Cienka linia pomiędzy miłością a nienawiścią. Co dalej z Sampaolim?
Weszło

Cienka linia pomiędzy miłością a nienawiścią. Co dalej z Sampaolim?

Jorge Sampaoli nigdy nie ukrywał, że chciałby kiedyś poprowadzić drużynę narodową swojego kraju. Pierwszą propozycję pracy z Leo Messim i spółką dostał tuż po podpisaniu kontraktu z Sevillą. Wówczas z bólem odmówił, ale już za drugim razem zdecydował, że ofertę przyjmie. Tym bardziej że na horyzoncie był mundial, a to przecież dla każdego Argentyńczyka jedna z najważniejszych rzeczy na świecie. Umowa z Sevillą nie mogła więc mu w tym przeszkodzić po raz drugi w karierze.  

– Przyjęcie oferty Argentyny nie zależy tylko ode mnie. AFA w pierwszej kolejności musi rozwiązać mój kontrakt z Sevillą. Nie mogę wywoływać presji na żadnej stronie. Federacja musi sprostać moim zobowiązaniom oraz prawom zawartym w umowie z klubem… Kibice gwizdali na mnie, ale nie rozumieją do końca tej sytuacji. Nie odchodzę stąd dla pieniędzy albo jako najemnik. Idę do reprezentacji narodowej mojego kraju – mówił Sampaoli rok temu po zakończeniu sezonu z Sevillą.

Trochę to świadczy o tym, że argentyński szkoleniowiec niekoniecznie jest słowny. Jasne, gdyby tak się zdarzyło jeden raz w jego karierze, to pewnie można by przymknąć oko. Jednak wystarczy cofnąć się pamięcią do czasów, gdy trenował Chile. Co prawda Sampaoli z „La Roja” w 2015 roku wygrał Copa America, ale sielanka bardzo szybko się skończyła. Konflikt między selekcjonerem a chilijską federacją zaczął się od tego, że prezes związku, Sergio Jadue podał się do dymisji, ponieważ był oskarżony o korupcję. Do mediów wyciekł również kontrakt argentyńskiego szkoleniowca, a na dodatek oskarżono go o to, że rozlicza się w rajach podatkowych. Po tym wszystkim Jorge Sampaoli zaczął otwarcie mówić, że czuje się niedoceniony w Chile. Nie skończyło się jednak tylko na słowach, bo 58-latek chciał rozwiązać swój kontrakt, co jednak takie proste nie było.

Sampaoli ma kontrakt i będzie kontynuował tutaj swoją pracę. Potwierdził, że sytuacja do której doszło, bardzo go boli. Mamy jednak głęboką nadzieję, że będzie nam towarzyszył do 2018 roku. Jest niespokojny, ale egzekwujemy umowę, z której powinny wywiązać się obie strony… Jorge poprosił nas o obniżenie klauzuli odejścia, ale chcemy, by respektował swój kontrakt. Sampaoli nie powiedział nam, że chce go kontynuować. Prowadzimy dalsze negocjacje. Jeśli zdecyduje się odejść, będzie musiał zapłacić – powiedział wówczas nowy sternik chilijskiej organizacji piłkarskiej, Arturo Salah.

Po tygodniach napięć „El Loquito” i federacja doszli do porozumienia. Sampaoli zrzekł się bonusów, które należały mu się za wygranie Copa America, a podobno i tak musiał jeszcze dopłacić, by odejść. Arturo Salah w mediach zakomunikował, że umowę rozwiązano za porozumieniem stron, a dzięki temu zaoszczędzono czas i pieniądze, które trzeba by poświęcić na rozprawy sądowe. Można więc powiedzieć, że zapomniał wół, jak cielęciem był… Obecnie sprawa wygląda tak, że Sampaoli chciałby zostać w reprezentacji „Albicelestes, ale federacja pewnie już dawno by się go pozbyła, gdyby nie wysoka klauzula w jego kontrakcie.

Kwota odszkodowania w mediach zmieniała się już wiele razy, bo w trakcie mundialu mówiono nawet o dwudziestu bańkach. W każdym razie chodzi na pewno o dużą kasę, bo inaczej argentyńska federacja szukałaby już nowego szkoleniowca. Kiepska sytuacja finansowa doprowadziła jednak do tego, że Sampaoli – podobno tymczasowo – na swoim stanowisku został, a na dodatek dostał jeszcze nowe obowiązki. Doświadczony trener przejął pieczę nad zespołem U-20, ponieważ do dymisji podał się Sebastian Beccacece. Tym samym pod koniec lipca Sampaoli poprowadzi młodzieżową drużynę na turnieju w Walencji.

Mniej więcej w tym samym czasie dojdzie do kolejnego spotkania komitetu wykonawczego federacji, na którym delegaci będą dyskutować o przyszłości argentyńskiego szkoleniowca. Trudno jednak przypuszczać, że znajdą pieniądze, by wypłacić odszkodowanie trenerowi. Jeśli Sampaoli nie zrezygnuje z części odszkodowania, to raczej ten toksyczny związek na linii trener – piłkarze i federacja będzie trwał.

Bez wątpienia taki scenariusz nie wróży niczego dobrego dla reprezentacji Argentyny. Wydaje się jednak, że jest bardzo prawdopodobny, bo 58-latek raczej nie zrzeknie się odszkodowania… Tym samym argentyńska federacja znalazła się w sytuacji bez wyjścia, ale sama jest sobie winna. Wpisywanie tak wysokiej kwoty odszkodowania jakiemukolwiek trenerowi wiązało się z dużym ryzykiem. Tym bardziej Sampaoliemu, który łagodnie mówiąc nie należy do trenerów ugodowych. Jak się nawarzyło piwa, to trzeb je wypić, ale w tym wypadku obawiamy się, że może dojść do zakrztuszenia. Cóż, przyszłość reprezentacji Argentyny nie rysuje się w jasnych barwach.

Fot. NewsPix