Ciężki problem: były przeciętny sztangista właśnie został wicemistrzynią świata…
Inne sporty

Ciężki problem: były przeciętny sztangista właśnie został wicemistrzynią świata…

W naszym dziale szukamy ciekawych tematów w najdziwniejszych zakamarkach sportu. Ale nawet my się nie spodziewaliśmy, że będziemy pisać o podnoszeniu ciężarów w Nowej Zelandii. A jednak. Wszystko za sprawą Laurel Hubbard, która właśnie zdobyła wicemistrzostwo świata. Co w tym niezwykłego? Niby nic, poza faktem, że panna Laurel jeszcze niedawno nazywała się Gavin i była bardzo przeciętnym sztangistą. Teraz z kolei wywołała nieprzeciętne zamieszanie w środowisku i zmusiła nas do zadania pytania: czy transseksualni sportowcy mają przewagę?

Sport mężczyzn i sport kobiet to zupełnie inne światy. Broń boże nie podważamy tutaj zaangażowania dziewcząt i tego, jak ciężko trenują. Rzecz w tym, że mężczyźni biegają szybciej, rzucają dalej, skaczą wyżej, a także przyciągają więcej kibiców. Nie ma tu cienia podtekstu: takie są fakty. Kiedy amerykańskie piłkarki, jakby nie było mistrzynie świata, zagrały sparing z 15-latkami z akademii MLS, przegrały 2:5. Co więcej, kobiety rzadko są w stanie rywalizować z mężczyznami nawet w takich sportach, w których siła fizyczna nie ma nic do rzeczy. Weźmy takie szachy. Przy szachownicy płeć nie powinna mieć żadnego znaczenia. W rankingu Międzynarodowej Federacji Szachowej (FIDE) nie ma więc podziału na kobiety i mężczyzn. W pierwszej setce notowania próżno jednak szukać jakiejkolwiek arcymistrzyni… Czemu? To dłuższy temat. W każdym razie zdecydowanie możemy zrozumieć sztangistki, które są oburzone srebrnym medalem mistrzostw świata dla Laurel Hubbard.

– Ta cała sprawa to jeden wielki skandal. Jej występy są po prostu nie fair – grzmi Tim Swords, trener reprezentacji USA. – Liczę na to, że Międzynarodowy Komitet Olimpijski coś z tym zrobi, bo to może zaszkodzić naszej dyscyplinie sportu.

Nikt nie chciał, żeby ona wygrała

Swords i tak miał powody do zadowolenia, jako jedyny z trenerów w kategorii +90 kg. Jego podopieczna Sarah Robles, zdobyła złoto, z przewagą 9 kilogramów. – Było sporo kontrowersji związanych z udziałem Hubbard, zwłaszcza wśród trenerów – dodaje Amerykanin. – Kiedy Sarah ją pokonała, odebraliśmy mnóstwo gratulacji. Nikt nie chciał, żeby ona wygrała.

ms 17

Problem jest mocno złożony. Osoby transseksualne przez całe życie zmagają się z mnóstwem problemów. Prawdę mówiąc, prawdopodobnie nikt, kto przez coś takiego nie przeszedł, nie jest sobie w stanie tego nawet wyobrazić. Nie da się jednak zaprzeczyć, że Laurel Hubbard i jej rywalki z pomostu, nie mają równych szans. A to powinno być w sporcie zasadą numer 1.

Zajmujemy się sportem siłowym, który normalnie jest związany z męskimi tendencjami. Tam, gdzie masz agresję, masz właściwe hormony i możesz podnosić większe ciężary – mówi Michael Keelan, szef Australijskiego Związku Podnoszenia Ciężarów. – Jeśli ktoś był przez wiele lat mężczyzną i podnosił pewne ciężary, a nagle zmienia się w kobietę, to psychologicznie wie, że podnosił takie ciężary. Nie uważam, żeby to były równe szanse. To moje prywatne zdanie, ale wiem, że wiele osób w środowisku je podziela.

Na przykład Mohamed Hosnytaha, trener Shaimy Khalaf, która wywalczyła na mistrzostwach świata brąz. – Nie zgadzamy się z tym. Ktoś, kto tak długo był mężczyzną, ma inne hormony, inne odczucia – stwierdził.

Prosimy się o kontrowersje

Czy rzeczywiście 35 lat w ciele mężczyzny daje Hubbard przewagę? Co mówią przepisy? Jak sprawa wygląda od strony formalnej? Międzynarodowy Komitet Olimpijski wymaga jedynie, żeby po zmianie płci poziom testosteronu u zawodniczki musi się utrzymywać na odpowiednim poziomie. Przez 12 miesięcy przed startem nie może przekroczyć 10 nanomoli na litr. Operacja zmiany płci nie jest wymagana.

O co chodzi z tym testosteronem? To najważniejszy męski hormon, występujący u kobiet w niższych stężeniach. Odpowiada za masę mięśniową, siłę i gęstość kości. Sportowcy z wyższym poziomem tego hormonu mają przewagę nad rywalami.

Wyniki badań Hubbard nie zostały upublicznione. Szefowa Amerykańskiej Federacji Podnoszenia Ciężarów oceniła, że dopuszczenie zawodniczki z Nowej Zelandii do startu to „proszenie się o kontrowersje”. Cóż, wiele osób używa znacznie bardziej dosadnych określeń…

– Uważam, że osoby transseksualne powinny móc startować. Ale nie powinny zabierać miejsc innym zawodniczkom – komentuje Tracey Lambrechs, która straciła miejsce w kadrze na rzecz Hubbard. – Nie wydaje mi się, żeby to było uczciwe, bo Laurel ma długą historię w podnoszeniu ciężarów i przez lata była jednym z naszych najlepszych sztangistów.

Trudno się dziwić oburzeniu rywalek, czy koleżanki z kadry. Lambrechs nie chciała rezygnować z udziału w mistrzostwach świata, ale doskonale zdawała sobie sprawę, że z tak silną rywalką nie ma szans. Zbiła więc wagę o 17 kilogramów, żeby startować w limicie do 90 kg.

Ona nie udaje kobiety

Wiele osób, w tym na wysokich stanowiskach, nie widzi jednak żadnego problemu w występach Hubbard. Na przykład Taine Polkinghorne, Komisarz Praw Człowieka w Nowej Zelandii, uważa, że przeszłość i pochodzenie nie powinny mieć żadnego znaczenia.

– Udział w sporcie i aktywności fizycznej to niezbywalne prawo człowieka – podkreśla. – Nie ma żadnego powodu, by wykluczać transseksualne kobiety z zawodów sportowych. Laurel jest kobietą, a nie mężczyzną, udającym kobietę, by zdobyć medale czy sławę. Ona jest niesamowitą zawodniczką, która spełniła wymagania Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego odnośnie poziomu testosteronu. Dopóki ten poziom jest w zakresie takim samym, jak u zawodniczek, które urodziły się kobietami, zawodniczki transseksualne nie mają żadnej nieuczciwej przewagi.

Fakty mówią jednak trochę co innego. Gavin Hubbard był przeciętnym sztangistą. W juniorach osiągał przyzwoite wyniki w skali kraju, bił nawet rekordy w swojej kategorii wiekowej. W trwającej kilkanaście lat karierze seniorskiej już tak dobrze nie było, trudno szukać spektakularnych rezultatów na arenie międzynarodowej. Tymczasem chwilę po zmianie płci nastąpiła demolka w mistrzostwach Nowej Zelandii (prawie 20 kg przewagi nad wicemistrzynią), a niedługo później – wicemistrzostwo świata.

Co na to główna zainteresowana, która chcąc, nie chcąc wywołała całe to zamieszania w świecie podnoszenia ciężarów? W Anaheim odmówiła udzielenia jakichkolwiek wypowiedzi, wbrew przepisom nie przyszła także na konferencję prasową. Trener Swords stwierdził, że pewnie zrobiła tak, dlatego, ze była zawstydzona. Hubbard głos zabrała dopiero po powrocie do domu.

hubbard

– Wiem, ze niektórzy uważają, że nie powinnam startować. Ale podnoszenie ciężarów to część mnie. Rywalizacja to część mnie i nie jestem pewna, czy wycofanie się jest opcją, którą mogłam wybrać – mówi. Odnosi się także do słów o nieuczciwej przewadze psychologicznej. – Słyszałam to i uważam, że takie słowa są niesamowicie lekceważące dla innych zawodniczek. Nie uważam, żeby była jakakolwiek istotna różnica między mną, a innymi sztangistkami. Sugerowanie, że jest inaczej jest poniżające. Jako sportowiec muszę potrafić ignorować te głosy, bo one tylko sprawiają, że ciężar jest większy.

Ciężar jest duży nie tylko dla samej zawodniczki. Ogromne zamieszanie wokół zmiany płci, a następnie startów i związanych z tym kontrowersji, z pewnością nie było na rękę jej ojcu. Dick Hubbard zajmuje się poważnym biznesem, a w przeszłości był nawet burmistrzem Auckland. Laurel zapewnia jednak, że rodzice niezwykle ją wspierają. – To ojciec mi dał najważniejszą radę: idź swoją drogą, upadaj, wstawaj i idź dalej. Jestem bardzo szczęśliwa, że mnie kochają i wspierają – dodaje.

Kilka lat terapii nie wystarczy

Cieszymy się szczęściem panny Hubbard, ale nie zmienia to faktu, że jej sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Międzynarodowy Komitet Olimpijski właśnie na poważnie zaczął walczyć z dopingiem, Rosja została wykopana z igrzysk w Pjongczangu. Czy możemy jednak być na tyle naiwni, żeby sądzić, że nikt nie postanowi pójść tą drogą? Jest mnóstwo sportowców przez lata szprycujących się środkami, o których wiedzą, że na pewno nie są zdrowe, tylko po to, by osiągnąć lepsze wyniki. Mamy się łudzić, że nikt nie postanowi sięgnąć po „doping płciowy”?

Doktor Ramona Krutzik, endokrynolog z Imperial Valley Endocrine Medical Corporation w Kalifornii od 19 lat bada ludzkie hormony. Uważa, że rok terapii hormonalnej zdecydowanie nie wystarczy, by cofnąć przewagę, którą transseksualne zawodniczki mają nad rywalkami.

– Sportowcy, którzy dorastali jako mężczyźni, przez lata korzystają ze zwiększonej możliwości budowy masy mięśniowej i kostnej. To sprawia, że mają większą wytrzymałość i siłę niż kobiety. Kilka lat ograniczania hormonów tego nie odwróci – tłumaczy. – Zazwyczaj mija 15 lat od zmiany płci i zahamowania działania hormonów, zanim naprawdę zaczniemy zauważać zmiany w gęstości kości.semenya

Kłopot z testosteronem polega na tym, że nie wszyscy mają go na jednakowym poziomie. Weźmy na przykład Caster Semenyę. Biegaczka z RPA od kilku lat nie ma sobie równych na 800 metrów. Czy wygrywa tylko za sprawą niewątpliwego talentu i ciężkiej pracy? Mocno wątpliwe. Kiedy pojawiła się na międzynarodowej scenie i zmiotła rywalki, z każdej strony było słychać pytanie: czy to jest kobieta? Pytanie, dodajmy, zasadne, bo Caster nie wygląda jak inne biegaczki. Światowa Federacja Lekkiej Atletyki zażądała od niej badań płci. Ich wyniki nie zostały upublicznione, ale z przecieków wynikało, że dały niejednoznaczną odpowiedź: zawodniczka ma cechy obu płci. Jakby mało było kontrowersji, Semenya poślubiła swoją wieloletnią partnerkę.

Badań płci w czasie kariery nie kazano wykonywać Stanisławie Walasiewicz, mistrzyni olimpijskiej i rekordzistce świata na 100 metrów. W latach trzydziestych nie miała sobie równych w sprintach, rywalki lała także w innych dyscyplinach. Przez lata mieszkała w USA, gdzie tragicznie zginęła, postrzelona przez bandytę w czasie napadu na sklep. Zgodnie z amerykańskimi przepisami, przeprowadzono sekcję zwłok. A w jej trakcie wyszło na jaw, że czterokrotna zwyciężczyni Plebiscytu „Przeglądu Sportowego” miała damskie i męskie narządy płciowe oraz męski chromosom Y.

JAN CIOSEK