Włosi dzielnie walczą o spadek w Lidze Narodów
Weszło

Włosi dzielnie walczą o spadek w Lidze Narodów

Zdawaliśmy sobie sprawę, iż obecna Squadra Azzura nie jest tak mocna jak kiedyś, ale im dłużej oglądamy jej mecze, tym bardziej ręce nam opadają. Nie żebyśmy im jakoś specjalnie kibicowali, po prostu źle się patrzy na to co prezentują. Bo jeśli Portugalię bez Cristiano dało się określić orkiestrą grającą bez dyrygenta, to w tej samej skali ekipa włoska byłaby gdzieś na poziomie punkowych trzecioligowców z rozstrojonymi gitarami.

Roberto Mancini wymienił praktycznie całą jedenastkę względem meczu z Polakami. Ostał się jedynie Jorginho, a oprócz niego Donnarumma. Jeśli taki ruch miał stanowić impuls dla jego podopiecznych, to niezbyt wyszło, bo ta prawie w pełni nowa jedenastka była równie bezzębna co byle chłystek po starciu z Mikiem Tysonem. Na jednej ręce policzylibyśmy groźne sytuacje dzisiejszych gości, chociaż może powinniśmy napisać „groźne”? Jeśli jedną z niebezpieczniejszych okazji jest strzał Zazy głową nieco ponad poprzeczką, to trudno o lepszą (czyt. gorszą) recenzję występu Włochów.

Najbardziej męczył się Lazzari na prawej obronie. I to do tego stopnia, że w nocy będzie mu się śniła wyścigówka na cześć portugalskiego skrzydłowego Brumy, który co chwila mu odjeżdżał, dręcząc go do spółki z Mario Ruim. Jak pracowity był to wieczór dla zawodnika SPAL niech świadczy fakt, iż podjął dziś tyle samo prób odbiorów (7) co pozostała trójka jego kumpli z defensywy razem wzięta. A druga sprawa, że… Cholera, co to za czasy, gdy doczekaliśmy się piłkarza SPAL w Squadra Azzura?!

Po liczbach tego nie widać, ale nie będzie przesadą powiedzenie, iż to podopieczni Santosa byli stroną lepiej kontrolującą wydarzenia boiskowe. A w tej kwestii świetną robotę wykonywali William Carvalho oraz Pizzi. Ten pierwszy idealnie regulował tempo, imponował timingiem. Widać było, że pod względem boiskowego IQ jest kozakiem, a i gra w Betisie mu służy. Drugi zaś biegał wszędzie i nigdzie, posyłał groźne podania, co również dawało gospodarzom przewagę, nie tylko optyczną, choć tę najbardziej. I nawet w końcówce, gdy Portugalia już tylko broniła ewentualnie ruszając z kontrami w stylu jeźdźców bez głowy, to większe posiadanie Włochów nie przynosiło praktycznie żadnych konkretów.

Właściwie najciekawsze momenty tego spotkania wydarzyły się w pierwszej połowie.

Na przykład w 26. minucie Portugalia przeprowadziła dość chaotyczną akcję, która mogła skończyć się dla Squadra Azzura tragicznie. Carvalho dorzucił na głowę do Brumy, ten chciał zgrać do stojącego obok Andre Silvy, lecz zrobił to niecelnie. Donnarumma jeszcze gorzej był, futbolówka trafiła pod nogi Bernardo Silvy, ten uderzył na bramkę, ale w niej stał Jorginho.

Innym razem bliski samobója był Cristante, który został nabity, ale gości uratowała poprzeczka. Ich golkiper nawet nie zdążyłby dygnąć, bo przecież trudno spodziewać się, że piłka odbije się akurat w ten sposób i to od łydki kumpla. No nie, czegoś takiego nie da się przewidzieć. Gianluigi nie miałby tu szans na skuteczną interwencję.

W końcu zaś gol dla Portugalczyków – i jedyny dzisiaj – padł po stracie Caldary, który zapędził się gdzieś wysoko, by rozegrać akcję. Ze stykowej sytuacji zwycięsko wyszedł jednak Bruma, a Włosi przekonali się jak ten szybko przebiera nogami. Nie dali rado go dogonić, ani potem przeszkodzić mu w wyłożeniu piłki do Andre Silvy. A ten pokonał bramkarza Milanu elegancko – po delikatnym przyjęciu i pysznym rogaliku koło dalszego słupka.

Zastanawialiśmy się też, czy w 35. nie powinno być faulu? Pizzi oddał koledze futbolówkę, chciał dostać podanie zwrotne na klepę, ale wbiegł prosto w mur o nazwisku Criscito. Problem w tym, że ten mur przesunął mu się prosto w linie biegu. Zainteresowanie piłką? Na co to komu? A komu to potrzebne? Konkluzja brzmi zatem – tu chyba arbiter winien był wskazać na jedenasty metr. Szkoda więc, iż za nowoczesnym formatem rozgrywek nie poszło również przygotowanie technologiczne w postaci VAR-u. I że w samej końcówce zlitował się nad Pepe dając mu tylko żółtą kartkę za bandyckie wejście na wyprostowanej w Chiesę. Miał szczęście chłopak z Fiorentiny, bo gdyby stoper Besiktasu w niego trafił, mógłby właśnie wyć z bólu na izbie przyjęć.

Trudno szukać po tych 90 minutach jakichkolwiek pozytywów dla podopiecznych Manciniego. Były szkoleniowiec Zenita, Interu czy Manchesteru City będzie musiał wspiąć się na szczyt swoich możliwości, by z tego zestawu grajków zrobić groźną drużynę. Póki co jednak zaliczył gigantyczny falstart. Przecież perspektywa spadku do ligi B właśnie się niebezpiecznie urzeczywistnia…

Portugalia 1:0 Włochy (0:0)
Andre Silva 48′