Ekstraklasa jak wypożyczalnia bumerangów
Weszło

Ekstraklasa jak wypożyczalnia bumerangów

Choć nie mieszkamy w Australii, dookoła nas nie skaczą kangury i nie musimy bać się wielkich pająków, a Ekstraklasie daleko do A-League, to mamy coś, co łączy nas z krajem na drugim końcu świata. Mianowicie uwielbiamy bumerangi. Piłkarskie bumerangi. Czasem tworzymy je sami (puszczamy oczko do Ariela Borysiuka), ale sporo ich także importujemy. Tylko że nie zawsze działają i wtedy nie do końca wiadomo komu złożyć reklamację… 

Petar Brlek (Wisła Kraków → Genoa → Wisła Kraków)
Chorwat zameldował się pod Wawelem pod koniec lutego 2016 roku. Miał 22 lata, przychodził ze Slavena Belupo, nie z żadnej wielkiej kuźni tamtejszych talentów, ale i tak oczekiwania wobec niego były spore. Tak samo jak rozczarowanie, gdy przez długi okres nie był w stanie dojść do właściwej formy, w pewnym momencie przegrywając rywalizację z Popoviciem, Mączyńskim czy też Wolskim. Ale później, przez większość sezonu 2016/17 to był już Pan Piłkarz, który udowodnił, że opłacało się na niego czekać. Praktycznie za każdym razem gdy strzelał gola lub notował asystę, Biała Gwiazda dorzucała do swojego ligowe konta punkty. Krakowianie sprzedając go zrobili niezły interes, bo zarobili ponad 2 miliony euro. No, a przynajmniej powinni, jeśli Włosi uregulują płatności. Wiśle natomiast trudno było go zastąpić, odpowiedzialność rozłożyła się na wielu zawodników i wychodziło to różnie. Genoa natomiast zrobiła to samo co wcześniej Wisła – zapłaciła za potencjał, który jednak w Serie A się nie uwolnił. 7 występów, średnio 55 minut na mecz i „temu panu już dziękujemy”. Petar wraca z nieco podkulonym ogonem, poniekąd też dlatego, że nie mógł iść nigdzie indziej, wszak przepisy zabraniają reprezentowania więcej niż dwóch klubów w jednym sezonie. Jeśli tylko Brlek wykaże się motywacją, to zapewne i tym razem będzie błyszczeć w Ekstraklasie.

Jan Mucha (Legia → Everton → KS Samara → Arsenal Tuła → Slovan Bratysława→ B-B Termalica)
W 2010 roku miał 28 lat i może nie ostatnią okazję na zrobienie większej kariery, ale… po co ryzykować? Codziennie po gracza z polskiej ligi nie zgłasza się całkiem mocna ekipa z Premier League. A Everton w tamtym czasie był naprawdę silny, regularnie pukał do europejskich pucharów. W ogóle się nie zdziwiliśmy, że Słowak postanowił spróbować swoich sił na wyspach, tyle że tam zderzył się ze ścianą o nazwisku „Tim Howard”. Amerykanina wygryźć ze składu po prostu się nie dało, a i sam Janek zobaczył, jak dużo braków ma w swoim warsztacie. – Dopiero gdy zobaczyłem Anglię uświadomiłem sobie, że jestem amatorem – mówił w rozmowie z Jakubem Białkiem. W Rosji przeżył najtrudniejszy okres w życiu, kiedy jego syn zachorował na raka, a by go wyleczyć, wrócił z rodziną do ojczyzny. Mniejsza odległość od domu była jednym z argumentów, by przyjąć ofertę z Termaliki, gdzie dołączył do kolonii Słowaków. Ale oddajmy cesarzowi co cesarskie – choć czasem narzekamy na postawę i jakość „bumerangów”, akurat do Muchy nie mamy się o co przyczepić.

Miroslav Radović (Legia → Hebei China Fortune → NK Olimpija → Partizan Belgrad → Legia)
Oj burzliwe to było rozstanie. Rado wielokrotnie zarzekał się, że pragnie zakończyć karierę w Legii bo zakochał się w Warszawie niczym Odjidja-Ofoe i za Chiny nie odejdzie, aż tu nagle na stół wjechał gruby czek i Serb przeniósł się do Chin właśnie. Żeby nie było – z perspektywy finansowej absolutnie nie dziwimy mu się, iż skorzystał z okazji. Pieniędzy nigdy za wiele, każdy zdrowo myślący facet chce zabezpieczyć siebie oraz rodzinę. No ale że wcześniej Miroslav składał takie a nie inne deklaracje, to sporo osób – od kibiców, przez autorytety związane z Legią – krytykowało go. – Nie spodziewałem się, że dostanę tu kolejną szansę – przyznawał otwarcie, ale dobrą grą szybko odkupił zaufanie kibiców. Powiedzmy to sobie otwarcie, gdyby nie Rado i jego bardzo dobra forma jesienią 2016 roku, warszawianie mogliby tylko pomarzyć o mistrzostwie w poprzednim sezonie. Później pałeczkę przejął po nim Vadis, a teraz… Cóż, mamy wakat, bo Serb długo walczył z kontuzją. Czy niebawem wróci do dawnej dyspozycji? Sorry, ale nie odważymy się wróżyć z fusów.

Semir Stilić (Lech → Karpaty Lwów → Gaziantepspor → Wisła Kraków → APOEL → Wisła Kraków → Wisła Płock)
Są tacy goście, co tylko w jednej lidze potrafią spisywać się dobrze. Na przykład Iago Aspas w Primera División. Raz spróbował przygód w Premier League i raczej zmarnował czas. Zachowując odpowiednie proporcje, z Bośniakiem jest tak samo. Dawno temu w Lechu Poznań był niekwestionowaną gwiazdą. Franciszek Smuda, Jacek Zieliński, początkowo też Jose Maria Bakero… Wszyscy zaczynali od niego ustalanie składu. Ukraina skusiła go większymi pieniędzmi, co sam otwarcie przyznawał. Tak samo jak potem, iż pójście tam, tak samo jak do Turcji, nie było zbyt dobrym pomysłem. Problemy finansowe, wyprzedaże jak w Media Markcie, limity ligowe… A Stilić nie ukrywał także, iż aby dobrze grać, potrzebuje duchowego wsparcia od trenera. Dlatego właśnie wrócił do Wisły prowadzonej przez Franza, a potem Kazimierza Moskala. Potem trafił się jeszcze jeden wyjazd, tym razem na Cypr i po powrocie z niego już tak różowo nie było. Za cel stawiał sobie 10 goli i tyle samo asyst w sezonie 2016/17, lecz Kiko Ramirez szybko wybił mu z głowy takie pomysły. Po pierwsze wcześniej wspomnianym brakiem zaufania. Po drugie tym, iż wolał pomocników, którzy harują w obronie, a Semir nigdy takim graczem nie był. Pożegnano go więc bez żalu i znowu musiał czekać przez jakiś czas najpierw na klub, a potem na dobrą formę. Odżył w grudniu, gdy zaliczył kilka asyst, ostatnio dołożył jedną w meczu z Pogonią Szczecin. Nie jesteśmy jego psychofanami, ale mimo wszystko kibicujemy mu, by nawiązał do dyspozycji jaką prezentował w Ekstraklasie przed laty, bo to się po prostu znakomicie oglądało.

Deniss Rakels (Cracovia → Reading → Lech Poznań → Cracovia)
No i tu już naprawdę kończy się sielanka. Sprowadzając Łotysza Lechici musieli wkalkulować w politykę transferową ryzyko, iż ten się nie sprawdzi. Ale że będzie aż tak źle? Tego chyba nikt się nie spodziewał. 14 meczów, 1 gol, 1 asysta. Fatalny wynik. Blisko podkręcenia tych liczb bywał rzadziej niż wejścia do naszego zestawienia badziewiaków kolejki. Średnia ocen 3,6 – że tak sobie pozwolimy użyć eufemizmu – nie zachwyca. W styczniu Kolejorz mu podziękował, czemu się zupełnie nie dziwimy. Denis zarzekał się: – Czuję się na siłach by tu zostać – aczkolwiek za słowami nie szły czyny. Poniekąd jednak można zrozumieć napastnika, wszak nie jest pierwszym w historii piłki zawodnikiem, który po naprawdę ciężkiej kontuzji (złamanie w kostce) potrzebuje dużo czasu na dojście do formy. Także mentalnej. W Reading powtarzano mu, że podświadomie oszczędza uszkodzoną wcześniej nogę. – Masażyści z Reading mówili mi, że kiedy biegam, to inaczej układam stopę – wspominał w Przeglądzie Sportowym. I wydaje się, iż właśnie w głowie schował gdzieś klucz, dzięki któremu mógłby wrócić do lepszej formy. Półtora miesiąca temu trafił pod skrzydła Michała Probierza. Kto jak nie on miałby przywrócić mu dawną pewność siebie, a co za tym idzie umiejętności?

Marco Paixao (Śląsk Wrocław → Sparta Praga → Lechia Gdańsk)
Szkocka Premier League, Iran, liga cypryjska… Trochę sobie Portugalczyk w życiu pozwiedzał, Złośliwi powiedzą, że dosłownie, bo praktycznie tylko na Wyspie Afrodyty wykręcał fajne liczby. No i oczywiście w Polsce, z dużym naciskiem na Śląsk Wrocław. Sezon 2013/14 jak na nasze warunki miał wręcz spektakularny – we wszystkich rozgrywkach zagrał 44 mecze, a do siatki trafiał 27 razy. Rozpędził się wtedy tak bardzo, że w pewnym momencie mówił, iż strzeli 30 goli w sezonie, dzięki czemu pobije rekord Tadeusza Pawowskiego oraz przekonywał, że Orlando Sa może mu buty czyścić. No może nie dokładnie tak to ujął, ale ewidentnie stawiał się ponad rodakiem. Nie dziwota, że gdy odchodził do Czech, wrocławianie martwili się nieco o zastępstwo. Sam Marco natomiast boleśnie odbił się od Sparty. Błyszczał w sparingach, ale gdy zaczęła się liga – przepadł. ‚To jeden z najgorszych transferów w historii klubu” pisały o nim tamtejsze gazety, a po połowie sezonu napastnik wrócił do Ektraklasy, do Lechii. Resztę historii już znamy. Trudno było sobie wyobrazić Biało-Zielonych bez Portugalczyka. Rok temu do spółki z Marcinem Robakiem zgarnął koronę króla strzelców, a i w obecnym sezonie ma na nią ochotę. Już teraz nastukał 16 trafień, a że praktycznie nie ma zmiennika (poza odstawionym ostatnio Grzegorzem Kuświkiem) to tym cenniejsze są zdobywane przez niego bramki. Ba, patrząc na obecną sytuację Lechii wręcz bezcenne.

Robert Pich (Śląsk Wrocław → FC Kaiserslautern → Śląsk Wrocław)
– Robert był jednym z naszych celów transferowych. Musieliśmy wykazać się cierpliwością, bo Niemcy zastanawiali się czy go puścić. Przygotowywał się z zespołem Kaiserslautern, więc możemy być spokojni o jego dyspozycję – mówił Piotr Żelem, były już prezes Śląska, kiedy Słowak wracał zza naszej zachodniej granicy. Wcześniej Wojskowi zrobili na nim świetny interes – sprowadzili z Żiliny za 26 tysięcy euro, a sprzedali za 300 tysięcy. Potem zaś, kiedy już jasne było, iż o wielkiej karierze w Niemczech Robert może pomarzyć, wzięli go na wypożyczenie, później zaś zatrudnili na zasadzie wolnego transferu. Rekiny biznesu, tym razem bez krzty ironii. Tym bardziej, że po powrocie praktycznie nie było widać po nim praktycznie żadnego braku rytmu meczowego czy też słabej formy fizycznej. Wszedł do jedenastki Śląska tak, jakby nigdy z niej nie wyszedł, ponownie stając się jednym z liderów drużyny. I tak jest do dziś, nawet gdy z konieczności występuje na prawej obronie, co dość mocno go wkurza.

Dusan Kuciak (Legia → Hull City → Lechia)
Przy Łazienkowskiej – niekwestionowany idol. Przynajmniej do czasu, kiedy reprezentował barwy Legii. I tu była sytuacja podobna jak ta Janka Muchy. Kto przy zdrowych zmysłach nie spróbowałby zamienić Ekstraklasy na Premier League? Niestety, na tym punkty wspólny w obu przypadkach się nie kończą, bowiem Dusan w Anglii przepadł. Tylko raz podniósł tyłek z ławki w meczu EFL Cup z Exeter City. I to na tyle z „angielskiej roboty”. Nie dziwimy się Słowakowi, że wściekał się na swoich byłych już pracodawców – Nie rozumiem po co w ogóle ściągali mnie zimą – przyznawał już po powrocie. Z drugiej strony nie żałował czasu spędzonego na Wyspach Brytyjskich. – Uważam, ze jestem lepszy niż przed wyjazdem – przyznawał w rozmowie dla Super Expressu. I na początku chyba faktycznie był. Dowód? W grupie mistrzowskiej w poprzednim sezonie nie puścił ani jednej bramki! Dopiero w tym sezonie Kuciak się popsuł, dopasował do poziomu kolegów z pola, aczkolwiek oceniając sam jego potencjał, to wciąż jeden najlepszych bramkarzy w lidze. Ustabilizowanie formy przez Dusana będzie bardzo ważne dla przyszłości Lechii.

***

To tylko część zestawienia naszych bumerangów, pewnie za chwilę odkopiecie jeszcze parę godnych uwagi nazwisk. Ale jaki z tego wszystkiego płynie wniosek? Cóż, nie najlepiej świadczy to o polskiej lidze, skoro panowie odbijają się od tak wielu mocniejszych, czasem nawet niewiele, zespołów i rozgrywek. Nie chodzi tu jednak o odkrywanie Ameryki, bo to bardziej tajemnica poliszynela. Niepokojący trend? No cóż, trudno gonić zachód, kiedy tam co chwilę zmieniają fury na lepsze, a u nas tak wiele jest sentymentalnych powrotów do znanych nam już bolidów z naprawdę konkretnym przebiegiem…

KOMENTARZE (20)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
śal pelacór
Legia Gdańsk

Tak to już jest z transferami do Czech. Jedziesz tam zdobywać trofea a dwa magiczne słowa „znam Stanislava” zamykają przed tobą wszystkie drzwi ,kiedyś otwarte przez tego jegomościa i pozbawione mosiężnych klamek

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Matiborek
Quebonifade

Czytając nazwiska wymienione w tym artykule można bardzo łatwo dojść do jednego wniosku – ten artykuł skupia się na obcokrajowcach 😮

vincent van cock

nie wymagaj cudów , pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć

KX Keytinho

Jeszcze Kriwiec i Micanski

nieobiektywny
Szczupak Złotoria. Baleja Starosielce

Z samej Jagi w ostatnich latach: Sandomierski, Tuszynski, Makuszewski,Dzalamidze, Pionkowski…więcej nie pamiętam.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

nieobiektywny
Szczupak Złotoria. Baleja Starosielce

Dobrze chciałem, źle wyszło.

Borsi

Ruben Jurado (Piast Gliwice -> Targu Mures -> Atletico Baleares -> Arka Gdynia)
Javi Hernandez (Górnik Łęczna -> Qabala -> Cracovia)
Carles Martinez (Piast Gliwice -> Atletico Baleares -> Zagłębie Sosnowiec)
Inaki Astiz (Legia Warszawa -> APOEL -> Legia Warszawa)
Aleksandar Todorovski (Polonia Warszawa -> Sturm Graz -> Zagłębie Lubin)
Nespor wrócił z wypożyczenia do Sparty, a następnie z Zagłębia trafił na wypożyczenie do Skenderbeu
Pavels Steinbors (Górnik Zabrze -> AS Néa Salamís Ammochóstou -> Arka Gdynia)
Siergiej Kriwiec (Lech Poznań ->Jiangsu Sainty -> FC Metz -> Wisła Płock -> Arka Gdynia)
Boban Jović (Wisła Kraków -> Bursaspor ->Śląsk Wrocław)
Igors Tarasovs (Jagiellonia Białystok -> Giresunspor Kulübü -> Śląsk Wrocław)
Kamil Vacek (Piast Gliwice -> Maccabi Hajfa -> Śląsk Wrocław)
wypożyczenia Gersona do Korei nie liczę
Tom Hateley (Śląsk Wrocław -> Dundee FC -> Piast Gliwice)
Gabriel Matei (Górnik Łęczna -> Zira FK -> Nieciecza)

i prawdziwy hit:
Michal Pesković (Polonia Bytom -> Aris Saloniki -> Ruch Chorzów -> Viborg -> Podbeskidzie -> Neftci Baku -> Korona Kielce -> Cracovia)

vincent van cock

niezłe uzupełnienie , że Ci się chciało

vincent van cock

a wśród trenerów ? Probierz , Smuda i Okuka , w tej chwili więcej nie pamiętam

vincent van cock

nie da się edytować , chyba oszalałem , usuńcie to bo się zabiję

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

vincent van cock

nawet nie wiedziałem ,że Paixao był w Sparcie

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

FC Bazuka Bolencin

Tu się pojawia regularnie ten sam schemat: zawodnik się wyróżnia na tle innych, wszak poziom w tej lidze nie jest zbyt wygórowany i samym przygotowaniem fizycznym i „chciejstwem” można osiągnąć całkiem sporo. Potem taki wyróżniający się dochodzi do wniosku że albo czas wejść na wyższy poziom sportowy i/lub finansowy w przeciętnych w większości (Genoa, Hull, Kaiserslautern, Karpaty, Gaziantepspor, Samara, Tuła) klubach z lepszych lig, gdzie z czasem dowiadują się że te super nabytki nadają się co najwyżej do tarcia chrzanu lub pchania karuzeli.
Jest więc powrót do naszej ligi, gdzie paradoksalnie te odrzutki grają niewiele gorzej niż przed odejściem i znów są wyróżniającymi się zawodnikami. I tak się kręci rok w rok 😀

Forbrich-Barber
Amica Wronki

A wiecie co jest najgorsze? Że Nawałka szuka wartościowych wzmocnień kadry w tej ogórkowej lidze, a ludzie ciągle wierzą że jedziemy do Rosji walczyć o medal.
Jak słucham czasem jak się wypycha po kilku udanych kolejkach jakiegoś grajka na zgrupowanie to mnie ściska w dołku. Głupi przykład Waldemara Soboty – może gość wirtuozem nie jest, miał lepsze i gorsze momenty, ale co by nie było od jakiegoś czasu jest w tym swoim St.Pauli ważnym graczem. Poziom 2 BL jest na pewno wyższy niż naszej ESA – myślę, że żadna z tamtych drużyn nie miałaby problemu się u nas utrzymać, a niektóre to by się o majstra biły. I co? I na kadrę jeździ Peszko – pijak kopiący się po czole w ekipie która będzie się bronić przed spadkiem.
Chujowe jest to, że aby pojechać na Mundial trzeba zrobić krok w tył i zacząć się bawić w ESA – przypuszczam, że działa tu jakieś lobby klubów, które liczą na wypłaty z FIFA za udział ich piłkarzy.

FC Bazuka Bolencin

Co do Peszki to akurat podejrzewam, że kwestia powołań dla niego nie zależy tylko od samego Nawałki 😀

wpDiscuz