Bartek, a gdyby tobie ktoś zarzucił oszustwo?
Weszło

Bartek, a gdyby tobie ktoś zarzucił oszustwo?

– Takie nieodpowiedzialne wejście w tej fazie meczu… Może nie powinienem używać takich słów, ale to ze strony Bartosza Kwietnia jest jawne dymanie kibiców Jagiellonii – zwierzył się po meczu arbiter Iksiński.

I jak, Bartek, spoko wypowiedź?

Ustalmy: uwielbiamy wyrazistych piłkarzy, którzy nie gryzą się w język, uwielbiamy wypowiedzi Grzegorza Skwary czy Radosława Janukiewicza. Ale nie możemy, nie ma na to żadnej zgody, by piłkarz, trener czy prezes uczestniczący w zabawie o nazwie Ekstraklasa zarzucał jawne oszustwo któremukolwiek z uczestników. A to właśnie w piątkowy wieczór zrobił Bartosz Kwiecień, który sytuację z końcówki meczu Jagiellonia – Legia skomentował: „to było jawne dymanie”. Nie. Abstrahując od oceny faulu, od okoliczności, od wszystkiego – nie możemy akceptować podobnych wypowiedzi bez materiału dowodowego.

Zresztą, obejrzeliśmy kilka powtórek i dla nas sprawa jest jasna – Runje faulował Nagy’a w tej sytuacji. Kwiecień tymczasem postanowił wskoczyć do panteonu powiedzonek obok „no zgadza się, jesteśmy dziadami”, „dajcie tego w długich włosach” czy „każdy wali nas w dupę i to nie jest fajne”:

Można i tak, część kibiców Jagiellonii na pewno takie tłumaczenie kupi, ale to bezpodstawne sranie do własnego gniazda.

Hipotetyczna sytuacja: dzisiaj telewizję ogląda sobie Amerykanin polskiego pochodzenia. – Fajny ten wasz soccer, nawet trochę emołszyn, może by w to wpuścić trochę money – myśli sobie, po czym Bartek mu wyjaśnia – nie warto, w tej lidze to się oszukuje. To hiperbola, ale grosz do grosza, ziarnko do ziarnka i zaraz obudzimy się z reputacją skorumpowanej ligi.

Niech więc Kwiecień i koledzy skupią się na tym, dlaczego po objęciu szybkiego prowadzenia już prawie nie stwarzali sytuacji, poszli w minimalizm i dlaczego Frankowski postanowił nie skakać do główki z Kulenoviciem. Wnioski mogłyby być nieprzyjemne, ale nie dla sędziego Złotka.

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (57)