Piesio zerwał się ze smyczy. Dzban sezonu!
Weszło

Piesio zerwał się ze smyczy. Dzban sezonu!

Ponad 47 tysięcy ludzi na trybunach, w tym mnóstwo dzieci, które marzą o tym, by kiedyś być na twoim miejscu. Ładnych kilka milionów przed telewizorami, a biorąc pod uwagę fakt, że obrazki z tego meczu później zagoszczą wszędzie, można napisać, iż patrzy na ciebie cała Polska. Kapitalna otoczka, wysoka stawka, w skrócie: piłkarskie święto. Jesteś piłkarzem, którego klasa zmusza do tego, by zakładać, że w takim wydarzeniu weźmiesz udział jeden jedyny raz w życiu. Co robisz…

a) walczysz co sił, by wstawić coś do gabloty?

b) gdy przeciwnik jest wyraźnie lepszy, robisz wszystko, by pozostawić po sobie jak najlepsze wrażenie i móc zejść z boiska z wysoko podniesionym czołem?

c) po 25 minutach na boisku próbujesz złamać przeciwnikowi nogę i osłabiasz walczącą o odrobienie strat drużynę?

To tak głupie, absurdalne i chore, że aż trochę trudno w to uwierzyć, ale znalazł się ktoś, kto postanowił wybrać ostatnią z odpowiedzi. Grzesio Piesio. Brzmi pieszczotliwie, ale nie dajcie się zwieść – to zwykły bandyta.

Niepojęte. To znaczy rozumiemy, że emocje były ogromne, mamy też świadomość, że czasem frustracja powoduje, iż robi się różne głupoty, ale czy można rozgrzeszać w ten sposób pomocnika Arki? Nie zgodzimy się. Trzeba bowiem pamiętać, że zrobienie z siebie głupka na oczach całej Polski to jedno, ale tu dochodzi jeszcze przecież zawiedzenie kolegów z drużyny, którym trzeba później jakoś spojrzeć w oczy. No i – przede wszystkim – zdrowie i kariera innego człowieka.

Tak się złożyło, że młodego chłopaka, który ma talent i wróży mu się świetlaną przyszłość. Oczywiście gdyby chodziło nie o Sebastiana Szymańskiego a np. o Adama Hlouska, takie zachowanie również byłoby naganne, ale widzimy w tym szerszy problem. Trenerzy, klubowi działacze czy eksperci często apelują do młodych piłkarzy, by byli cierpliwi i wyjeżdżali z tej ligi raczej później niż wcześniej. Bo poważna piłka im nie ucieknie, bo wielkie pieniądze jeszcze zdążą wpaść na ich konta. Niby wszystko się zgadza, ale gdy później widzimy te polowania siepaczy na nogi Szymona Żurkowskiego czy właśnie Sebastiana Szymańskiego, mamy ochotę sami odwieźć ich na lotnisko. To nic, że zostanie nam oglądanie gości takich jak Piesio. Koniec końców to nie grozi utratą zdrowia.