Krętacz czy wizjoner? Oto Eddie Hearn – godny następca Dona Kinga
Inne sporty

Krętacz czy wizjoner? Oto Eddie Hearn – godny następca Dona Kinga

Anthony Joshua (22-0, 21 KO) w ostatnim występie efektownie znokautował Aleksandra Powietkina (34-2, 24 KO), a po wszystkim zaprosił do ringu człowieka, który kieruje jego zawodową karierą od samego początku. Eddie Hearn tym razem nie został wygwizdany przez wymagających brytyjskich fanów, co najlepiej pokazuje jak długą zdążył przebyć drogę. Trudno znaleźć dziś w zawodowym boksie prężniej działającego promotora z tyloma sukcesami na koncie, a on tak naprawdę… dopiero się rozkręca.

Biznes poznawał pod okiem ojca. Barry Hearn założył firmę Matchroom Sport na początku lat osiemdziesiątych. Początkowo skupiał się na snookerze, ale w 1987 roku po raz pierwszy spróbował zorganizować bokserską galę. Pojedynek z udziałem Franka Bruno był hitem i zgromadził na stadionie ponad 40 tysięcy widzów. Zachęcony sukcesem postanowił mocniej wejść w nowy biznes. W kolejnych latach na jego galach walczyły brytyjskie legendy – Lennox Lewis, Chris Eubank i Nigel Benn.

Hearn senior potrafił też działać nieszablonowo. W październiku 1994 roku jego dwóch pięściarzy miało wystąpić na gali w Hong Kongu. Na imprezę sprzedano ponad 2 tysiące biletów – niektóre kosztowały nawet po kilka tysięcy dolarów. Pojawił się jednak problem – przed wyjściem do ringu pięściarze Matchroom nie dostali zagwarantowanych pieniędzy. Większość promotorów zapewne wypuściłaby ich do ringu i martwiła się o to po wszystkim, ale Hearn postawił weto. „Pozostałem wierny swojej filozofii. Ilu promotorów potrafiłoby tak zrobić?” – pytał. Gala została w ostatniej chwili odwołana i zakończyła się sporym międzynarodowym skandalem.

W rodzinnym imperium Hearnów nie zawsze wszystko układało się idealnie. Na początku lat dziewięćdziesiątych Barry był bliski bankructwa. Na krajowym rynku bokserskim przegrał rywalizację z innym starym lisem – Frankiem Warrenem. „Robiliśmy gale dla 800 przypadkowych osób w centrach handlowych. Dzisiaj Eddie wyprzedaje 20 tysięcy biletów tylko za pomocą swojego konta na Twitterze” – wspominał niedawno senior w rozmowie z „Guardianem”.

O takich jak młody Hearn mówi się w Anglii silver spoon. Wszystko miał podane na talerzu – uczył się w najlepszych szkołach, gdzie spokojnie mógł przemyśleć swoją zawodową drogę. W młodości próbował nawet swoich sił na ringach amatorskich, ale… pod zmienionym nazwiskiem. Barry stwierdził, że jeśli ludzie dowiedzą się, że to jego syn, to będą chcieli ciężko go znokautować. „Eddie Hills” po paru walkach dał sobie spokój. „Myślałem, że boksuję jak Sugar Ray Leonard, ale lali mnie pięściarze bez przyszłości w tym zawodzie. Nie możesz zostać wielkim bokserem jeśli wychowujesz się w takim domu jak mój i chodzisz do dobrych szkół” – komentował po latach sam zainteresowany.

Eddie organizacją walk zajął się trochę przez przypadek. Biznesowe doświadczenie zdobywał w firmie ojca przy zawodach… pokerowych. W Las Vegas podczas jednego z turniejów spotkał przy stole Audleya Harrisona (31-7, 23 KO) – pierwszego w historii brytyjskiego złotego medalistę olimpijskiego w najcięższej kategorii. Pięściarz znalazł się na rozdrożu – nie miał pomysłu na dalszą karierę. Hearn zwietrzył znakomitą okazję i od słowa do słowa momentalnie wszedł w rolę syna znanego promotora. Namówił zawodnika na udział w turnieju Prizefigher, który stworzył jego ojciec. W przypadku zwycięstwa na wyciągnięcie ręki miała być hitowa walka z Davidem Hayem. Młokos przedstawiał ten wielostopniowy plan jak pomysł na sobotni wieczór – wszystko wydawało się proste.

„Oczywiście wszystko zmyśliłem, ale miałem dzięki temu jeszcze większą motywację do działania. Podczas całego procesu naprawdę dużo się nauczyłem. Chciałem się dobrze bawić i trochę przy tym zarobić” – wspominał promotor. Udało mu się doprowadzić do wielkiej walki, jednak Harrison dość szybko został ciężko znokautowany. Po wszystkim Hearn chciał wrócić do swojego poprzedniego zajęcia, ale pod jego drzwiami zaczęli się ustawiać kolejni znani brytyjscy pięściarze, którzy postanowili spróbować czegoś innego – Darren Barker, Kell Brook i Carl Froch.

Święty Antoni

Od 2012 roku gale grupy Matchroom zaczęły nabierać rozpędu. Wizję młodego promotora kupiła telewizja Sky Sports, gdzie Hearn wygryzł Franka Warrena. Weteran próbował robić dobrą minę do złej gry, ale czas pokazał, że ewidentnie przestał nadążać za zmieniającymi się realiami. Eddie odkrył siłę mediów społecznościowych, w których porusza się jak ryba w wodzie. Zaczepia innych pięściarzy, parodiuje innych ludzi z branży, a do tego na każdym niemal kroku pokazuje do siebie duży dystans. Jako jeden z pierwszych ludzi boksu zrozumiał także potencjał YouTube’owych mediów, które zaczęły kręcić się wokół jego pięściarzy.

Mniej więcej w tym samym czasie miało miejsce inne przełomowe wydarzenie –  Anthony Joshua zdobył złoty medal igrzysk olimpijskich w Londynie. Hearn marzył o tym, by móc stworzyć wielkiego mistrza od podstaw. W tym przypadku wszystko było na miejscu. Złoto igrzysk w ojczyźnie sprawiło, że pięściarz zyskał wyjątkowy kapitał startowy – powszechną rozpoznawalność. Miał też za sobą ciekawą i wcale nie cukierkową historię, a oprócz tego robił po prostu dobre wrażenie.

„Joshua był wtedy rozchwytywany. Wszyscy wiedzieli, że to materiał na wielką gwiazdę. Wiem, że miał na stole lepsze finansowo oferty od naszej, ale przekonaliśmy go wizją. Pomogliśmy mu stworzyć markę. Zaplanowaliśmy wszystko krok po kroku aż do momentu, w którym miał zostać wielką gwiazdą Pay-Per-View” – wspominał po latach Hearn w rozmowie ze Sky Sports.

To była inwestycja o niewielkim stopniu ryzyka. Joshua rósł, a wraz z nim rosła marka Matchroom. Platforma zaczęła przyciągać kolejnych pięściarzy, a sam AJ stał się nie tylko największą gwiazdą brytyjskiego boksu, ale też jednym z najbardziej znanych sportowców na świecie. Zawodowym mistrzem świata został już w szesnastym występie. Potem zdążył wysłać na emeryturę Władimira Kliczkę (64-5, 53 KO). Dziś ma na koncie tytuły trzech z czterech najważniejszych bokserskich federacji. Stał się jedynym w tej chwili na świecie „pięściarzem stadionowym” – cztery ostatnie jego występy na stadionie Wembley i Principality Stadium obejrzało w sumie ponad 320 tysięcy osób.

Hearn zaciera ręce i konsekwentnie zaczyna działać na coraz szerszą skalę. Pracuje dniami i nocami i właściwe co tydzień jeździ na kolejną ze swoich imprez. „Przy tym trybie życia za 10 lat będę miał naprawdę przejebane” – przyznał w przypływie szczerości. W Anglii już dawno zaczął grać w swojej lidze, więc zamarzyła mu się kolejna rewolucja. Teraz jako pierwszy Brytyjczyk w historii zamierza podbić rynek amerykański. Znów na swoich zasadach – tym razem bez pomocy wielkiej stacji telewizyjnej. Wcześniej zdarzało mu się okazjonalnie współpracować z HBO, ale tam nie było woli poważniejszego zainwestowania w boks. Taką chęć zaczęli przejawiać ludzie stojący za projektem DAZN – sportową wersją Netfliksa, która właśnie zadebiutowała na rynku amerykańskim.

Model jest prosty – za 10 dolarów miesięcznie zyskujesz dostęp do ogromnej liczby sportowych wydarzeń na żywo. Hearn na starcie ma zagwarantowany blisko miliard (!) dolarów na rozwój projektu w trakcie najbliższych ośmiu lat. To kwota, która zdecydowanie pozwala na snucie mocarstwowych aspiracji. Na kolejne transfery nie trzeba było długo czekać – do międzynarodowej stajni Matchroom dołączył niedawno Oleksandr Usyk (15-0, 11 KO), niekwestionowany król kategorii junior ciężkiej i jeden z najlepszych pięściarzy na świecie bez podziału na kategorie wagowe.

Moda na boks powraca?

Pierwsza amerykańska gala Hearna odbyła się już w sobotę 6 października. Jednym z głównych wydarzeń imprezy w Chicago było starcie Tomasza Adamka  z notowanym w czołówkach rankingów Jarrellem Millerem (21-0-1, 18 KO). Pierwsze gale zorganizowane w nowych warunkach pokażą, czy specyficzną brytyjską kulturę kibicowania można odtworzyć w zupełnie innych warunkach. Pewnie nie uda się tego dokonać od razu, ale w Anglii też nie stało się to przecież z dnia na dzień.

„Jeszcze 5-6 lat temu czegoś takiego nie było. Teraz na boks chodzą tłumy i nie mamy problemów z zapełnianiem coraz większych obiektów. Co zrobiliśmy? Po prostu daliśmy ludziom możliwość uczestniczenia w czym fajnym. Sprawiliśmy, że boks znów jest cool i sexy. Można powiedzieć, że wzorowaliśmy się trochę na UFC. Teraz w dzień wolny od pracy ludzie idą się napić i dobrze zabawić, a potem cieszą się fajnym sportowym wydarzeniem na wysokim poziomie. Kiedy uda ci się zrobić naprawdę dobrą bokserską galę, to zdajesz sobie sprawę, że naprawdę nie ma lepszego sportu” – tłumaczy Hearn.

Czy w tym modelu są jakieś słabe strony? Krytycy Brytyjczyka dowodzą, że rozdając wszystkie karty chroni swoich najcenniejszych zawodników. Patrząc jednak na to, jakie walki organizuje, trudno zgodzić się z tym argumentem. Dlaczego Joshua (22-0, 21 KO) miałby bać się Wildera (40-0, 39 KO), skoro w przeciwieństwie do rywala zdążył pokonać Kliczkę (64-5, 54 KO), Parkera (24-2, 18 KO) i Powietkina (34-2, 24 KO) – byłych mistrzów świata i przedstawicieli absolutnej światowej czołówki? Inny z ulubieńców Hearna – Tony Bellew (30-2-1, 21 KO) – w listopadzie wyjdzie do walki z Usykiem (15-0, 11 KO) o cztery pasy mistrzowskie, w której wszyscy skazują go na pożarcie.

Mimo to amerykańscy promotorzy nie ustają w krytyce. Reprezentujący Wildera Shelly Finkel upublicznił ostatnie negocjacje i wyśmiewał oferty Hearna w mediach, choć gwarantowały one mistrzowi WBC zdecydowanie najwyższą wypłatę w karierze. Lou DiBella w przypływie furii nazwał nawet Brytyjczyka „zuchwałą małą dziwką”, ale ostatnio usiadł z nim do stołu i dogadał kilka ważnych dla obu stron pojedynków. Boks to przede wszystkim biznes – nikt nie chowa urazy jeśli można wspólnie konkretnie zarobić.

Nieoczekiwanie ciepłe słowa pod adresem sternika Matchroom padły ze strony… Dona Kinga. Weteran bokserskiego biznesu powoli schodzi już ze sceny, ale wciąż obserwuje to, co się na niej dzieje. „Ten gość od snookera, Eddie Hearn? Lubię go! Ludzie muszą zrozumieć, że on rozwija się z wszystkim co robi. Szanuję go i podziwiam. Ma obok siebie świetnych ludzi. Jestem dumny z tego, co osiągnął z Joshuą, więc dajmy mu szansę” – apelował King.

W bokserskiej działalności Hearn dalej reprezentuje podejście typowego sprzedawcy. I to tego z gatunku najbardziej nakręconych – można odnieść wrażenie, że bez problemu sprzedałby nawet lód Eskimosom. Trzy lata temu próbkę swoich umiejętności dał w Hull, gdzie na targowisku zachęcał do kupowania… truskawek. „Wyobrażacie sobie jakiegoś innego promotora, który by to potrafił?” – pytał po wszystkim.

Na tym wizerunku długo była jedna rysa. Hearn robi najlepsze gale w Anglii i jak nikt inny odnajduje się w erze mediów społecznościowych. Każda dłuższa rozmowa z nim jest hitem YouTube’a, jednak do tej pory gdy wywoływano go w ringu po walce, to słyszał gwizdy. Przed walką Joshuy z Powietkinem pół żartem, pół serio poprosił fanów, by tym razem się nad nim zlitowali. Wszystko przez to, że na Wembley zaprosił… mamę. Wywołujący go do ringu zwycięzca walki raz jeszcze zaapelował o ciepłe przyjęcie Hearna i tym razem się udało – może nie dostał owacji, ale i tak był to postęp w porównaniu do poprzednich tego typu sytuacji.

O czym może myśleć człowiek, który w boksie zmierza od sukcesu do sukcesu? Oczywiście o kolejnym wyzwaniu. Na celowniku grupy Matchroom pojawiła się ostatnio… brytyjska liga rugby. Rzutki promotor już zaciera ręce i opowiada o planie odbudowania podupadającego produktu. Na początek zlikwidowane miałoby zostać ograniczenie finansowe (salary cap), na mocy którego kluby mogą wydawać na pensje maksymalnie 1,9 mln funtów na sezon. Nawet jeśli Eddie Hearn nie zostanie zbawcą rugby, to w kolejnych miesiącach nie zniknie z pierwszych stron bokserskich gazet. Całkiem nieźle jak na niespełna 40-latka, który jeszcze dziesięć lat temu nie wyobrażał sobie życia zawodowego poza pokerem.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (1)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
tolep
kibic i hejter tolepa

Dobry artykuł, wyjątkowo jak na Weszło

wpDiscuz