Image and video hosting by TinyPic
Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Weszło

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Piłka nożna to rozrywka. Oczywiście po tylu latach dla wielu osób to kwestia życia i śmierci, sam znam takich, którzy są w stanie poświęcić dla niej zdrowie, życie towarzyskie, uczuciowe oraz karierę. Kluby to coś więcej niż kina, więcej niż teatry, to zupełnie inna kategoria rozrywki niż obwoźny cyrk (choć w Ekstraklasie faktycznie jest sporo punktów stycznych). Ale gdy cofniemy się o dwa kroki i spojrzymy na ten sport z dystansu – dojrzymy przede wszystkim sposób spędzania wolnego czasu. Czasem samorealizacji, czasem zaspokojenia potrzeby przynależności do jakiejś grupy, czasem nawet terapii, ale wciąż – to w pierwszej kolejności rozrywka.

Powinni o tym wiedzieć przede wszystkim ci, którzy tego typu rozrywką zarabiają na chleb, coś do chleba i całkiem przyzwoite auto, którym można się wybrać do piekarni. Albo cały garaż tego typu aut, względnie własną sieć piekarni, bo wiadomo, jak kształtują się zarobki wśród największych artystów w tym fachu. Uświadomienie sobie, na czym polega właściwie ich rola jest wbrew pozorom bardzo ważne dla odbiorcy tych spektakli. I jak na dłoni widać to w ostatnich tygodniach w Ekstraklasie.

Jeśli bowiem postawimy tezę, że piłka nożna to przede wszystkim rozrywka, logicznym będzie uznanie, że zadaniem piłkarza jest przede wszystkim wywoływanie u widza pozytywnych odczuć. Największą zbrodnią będzie zaś nie porażka, ale zniechęcenie do siebie odbiorców. Tak, zazwyczaj łączy się to ściśle z wynikami sportowymi – im lepsze, tym lepiej bawi się kibic.

Ale niestety – to sport. Zwycięzców jest zdecydowanie mniej niż przegranych, a przecież i ci drudzy pracują w sektorze rozrywki. Już na wstępie mają gorzej – bo widz jest wkurzony ich nieudolnością, ich boiskowymi niedoskonałościami, ich nieporadnością wobec silniejszych boiskowych przeciwników. Ale jesteśmy przecież w miejscu, w którym hasło „gloria victis” jest rozumiane zdecydowanie lepiej, niż gdziekolwiek indziej. W którym naprawdę docenia się piękne porażki, w którym nie ma problemu z pochwaleniem przegranych, szczególnie, jeśli to klęska w stylu Termopile 480 p.n.e.

Naprawdę nie trzeba wiele, by dać widzom trochę radości, nawet, jeśli umiejętności nie wystarcza do zwycięstwa. W jaki sposób traktowano piłkarzy spadającej z I ligi Polonii Bytom? Mimo ostatniego miejsca w lidze po ostatnim meczu musieli rozdać kibicom koszulki – ci byli bowiem szczerze wdzięczni, za to, że bez pieniędzy i z tragiczną organizacją całego klubu udało im się dograć do ostatniej kolejki. Nie było przy tym żadnych tanich gestów typu całowanie herbu, bądź przemowa dotycząca wierności barwom klubowym. Wystarczyło zaangażowanie w każdym meczu i wytrwanie w klubie pomimo braku pieniędzy.

Piłkarze Polonii mieli instynkt. Wiedzieli, że ich kibice nie płacą za bilety, by zobaczyć zwycięstwo – bo fanatycy doskonale zdają sobie sprawę, że to niemożliwe. Płacili za walkę, za możliwość oglądania zdeterminowanych ludzi, którzy się nie poddali, do samego końca. Podobny instynkt miał Jacek Wiśniewski, który wiedział, kiedy w wywiadzie pojechać po sobie i swoich kolegach. Instynkt miał Radosław Janukiewicz, w każdym kolejnym klubie szanowany za postawę na boisku i poza nim. Instynkt miał nawet Patryk Małecki, i to nie wówczas, gdy tatuował sobie wiślackie symbole, ale gdy w barwach „Portowców” leciał na wślizgu nawet do piłek straconych gdzieś z boku boiska przy rozstrzygniętym wyniku meczu. Grał słabo, ale na tyle ofiarnie, że nikt nie miał większych pretensji.

Dalej jest grupa ludzi, którym jedynie wydawało się, że mają instynkt – najświeższy przykład to Krzysztof Mączyński, ale i Nicki Bille Nielsen, nienawidzący Legii przy każdej kawie.

Każdy z nich jednak mniej lub bardziej świadomie czuł, że nie warto wkurwiać kibiców. Po prostu, to zły pomysł w branży rozrywkowej, by zamiast rozrywki oferować frustrację. Niestety, w Pogoni Szczecin i Lechu Poznań w ostatnich tygodniach ujawniły się grupy, które jakiegokolwiek instynktu nie posiadają.

Najpierw Pogoń Szczecin. Przykład wzorcowy, sztandarowy, taki, który powinno się zapisać w podręcznikach dla młodych adeptów futbolu. Oto klub skompromitowany na wszystkich polach. Grający tragicznie pod wodzą jednego z najbardziej utytułowanych trenerów, grający równie tragicznie po jego zwolnieniu. Zespół, który na papierze zapowiadał się na jednego z uczestników walki o puchary, na boisku tymczasem wyłapał w czapkę w 12 z 18 meczów. W samym środku szalejącego kryzysu piłkarskiego, zawodnicy i członkowie sztabu szkoleniowego wyprawiają huczne urodziny, które przenoszą się na miasto. Czy impreza po meczu sama w sobie jest zła? Pewnie nie. Czy wyjście na miasto, gdy następny mecz gdzieś daleko na horyzoncie, jest samo w sobie złe? Pewnie nie. Ale wyjście na miasto, pomiędzy wkurzonych kibiców ze Szczecina, w takiej sytuacji, to coś gorszego niż zbrodnia.

Szczecinianie fundują rozrywkę na żenującym poziomie, o czym zresztą świadczy spadająca liczba chętnych na oglądanie tych widowisk. A potem jeszcze – jako główni aktorzy w tej sztuce – plują publiczności w twarz. Trudno byłoby mi ich potępiać, gdyby właśnie maszerowali pewnym krokiem po mistrzostwo – tak jak bez trudu można było wybaczyć imprezy piłkarzy Legii ze słynnym „tortem Saganowskiego” na czele. Nie sądzę, by Kort od wychylonej pięćdziesiątki nagle zapomniał, jak się podaje. Ale Kort od wychylonej pięćdziesiątki przestał w jednej chwili odgrywać rolę utalentowanego chłopaka z sąsiedztwa z Pogonią Szczecin w sercu, a stał się rozwydrzonym bachorem, który zanim prosto kopnął piłkę podbił świat szczecińskich klubów. Obie te opinie można traktować jako przesadzone, ale nie mam wątpliwości, że mogą mieć wymierny wpływ na karierę 22-letniego piłkarza. Inaczej kibic traktuje „syna naszych osiedli”, inaczej „gwiazdeczkę z sodówą”. A opinia, renoma, wręcz stereotyp to wartości, pozostające w pamięci dłużej, niż choćby i najładniejsza asysta w Ekstraklasie.

Drugi przykład – Lech Poznań. Tu jakość piłki nożnej jest wyższa, ale nadal wyniki drastycznie odbiegają od oczekiwań. Co gorsza – wszyscy, od prezesów po dziennikarzy, są przekonani, że problemem jest mentalność. Brak parcia do zwycięstw za wszelką cenę, minimalizm, zadowalanie się przyzwoitością, zamiast dążyć do doskonałości. Niezależnie od tego, ile w tych zarzutach prawdy – obiegowa opinia jest jasna. Piłkarze potrafią, ale z jakichś przyczyn nie zawsze wiedzą, jak to pokazać. Czy to przez brak zaangażowania? Czy odwrotnie, słabą odporność na presję? Przesadny pośpiech na boisku, wynikający z nadmiaru motywacji? Zbyt duża pewność siebie? W środku tej dyskusji – która drastycznie wpływa na odbiór Lecha, nawet po zwycięstwach krytykowanego za niezbyt efektowną grę – głos zabrali skandynawscy piłkarze z Poznania. 89. minuta meczu z Piastem Gliwice, który pozostaje w strefie spadkowej. 0:0. Kibice Lecha rzucają w telewizory już nie tylko wulgaryzmy. I nagle pojawiają się oni. Słynni „zagraniczni najemnicy”, zazwyczaj wdzięczny obiekt do kibicowskich ataków.

Czy na ławce rezerwowych nie wolno się uśmiechać? Czy lojalność wobec klubu i zaangażowanie w pracę wymusza u piłkarzy łzy, ilekroć zespołowi nie idzie? Nie i nie. Ale czy rozczarowany kibic, desperacko szukający przyczyn gry poniżej potencjału, doceni poczucie humoru duńsko-szwedzkich muszkieterów?

Znalezione obrazy dla zapytania nielsen barkroth gytkjaer

To jest tak oczywiste wystawianie się na strzał, że aż mi się zrobiło ich przez moment żal. Gdyby Lech miał za sobą pięć zwycięstw i w ten sposób chłopcy roześmialiby się w końcówce rozczarowującego remisu z Piastem – nikt pewnie nawet by się nad tym nie pochylił. Ale „Kolejorz” jest głęboko pod formą, wszyscy upatrują przyczyn kryzysu w kwestii „motywacji piłkarzy” i w takim właśnie momencie – pyk. Śmichy-chichy, gdy drużyna zalicza kolejny fatalny wynik.

***

Jestem daleki od wskazywania imprez piłkarzy Pogoni czy rozluźnienia na ławce Lecha, jako przyczyny wyników obu drużyn. Nie mam złudzeń, że „Portowcy” prowadząc żywot mnicha-ascety właśnie zrzucaliby z tronu zespół Górnika Zabrze. Nie wydaje mi się, by roześmiani panowie z Poznania byli bezpośrednimi winowajcami kolejnych bezjajecznych występów całej drużyny. Ale i jedni, i drudzy, totalnie zapomnieli, że ich zadanie to nie tylko zwycięstwo nad rywalem. To nie tylko punkty w ligowej tabeli, ale również zabawianie kibiców. Najgorszym, co można zrobić w sytuacji, gdy nie ma się argumentów sportowych, to dodatkowo kłuć widzów w oczy swoim nonszalanckim podejściem do kolejnych rozczarowań. Dlatego nie zdziwię się, jeśli w obu ekipach nie skończy się na przeprosinach.

I tak po raz kolejny okaże się, że boisko boiskiem, sport sportem, ale w branży rozrywkowej trzeba myśleć o swoim wizerunku bez żadnej przerwy – a tym bardziej przerwy na melanż, czy na festiwal dowcipu.

KOMENTARZE (10)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Pozniej wymysle nick

to calkiem naturalne, ze z racji pochodzenia blizej im do siebie i latwiej im nawiazywac kontakt pomiedzy soba, bledem wlodarzy bylo dopuszczenie do takiego panstwa w panstwie. Pomysleli ze skoro Nielsen’y maja charakter i zdolnosci adaptacyjne i fajnie sie wprowadzili do szatni to dawaj, dowalimy im jeszcze jednego dunczyka i szweda. To bylo niestety do przewidzenia, daleki jestem od biczowania „smieszkow”, bo taka juz ludzka natura, ze blizej czlowiekowi do „swojego”. Obawiam sie natomiast, ze swoistym koniem trojanskim w tym wszystkim jest Gytkjer i ze dojdzie (o ile juz nie doszlo) do rozlamow wsrod zawodnikow.

czornidlo

Szczerze to wolałbym już grę Jóźwiakiem, Gumnym i resztą im podobnych. Nicki Bille pokazuje dupę na instagramie, Ci tutaj śmieszkują na ławce przy tragikomicznym wyniku. Jak wchodzą na boisko to kopią się po czołach. Jak można traktować takich ludzi poważnie, a tu jeszcze słyszymy od włodarzy Lecha ich już klasyczny tekst „nie będziemy szastać pieniędzmi”. No w sumie po chuj jak można sobie do klubu jeszcze wpierdolić z 3-4 miernoty za drobne ze Skandynawii co będą sobie boki zrywać na ławeczce okryci w kocyki. Naprawdę zastanawiam się dokąd to wszystko zmierza. Sprzedawanie swoich za duże pieniądze do Europy to jedno, ale zapełnienie ich miejsca odpowiednimi następcami to drugie i właśnie w tej drugiej kwestii Kolejorz się mocno wykoleił i jak tak dalej pójdzie to skończy w szpitalu, czyli w miejscu które Nicki Bille Nielsen dobrze zna…

Pozniej wymysle nick

Na miejscu Bjelicy tak bym wlasnie zrobil, a wiec forowal i dawal wiecej szans Jozwiakowi, ktory wolal pogonic menago i przyjsc z ojcem aby pozostac w klubie, skandynawom moze by soie troche oczy otworzyly i zaczelo palic w dupkach. No i wyjebalbym w pizdu tego ogorka z obrony, bo elektryczny, bo nie umie rozgrywac, bo jest najzwyczajniej w swiecie sredni, a sredniego to ja juz wole kogos spoza lozy szydercow.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Rozumiem nastroje w Poznaniu, ale żeby z jednego ujęcia telewizyjnego powstała aż tak wielowątkowa narracja? Już zapadł wyrok w kwestii zaangażowania, oddania klubowi, profesjonalizmu Skandynawów…

Pozniej wymysle nick

ja cos podobnego przerabialem w pracy, byl jeden ukrainiec, nie moglem sie go nachwalic, bylo dwoch, nadal w porzadku w pelni zorientowani na pracy, zrobilo sie trzech to sie zaczelo, glupie usmieszki pod nosami, znaczace spojrzenia i dziwne polslowka, niby robili to co do nich nalezalo, ale troche to wygladalo na strajk „włoski”, zawsze gdziesz ledwo wyczuwalny kij w szprychy wkladali, no i trzeba bylo rozgonic towarzystwo, bo dalo sie wyczuc ich „wyzszosc” nad „durnymi polaczkami”, a najlepsze jest to ze byli traktowani caly czas tak samo, pomimo zmian w liczebnosci. Oczywiscie, moze uogolniam, bo istotne sa ludzkie charaktery, ale wydaje mi sie nie od czapy uogolniam.

Tulismanore
FC Albatros

Nie pamietam ktory trener ale ktos kiedys mowil ze stara sie zeby w szatni (poza Polakami) nie bylo wiecej niz 2 zawodnikow z jednego kraju. To pisze jako potwierdzenie Twojej historii z Ukraincami.

WhiteStarPower

Zgoda, moze ktos z nich pierdnął i po prostu bylo sekundę zabawnie by rozluźnić atmosfere

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Dziś dla odmiany zmiana narracji w obozie Amicki Poznań, wrogiem już nie jest sto(L)yca oraz „układ sędziowski” tylko już piłkarze z szatni. Wiem jedno poznaniacy wszędzie, uwielbiają węszyć spiski!!! Kłaniania się tu sentencja: „I Ty Brutusie przeciw mnie???” 😀

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Trochę mnie dziwi brak samosądu nad Bjelicą, wszak byłby
jedynie logiczny, natomiast *podchwycenie* tak lansowanego
w C+Sport Warszawa zdjęcia „skandynawskiej ławki” to majstersztyk!
Z kolei słowa:
„wszyscy upatrują przyczyn kryzysu w kwestii „motywacji piłkarzy””
jakoś już mniej przekonują, bo większość kibiców….
(przy całym, często niesprawiedliwym wqur**** na trenera i drużynę)
ma pełną jasność, że Lech został kilkakrotnie bezczelnie ograbiony
z punktów i zwyciestwa…
(juz chocby uznanie karnego na Gytkjerze w Lechii i teraz, na Gajosie)
…dałoby PUNKT PRZEWAGI NAD faworyzowaną LEGIĄ.
Dodam, że także w wygranych meczach Lech nierzadko walczył
z sędziami, którzy jak mogli, utrudniali im zwycięstwo.
PS to ze Lech gra piach zaś, nie ma żadnego związku z wygrywaniem
matematycznie meczów, jak chocby te wspomniane.
Co wiecej, owe dwie wygrane mogły w cudowny sposob „odrodzic” te druzyne!
Przy okazji: ograniczylam sie, z braku miejsca, tylko do dwoch przekręconych meczów. A bylo ich conajmniej SIEDEM!

Vinnie
Pogoń Szczecin

Właśnie to jest wkurwiające najbardziej Panie Jakubie, że w Lechu wyjebane jaja mają najemnicy (czemu ja, kibic Pogoni się absolutnie nie dziwię, bo też wypierdoliłbym torbę na te barwy), a w Pogoni w chuja walą NAJBARDZIEJ wychowankowie, większość stranierich należy do jednych z najambitniejszych zawodników w Klubie.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY