Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Zagłębie Lubin budowę nowego zespołu rozpoczęło od szeroko zakrojonych poszukiwań odpowiedniego dyrektora sportowego. Ile zmieniło się w Lubinie od czasu przejścia Piotra Burlikowskiego do PZPN-u najlepiej widać w ligowej tabeli, ale przecież również krótka analiza ostatnich kilkunastu transferów „Miedziowych” daje odpowiedź, ile może znaczyć człowiek odpowiedzialny za szkielet klubu.

Szkielet – bo tak mniej więcej widzę rolę dyrektora sportowego. O ile trener jest trochę jak dżokej, który może wycisnąć więcej lub mniej z konia, którego przygotuje mu stajnia, o tyle dyrektor sportowy odpowiada za to, by koń nie był za ciężki, miał w miarę świeże podkowy i zjadł odpowiednie posiłki w dniu gonitwy. Moim zdaniem w zdrowym klubie to właśnie taki facet odpowiada za tę słynną długofalową strategię klubu. Trenerzy, nawet ci najlepsi, po pewnym czasie albo sami szukają nowych wyzwań, albo po prostu kończą im się sposoby na rozpalanie drużyny wciąż od nowa i od nowa. Wyjątki zdarzają się rzadko, i w Polsce, i za granicą, a najlepszym dowodem na to, że termin przydatności trenera nie jest prawie nigdy liczony w dekadach – życiorysy Pepa Guardioli, Jose Mourinho czy nawet Jurgena Kloppa.

W Ekstraklasie naturalnie nie mamy problemu z tym, że trenerzy po trzech latach zaczynają się rozglądać za nowymi wyzwaniami, częściej z tym, że trenerzy po trzech miesiącach muszą się rozglądać za nową pracą.

Nie zmienia to jednak faktu, że niezależnie od mocy ligi – dobry dyrektor sportowy jest na wagę złota. Prawidłowość, jaka powinna obowiązywać, wygląda zaś mniej więcej tak, że im słabsza liga i słabsi szkoleniowcy, tym ważniejszy odpowiedni dyrektor, który będzie w stanie rozsądnymi transferami, kierowaniem działem skautingu oraz gwarancją płynności przejścia z akademii do seniorskiego klubu załatać dziury w warsztacie pierwszego trenera.

Cały czas nie mogę się do końca pogodzić ze statusem tej funkcji w rodzimym futbolu, szczególnie, że rok w rok otrzymujemy jak na tacy przykłady, jak istotny jest tego typu pracownik. Łukasz Masłowski wpadł do Wisły Płock z bilonem w kieszeni i telefonem z paroma numerami, a po chwili okazało się, że może zbudować skład niemal na europejskie puchary. Jakiś czas temu zamieściliśmy taką infografikę.

W2a9qg6

Jednocześnie zaznaczaliśmy, że wiele spośród tych nazwisk, to autorskie projekty dyrektora sportowego. Dominik Furman, z którym kiedyś współpracował jako menedżer? Wypożyczenia młodych zawodników, które pozwalają na przyciągnięcie piłkarzy z potencjałem, ale bez przesadnego obciążania budżetu? Sięgnięcie po piłkarzy, po których było widać umiejętności, ale nie pasowali z różnych przyczyn do swoich drużyn – jak choćby Kante z Zabrza czy Szymański z Białegostoku? To wszystko nie brzmi jak odkrywanie Ameryki, albo misja na Marsa. Okazało się, że wystarczy do ogarnięcia tego wszystkiego jeden człowiek, który po prostu ma szeroko otwarte oczy, zawsze naładowany telefon i pełen bak w aucie, którym przemierza Europę.

Ile znaczy dla Chojnic Maciej Chrzanowski jeszcze do końca nie wiemy – wiedzę o tym, jak wielki był jego wkład na ostatnie dobre sezony Chojniczanki uzyskamy dopiero w przyszłym sezonie, pierwszym od sześciu lat, w którym klub będzie musiał sobie poradzić bez jego usług. Fakty są jednak takie, że Chrzanowski co sezon musiał walczyć na rynku transferowym z zespołami bogatszymi, o większych tradycjach, stadionach i bazach, a później w lidze zespół, budowany przez niego, radził sobie co najmniej nieźle. Wręcz legendarna jest jego zawziętość – opisywana choćby przez Łukasza Olkowicza i Piotra Wołosika, którzy podkreślali, że potrafił wyrywać piłkarzy nie tyle ze zgrupowań ligowych rywali, co nawet gabinetów prezesów pierwszoligowej konkurencji. W bonusie – to autor koncepcji zatrudnienia w Chojnicach trenera Bartoszka, który w ten sposób bardzo płynnie przeszedł od posady w rozpadającym się Zawiszy do tytułu trenera sezonu 2016/17.

Można tak wymieniać dalej i dalej, chodzi o zasadę – Chrzanowski miał ogromny wpływ na to, kto zagra w klubie, jak długo będzie w nim przebywał i u kogo będzie odbywał treningi. Podobnie jak Masłowski – pracował na tyle długo, że można było ocenić dość miarodajnie, czy jego decyzje się sprawdzają. Infografiki z transferami nie mam, ale sporo mówi fakt, że w 3 z 4 ostatnich sezonów Chojniczanka była jednym z kandydatów do awansu. Takich boiskowych, w przeciwieństwie do „urzędowych”, jak choćby GKS Katowice.

Trudno oszacować, jak wielki wpływ na sukcesy Legii w ostatnich latach mieli Żewłakow i Ebebenge. A jeśli założymy, że aktualny tytuł wygrał w dużej mierze Malarz, to chyba nadal możemy się tu dopatrywać ręki Żewłakowa? Dopiero teraz zresztą można dostrzec, jakie jaja musiał mieć te trzy lata temu były obrońca reprezentacji Polski. Ściągał zbliżającego się do emerytury bramkarza, występującego w barwach GKS-u Bełchatów. Coś w stylu dzisiejszego – hej, weźmy może do Legii Jakuba Szmatułę. W dodatku Malarz uchodził za jego bliskiego kolegę – oskarżeń o nepotyzm i ściąganie kumpli do wspólnych obiadów po prostu nie dało się uniknąć. A jednak, Żewłakow wziął to na siebie i teraz może w spokoju odpalać mentolowego marlborasa patrząc, jak jego transfer odgrywa kluczową rolę w bitwie o mistrzostwo Polski.

Widzę to nawet w ŁKS-ie. Przyznaję, nie wierzyłem, że Krzysztof Przytuła może się nadawać do jakiejkolwiek roli w seniorskiej piłce. Wystarczyło jednak sporo zaufania, wolna ręka, ogrom pracy i tysiące przejechanych kilometrów, by oglądać na własne oczy sparingi drużyn z III ligi – i pyk, ten właśnie Przytuła zbudował skład na awans do I ligi. To on wymyślił Radionowa, on negocjował nieoczywiste transfery, on szukał wzmocnień wśród młodzieżowców. Trenerzy się zmieniali, ale dyrektor pozostawał ten sam, wizja pozostawała bez zmian, skład był budowany w ciągły sposób, klocek po klocku.

Stąd nie dziwią mnie decyzje w Lubinie, gdzie pierwszym krokiem w odbudowie Zagłębia celującego w medale mistrzostw Polski ma być zatrudnienie porządnego dyrektora sportowego. Nie dziwi mnie, że Zagłębie obserwowało i prawdopodobnie prowadziło rozmowy przynajmniej z dwoma kandydatami, nie dziwi mnie, że uczestniczyli w tym osobiście najważniejsi ludzie w tym klubie. Nie dziwi – bo w Zagłębiu po Piotrze Burlikowskim już wiedzą, jak wielkie korzyści może przynieść pracowity (ważne) i obdarzony zaufaniem (równie ważne!) dyrektor sportowy.

Zastanawiam się, kiedy tą drogą pójdą inne polskie kluby. Ile pieniędzy zaoszczędził i zarobił Wiśle Łukasz Masłowski? Ile zrobił dla Lubina Piotr Burlikowski? Zresztą, to przecież nie musi być nawet dyrektor sportowy z nazwy. Weźmy Michała Probierza, który wydaje się dość efektywnie łączyć posadę trenera i bardzo istotnego członka „komitetu transferowego”. Weźmy Manuela Junco. Wolna ręka, pracowitość, czas. Kurczę, zresztą sądzę, że przykład Przytuły raczej kończy dyskusję, wystarczy porównać, jaką miał opinię choćby jako trener, z tym, że ściągnięci przez niego ludzie przeprowadzili ŁKS z III do I ligi.

Mam nadzieję, że sposób, w jaki Zagłębie podeszło do wyboru kolejnego dyrektora sportowego, to forpoczta zmian w polskiej piłce. Że za jakiś czas na telefonie Masłowskiego czy Chrzanowskiego wyświetli się numer kogoś ze ścisłego topu polskich klubów. Że za jakiś czas wykształceni i doświadczeni ludzie na tym stanowisku będą towarem równie pożądanym jak piłkarze czy trenerzy.  Z sezonu na sezon mam coraz więcej przekonania – to niezbędny krok, by kluby wyglądały choć odrobinę profesjonalniej.

KOMENTARZE (16)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
irman

Zajrzałem na szybko z ciekawości. Jest nawiązanie do ŁKS. Felieton udany.

Ciekawe czy w czasie nadchodzących MŚ w przypadku mundialowego felietonu da się znaleźć nawiązanie do tego wielkiego klubu.

avtandil

Co się ma nie dać. Paulinho, na przykład.

bastion79
KS Milan

Słabe, jak co środę. Powinny być jakieś granice obciachu, czy zwykłego wstydu. Żewłak ma jaja, bo zatrudnił Malarza – pełna zgoda- a co z Necidem, Chukwy, Masłowskim w promocyjnej cenie, czy Jędza za miliony, który zamiast pomóc w zdobyciu mistrzostwa, był pierwszym hamulcowym. Fatalnie sobie pograłeś z nami. A tych dyrektorów, prezesów, trenerów, piłkarzy to ja zacznę chwalić jak coś osiągną.Przypomnę, że nasza kopana od lat szoruje dno, nic nie działa jak powinno, chujnia totalna. Poszło trochę mało ekskluzywnie Jakubie, no chyba, że szykujesz grunt pod przyszłe sukcesy KTS Weszło i jego grającego prezesa? Wtedy felieton nabiera sensu…

Urkides
Legia Warszawa

bastion
Nie ma ludzi którzy nie popełniają błędów. W dobrym zarządzaniu chodzi o ich minimalizację.
Poza tym, są podejrzenia że w tamtym czasie w Legii nie chodziło o jakąś myśl długofalową, tylko trwał plebiscyt który z właścicieli bedzie wiekszym dobrodziejem a wtedy logika i fachowość idą w kąt.
A zapomniałeś o Nikoliću, Prijowiću, Vadisie, Moulinie, Hlouśku, Radoviću.
Żewłak miał więcej dobrych ruchów niz kiepskich.

bastion79
KS Milan

Oczywiście, masz rację. Chodzi mi o to, żeby recenzować kogoś pracę trzeba to zrobić rzetelnie, a pan Jakub wybrał transfery, które mu pasowały do tezy artykułu. Moim zdaniem jest to nieuczciwe w stosunku do czytelników, a przede wszystkim ocenianego. Ps w robieniu błędów w życiu mam już małe mistrzostwo świata…Ba, mnóstwo ich jeszcze narobię i będę musiał z tym żyć!!!

kuuurw

zalezy co jest bledem. tyle piszesz o podstawach i szkoleniu, ale to wcale nie jest az tak skomplikowane. infrastruktura pelni tutaj trzeciorzedna role, licza sie tylko trenerzy. w polsce nawet tym ekstraklasowym brakuje kompetencji, a co dopiero tym mlodziezowym. fakty sa takie, ze gdyby znalazl sie jakis inteligentny i chcacy wlasciciel klubu, ktory kontrolowalby kazdy aspekt dzialania i dobral sobie jak najmniej chujowych pomocnikow, to w 3 lata ze skladu z 11 zurkowskimi zrobilby bez problemu mistrza. wiekszosc brazylijczykow, salahy i inne wynalazki – oni wszyscy odbijali pilki od swoich ziemianek i jakos grac potrafia. w polsce tez tacy istnieja, ale dopoki ktos nie pokaze, ze sie da, to nic sie nie zmieni. a nie pokaze na pewno.

Urkides
Legia Warszawa

kuuurw
Są pojedyncze kluby które rozumieją potrzebę szkolenia i chcą to robić co raz lepiej.
Lech, Legia, Zagłebie L, Pogoń, ale to nie spowoduje jakościowej zmiany w polskiej piłce, chociażby z powodów statystycznych. Statystycznie jeden na kilka tysięcy chłopaków zaczynających grę w piłkę zostaje dobrym piłkarzem. A ile liczebnie te kluby mogą szkolić chłopaków? Potrzebna jest powszechność. A infrastruktura też jest ważna, bo na przykład podstawą sukcesu Islandczyków było wybudowanie balonów nad boiskami. No i oczywiście wyszkolenie trenerów. Mają więcej trenerów z UEFA Pro niż Polska.
Naszym największym wrogiem jest mentalność. Każdemu się wydaje że jest orłem w każdej dziedzinie i nie ma zaufania do fachowców. Najważniejsze jest czy „ma klub w sercu” a co ma w głowie, to jest na drugim albo dalszym miejscu miejscu.
W biznesie kryterium fachowości juz zaczyna działać ale w innych dziedzinach jest dramat. Dlatego zarządzają ludzie bez kompetencji.

kuuurw

infrastruktura jest wazna, tak jak mowisz, ale porownanie islandii do polski? to jest 40 milionowy kraj, a liga jest tak zalosnie slaba, ze nie ma nawet o czym mowic. wystarczy rzut oka na czechy. albo i na te islandie. nawet jesli nie byloby tutaj boisk w ogole, to wsrod tych 40 milionow MUSI znalezc sie setka, ktora bedzie sie chociaz WYROZNIAC, bo w tej gownoklasie wyrozniaja sie tylko tacy jak zurkowski, a to i tak tylko z uwagi na wiek. kursy trenerskie to jedno, ale jest tez cos takiego jak mozg. a w polsce jest tak, ze kazdy pilkarz, jesli chce, ma po karierze z urzedu miejsce jako trener juniorow. tutaj jest najwiekszy blad, to mlodzi musza byc zarazeni i zafiksowani na punkcie pilki(i nie tylko), zeby sami chcieli sie rozwijac i MYSLEC. a czego moze ich nauczyc jakis byly kopacz z podrzednej ligi? wystarczy spojrzec na ich wypowiedzi(oczywiscie te, ktore nie sa redagowane ani wyuczone). kariera pilkarska ma znaczenie, ale tylko na najwyzszym poziomie, gdzie idol z dziecinstwa, jak zidane, moze takiego uksztaltowanego pilkarza jakos zmotywowac. ktory 12 latek ma za idola jakiegos rymaniaka, a nie ronaldo? mlodych powinni uczyc inteligentni ludzie, ktorzy poprowadza ich zyciowo i beda w stanie odsiac tych, ktorzy pilkarzami nie zostana na pewno(14-17 lat to kluczowy moment, bo wtedy wchodza inne pokusy). mozna o tym mowic i mowic, ale nic sie nie zmieni, nie ma takiej opcji. wracajac jeszcze do islandii, tamtejsza mentalnosc i ogolna inteligencja ludzi dobrze pokazuje, ze nie trzeba miec wcale jakichs pilkarskich geniuszow w skladzie. ale tak jak mowie, w kraju, w ktorym trenerem pilkarskiej reprezentacji jest pilkarz, ktory powoluje swoich kolegow nie ma zadnych szans na zmiane tej mentalnosci. chociaz fakt, ze otwarcie kursow trenerskich dla osob bez znajomosci zrobiloby robote, bo nie jest przeciez tak, ze polska to narod idiotow. wszedzie sa idioci, kazdy sie na tej idiotycznej ‚wiedzy’ opiera, wiec polacy by nie odstawali. natomiast polska mentalnosc jest i jeszcze dlugo bedzie nie do przeskoczenia.

LordInfamous
Armia Szatana-antyżydochrześcijaństwo

No faktycznie, zwłaszcza zatrudnienie Jędrzejczyka z ogromną pensją to był swietny ruch, do tego przespanie wytransferowania Pazdana za dobre pieniądze(nie trafia do mnie argument, ze Leśny go wybłagał do pozostania), wtedy się stawia sprawe jasno, „Panie Prezesie, to ostatnia szansa na zarobienie za Michała dobrej kasy a ja juz mam liste z jego następcami”
No ale czego ja oczekuje w ekstraklasie

Gustaf

W Legii po Lidze Mistrzów to w ogóle jakiś gwałt na rozumie się odbył. Necid, Jędza, Chupa Chups.
Duże kontrakty, a jakości i logiki w tym zero. Ciekawe jaka w tym była rola Żewłakowa a jaka Leśnego.

Urkides
Legia Warszawa

W moim przekonaniu dyr. sportowy powinien być e hierarchii klubowej ulokowany tuz za prezesem a obok dyr. finansowego. To ta trójka powinna określać plany budowy drużyny i klubu w ogóle. Dyr. finansowy ma mieć kompetencje w kwestiach możliwości finansowych a dyr. sportowy ma mieć kompetencje w doborze ludzi do konkretnego planu rozwoju klubu, czyli dobór trenerów i zawodników.
Kiedyś rozmawiałem ze znajomym który uczestniczył w posiedzeniach zarządów wielu spółek o zasiegu globalnym. Upraszczając, uczestnikami takich rozmów byli:
„główny optymista” czyli dyr. do spraw rozwoju. Jego zadaniem było wyszukiwanie nowych koncepcji czy kierunków rozwoju.
„główny realista” czyli szef produkcji (jeśli firma jest producentem), on wypowiadał sie czy pomysły „optymisty” są do wykonania i ile to bedzie wymagało inwestycji.
„główny pesymista” czyli dyr finansowy, który wskazywał słabe punkty w pomysłach „optymisty” i określał czy stan finansów firmy pozwala na wykonanie tych pomysłów.
„główny arbiter” czyli prezes, który wysłuchiwał wszystkich i podejmował decyzje w oparciu o to co usłyszał.
To co napisałem to oczywiście duże uproszczenie ale logika podejmowania decyzji w zasadzie jest taka.
Od dawna zastanawia mnie dlaczego w polskich klubach rola dyr. sportowego jest tak niedoceniana i ograniczana do „załatwiania” transferów? Przecież jeśli na takim spotkaniu jak opisałem wyżej można ustalić w jakim kierunku powinien zmierzać klub. Dyr, finansowy określa ramy finansowe a dyr sportowy proponuje jak te pieniądze zagospodarować. Ile na szkolenie w akademii, ile na pierwszy skład, jaki trener jest potrzebny żeby realizować cele i jacy zawodnicy.
Jeżeli dyr. sportowy tworzy koncepcję sportowego rozwoju klubu, to wie jakich ludzi ma szukać do jej realizacji. Przecież trenerzy również mają swój „profil”. Jedni są gotowi i potrafią pracować z mlodzieżą, inni mają ambicje pucharowe. Jedni chcą grać ofensywnie i widowiskowo inni potrafią wycisnąć maksa z zawodników którzy widowiskowo nie będą grali z powodów braków technicznych.
A więc w zależności od aktualnych potrzeb i możliwości dobiera się trenera którego profil jest zgodny z obecnymi i krótkoterminowymi wymaganiami. Rozwój klubu może być podzielony na kilka kroków ale musi byc konsekwentnie realizowany i być spójny z linią generalną.
To daje kolosalne oszczedności, bo jesli jeden trener nie podołał to dyr. sportowy szuka kolejnego o podobnym profilu i ten nie będzie chciał robic rewolucji w składzie a najwyżej korekty.
Nie da sie zbudować domu w rozsądnej cenie jeśli co chwila zmieniamy architekta i głównego wykonawcę. Koszty przeróbek wynikające z „nowych koncepcji” podwoją albo potroją pierwotne koszty budowy.
Dlatego tak ważne jest zrobienie dobrego projektu od razu a potem trzymanie sie go.
W Polsce rynek dyr. sportowych z dobrym CV praktycznie nie istnieje, bo taka funkcja nie istniała. Nie istnieje również rynek ludzi zarządzających klubami sportowymi. Do dzisiaj zajmowali się tym ludzie z łapanki, najczęściej znajomi i przyjaciele króliczka. A króliczek tez miał nikłe pojecie ale za to ogromne ambicje i rozbuchane ego (prezes albo właściciel).

Widzę w tej sytuacji analogię do dowcipie o kolejarzu który sraczkę chciał leczyć swoją latarką kolejarską. Na pytanie jak to zrobi, odpowiedział; ja tą latarką zatrzymuję cały skład towarowy, to co, byle gówna nie zatrzymam?

Widzę w naszych zarządzających klubami podobną logikę. Jeśli jestem Wojewodą, to co, w klubie nie dam rady rządzić? No i daje, tylko że wywala kupę kasy a efekty są mizerne.

Reasumując, polskiej piłce potrzeba jest wszystkiego, od trenerów dziecięcych, po dyr, sportowych i kadr profesjonalnie zarządzających klubami.
Jesteśmy w czarnej dupie bo nie mamy ani jednych ani drugich w wystarczającej liczbie.
To znaczy oni gdzieś są, tylko nie działa system, czyli mechanizm odzielający ziarno od plew, tzn wyłaniający najlepszych i odrzucający kiepskich.
W Polsce w ogóle systemy nie działają, bo nie są tworzone. Jesteśmy krajem pełzających reform i rewolucji. Ciepła woda w kranie nas nie rajcuje. A co znaczy że w kranie jest ciepła woda? Znaczy że wszystko działa sprawnie i nie potrzeba rewolucji.
Doróbmy się „ciepłej wody” w naszym piłkarskim kranie a będzie ok. Ale jestem pesymistą, bo nie potrafimy stworzyć żadnego spójnego systemu i w ogóle jakikolwiek system jest dla Polaka wrogiem, bo uwielbiamy chaos.

Urkides
Legia Warszawa

Zapomniałem o trenerze. On powinien być ulokowany pod dyr.sportowym, ponieważ realizuje długofalowy plan rozwoju sportowego którego autorem jest dyr. sportowy i to ten ostatni rozlicza trenera z wykonywanych zadań.
Oczywiście trener też powinien mieć wpływ na kształtowanie kadry pierwszego zespołu ale po konsultacji z dyr. sportowym.

Tomasz Kurzak

Przecież w Polsce nie ma i nie było żadnego dobrego dyrektora sportowego. Inaczej – być może któryś jest dobry, ale nie ma odpowiednich warunków, czy to finansowych, czy skautingowych.

Całość to jechanie na chybił-trafił, albo wypali, albo nie wypali. Czasami na 10 zakupów wejdzie 8, czasami wejdzie 1. Czasami trafi się trener strażak i się uratuje czy to puchary, czy utrzymanie, a czasami nie. Nie ma co się też za bardzo czepiać, bo nawet najlepszy murarz nic sensownego nie zbuduje bez cementu. W ogóle ta loteria jest również naszym udziałem. Niejednokrotnie dobrze wyglądający na papierze ruch okazuje się niewypałem, a jakiś nie do końca sensowny Rymaniak, czy Cetnarski nagle odpala sezon życia. To jest losowanko i nie dopatrywałbym się tutaj czegoś więcej. Nawet Lech, który niby tak obserwuje, tak sprawdza, jeździ i ogląda, a w ostatnim zaciągu wpadło 90% szrotu. Czasami wpadnie Lewy, czy Rudnevs, a czasami Radut czy Barkroth.

Raducioiu

Wydaje mi się,że taki klub jak Legia powinien próbować zamieniać ilość na jakość.Szrot w dużej mierze i tak jest cholernie drogi, ryzykować kilka dużych kilkuletnich kontraktów, nawet bez odstępnego (za podpis i tak trzeba wycelować) kontra zapłacenie konkretnej kwoty za jednego porządnego zawodnika, który tę ligę pozamiata .Mimo wszystko wolę drugą opcję.W dodatku na takim gościu będzie można jeszcze zarobić.
Kolejna kwestia młodzi zdolni Polacy.
Przykład: Żurkowski.
Już w zimie chłopak powinien się pakować i pędzić do Warszawy.
Ktoś powie: nie stać Legii na młodych wyróżniających się Polaków.
W takim razie pytam: ile ofert na 2-2,5 mln euro Górnik odrzucił?
Jakoś nie było słychać o żadnej.
Stawiam tezę,że chłopak oprócz tego,że pomógłby drużynie to za jakiś czas wyjechałby za 4-6 mln.
Nawet wyłożenie 2,5 mln nie byłoby stratą tylko inwestycją.
Kosmiczne pieniądze na nasze warunki?
Zgoda ,ale może pora pomyśleć nad zwężeniem kadry i postawieniem na jakość,nie na ilość.
W końcu do maja na trzech frontach nie walczą :)
Poza tym policzyć koszty Chukwow,Necidow,Eduardow ,nie wydaje mi się żeby to były grosze .
Zawodnicy z zespołów jak Jagiellonia,Górnik nie odchodzą za sumy 4-6 mln euro tylko za 1 max 2 .
A to są kwoty, które nie powinny być problemem dla Legii czy nawet Lecha.
Ktoś powie Kapustka.Tak,ale pamiętajmy , że to mundial go wypromował, nie polska liga i analogicznie jeśli sytuacja się powtórzy z Żurkowskim to taka Legia będzie sobie mogła pluć w brodę,że to nie z Warszawy Szymek wyjedzie na podbój Europy.
Abstrahując od tego,że przy udanym mundialu w jego wykonaniu,moglibyśmy wejść w kwoty 6-8mln .

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz