Z taką grą w obronie Zagłębie Sosnowiec prosi się o spadek
Weszło

Z taką grą w obronie Zagłębie Sosnowiec prosi się o spadek

Co do tego, że obrona Zagłębia Sosnowiec będzie jedną z weselszych części składowych ekstraklasy, wątpliwości nie mieliśmy już przed startem sezonu. Wystarczyło rzucić okiem na skład, w którym figurowali obarczony ciężką klątwą Polczak, niezbyt lotni Jędrych i Malheiro czy Cichocki, który orłem też nigdy nie był. Później do tego grona dołączyli jeszcze Kokosza oraz Heinloth, co tylko utwierdziło nas we wcześniejszym przekonaniu. Ale mimo wszystko nie spodziewaliśmy się, że defensywa beniaminka będzie tak daremna, by w dziewięciu kolejkach puścić aż dziewiętnaście goli, co – patrząc na historię najnowszą – z reguły oznacza tylko jedno. Spadek…

W pierwszej lidze obrona Zagłębia prezentowała się jeszcze solidnie (32 stracone bramki, drugi wynik w stawce), ale ekstraklasa bardzo szybko zweryfikowała podopiecznych Dariusz Dudka. Czyste konto do tej pory udało się zachować tylko raz – w wygranym 3:0 meczu z Pogonią Szczecin. Raz też udało się stracić tylko jednego gola – przed tygodniem z Górnikiem. W pozostałych spotkaniach sosnowiczanie przyjmowali co najmniej dwie sztuki, co łącznie daje wynik, który po prostu woła o pomstę do nieba.

Co więcej, defensywa beniaminka nie funkcjonuje w żadnej z konfiguracji zaproponowanych przez trenera Dudka. Szkoleniowiec Zagłębie początkowo kombinował z Jędrychem i Polczakiem na środku wspieranymi na bokach przez Puchacza (w międzyczasie cofnięty przez Lecha z wypożyczenia i odesłany do GKS-u Katowice), Malheiro, Heinlotha czy nawet Wrześińskiego lub Banasiaka. Później zdecydował się zastąpić Jedrycha Cichockim i jednocześnie posłać w bój pozyskanego niedawno Mraza, ale efekt zawsze był ten sam – przeciwnicy do bramki Kudły trafiali seriami.

Obraz nędzy i rozpaczy dopełnia fakt, że defensorzy Zagłębia nie tylko nie potrafią zatrzymać szturmujących ich pole karne rywali, ale bardzo często wręcz ułatwiają im zdobywanie kolejnych bramek. Nie tak dawn pisaliśmy zresztą o krótkiej kołdrze Zagłębia, prokurowanych rzutach karnych i wyjątkowo naiwnym podejściu to tematu krycia i od tego czasu absolutnie nic się nie zmieniło. Nadal mamy freestyle i jazdę bez trzymanki.

Jeśli Dudek szybko nie ogarnie tego bajzlu, to za kilka miesięcy Zagłębie wyląduje dokładnie tam, gdzie niemal wszystkie drużyny, które w ostatnich sezonach (bierzemy pod uwagę okres, odkąd w ekstraklasie obowiązuje podział na dwie grupy w fazie finałowej) na starcie rozgrywek broniły równie żenująco. Statystycznie wygląda to tak:

Sezon 15/16

Podbeskidzie Bielsko-Biała – 19 goli straconych w 9 meczach

Sezon 14/15

Zawisza Bydgoszcz – 27 goli straconych w 9 meczach

Sezon 13/14

Widzew Łódź – 19 goli straconych w 9 meczach

Ten wesoły tercet w całości powędrował do pierwszej ligi, więc w Sosnowcu naprawdę muszą mieć się na baczności. Nadziei powinni szukać w tym, że kilka razy zdarzyło się, aby drużyna, która w sezon weszła z dziurawą obroną (ale trochę mniej dziurawą niż ta Zagłębia), jakimś cudem uratowała miejsce w – szumnie mówiąc – elicie. Przykładowo w sezonie 14/15 z ekstraklasą pożegnał się GKS Bełchatów (tylko 4 stracone bramki w 9 meczach), a spod topora uciekły Korona Kielce (18) i Cracovia (17). Kielczanie w podobnej sytuacji byli także w sezonie 13/14 (17 bramek w plecy) i wtedy również jakoś się wywinęli. W rozgrywkach 16/17 ta sztuka udała się też Wiśle Kraków – i ten przypadek w Sosnowcu muszą wziąć sobie do serca – która po dziewięciu meczach miała aż dziewiętnaście straconych bramek. W pozostałych spotkaniach „Biała Gwiazda” średnio traciła jednak tylko 1,35 gola, co było znacząca poprawą w porównaniu z jej wcześniejszymi dokonaniami i ostatecznie sezon skończyła w grupie mistrzowskiej.

W Sosnowcu powinni pójść właśnie tym tropem, bo liczenie na przychylność fortuny to dość ryzykowna sprawa. Lepiej po prostu wziąć się do roboty. I – o ile to w ogóle możliwe – trochę poduczyć ananasów, z których trener Dudek ma wątpliwą przyjemność korzystać.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Redmond
Legia Warszawa

To przyjęcie piłki i próba zatrzymania Soriano przy ostatniej bramce (chyba w wykonaniu Babiarza) to był k…a taki kabaret, jakiego daaawno nie widziałem. Aż dziw bierze, że na badziewiakow się nie załapał

Spektakularny

Heinloth akurat moglby grac w sporo lepszym zespole niz ZS

GrubyPerez
Zagłębie Sosnowiec

ale to akurat on w ostatnim meczu „zapomniał” na jakiej pozycji gra

wpDiscuz