Anfield odleciało! Meczycho z innej planety!
Anglia

Anfield odleciało! Meczycho z innej planety!

To był mecz z gatunku tych, gdy kompletnie nie wiadomo, od czego zaczynać relację. Czy od wszystkich tych zwrotów akcji, które zaserwowali nam piłkarze Liverpoolu i Tottenhamu w końcówce? Czy od niesamowitego gola Victora Wanyamy, który był jednym z ostatnich na boisku, po których spodziewalibyśmy się takiej rakiety ziemia-powietrze? Czy od rajdu Salaha, który pięknie spiąłby klamrą cały mecz, gdyby nie odpowiedział na niego głupim kopnięciem we własnym polu karnym Van Dijk? A może od dwóch karnych Harry’ego Kane’a – pierwszego, gdy zaprzepaścił szansę na prowadzenie i drugiego, gdy w pełni odkupił swoje winy? I oczywiście ich zasadności, gdyż oba wzbudziły całą masę kontrowersji? Ale gdy w głowie panuje taki mętlik, to oznacza tylko jedno. Byliśmy świadkami widowiska nie z tej ziemi.

Jeszcze około 80. minuty wirówki, do jakiej wsadzą nas piłkarze Liverpoolu i Tottenhamu kompletnie nic nie zapowiadało. Mecz ułożył się zgodnie z planem, jaki miał na to spotkanie Jurgen Klopp. Szybkiego gola, o którym pewnie marzył, dostał już w trzeciej minucie, gdy za mocno dla Sancheza, a za słabo dla Llorisa zagrał w kierunku własnej bramki Dier. Podanie okazało się za to idealne dla Salaha, który strzelił bramkę łatwiejszą niż gdy w FIFIE wychodzi się sam na sam na amatorze.

The Reds mogli się więc cofnąć i poczekać na to, co do zaoferowania ma dziś Tottenham. Koguty zdążyły już z kolei przyzwyczaić, że po piekielnie imponującym występie (czyli takim jak cztery dni temu z United) zwykle przychodzi mecz znacznie słabszy. I tak też było i dziś. Próby sforsowania muru ustawionego przez The Reds bardzo długo pełzły na niczym. A gdy już się powiodły, okazało się, że tym razem za jedną ścianą jest i druga. Loris Karius, który zapobiegł wyrównaniu choćby wtedy, gdy sam na sam po zagraniu z głębi pola wyszedł Son.

Ale gdy już wydawało się, że Liverpool nie pozwoli się zranić Kogutom, stało się coś kompletnie nieprawdopodobnego. Generalnie gdy jedziesz na Anfield i gdy na własne życzenie dostajesz szybką bramkę i do 80. minuty nie potrafisz odpowiedzieć, liczysz już chyba tylko na jakiś pojedynczy błysk geniuszu Kane’a, może Sona czy Eriksena. Ewentualnie Alliego. A już na pewno nie spoglądasz w kierunku Victora Wanyamy.

Dziś przekonaliśmy się, że może jednak warto.

Rakieta ziemia-powietrze odpalona przez Kenijczyka sprawiła, że spotkanie weszło na nieprawdopodobne obroty. Tottenham poczuł krew, Liverpool od dłuższego czasu nie potrafił wyprowadzić konkretnego ataku i pozostało mu ratować co się da. Choćby ten jeden punkt. Po pierwszym ciosie przyszedł jednak i drugi – wyjście Kane’a sam na sam z Kariusem, który zahaczył napastnika i sprezentował – do spółki z nieskutecznie interweniującym wślizgiem przy podaniu do Anglika Lovrenem – rzut karny.

I wtedy – kolejny twist. Najlepszy strzelec 2017 roku uderzył tak fatalnie, że Karius odbiłby piłkę nawet gdyby złapała go biegunka i skurcz w obu nogach. Liverpool zrozumiał, że nie wszystko stracone, a Tottenham stracił cały animusz. Również w obronie, gdzie żaden z defensorów nie potrafił chwilę później przerwać szalonego rajdu Salaha. Egipcjanin manewrował w szesnastce jak doświadczony narciarz między slalomowymi tyczkami, kończąc swój drybling strzałem ponad Llorisem.

To jednak wciąż nie był ostatni wybuch emocji na Anfield. Ten nastąpił, gdy Virgil van Dijk, najdroższy stoper świata, machnął nieodpowiedzialnie nogą we własnym polu karnym i zahaczył Erika Lamelę. Czy z takim impetem, jak wskazywałaby na to reakcja Argentyńczyka? Nie. Czy wystarczająco, by dać pretekst do podyktowania jedenastki? No tak.

A tej Kane już nie zmarnował. Już nie próbował przechytrzyć Kariusa strzałem w sam środek, a posłał mocne, płaskie uderzenie w prawy róg bramki, Niemca posyłając w drugą stronę.

Chwilę nam jeszcze zajmie dojście do siebie po karuzeli emocji, jaką nam, ale przede wszystkim swoim kibicom, zafundowali jedni i drudzy. Tym mocniej odczuwalnej, że przecież pięć pierwszych kwadransów na szaleństwo tego ostatniego kompletnie nie wskazywało.

Liverpool – Tottenham 2:2
Salah 3′, 90’+1′ – Wanyama 80′, Kane 90’+5′ (k.)

***

Drugi dzisiejszy mecz Premier League:

Crystal Palace – Newcastle 1:1
Milivojević 55′ (k.) – Diame 22′

KOMENTARZE (33)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

vincent van cock

pierwszy podwójnie bo na spalonym był

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Forbrich-Barber
Amica Wronki

Owszem przy drugim karnym było dotknięcie, no ale właśnie – dotknięcie. O to miał Klopp pretensje, cały mecz był na dosyć mocnym kontakcie grany, sędzia wiele puszczał, a potem gwiżdże karnego za lekki dotyk. Gdyby to była np 25 minuta meczu i jakaś akcja na środku boiska, to pewnie by puścił. Z resztą to była decyzja bocznego.

wkolski

Dwa karne, dwa z kapelusza. Niegwizdnięcie spalonego przy pierwszym karnym to jakiś gwałt na logice. Przy drugi karnym Van Dijk cofa nogę, jest kontakt kolana z plecami, ale na pewno nie spowodował upadku. Liniowy całkowicie niepotrzebnie chciał się wykazać. Inna sprawa, ze z gry na pewno Liverpool nie zasługiwał na wygraną, ale tutaj za wrażenie artystyczne punktów się nie przynaje.

orangensaft

Przy pierwszym karnym nie ma spalonego bo obrońca dotknął piłkę świadomie (byłby spalony gdyby został nabity albo gdyby blokował strzał a nie podanie). Z tym że Kane nurkował. W locie skurcza nogę na której by bez problemu wylądował. Miałby strzał na pustą bramkę więc nie wiem czemu., niektórzy mówią że bezpieczniej jest upaść niż próbować lądować na stopie.

Cerber24

To jest typowo sporna sytuacja… zawsze ten przepis, że piłkę zagrywał obrońca, więc spalonego nie ma jest kontrowersyjny. Podanie oryginalnie kierowane było do będącego wtedy na spalonym Kane’a, obrońca chciał wybić i mu się nie udało, ale gdyby nie było tam napastnika to mógłby zachować się inaczej (np. po prostu puścić piłkę do bramkarza). W tej sytuacji powinien być odgwizdany SPALONY

wkolski

Zgadzam się z Cerberem, w momencie podania Kane był na spalonym, a „brał udział w akcji”, więc spalony powinien być gwizdnięty. To jak ze strzałem na bramkę, gdy napastnik na spalonym niby przeskakuje piłkę, ale jakby nie on to bramkarz mógłby się zachować całkiem inaczej.

orangensaft

Ja też się zgadzam że w takiej sytuacji powinno się gwizdać spalonego ale to nie odemnie zależy tylko od FA czy w Polsce od kolegium a oni jasno ustalili że w takich sytuacjach jak tutaj spalonego się nie gwiżdże

Skorzonera Wezymord

Ciekawe rzeczy opowiadasz :) To chyba jakieś nowe przepisy są dla podwórkowych drużyn :) W momencie podania Kane był na spalonym i nie ma znaczenia czy w międzyczasie piłka została dotknięta przez przeciwnika. Spalonego nie ma tylko w momencie podania od przeciwnika bezpośredniego a nie próby przerwania podania. Karny w tym wypadku nie powinien być podyktowany tylko odgwizdany spalony.

orangensaft

Nie podwórkowe tylko oficjalne przepisy FA i FIFy które dokładnie tak jak ja powiedziałem interpretuje zarówno FA jak i Polskie Kolegium Sędziów, tak samo jak Schweizerischer Schiedsrichterverband (Szwajcarskie Stowarzyszenie Sędziów) którego sam jestem członkiem jako sędzia.
„A player in an offside position receiving the ball from an opponent who
deliberately plays the ball (except from a deliberate save by any opponent) is
not considered to have gained an advantage.”
https://football-technology.fifa.com/media/1245/lotg_17_18_en.pdf
Save = obrona STRZAŁU a nie przejęcie podania

orangensaft

„Zawodnik nie osiąga korzyści, jeśli przebywając na pozycji spalonej,
otrzyma piłkę od przeciwnika, który w sposób rozmyślny zagrywa piłkę
(poza rozmyślną paradą obronną).”
https://www.pzpn.pl/public/system/files/site_content/941/1511-Przepisy%20Gry%202016_2017.pdf

Skorzonera Wezymord

No właśnie a on nie zagrywał rozmyślnie.Koniec tematu.

orangensaft

My sędziowie nie jesteśmy ani od pisania ani od interpretacji zasad tylko od zastosowania z góry uznanej interpretacji. Zagrywał rozmyślnie = sam zagrał piłkę a nie został nabity. Koniec tematu.

Vinnie
Pogoń Szczecin

Liniowy powinien być z tej ligi wypierdolony dyscyplinarnie. Poza tym dzień jak co dzień na Anfield, nie rozumiem podniety. Dawać Pogoń z Sandecją, bo takie mecze już mi się opatrzyły.

Tomasz______

Przy pierwszym karnym Kane był na spalony, zanim nastąpił kontakt z Llorisem, drugi karny to klasyka tzw. miękkich karnych. Poza tym zwróciłem uwagę na pojedynki Senegal (Mane) – Kolumbia (Sanchez), gdzie Mane raz zawstydził Sancheza, kiedy walczyli przy linii bocznej, a Mane praktycznie nie miał szans aby przejść z piłką. Ogólnie Mane dużo lepszy.

orangensaft

Przy pierwszym karnym nie ma spalonego bo obrońca dotknął piłkę świadomie (byłby spalony gdyby został nabity albo gdyby blokował strzał a nie podanie). Z tym że Kane nurkował. W locie skurcza nogę na której by bez problemu wylądował. Miałby strzał na pustą bramkę więc nie wiem czemu., niektórzy mówią że bezpieczniej jest upaść niż próbować lądować na stopie.

vincent van cock

wyobrażam sobie takie 2 karne dla Legii ,albo Lecha , fala oburzenia rozjebałaby internet , a sędzia wysyłany do Wrocławia przez co drugiego komentującego. Może w Anglii przekręty zamiata się pod dywan tak łatwo ,bo kibice wszystko łykają jak pelikany , wałki ewidentne jak u nas w najgorszych czasach , tylko u nas 200 chyba osób w prokuraturze wylądowało ,a w tym angielskim kurwidołku ilu ?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

vincent van cock

wiem o co ci chodzi , ale nie wszyscy by powiedzieli ,że jest ok. Gdyby to było na korzyść Lecha ,to z naszej ,ale tylko z naszej , strony również byłoby oburzenie i o to mi chodziło , ale fakt ,że gdyby to było na korzyść Legii cała Polska by hejtowała , a nie tylko Lech . Staram się być obiektywny , dla odróżnienia od wychowanych w nienawiści ,dlatego napisałem tak jakby to była identyczna sytuacja czy dla Legii czy dla Lecha , ale wiadomo nie byłaby.

Cerber24

Wanyama GOL ROKU! Obliczyli już gdzieś z jaką prędkością leciała piłka?

Tomasz______

Kenijczyk strzela taką bramkę w EPL, a ludzie się śmieją, że Legia pozyskała Luksemburczyka. To futbol, nigdy nic nie wiadomo.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Cerber24

Pozycja trudna bo to był strzał sytuacyjny. Wanyama musiał najpierw obiec pasywnego, ale jednak stojącego na drodze Chamberlaina. Trafił perfekcyjnie, samo okno. Żaden goalkeeper świata by tego nie wyciągnął. Nawet jakby ustawić bramkarza tam na słupku, to większość miała by problem z wybronieniem tego strzału bo czas reakcji przy tym kopnięciu był bliski zeru

Gadol

„gdyby nie odpowiedział na niego głupim kopnięciem we własnym polu karnym Van Dijk”

tylko Van Dijk kopnął powietrze a nie rywala

oskar

Haha nie dotknął.

Vinnie
Pogoń Szczecin

edit

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wyar

Nie wiem,co ktos widzial w tym meczu poza emocjami i indywidualnymi umiejetnosciami pilkarzy. Z gry pierwsza polowa jak na tyle milionow na murawie byla slabiutka – masa strat,brak plynnosci,bramka po fatalnym,ekstraklasowym bledzie,Liverpool mial jeszcze 2-3 sytuacje ale zadna z gatunku klarownych,Totki na pierwsza polowe w ogole nie dojechaly,poza anemicznym strzalem Dembele widzial ktos cos interesujacego z ich strony ? W drugiej polowie grali juz lepiej,ale wlasciwie pamietam do momentu bramki Wanyamy – ktoremu zyciowo zeszlo – tylko sytuacje Sona. W koncowce rzeczywiscie emocje byly,a bramka Salaha palce lizac. Ale widzialem sporo lepszych pilkarsko meczow w PL w tym sezonie. Tu jednak pilkarze byli troche zmeczeni. Wiec nie ma co pisac o kosmicznym meczu – oprocz bramek to wielkiego poziomu na murawie nie bylo.

marcinw13
Manchester United 1997/98

Meczycho? Meczycho to by było, gdyby sędziowie nie ośmieszali się przy obu karnych. Przy pierwszym najpierw Kane był na spalonym, potem zrobił ładną jaskółkę. Przy drugim, to bardziej Lamela wpadł na nogę Van Dijka niż Van Dijk kopnął Lamelę. Kompromitacja.

Donrzuan

za wyraz „meczycho” w tytule ktoś powinien dostać w mordę. Nie można napisać mecz? Lub bardzo dobry mecz?

Wicher

Chrzanić te karne z kapelusza czy nie. Co ten Salah odwala w tym sezonie to niepojęte. W tym sezonie 34 mecze dla Liverpoolu – 28 bramek, 9 asyst. Za słaby dla Chelsea, dobry w Romie, ale w Liverpoolu to już klasa światowa. Jak utrzyma formę do MŚ to Egipt może ruskim nabruździć jeśli ze 2-3 zawodników dotrzyma kroku Salahowi..

MarcinDrazek

Meczycho zrobił sędzia, który okradł Liverpool.
Tyle w temacie

wpDiscuz