COPAnina: Czy po tym mundialu można zakochać się w piłce?
Blogi i felietony

COPAnina: Czy po tym mundialu można zakochać się w piłce?

Jedna myśl towarzyszyła mi niemal przez cały ten mundial – czy po obejrzeniu go dało się zakochać w piłce nożnej? Nie były to przecież mistrzostwa wyjątkowo piękne, porywające. Dominował pragmatyzm, choć w wielu spotkaniach goli nie brakowało. A może to jednak działa tak, iż my, którzy futbol śledzimy od lat, wiedzieliśmy jego piękniejsze oblicza, po prostu wybrzydzamy? Że pamięć płata nam figle, bo za dzieciaka, kiedy obserwowaliśmy pierwsze turnieje, wszystko wydawało się bardziej magiczne, piękniejsze? Wcale nie wykluczam takiego scenariusza. Każdy przecież jakoś zaczynał swoją przygodę z tym sportem.

Zastanawiam się zatem jakie klisze pozostaną najostrzejsze w naszych głowach? Które z nich będziemy wspominać za kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt lat? A najważniejsze – ile będzie w nich romantyzmu, z którego de facto wynika nasza pasja do futbolu?

Ja chyba najbardziej cieszę się z faktu, iż tegoroczny turniej był sprawiedliwy. Po prostu. No bo ile z wyników zostało wypaczonych przez decyzje sędziowskie? Policzymy je na palcach jednej ręki i jeszcze spora jej część zostanie. Jak na 64 spotkania – świetny wynik. A nie byłoby to możliwe, gdyby nie wprowadzenie technologii do piłki nożnej. Pisałem to wielokrotnie, napiszę jeszcze raz, ponieważ jestem entuzjastą korzystania z VARu – to jest najlepsze co mogło przydarzyć się współczesnemu futbolowi. I nawet jeśli z dystansem podchodzę do tego typu oficjalnych danych, bo nieco zalatują one PRem, to wynik 99,32% poprawnych decyzji arbitrów i tak robi gigantyczne wrażenie. Podobnie jak ta statystyka:

Przeciwnicy technologicznego wsparcia dla sędziów nie mają takiego argumentu, którym mogliby zbić przydatność i słuszność zastosowania jej w naszym ukochanym sporcie. Wreszcie nadeszły czasy, aby to nie błędy, lecz właśnie sprawiedliwość stała się integralną częścią piłki. Martwi mnie w tym wszystkim tylko jedna rzecz, a mianowicie to, iż nie na poziomie klubowym nie w każdych rozgrywkach będzie on funkcjonował od zaraz. Jasne, kwestia czasu, choć już teraz wiem, że oglądanie Ligi Mistrzów bez VARu po tak udanym w jego kontekście turnieju będzie niczym cofnięcie się w nim do epoki kamienia łupanego.

Z przyjemniejszych rzeczy zapamiętam na pewno Chorwatów, których historia – jako drużyny oraz wszystkich zawodników z osobna – jest po prostu inspirująca. I nie, nie będę tu pisał o małym państewku, Dawidzie walczącym z Goliatem i tego typu duperelach. Chodzi mi po prostu o podejście. Luka Modrić biegnący sprintem kilkadziesiąt metrów w dogrywce tylko po to, aby futbolówka nie wyszła na aut. Mario Mandzukić nie tyle grający w piłkę, co prowadzący swój prywatny blitzkrieg w imię godności własnego kraju. Ivan Perisić trafiający do szpitala, ponieważ dzień wcześniej zapieprzał w meczu z Anglikami tak bardzo, że nie wytrzymywały mu mięśnie. Dejan Lovren pokrzykujący na kumpli z drużyny, wciąż dodający im otuchy, napędzający, motywujący. Ivan Rakitić, cichy dowódca, walczący także ze swoim przemęczonym ze względu na celiakię. W ogóle cała drużyna, która trzy razy musiała odrabiać straty, by przejść do dalszej fazy. Ekipa mająca w nogach trzy dogrywki, czyli jakby dodatkowy mecz. A mimo wszystko żaden z jej członków nie chciał nawet słyszeć o zmianie podczas tej trzeciej, w batalii z reprezentacją Anglii. Chwała należy się Chorwatom, choć ostatecznie zwyciężonym.

Powinienem też zapamiętać Harry’ego Kane’a, króla strzelców rosyjskiego turnieju, chociaż tu akurat pewności nie mam. Być może za chwilę wyprę jego występy z pamięci? Nie odbieram mu żadnego z sześciu trafień, aczkolwiek nie potrafię jednocześnie podziwiać. Trzy razy bowiem pokonywał bramkarza uderzeniem z 11 metrów, a jeszcze jedno trafienie dopisano mu po tym, jak nastrzelił go Ruben Loftus-Cheek. Chluby nie przynosi mu też fakt, iż liczby wyśrubował na Tunezji, Panamie oraz dość słabej Kolumbii. I nawet jeśli Anglik jest klasyczną dziewiątką, która najlepiej czuje się, gdy dostawia nogę albo głowę i w ten sposób zalicza kolejne trafienia, liczyłem, że pokaże coś więcej zwyczajnie grając w piłkę. A pod tym względem było bardzo cienko. Szukam w głowie jakiegoś jego bardziej błyskotliwego zagrania i nie mogę sobie przypomnieć. Za to pudła, kiksy, straty i chowanie się w kieszeniach obrońców? O tak, tego było aż za wiele. No i właśnie dlatego chyba nawet wolałbym puścić w zapomnienie te jego popisy. Tak samo jak całej Anglii, która może faktycznie napisała wstęp do pięknej historii, choć jego lektura raczej męczyła. 10 z 13 goli strzelonych ze stałych fragmentów to nie przypadek i bynajmniej też nie jakiś wielki powód do dumy.

Jak na fana hiszpańskiej piłki przystało, na pewno będę wspominał cały cyrk z Julenem Lopeteguim w roli głównej. Zwolnienie na dwa dni przed rozpoczęciem turnieju oraz szopkę jaka miała miejsce wokół tej sytuacji. Cały czas trzymam się zdania, iż Luis Rubiales postąpił słusznie, chociaż sportowo La Roja wyszła na tym beznadziejnie. Fernando Hierro chciał przede wszystkim nie zepsuć tego, co wypracował jego poprzednik, lecz kiedy trzeba było, również nie pomógł swojej drużynie. Tymczasem dosłownie na drugim końcu Europy wrzało, a kibice oraz media przerzucały winę, szukając kozła ofiarnego w tej sytuacji. Prezes RFEF musiał wykąpać się w wannie pomyj, trenerowi wybaczono, piłkarzom w sumie również. Tylko jednego w tym wszystkim nie kupuję, czyli czepiania się Realu Madryt. A to przecież całkiem naturalne, że klub musiał dbać o własne dobro, a nie czyjeś, dlatego szybko dogadał się i ogłosił pozyskanie Lopeteguiego. No bo nie wyobrażam sobie, aby Królewscy mogli czekać z pozyskaniem szkoleniowca na przykład do teraz. Zarówno wizerunkowo oraz sportowo byłoby to jak niczym strzał w kolano. Dlatego uważam, że jakiekolwiek zarzuty wobec Los Blancos w tej sytuacji zakrawają co najmniej o absurd.

Oczywiście na mojej liście nie może też zabraknąć argentyńskiej katastrofy, do której w dużej mierze doprowadził Jorge Sampaoli, de facto już zwolniony z posady selekcjonera. Zresztą, pisaliśmy o tym już dzisiaj: Rok wystarczył, aby El Loquito zburzył swój pomnik, który jednak nie był trwalszy niż ze spiżu. Miotał się w swoich decyzjach przez co stracił zaufanie kibiców, a tym bardziej piłkarzy. Wciskał kit wszystkim dookoła o poszukiwaniach nowych rozwiązań. W końcu dał zawodnikom wejść sobie na głowę, zaczęli oni mieć gigantyczny wpływ na kwestie takie jak to, kto ma zagrać w następnym spotkaniu i gdzie. Na dobre stał się postacią karykaturalną, kiedy pytał Messiego co ma zrobić – czy powinien wpuścić Aguero na boisko? Na koniec zaś dodatkowo wkurwił też cały kraj, ze względu na swoje podejście do kwestii opuszczenia stołka. Kiedy bowiem odchodził z Sevilli opowiadał o wielkim patriotyzmie, miłości do ojczyzny i wielu innych równie górnolotnych wartościach, którymi rzekomo się kierował. Tymczasem na koniec jego fatalnej kadencji okazało się, że faktycznie, Jorge może i kocha, ale co najwyżej pieniądze z odszkodowania, z których nie zamierzał łatwo rezygnować. To właściwie przekreśliło go w oczach rodaków.

Historia Thierry’ego Henry’ego również jest osobliwa, choć dla samego zainteresowanego na pewno niezbyt przyjemna. Jego rodacy uznali go bowiem za zdrajcę narodu, ponieważ podczas mistrzostw pracował w sztabie reprezentacji Belgii, a przecież obie ekipy spotkały się w półfinale. No i co, legendarny napastnik miał wtedy rzucić robotę w diabły, bo pochodzi z innego kraju? Bez jaj. On tam uczył się fachu od Roberto Martineza, a także spełniał bardzo ważną rolę w pracy z napastnikami, z której w dużej mierze skorzystał Romelu Lukaku, o czym opowiadał na „The players tribune”. Niesamowicie głupie było czepianie się go oraz pracy, którą wykonuje. Zwłaszcza, że przy okazji pojedynku z Les Bleus nie odstawił żadnego cyrku, jak na faceta z klasą przystało. I jeśli już kto tu powinien robić rachunek sumienia, to sami francuscy działacze, ponieważ nie zapewnili swojej legendzie warunków do rozwoju, a teraz czepiają się, że Henry poszedł gdzie indziej. Gdzieś, gdzie stworzono mu możliwości do dalszego samokształcenia.

Szkoda tylko, że w tym wszystkim pozytywnych wspomnień nie zachowam dzięki polskiej reprezentacji. Bo to akurat był epizod, który najchętniej wyrzucił bym z pamięci jak za pomocą zaklęcia „obliviate” z Harry’ego Pottera. Niski pressing. Lapsus językowy. Pokolenie „chcę więcej” stające się pokoleniem „na więcej nas nie stać”. Drużyna skłócona, co oznacza, że zawiódł nawet zadanowiec Atmosferić. Piotr „Copperfield” Zieliński. Bednarek oraz Krychowiak zachowujący się jakby pierwszy raz grali w piłkę. Szczęsny zwiedzający nieznane mu rejony boiska. Nawałka każący Grosikowi symulować skurcz. Upokorzony Błaszczykowski, być może do dzisiaj stojący przy linii bocznej, czekając na wejście… Niestety nie da się tego wszystkiego odzobaczyć. Zapamiętam natomiast zazdrość chociażby wobec Irańczyków, którzy prawie utarli nosa Hiszpanom oraz Portugalczykom, bo pomimo kiepskich umiejętności chciało im się jeździć na dupach. Tak samo zresztą jak Rosajom, Szwedom czy Urugwajczykom.

I żaden to dla mnie argument, że przecież powinienem być przyzwyczajony, oglądając w kółko to samo od 2002 roku, z małym wyjątkiem na Euro sprzed dwóch lat. Kompromitacji nie będę tolerował nigdy.

***

Patrzę na tę listę no i niestety, dumą mnie ona nie napawa. Nie chciałem za bardzo grzebać, tylko właśnie oprzeć się na tym, co na hasło „rosyjski mundial” najszybciej przyjdzie mi na myśl. Sam teraz nie wiem, czy już zdziadziałem do tego stopnia, by pamiętać tyle kiepskich, albo przynajmniej nieprzyjemnych momentów? Czy może to naprawdę był turniej, w którym aż tak bardzo nie liczył się sport i dobra zabawa? Nie zrozumcie mnie źle, z każdego obejrzanego meczu (a 50 przebiłem na luzie) czerpałem sporo przyjemności, jarały mnie nawet starcia Arabii Saudyjskiej. Z kolei tuż przed ćwierćfinałami poczułem coś jakby żałobę, gdy zorientowałem się, że do końca mistrzostw pozostało tylko osiem spotkań.

Z tyłu głowy kołacze mi się jednak taka refleksja, że gdyby to rosyjski turniej miał decydować o mojej miłości do tego sportu, chyba nie zapałałbym do niego aż tak wielką pasją. Mam natomiast nadzieję, iż przynajmniej kilku futbolowych żółtodziobów odebrało ten turniej znacznie inaczej.

MB

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (27)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Fate

Czemu Sampaoli miałby rezygnować z odszkodowania? Co za bzdura.

marcinw13
Manchester United 1997/98

Z tych mistrzostw zapamiętam trzy rzeczy.
Nieprawdopodobny sprint Modricia po piłkę podczas dogrywki z Rosją.
Niski pressing i brak jakiejkolwiek pokory u naszych „piłkarzyków” z wyjątkiem Fabiańskiego.
Znakmitą grę Kyliana Mbappe ukoronowaną mega-dojrzałym (brzmi głupio, wiem) golem w finale, gdzie Francuz został drugim po Pele nastolatkiem zdobywającym bramkę w finale MŚ.

No dobra i nr cztery: Nieprawdopodobny boiskowy zapierdol Irańczyków, którzy zagrali na co najmniej 300 proc. swoich możliwości dzięki gigantycznej ambicji i waleczności jeszcze bardziej uwydatniając żenującą kompromitację naszej ekipy.

Głównym moim wnioskiem po tych MŚ jest: Nie oglądać reprezentacji Polski, jeżeli będą w niej występować ludzie skompromitowani na tym turnieju czyli przede wszystkim Krychowiak, w dalszej kolejności Lewandowski z jego perfekcją w układaniu fryzury. Dzięki chłopaki, że pokazaliście jak bardzo macie wyjebane na kibiców i koszulki w których graliście. Wielkie dzięki.

egzekutor_77
Pogoń Szczecin

Bo Lewandowskiemu, gościowi, który nas na ten Mundial zaniósł na plecach, z całą jego perfekcją fryzury, dążeniu do bicia kolejnych rekordów i stałemu dążeniu do rozwijania się, nie chciało się na owym Mundialu grać, srał na koszulkę, którą nosił, barwy, które reprezentuje i kibiców, którzy go dopingują….

Weź wypierdalaj kurwa durny januszu

StalinMourinho

Zdjęcie profilowe egzekutor_77
Zamiast jebać bluzgami, daj chociaż jeden argument na korzyść RL9, bo rozumiem, żeś z niego dumny.

marcinw13
Manchester United 1997/98

Zdumiewa mnie jak wielu ludzi broni Lewandowskiego w sytuacji kiedy dał dupy nie tyle w sensie sportowym, bo każdy może mieć słabszą formę, ale w sensie całej reszty, przecież facet skompromitował się swoimi kolejnymi żenującymi wypowiedziami i brakiem jakiejkolwiek pokory po żenującym występie na mundialu. Zamiast robić mu laskę, zdejmij różowe okulary i spódniczkę i spójrz na jego „popisy” nie tylko pod kątem sportowym.

obwarzanek

Wy chyba turniejów z dominującym pragmatyzmem nie widzieliście. Pod tym względem temu mundialowi daleko do tych z 2006, 2010 czy Euro 2016. Tam to dopiero było wyrachowanie i pragmatyzm.

marcinw13
Manchester United 1997/98

Najgorszy turniej pod tym względem jaki widziałem to koszmarne Euro 2004. Po tamtych mistrzostwach aż odechciewało się wychodzić pokopać na boisko.

mccat

Kane akurat nie zasługuje w ogóle na zapamiętanie, ani nawet na zastanawianie się nad nim. Zagrał po prostu średnio. Argentyna ostatkiem sił zakwalifikowała się na mundial, więc wyjście z grupy i niezły (a przede wszystkim pamiętny) mecz z Francją należy uznać za spełnienie oczekiwań – przed MŚ byli równie słabo zgrani, nie wiem czego się spodziewali ich kibice.

marcinw13
Manchester United 1997/98

Przyznam, że przez moment myślałem, że jednak myliłem się co do Kane’a, bo zawsze uważałem go za piłkarza podwórkowego, dobrego tylko w starciach z leszczami z ligi angielskiej. Ale po graniu z poważnymi rywalami w zasadzie wyszło na moje, Kane był po prostu słaby. Na razie wychodzi na to, że to bardzo przeceniony grajek i pasuje do Realu Madryt jak Krychowiak do Liverpoolu.

FC Bazuka Bolencin

Oczywiście że turniej był ciekawy. To, że sporo bramek padło po stałych fragmentach gry, albo samobójach świadczy tylko o tym że piłka w wydaniu reprezentacyjnym, w dobie coraz większego ładowania kasy w kluby i rozgrywki klubowe – robi się coraz bardziej wyrównana i jest namiastką czasów starej dobrej piłki nożnej (gdzie pieniądze też były ważne, ale nie zależało od nich tyle co obecnie – patrz: piłka klubowa).
Jak sobie przypomnę Euro sprzed 2 lat, to jest niebo a ziemia w kwestii czysto piłkarskiej.
Rosjanie też dobrze się pokazali – zarówno piłkarsko jak i organizacyjnie (na przekór antyruskim trollom).

marcinw13
Manchester United 1997/98

To właśnie podoba mi się w piłce reprezentacyjnej najbardziej, że poziom zrobił się naprawdę wyrównany i Islandia może pogonić Anglię, a Rosja Hiszpanię. Kasa nie gra tu aż takiej roli jak w piłce klubowej, gdzie niemal w ciemno można obstawiać kto zdobędzie mistrzostwo Niemiec czy Włoch, lub kto zagra w półfinałach Ligi Do Robienia Forsy Dla Najbogatszych Kosztem Reszty Frajerów.

StanLevy

„…bo za dzieciaka, kiedy obserwowaliśmy pierwsze turnieje, wszystko wydawało się bardziej magiczne, piękniejsze?”

I z tym się zgadzam. Dla mnie najpiękniejszy turniej i wspomnienia to będzie Euro 2004 i wygrana Grecji. <3

obwarzanek

Mam tak samo. Pamiętam jak nie mogłem się nadziwić, że Grecy bombardowani przez Czechów, Francuzów i tak przechodzą dalej. Już myślałem, że w finale nie dadzą rady a tu znowu ten wariat Charisteas wali z głowki. Szok i niedowierzanie. Piękny to byl turniej, nie zapomnę go nigdy. Mundialu w Rosji również 😀

areq
Kolejorz

Najgorsze Euro w historii, głównie przez tych Greków właśnie….

Brajanek

najgorsze – zgadzam się ale za dzieciaka wszystko magiczne, więc nie niszcz wspomnień koledze. Dla mnie 88′ i 92′ to były turnieje…

areq
Kolejorz

Za dzieciaka oglądałem 82 i nie był magiczny. Był przywoity. Trzeba umieć rozdzielic plewy od ziarna:):)

cyfrowy_wafel

Euro 2004 – najlepszy mecz:

marcinw13
Manchester United 1997/98

A dla mnie z kolei Euro 2000 uwieńczone niesamowitym, emocjonującym finałem Francuzów z Włochami. Tyle, że wtedy byłem małolat właśnie, i to pewnie przez sentyment pamiętam np. fantastyczną mega-bramkę Bergkampa z Argentyną w 1998.

derlis

Poziom MŚ był w moim odczuciu dość średni, mecze pełne emocji niejako maskowały słabą grę drużyn, mimo iż właśnie tą słabą grą te emocje były spowodowane
Ogólnie mistrzostwa mimo wszystko jak najbardziej na plus
To co, Francuzi nie wychodzą z grupy w 2022? 😀

FalszywyProfil

fakt faktem, że jak ktoś świadomie obejrzał mundiale 1982 i 1986 to już nigdy nie będzie takiego mundialu. Nie chodzi nawet o to, że w 82 Polska była trzecia, zresztą w 86 wtopiliśmy. Chodzi o wszystko. Najlepsze mecze w ogóle w historii świata to mecze RFN-Francja w półfinale 1982, Włochy-Brazylia w drugiej fazie grupowej 1982, Francja-Brazylia w ćwierćfinale 1986. A do tego bramka wszechczasów Maradony w 86 z Anglią gdzie ograł bodaj 7 Anglików i wjechał z piłką do bramki. Sporo tego, albo mecz Belgia-ZSRS w 1/8 Mexico 86… Pomiędzy jeszcze Euro 84 i Euro 86 z pamietnymi ówczesną Francją (jakaś taka bardziej do lubienia niż późniejsze, nawet ta z 98) , Danią, Portugalią, a w 88 Holandią. A Brazylia z lat 80. to była najniesamowitsza drużyna jaką kiedykolwiek widziały miliony. To, że nic nie wygrała medalowego nawet świadczy o tym, że już nadchodziły te czasy, co dziś, fusbalu mdłego i, jak to dzisiaj mówią, efektywnego. A jak ktoś mi nie wierzy, to weźcie choćby se zobaczcie fragmenty podanych meczów. Albo dajmy na to, taką bramkę Brazylijczyka, (bodaj nazwisko Josimar?), jaką nam strzelił w 1/8 mundialu 86, drugi gol. Dodam, że objeżdżał wcale nie ogórków, bo w tamtym meczu Polska dobrze. Teraz już takich goli nie ma. A to był jeden z wielu Brazylijczyków tamtych czasów, byli nawet tej drużynie lepsi od niego.

areq
Kolejorz

W 1982r Brazylia grała najlepszą piłkę dla kibica. Sztuczki techniczne w co drugiej akcji.Mecz ze Związkiem Radzieckim był chyba najlepszym meczem gropowym.
Potem fakt 2:3 z Włochami czy 3:1 z Argentyną było pokazem finezji.Szkoda ,że się nie cofnęli przy 2:2 z Włochami ale nie byli pragmatyczni jak by to powiedział autor artykułu:):)

FalszywyProfil

tak było

Nefilim

Julcimar, nazywał się chyba Julcimar.
Pamiętam tak samo te mundiale i bez namysłu odpowiadam, że były magiczne.
Teraz ten w Rosji był lepszy od poprzednich w tym tysiącleciu, ale rzeczywiście pragmatyczny do bólu.
Mam jeszcze teorię na temat słabości tuzów – ilość meczy rozegranych w trakcie sezonu musiała wpłynąć na dyspozycję zawodników (np. Hiszpania, Niemcy, Brazylia) oraz najgłupszy z możliwych pomysłów FIFy – zrobienie baz dla reprezentacji w Azji, a rozgrywanie meczów w Europie, gdzie często trzeba było lecieć po tysiąc lub dwa tysiące km… Aklimatyzacja w tym wypadku na pewno dawała się we znaki.
Powinny być mecze tam gdzie bazy, w okolicy tych baz, tak aby uniknąć problemu ze zmianą klimatu.
Pzdr.

Derulo

Generalnie nie pamiętam dokładnie meczów z pierwszego mundialu, raczej flesze bramek Ronaldo w finale, czy wolnego Ronaldinho, ale zdecydowanie pamiętam atmosfere swieta przez miesiac, mimo kleski Polakow, mysle, ze z dzisiejszymi dziecmi moze byc podobnie.

AsafaPowell
Ruch Chorzów

Najlepsze Mistrzostwa od lat, bez nudnych Niemców i Brazylijczyków w półfinałach, z waleczna Chorwacją i Belgią w półfinale, z Gospodarzem, który mimo niskich umiejętności dawał rade. Naprawdę, może jestem jedyny, ale jest mi słabo na samą myśl o Niemczech, Brazylii, Argentynie czy Hiszpanii. Tak samo, jak piłka klubowa (czyli DEJA VU co roku) z Realem, Barcą, Juve i Bayernem w końcowych fazach w lidze mistrzów, czy 5000 mistrzostwem Bayernu, Barcy czy Juve w krajowych rozgrywkach…

areq
Kolejorz

Panie MB. Pragmatyzm ? Obejrzyj sobie przynajmniej poprzednie 4 mundiale to zobaczysz co to pragmatyzm…
JEDEN mecz zakończony 0:0.Z 64 spotkań przynajmniej połowa była zajebista.
Najgorsze dwa mecze na mundialu to niestety mecze polaków.Te z japonią i Senegalem.
Dwa nudne mecze po 1:0 rozegrał Urugwaj w fazie grupowej.
Serbia z Kostaryką również nie rzucał na kolana.
Dania z Francją-zgodzę się-dno.
Ale reszta meczy przynajmniej przyzwoita.
Świetne mistrzostwa.Oglądałem wszystkie od 1982roku i te są na równi lub nawet ciut lepsze niż dotychczasowy lider – MŚ 1986 w Meksyku.
A pozostałe?
Krótkie opisy.
1982 przyzwoite,głównie za sprawą naszych,pamiętne.Pojebany system rozgrywek.
1986 Best ever.
1990 Najgorsze jakie pamiętam.Podsumowaniem brutalny finał.
1994 Bardzo dobre mistrzostwa.Faza finałowa ciut słabsza.Finał dramat.
1998 Przyzwoite mistrzostwa,szału nie było.Świetna Francja i niewiele słabsza Brazylia.
2002 Beznadziejne.Bardzo słabi sędziowie i pchanie słabych gospodarzy jak najdalej.
2006 Słabe,nieco emocji związanych z naszym występem.
2010 Prawie tak złe jak 1990.
2014 Niewiele pamietam,moze te 7:1 w półfinale.Czyli słabe mistrzostwa.Bardzo słabi sędziowie i pchanie słabych gospodarzy jak najdalej.

vincent van cock

Ogólnie się zgadzam, ale jak w 1998 Francja była świetna to i w 2002 Brazylia, później już każdy turniej i każdy mistrz byli słabsi, 2014 też słabo pamiętam, najbardziej zmarnowane setki Messiego, Higuaina i Palacio w finale z dziwnie słabymi Niemcami po takim półfinale. W 2010 podobała mi się Ghana, w 1990 Kamerun, zabrakło im farta. Najsłabsze mistrzostwa w/g mnie w 2006.

wpDiscuz