Bordeaux rozmawia z Legią o Pazdanie. Cena: 1,7 miliona euro
Weszło

Bordeaux rozmawia z Legią o Pazdanie. Cena: 1,7 miliona euro

Od świetnego Euro w wykonaniu Michała Pazdana, można było odnosić wrażenie, że piłkarz jest w Legii, ale cały czas na walizkach. Nie przeszkadzało mu to grać przeważnie całkiem dobrze, natomiast spekulacje o transferze pojawiały się co kilka tygodni, a w trakcie okienka transferowego – co kilka dni. Pazdan odchodził, odchodził i odejść ostatecznie nie mógł. Teraz kolejna próba: zainteresowane jest Bordeaux.

Cena jaka wchodzi w grę to 1,7 miliona euro. Wcześniej, gdy obrońcę łączono z różnymi europejskimi kierunkami, podawano kwotę odstępnego na poziomie 2,5 bańki. Ba, niedawno sam prezes Mioduski mówił w wywiadzie dla Super Expressu: – Na pewno nie oddam Michała za pół darmo. Mam dla niego wielki szacunek, ale muszę mieć na względzie dobro klubu. Michał może odejść zimą, ale pod pewnymi warunkami. Wiadomo, że ma klauzulę i jeśli ktoś ją zapłaci, to nie mamy nic do powiedzenia. A czy jest tu pole do negocjacji? W jakimś sensie tak. Ale na konto klubu musi wpłynąć ponad 2 miliony euro, nawet bliżej 2,5.

Cóż, pole do negocjacji okazuje się nieco większe i chyba bardziej realistyczne. Pazdan ma już trzydziestkę na karku, nie był wcześniej sprawdzony w żadnej innej lidze niż ekstraklasa, nie grzeszy też wzrostem, pamiętamy, że odrósł od ziemi na skromne 181 centymetrów. Ponadto z transferem czeka już dość długo – obserwując biernie, jak wyfruwali koło niego kolejni Prijovicie, Nikolicie i Vadisowie.

Co jeśli dojdzie do transferu? Pazdan trafia na trudny okres dla klubu – Żyrondyści są dopiero na 15. miejscu w tabeli, przegrali cztery mecze z rzędu, mają ledwie oczko przewagi nad barażami i dwa nad strefą spadkową. Duża w tym „zasługa” obrony, która we wspomnianych czterech ostatnich meczach dała się zaskoczyć aż dziewięciokrotnie, a w sumie – w 19 kolejkach – 29 razy, co nie daje zbyt dobrej średniej.

Rywale do składu? Raczej nie do wygryzienia wydaje się Toulalan, niezwykle doświadczony gość, kapitan zespołu, który gra wszystko od dechy do dechy, po przesunięciu z defensywnej pomocy na stanowisko szefa obrony. Jednak furtka do miejsca obok niego jest otwarta – Jovanović (1440 minut w lidze) i Lewczuk (406) nie zachwycają, ostatnio na środku grał nawet lewy obrońca Pellenard. W dodatku Polak, który już w Bordeaux jest – czyli właśnie Lewczuk, przez pół rundy borykał się z problemami zdrowotnymi. Pewnym optymistycznym sygnałem było przedłużenie z nim kontraktu, ale mimo wszystko – nie napalalibyśmy się na duet Lewczuk-Pazdan.

Przypomnijmy, że Bordeaux brało pod uwagę Pazdana już latem, ale wtedy Francuzi rzucali na stół tylko milion euro.