Stuttgart miał na szpicy… Kamińskiego. Ale i to nie przyniosło punktów z Bayernem
Weszło

Stuttgart miał na szpicy… Kamińskiego. Ale i to nie przyniosło punktów z Bayernem

Po czym poznać drużynę, która marzy o bezbramkowym remisie? Oj, opcji jest wiele – taka ekipa rzadko przekracza własną połowę, bo na terytorium przeciwnika widzi lawę, broni się kim może i tak dalej. Klasyka. Stuttgart grając dziś z Bayernem poszedł jednak o krok dalej, gdyż Stuttgart na szpicy ustawił… Marcina Kamińskiego!

No, nie od razu, ale fakt trzeba odnotować. Obrońca pojawił się na boisku w 48. minucie, zmienił Terodde i wtedy, przyznamy, zgłupieliśmy – na początku wydawało się, że Kamiński pobiega na szpicy przez chwilę. Wszedł za dziewiątkę, musiał wejść w jego buty, ale zaraz cofnie się do obrony. Nic z tych rzeczy, Polak był przez bardzo długi czas najbardziej wysuniętym piłkarzem Stuttgartu, miał za zadanie nie dopuścić, by Boateng wchodził na połowę gospodarzy i rozgrywał piłkę. Z tego zadania wywiązał się poprawnie, ale nie, nie bombardował dodatkowo bramki Ulreicha. Gdy VfB odważyło się parę razy zaatakować, Polak był zagubiony jak dziecko idące do nowej szkoły. Cóż, kariery na szpicy Kamiński nie zrobi.

Na swoje szczęście wrócił do obrony po 79. minucie, ale na nieszczęście drużyny, bo oznaczało to, że nie ma już czego bronić. Stuttgart stracił bramkę – Coman wypatrzył Muellera w polu karnym, ten miał odrobinę wolnego miejsca i zrobił z niego użytek. Walnął po krótkim, bramkarz mimo wszystko nie miał większych szans, wszystko działo się szybko, uderzenie było precyzyjne i mocne. Bayern wyszedł na prowadzenie i trzeba wiedzieć, że długo się z tym męczył. Stuttgart był dobrze ustawiony, a gdy obrońcy nie dawali już rady, pomagał Zieler. Wyjął choćby strzały Tolisso, Boatenga i Lewandowskiego, a roboty nie miał prostej, bo przykładowo reprezentant Francji wyszedł z nim sam na sam.

Bayern mógł swoją nieskutecznością zapłacić naprawdę dużą cenę. Gdy już prowadził, James wybiegł na Zielera i miał prawo zrobić wszystko. Puścić mu po długim, po krótkim, mijać. Postanowił jednak lobować, ale zrobił to tak żenująco, że połapałby się w tym gość unikający wychowania fizycznego. Zieler zrobił to więc tym bardziej, Lewandowski nie nadążył z dobitką i Stuttgart wciąż trzymał kontakt. Parę chwil później Süle kopnął w polu karnym rywala i po interwencji VAR-u sędzia wskazał na wapno. Tłum oczekiwał na wybuch radości, ale niestety, wracał do domu rozczarowany, bo Akolo uderzył słabo i Ulreich – nie pierwszy raz w tym sezonie – wyjął jedenastkę.

Bayern się więc ze Stuttgartem pomęczył, jednak co z tego? Znów ma trzy punkty, Schalke tylko zremisowało, co prawda Lipsk gra jeszcze swój mecz, ale przewaga i tak będzie co najmniej dziesięciopunktowa.

VfB Stuttgart – Bayern Monachium 0:1

Mueller 79′

KOMENTARZE (6)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Pozniej wymysle nick

mniejsza z tym eksperymentem, ale fajnie widziec ze przez kontuzje nie stal sie nagle niewidzialny dla sztabu, jak osiagnie forme sprzed to moze znowu zostanie jednym z filarow defensywy VFB

Rogal

Dobrze ze FC koeln dziś wygrało bo 3 pk po połowie sezonu to marny wynik le pocalunkiem śmierci ?

werseo

bayern ślizga się na farcie już od dobrych kilku kolejek… LM ich zweryfikuje jak dostaną wpierdol od Turków. Kolejny słabiutki mecz Lewandowskiego.

stop zmianom na weszlo

Wszystko sie zgadza. Co do Lewego to zaryzykuje stwierdzenie ze apogeum formy mial sezon, dwa temu. Wciaz to klasowy napastnik jednak widac ze lepszy juz nie bedzie a i o koncentracje w takich meczach jak wczoraj coraz trudniej

wpDiscuz