Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Powołania do reprezentacji Polski rozesłane przez Jerzego Brzęczka są krytykowane dość nieśmiało, choć przecież kontrowersji nie brakuje. Spora szansa dla ludzi z drugiego szeregu Ekstraklasy, z którymi Brzęczek zna się jeszcze z prowadzonych przez siebie klubów. Brak Kamila Grosickiego przy jednoczesnej obecności Jakuba Błaszczykowskiego. Brak powołania dla Macieja Wilusza oraz Szymona Żurkowskiego. Mam jednak wrażenie, że i cisza towarzysząca tym powołaniom, i sam fakt podania właśnie takiego zestawu nazwisk ma jedną przyczynę.

I jest nią – niestety – aktualna słabość naszej reprezentacji.

Śledzę listę nazwisk podanych przez Jerzego Brzęczka i sam zastanawiam się, kiedy to wszystko tak się spieprzyło? Przecież eliminacje do Mistrzostw Świata to nie są jakieś niewiarygodnie odległe czasy, przecież Euro 2016 to nie jest jeszcze temat dla TVP Historia. Tymczasem ślęczę z oczami wlepionymi w nasz skład i coraz mocniej się zastanawiam, gdzie jest nasze miejsce na piłkarskiej mapie Europy.

Najgorzej jest w tych miejscach, na których opiera się futbol reprezentacyjny. Mistrzostwa Świata jak żaden inny turniej nauczyły nas, że absolutnie kluczową sprawą w starciach narodów jest zabezpieczenie tyłów, w drugiej kolejności zaś wykorzystanie stałych fragmentów gry. Nawet mistrzowie świata, Francuzi, byli krytykowani za ospałą grę poniżej potencjału, za trzymanie wszystkich swoich wypasionych wyścigówek w garażu, podczas gdy na placu jeździły zamiast nich ciężarówki. Ci, którzy liczyli na techniczne fajerwerki od Paula Pogby załamywali ręce, gdy gość naśladował ruchami N’Golo Kante, tyrając po całym boisku, bardzo aktywnie w defensywie i pierwszej fazie konstruowania akcji.

Ale było to diabelnie skuteczne. Didier Deschamps nagiął do swojej wizji nawet najbardziej beztroskich zawodników ofensywnych i choć narzekano, że Francja z takim arsenałem w przodzie powinna gromić rywali kilkoma golami, ten czołg powolutku, ale niesłychanie konsekwentnie jechał po mistrzostwo.

Reprezentacje z naszej półki jeszcze mocniej podkreślały rolę tych dwóch aspektów – żelazna defensywa i stałe fragmenty przynosiły wymierne korzyści m.in. Szwecji, Danii i przede wszystkim Rosji. Dzięki takiemu przeniesieniu akcentów, twardą walkę z Hiszpanią i Portugalią nawiązały nawet Maroko i Iran.

Jak tymczasem wygląda nasza defensywa? Na dobrą sprawę do Kamila Glika, do środka obrony, nie ma za bardzo kogo dorzucić. Jan Bednarek, Marcin Kamiński i Adam Dźwigała walczący o miejsce u boku stopera AS Monaco to nieszczególnie piękna perspektywa dla kibica z Polski, zwłaszcza, że tak boleśnie odcięty został dopływ w miarę solidnych piłkarzy z Ekstraklasy. Oczywiście nie mam zamiaru skreślać ani Rafała Pietrzaka (co za przyjęcie w meczu z Górnikiem!), ani Adama Dźwigały, ale jednak – Adam Nawałka w najlepszym okresie reprezentacji brał zawodników z polskiego klubu walczącego w Lidze Mistrzów, ba, urywającego tam punkty zespołom z Portugalii i Hiszpanii. Dziś bierze m.in. z Wisły Płock, która w tym sezonie wygrała raz, z beznadziejną Legią.

Obrona posypała się nam doszczętnie, bo tak naprawdę nie tylko rezygnacja Łukasza Piszczka, ale też ogromny zjazd Artura Jędrzejczyka i Michała Pazdana będzie dla tej formacji odczuwalny. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że pozostali zawodnicy albo nie grają wcale (Bednarek), albo grają w słabych klubach i średnich ligach… Cóż, trochę trudno wierzyć w zachowanie zera z tyłu z dowolnym, nawet i teoretycznie słabszym rywalem. Boki dają odrobinę więcej nadziei, ale tylko odrobinę. Podczas gdy m.in. na mistrzostwach świata boczni obrońcy grywali bardzo blisko stoperów, zabezpieczanych jeszcze defensywnymi pomocnikami, u nas mamy zawodników, których największe zalety to gra do przodu. Rybus, Bereszyński, nawet i Kędziora. Materiał na świetne wahadła w klubie, albo boki obrony w ofensywnej drużynie. Ale czy dobre do reprezentacyjnego ryglowania?

Jeszcze gorzej prezentują się skrzydła. Brak powołania dla Kamila Grosickiego nie może dziwić, biorąc pod uwagę jego obecne zawieszenie w próżni, gdzieś między trybunami w Anglii a boiskiem w coraz słabszym Panathinaikosie. Błaszczykowski stoi z Grosikiem właściwie w jednym szeregu, Kurzawa dopiero zaczyna walczyć o miejsce w składzie Amiens. To koniec nazwisk z mocniejszych lig, zostają posiłki z lig nieco słabszych – czyli Kądzior, Frankowski oraz Makuszewski. Chciałbym być optymistą, ale trochę nie widzę dziesiątek stałych fragmentów wywalczonych po dynamicznych rajdach któregokolwiek z zawodników z tego grona. Co gorsza – tak jak w przypadku środka obrony, tak i tutaj nie widzę za bardzo widoków na szybką poprawę. Może Kamil Jóźwiak? Może przesunięcia któregoś z napastników? Ale to i tak kombinowanie wynikające ze słabości wyjściowej jedenastki.

Najmocniejsi jesteśmy na pozycji numer 9, czy nawet w duecie napastników. Dzieje się to tuż po mistrzostwach, na których typowi snajperzy nie odgrywali wcale głównych ról. Harry Kane zaciął się po fazie grupowej, Mario Mandżukić czy Gabriel Jesus często ustępowali miejsca skrzydłowym i środkowym pomocnikom, nie wspominając już o samym Lewandowskim. W klasyfikacji strzelców nieźle wyglądali wykonawcy rzutów karnych, stoperzy wbiegający na rzuty rożne i wolne (Mina!) no i oczywiście prawdziwy najlepszy strzelec mundialu: Own Goal.

Odcięcie od podań środkowego napastnika w meczach reprezentacji wydaje się coraz prostsze, a my jak na złość tam akurat mamy kłopot bogactwa. Druga dobrze obsadzona pozycja – bramka. Przy stałych fragmentach często właściwie bezradna, zwłaszcza przy takim kryciu, jakie zaprezentowaliśmy choćby z Kolumbią.

Optymistyczne wieści płyną z Rosji, gdzie odbudowuje się Grzegorz Krychowiak i z Włoch, gdzie wreszcie mocniej postawiono na Piotra Zielińskiego, już jako na pełnoprawną gwiazdę zespołu. Do tego dochodzi świetny start Klicha u Bielsy w mocnej Championship. Pozbycie się problemów w środku pola nie brzmi jednak tak entuzjastycznie, gdy przypomnimy sobie, że w tej naszej najlepszej kadrze ostatnich lat w środku biegał Krzysztof Mączyński prosto z Chin. Nie chcę deprecjonować roli Mączyńskiego, ale podkreślić, że akurat w tym rejonie braki da się jakoś zamaskować, w przeciwieństwie do braków w środku obrony i na skrzydłach.

Najgorsza jest jednak świadomość, że tracimy nasz bodaj największy atut – zgranie. Doświadczenie. To, co niektórzy obracali w zarzut wobec Nawałki – granie tą samą grupą ludzi, w tym samym ustawieniu – po czasie okazało się siłą. Wystarczyło zacząć kombinacje, by dobrze ułożone puzzle totalnie się rozsypały. Niektórzy uważają, że to forma poszczególnych reprezentantów, brak wiary w projekt i inne duperele, ale dla mnie porażka mundialowa wynikała z jednej decyzji selekcjonera – by odejść od rozwiązań, które przez półtora roku przynosiły fajne efekty.

Teraz to wszystko trzeba będzie budować od nowa, co zapewne zajmie sporo czasu.

Czy to czas, by usiąść i zapłakać? O dziwo – nie. Kryzys przychodzi w takim momencie, że będzie dość łatwy do zniesienia. Porażki w Lidze Narodów? Nikogo nie zabolą. Słaba gra w eliminacjach Euro 2020? Przy takich regułach kwalifikacji powinniśmy wejść do turnieju nawet grając eliminację w dziesiątkę (o ile oczywiście nie wylosujemy jakiejś grupy śmierci). Tak naprawdę Jerzy Brzęczek pierwszy poważny sprawdzian będzie miał za dwa lata, już podczas turnieju Euro 2020.

To oznacza, że ma ponad 20 miesięcy na budowanie. Kto jest w stanie dzisiaj powiedzieć, gdzie za 20 miesięcy będzie Rafał Pietrzak? Niewykluczone, że tak jak budowa zespołu Adama Nawałki była pełna dziwnych decyzji (po co Milik na Gibraltar, skoro gra młodzieżówka, dlaczego Pazdan, dlaczego Mączyński, skąd ten Jędrzejczyk na lewej obronie?!), tak i teraz z obecnego chaosu zacznie się wyłaniać nowa, silna drużyna.

Mam tylko nadzieję, że Jerzy Brzęczek nie spanikuje i faktycznie będzie konsekwentnie realizował dwuletni plan. Najgorsze, co może nas spotkać, to gorączkowe szukanie coraz to nowych pomysłów przy pierwszych wtopach.

A te – patrząc na obecne powołania – wydają się nieuniknione.