostu, miewa szalone pomysły. Przez lata pracował z Fiodorem Łapinem, potem trafił pod skrzydła Andrzeja Gmitruka. Widać było postępy w jego boksie, choć zdarzało mu się popełniać te same błędy, co w przeszłości.

Po walce z Mariuszem Wachem napisałem mu SMS-a: „Trenerze, musi trener coś wymyślić na to opuszczanie rąk po ciosach, czasami robię to automatycznie”. Odpisał: „spokojnie, zmienimy parę rzeczy w przygotowaniach i będziesz boksował 12 rund w dużym tempie i częstotliwości ciosów. Masz predyspozycje do takiego boksu, czego nie mają inni”. No a teraz taka sytuacja – opowiadał w TVP Sport ze łzami w oczach.

T – Trener. Po prostu. Takiego trenera w polskim boksie nie było od czasów legendarnego Feliksa „Papy” Stamma. Całe życie spędził w narożnikach ringów na całym świecie. Ciągle powtarzał: tyle jeszcze do zrobienia. Kochał to. Potrafił z przeciętnego boksera zrobić bardzo dobrego, a z dobrego – znakomitego. W walki swoich podopiecznych wkładał całe serce, bardzo przeżywał, zdzierał gardło.

Był nietuzinkowym szkoleniowcem i wielkim motywatorem. Kochał pięściarstwo i w wyjątkowy sposób umiał zarażać pasją swoich podopiecznych – wspominał w „Przeglądzie Sportowym” Paweł Skrzecz.

U – Ugonoh. Trenował pod okiem wielu fachowców w różnych częściach świata. Potem trafił na salę do Andrzeja Gmitruka i już wiedział, że lepszego miejsca nie znajdzie.

Myślałem, że tak będzie cały czas, że z takim trenerem będę pracował. Po ostatnim treningu ja robiłem brzuszki i trener robił brzuszki. Nigdy bym nie pomyślał, że to nasze ostatnie spotkanie. Był wyjątkowym trenerem, miał talent. Nie da się wskazać jednej rzeczy, która sprawiała, że był tak dobrym szkoleniowcem. Cały czas się rozwijał, wprowadzał nowe metody. Mimo swojego wieku zawsze był otwarty na nowości, żeby nam dać to, co najlepsze. Był młody duchem do samego końca, na sali czuł się, jak ryba w wodzie. Nie wyobrażam sobie, że ktoś mógłby tę pustkę teraz zapełnić – wspominał Izu na antenie Weszło FM.

W – Wyzwania. W wieku 67 lat Andrzej Gmitruk mógłby usiąść wygodnie przy kominku, wspominać wielkie walki, czasem skomentować coś w telewizji. Jego jednak ciągle gnało do ringu, ciągle miał poczucie, że ma wiele do zrobienia. Ostatnio wymyślił, że stworzy własny gym bokserski. Marzył o tym, żeby doprowadzić Izu Ugonoha, Artura Szpilkę i Macieja Sulęckiego do wielkich walk. Chciał ciągle zarażać ludzi miłością do boksu. Chciał wyleczyć żonę. Chciał patrzeć, jak dorasta jego córka…

Z – Zdrowie. Od lat Andrzej Gmitruk miał problemy z sercem. Pierwszy zawał serca miał kilkanaście lat temu. Potem niestety nie było lepiej. Na problemy zdrowotne wpływ miał także opisany powyżej dramat Agnieszki Gmitruk, która ponad pół roku spędziła w szpitalu.

Wstawałem rano, jechałem do szpitala, ze szpitala na trening. I tak przez siedem miesięcy. Sam zacząłem się przez to gorzej czuć. Na dwa tygodnie przed galą trafiłem do szpitala z migotaniem przedsionków. Doktor stwierdził, że gdybym przyszedł parę godzin później, to już by mnie nie było. Przeszedłem dwie operacje. I przy tych okolicznościach jeszcze wychodziłem na salę. Pamiętam, że pewnego razu rozgrzałem trzech pięściarzy. W nocy, po powrocie do domu, znów zaczął się dramat, kolejne migotanie przedsionków, kolejna operacja. Lekarze powiedzieli mi wtedy: jeśli chce pan żyć, musi się pan inaczej dzielić wiedzą – opowiadał w programie „Puncher” w Polsacie.

Lekarzy jednak – jak doskonale wiemy – nie posłuchał. Inna sprawa, że żona, która znała go najlepiej, sama zachęcała go do powrotu do pracy. „Andrzej, jeśli ty nie wrócisz na salę, to umrzesz szybciej niż ustawa przewiduje„, mówiła.

Wczoraj nad ranem, kiedy zapalił się stolik na tarasie, Andrzej Gmitruk pobiegł gasić pożar. Po sekcji zwłok już wiadomo, że przyczyną jego śmierci nie był wcale pożar, jak wynikało z pierwszych informacji. Jak podała prokuratura rejonowa, „zgon był wynikiem ostrej niewydolności krążeniowo – oddechowej”. Czyli – nie wytrzymało serce. Może to banalne, ale Andrzej Gmitruk oddał serce boksowi – dosłownie i w przenośni.

Ż – Żegnaj. Andrzej, żegnaj! Dla mnie to pierwsze pożegnanie kogoś tak bliskiego ze świata sportu. Znałem Trenera od pierwszego roku pracy w zawodzie, kiedy zacząłem praktyki w „Super Expressie”. Był dokładnie taki, jak wynika z powyższych wspomnień: pozytywny, pełny energii i pasji, zarażający optymizmem i wizją sukcesu. Był mistrzem bajerki, który ściemniał tak często i z takim urokiem, że nie sposób było się na niego gniewać. Do programu „Ciosek na wątrobę” w Weszło FM umówił się co najmniej dziesięć razy, zawsze w ostatniej chwili odwołując. Gdyby zrobił to kto inny, więcej bym nie zadzwonił. W przypadku Andrzeja, tylko się uśmiechałem. Wiedziałem, że Trenera można wziąć tylko z dobrodziejstwem inwentarza, czyli w tym przypadku – z bajerką i tysiącem spraw na głowie. I naprawdę ciężko uwierzyć, że już nigdy nie oddzwoni tylko po to, żeby powiedzieć: „Janek, kochany, urwanie głowy, ale dryndnę do ciebie jutro rano”…

JAN CIOSEK

foto: newspix.pl

Opublikowane 21.11.2018 18:39 przez

Jan Ciosek

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
14.08.2020

Bardzo udana próba generalna Legii. Tylko czy taka może się odbywać bez rywala?

Próbą generalną Legii przed tym sezonem miało być starcie z Cracovią, ale wiemy, co się stało – do drzwi zapukał koronawirus, chcielibyśmy, żeby sobie poszedł, ale on nie chce i uparcie przeszkadza. Pierwszym meczem Wojskowych okazała się więc rywalizacja z Bełchatowem i można było się zastanawiać, czy ten mecz – ze względu na klasę rywala […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Najładniejsza piłka w Polsce przyniesie wreszcie trofea?

Naprawdę nie chce nam się po raz wtóry stosować metafory z Adamem Miauczyńskim. To już nudne, to oklepane. Lech Poznań też jest już znudzony tym, że jest wiecznie drugi. Dlatego wyznaczył sobie nowy cel – chce grać najładniejszą piłkę w kraju. Czy ten cel przyniesie tytuł mistrzowski? Tego nie wiemy. Póki co w rozdaniu przed […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Ekstraklasa, czyli najbardziej łaskawy rynek pracy

Ekstraklasowy piłkarz to ma klawe życie. Nie bardzo musi go interesować wynik jego drużyny, bo on doskonale wie, że miejsc pracy na rynku jest tyle, że wystarczy dwa-trzy razy celnie kopnąć piłkę i ktoś się nabierze. Odbudujemy go! Ma potencjał! Jest względnie tani (czyli zarabia 20 tysięcy)! I tak to się kręci. Gdyby Dariusz „dwa […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Tęskniliśmy za tym: Jerzy Brzęczek ogłosił zagraniczne powołania!

Sytuacja jest wciąż dość trudna. Coraz częstsze odwoływanie spotkań, te które się odbywają cały czas rozgrywane są z bardzo ograniczoną publicznością, do tego co i rusz komunikaty zespołów medycznych, które informują o zakażeniach koronawirusem wśród piłkarzy. Tym większa jest radość, gdy docierają do nas okruchy dawnej normalności. Jednym z takich okruchów jest zapowiadany powrót futbolu […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

„Góry” w Warszawie, czyli nowoczesny trening, który pomoże biegaczom i triathlonistom poprawić wyniki

Chcesz zbudować odpowiednią formę na maraton albo inny, chociażby triathlonowy start, wyjedź w góry. Jeśli potrenujesz kilka tygodni na właściwej wysokości, efekty muszą przyjść. Te dwa zdania to oczywiście nadal prawda, ale… nie do końca. Albowiem świat biegów i triathlonu, podobnie jak chociażby ten piłkarski, ewoluuje. Dlatego wypracowanie wysokiej dyspozycji nie jest już połączone wyłącznie […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Tekst czytelnika. Luis Suarez – osąd bohatera

Kwiecień 2015 roku. Pierwszy mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzów – Barcelona mierzy się na Parc des Princes z Paris Saint-Germain. Oglądam to spotkanie, spędzając Wielkanoc u swojej ówczesnej dziewczyny w Meksyku. Acapulco, żar leje się z nieba, nie pomaga ani leniwie kręcący się pod sufitem baru wiatrak, ani zimna Corona. Pierwszy gwizdek wybrzmiewa o godzinie 13:45 […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Stanowisko: świetne wieści dla polskiej piłki

Prezes dowolnego klubu powinien wejść do szatni i powiedzieć do zawodników: Panowie, nie umiemy grać w piłkę, prawda? No nie umiemy. Ale umiemy siedzieć na dupie? To akurat umiemy. No to najważniejsze zadanie dla nas – siedzimy na dupie. Dziś „Stanowisko” o szansie dla polskich klubów, jaką niesie za sobą… koronawirus.  
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Jóźwiak zaskakuje: do Wisły trafia doświadczony ligowiec z Legią w CV

To już prawdopodobnie ostatni letni transfer Wisły Płock. Zapytacie – skąd niby to wiemy? Jak się tego domyśliliśmy? Przecieki z klubu czy po prostu kadra jest już kompletna? Nie, odpowiedź jest prostsza. Skoro Marek Jóźwiak ściąga do klubu Damiana Zbozienia, oznacza to, że doszedł właśnie do literki „Z” w swoim telefonie. Dalej jest już tylko […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Quiz piłkarski. Kto podnosił z boiska wygraną w Lidze Mistrzów (część II)?

Kilka dni temu zaproponowaliśmy wam zabawę, która polegała na wymienianiu podstawowych jedenastek drużyn, które sięgnęły po Ligę Mistrzów. Poszło wam to na tyle dobrze (średnia 65% poprawnych odpowiedzi), że uznaliśmy, iż należy podnieść poprzeczkę. W tym celu cofnęliśmy się o jeszcze dziesięć edycji. Czy potraficie wymienić składy ekip, które sięgały po wspomniane trofeum w latach […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Plaża, okręgówka, stół rehabilitacyjny. Gdzie są ci, którzy nie znoszą Stokowca?

Wśród byłych piłkarzy Lechii panowała ostatnio narracja, że Piotr Stokowiec to zło wcielone. Idealny kandydat na czarny charakter w Bondzie, postać, którą powinno się straszyć niegrzeczne dzieci, no i oczywiście rasista, jak ktoś jest zły w XXI wieku, to musi być rasistą, nie ma rady. Można się więc zastanawiać, dlaczego plam na charakterze tego okrutnika […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Czas zostać rycerzem wiosny. O fazie pucharowej Lewego w Lidze Mistrzów

Robert Lewandowski osiągnął w karierze klubowej wiele, bardzo wiele. Kolekcjonowanie trofeów w Niemczech z zastraszającą regularnością, wszystko okraszone tytułem w najlepszej lidze świata, Ekstraklasie, nie wspominając o wygraniu III ligi ze Zniczem Pruszków. Ale ta galaktyczna kariera domaga się dopełnienia w Europie jak przystało na jednego z najlepszych napastników w historii tych rozgrywek. Przeanalizujmy jak […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Koronawirus w Śląsku. Jak kończy się kuszenie losu? Właśnie tak

Nikomu tego nie życzyliśmy. Mieliśmy wręcz nadzieję, że skończy się tylko na obciachu związanym z przyłapaniem. No ale niestety. Śląsk Wrocław dołączył do grona klubów, w których pojawił się pozytywny wynik testu na koronawirusa. Komunikat na ten temat został wydany wczoraj wieczorem, a w nim przeczytać możemy zdanie: „od kilku dni [piłkarz] jest także odizolowany […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Mladenović: Lechia wszystko mi wypłaciła. Miałem dobre relacje z prezesem i trenerem

– Wiedziałem, na co się piszę, byłem przekonany, że nawet jeśli będą zaległości, to ostatecznie dostanę swoje pieniądze. Miałem rację. Podpisałem umowę z Legią, na koniec Lechia wszystko mi wypłaciła. Nie było sensu się obrażać, wykłócać – mówi „Przeglądowi Sportowemu” Filip Mladenović, który bardzo dobrze wspomina Piotra Stokowca i Adama Mandziarę. Co poza tym w prasie? […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Koniec Cruyffa, 7:0 Heynckesa i Pep kontra Luis Enrique. Nudy w meczach Barcy z Bayernem nie ma

Potrafimy sobie wyobrazić większe klasyki europejskiej piłki. Rywalizacji o większej historii też znajdziemy multum. Ale choć Barcelona z Bayernem pierwszy raz zmierzyły się dopiero w 1996, tak KAŻDY ich dwumecz był napakowany po brzegi intrygującymi kontekstami. To taka rywalizacja kończyła erę Cruyffa w Barcelonie. Była brzytwą, którą tonący Bayern złapał, a potem wykorzystał by dokonać […]
14.08.2020
Weszło Extra
14.08.2020

Mogłem podpisać kontrakt za granicą. Śląsk to mój wybór

– Mogłem podpisać kontrakt za granicą. Nie ma co ukrywać, nie jestem najmłodszym zawodnikiem, więc to nie były już topowe drużyny. Kluby, które grają w solidnych ligach europejskich, ale nie walczą o mistrza. Raczej druga połowa tabeli. Najbliżej było mi do Holandii. Gdy jeszcze nie podpisałem kontraktu, ale był już temat, dostawałem mnóstwo wiadomości od […]
14.08.2020
Weszło
13.08.2020

Padłeś, powstań, RB Lipsk. To nie ta firma, ale rezultat się zgadza!

Pierwsza z ekip w pewnym momencie łapie zadyszkę, nie jest już tak groźna, jak wcześniej, brakuje kontr, raczej zaczyna to wyglądać jak czekanie na nieuniknione. Druga z kolei wypracowuje sobie przewagę, można nawet powiedzieć, że ciśnie przeciwnika i chce rozstrzygnąć spotkanie przed zbliżającą się dogrywką. Brzmi jak scenariusz, w którym Atletico odgrywa rolę tego umęczonego, […]
13.08.2020
Weszło
13.08.2020

Jeśli to miał być przedsmak ligi, to cieszyć się mogą tylko w Zabrzu

Pamiętacie jeszcze kibica Liverpoolu śpiewającego o tercecie Mane, Salah, Firmino? Ta trójka sprawiała, że kibiców „The Reds” niezbyt ruszała strata Coutinho. Po dzisiejszym meczu kibice z Zabrza mogą zacząć układać przyśpiewkę w podobnym stylu, tyle że o Nowaku, Mannehu i Jimenezie, którzy pozwolą zapomnieć o Angulo. Dziś ten tercet, chociaż nie tylko on, bez problemu […]
13.08.2020
Weszło
13.08.2020

Samuel Mraz w Zagłębiu Lubin. Jest oferta za Bartosza Białka

Mraz w polskiej piłce to nie jest nazwisko anonimowe. Ale gdyby Zagłębie Lubin ściągnęło teraz Patrika, to bylibyśmy lekko skonfundowani. „Miedziowi” ściągają jednak Samuela Mraza – byłego króla strzelców ligi słowackiej, trzykrotnego reprezentanta Słowacji, ostatnio grającego w Broendby. Na papierze ten ruch wygląda obiecująco – mobilna „dziewiątka” do odbudowania, w umowie wypożyczenia go z Empoli […]
13.08.2020