Image and video hosting by TinyPic
Nadal i Federer zagrali razem w deblu. Jak im poszło?
Inne sporty

Nadal i Federer zagrali razem w deblu. Jak im poszło?

Po 37 pojedynkach stoczonych przez 13 lat rywalizacji, Rafa Nadal i Roger Federer w końcu stanęli po tej samej stronie siatki. Dwaj najbardziej utytułowani tenisiści w historii wystąpili w parze w ramach pokazowego turnieju Laver Cup rozgrywanego od wczoraj w Pradze. Ich rywalami był duet amerykańskich serwismenów – Jack Sock i Sam Querrey. Czy mistrzowski debel, zwany „Fedalem”, sprostał oczekiwaniom widzów na całym świecie?

Mimo że był to ich pierwszy wspólny występ w deblu, to obaj w grze podwójnej mają niemałe doświadczenia. Federer do spółki ze Stanem Wawrinką został przecież mistrzem olimpijskim w 2008 roku, a Nadal – w parze z Markiem Lopezem – dokonał tego samego osiągnięcia osiem lat później. Sam Szwajcar powiedział kiedyś nawet, że gdyby najlepsi singliści decydowali się na regularną grę w deblu, to i w tej kategorii odnosiliby największe sukcesy. O jego postawę nie mogliśmy być jednak spokojni, bo ostatni raz w parze Federer zagrał w… 2015 roku. I jak przyznał już po zakończeniu meczu, bardzo wyraźnie odczuł tę przerwę.

Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania obaj panowie nakręcali spiralę totalnego szaleństwa, która zaraziła lwią część tenisowego Twittera. Wspólne zdjęcia, filmiki, wpisy o ekscytacji, niezapomnianej nocy – zewsząd było tego mnóstwo. Nadal powiedział nawet, że gdyby nie udało im się zagrać razem w Laver Cup, to przed zakończeniem kariery na pewno wystąpiłby z Rogerem w deblu w którymś z turniejów ATP. Cała ta otoczka doprowadziła do tego, że dla ludzi wynik meczu stał się sprawą całkowicie drugorzędną. Najważniejsze było dla nich jedno – zobaczyć Nadala i Federera w jednej drużynie.

Sam mecz nieco różnił się od typowego starcia deblowego. W grze obu par było widać braki w zgraniu, a Rafa i Roger dodatkowo zabrali również o to, by publiczność mogła oglądać prawdziwe show. W pierwszym secie właściwie po każdej udanej akcji szeroko się uśmiechali, żywiołowo dyskutowali i… momentami popełniali komicznie wyglądające wpadki. Jak chociażby ta…

…czy ta:

I choć momentami obu brakowało koncentracji, to w najważniejszych momentach trzymali nerwy na wodzy. Sami przełamali rywali już przy pierwszej okazji i jednocześnie nie oddali własnego podania ani razu. Mimo że były ku temu okazje. Querrey z Sockiem nie wykorzystali jednak żadnego z czterech break pointów i bynajmniej nie wynikało to z ich opieszałości. Jedną z szans na przełamanie stracili w ten wyjątkowy dość sposób:

Po wygraniu pierwszej partii faworyci zupełnie się rozprężyli, a widowisko – przynajmniej na moment – skradł grający bardzo efektownie Sock. Nadal z Federerem popełniali za to sporo niewymuszonych błędów, brakowało im pazura w grze przy siatce, do tego doszedł koszmarny pierwszy serwis. Wyszedł też brak zgrania, bo stosunkowo często oglądaliśmy obrazek, gdy żaden z nich nie odbił lecącej przez środek kortu piłki. Efekt? Dwa stracone podania, ani jednej szansy na przełamanie rywali i wynik 6:1 dla Amerykanów. Pogrom.

Na Super Tie-break „Fedal” wyszedł jednak z zupełnie innym podejściem. Akcje trwały krótko, brakowało typowo deblowej gry przy siatce. Hiszpan i Szwajcar wyraźnie podkręcili obroty, bardzo pewnie wyglądali na woleju i błyskawicznie wywarli presję na przeciwnikach. Skończyło się na czterech zdobytych mini-breakach i końcowym wyniku 10:5.

– Jest to dla mnie wielki moment. Do tej pory jedynie ze sobą trenowaliśmy, więc nie pokazywaliśmy pełni swoich umiejętności. Zawsze będziemy rywalami. Jednak była to dla mnie wyjątkowa chwila i ogromna przyjemność: być na korcie z Rafą i obserwować u niego proces podejmowania decyzji – powiedział po meczu Federer. – To był niezapomniany dzień. Po tylu latach rywalizacji stanęliśmy po jednej stronie i wspólnie walczyliśmy dla drużyny. Sprawiło nam to mnóstwo radości – dodał Nadal.

Rywalizacja między Europą a Resztą Świata powoli dobiega końca. Jutro czeka nas ostatni dzień Laver Cup, ale zwycięzca pierwszej edycji tego turnieju jest już chyba znany. Ekipa Bjoerna Borga prowadzi z teamem Johna McEnroe 9:3 i żeby stracić tę przewagę, musiałaby przegrać co najmniej trzy z czterech zaplanowanych na niedzielę spotkań. Powiedzmy sobie szczerze – brzmi to jak mission impossible…

WD

KOMENTARZE (2)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
tolep
Hejko Lejorz

W sumie mogliby sobie odpuścić singla i do pięćdziesiątki rozpierdalać wszystkich w deblu, jak Navratilova. Bez wielkiej spiny by im się to udało. Na poły turystycznie. Dużo mniej treningu, a hajs za reklamy luksusowych samochodów by się bardzo dobrze zgadzał

dlouhy

„momentami popełniali komicznie wyglądające wpadki.” – macie na myśli tą: „dodatkowo zabrali również o to, by”?

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY