418. tenisistka rankingu w ćwierćfinale US Open. To tak można?!
Inne sporty

418. tenisistka rankingu w ćwierćfinale US Open. To tak można?!

US Open to nie jest impreza, której scenariusz można by nazwać nudnym i przewidywalnym niczym dialogi w „Klanie”. Z turnieju kobiet odpadły już zawodniczki rozstawione z numerami 2, 3, 4, 5, 6, 7 i 8. W ćwierćfinale zameldowała się za to Kaia Kanepi, którą kilka miesięcy temu, po latach walki z kontuzjami, chciała kończyć karierę. Aha, w rankingu jest 418. a do zawodów przebijała się przez kwalifikacje. Można?

Kaia Kanepi nie jest anonimową zawodniczką. W swoim czasie dobijała się do pierwszej dziesiątki rankingu (najwyżej #15), pięć razy grała w wielkoszlemowych ćwierćfinałach (ugrała w sumie jednego seta). Teraz wbiła się do najlepszej ósemki turnieju na zupełnie innych zasadach.

32-letnia Estonka ledwie załapała się do kwalifikacji, o rozstawieniu w nich nawet nie mogła marzyć. Wygrała jednak trzy mecze, w tym gładko, w decydującej fazie z najwyżej rozstawioną Hsieh. W turnieju głównym ani razu nie mierzyła się z rywalką z czołówki. W 1. rundzie pokonała Franceskę Schiavone (#77 WTA), w 2. Yaninę Wickmayer (#129), potem Naomi Osakę (#49), a w walce o ćwierćfinał Darię Kasatkinę (#38). Faktem jest, że to rywalki ułatwiały jej zadanie: Osaka wyeliminowała Angelique Kerber (#6), a Kasatkina mistrzynię Roland Garros Jelenę Ostapenko (#12).

Miałam nadzieję, że uda mi się przejść kwalifikację i walczyć dalej, zobaczyć jak mi się będzie grało. Niesamowite jest porównanie tego, gdzie jestem dziś, do tego, co było kilka miesięcy temu. Sama się tego nie spodziewałam, kiedy rozpoczynałam mój powrót – przyznaje Kanepi.

Kilka miesięcy temu? Grała w turnieju w Essen, w którym pula nagród dla wszystkich zawodniczek w singlu i deblu wynosiła 25 tysięcy dolarów. Wygrała, zdobywając przy okazji 50 punktów do rankingu (o pieniądzach nawet nie warto mówić). Potem próbowała sił na Wimbledonie, ale odpadła w 2. rundzie eliminacji, pokonana przez Arinę Rodionową (#166). W eliminacjach turnieju w Bukareszcie odpadła już po pierwszym meczu z Arantxą Rus (#146). W całym 2017 roku zdobyła 91 punktów. W Nowym Jorku – już prawie 500, dzięki którym zaliczy lot z 418. miejsca w okolice pierwszej setki.

Co ciekawe, dzieje się to w jej ulubionym miejscu. Nowy Jork lubi tak bardzo, że w ubiegłym roku specjalnie przyleciała na US Open, choć wcale nie grała w turnieju. – Uwielbiam tu być. Chciałam przylecieć, choćby na kilka dni. Kocham atmosferę i klimat tego miasta. Kocham też korty, które chyba dobrze pasują do mojej gry – mówi Estonka.

Poza zastrzykiem punktów i furą pieniędzy (450 tysięcy dolarów), Kanepi w Nowym Jorku odzyskała pewność siebie. Przy okazji została dopiero drugą kwalifikantką w historii (pierwszą od 36 lat), która dotarła do ćwierćfinału. A w nim wcale nie będzie bez szans. Po drugiej stronie siatki stanie rozstawiona z piętnastką Madison Keys. Amerykanka właśnie odesłała do domu Elenę Switolinę (#4) po zaciętym, trzysetowym pojedynku. Keys raz grała w półfinale Australian Open, raz w ćwierćfinale Wimbledonu, teraz po raz pierwszy w karierze osiągnęła finałową ósemkę na Flushing Meadows. Do tej pory panie walczyły ze sobą raz, dwa lata temu, kiedy to wygrała Kanepi.

Epicki comeback Del Potro

W męskim US Open wcale nie dzieje się mniej. Juan Martin Del Potro, jak pisze oficjalna strona US Open, „zaliczył powrót turnieju w meczu turnieju”. Przesada? Ani trochę. Argentyńczyk (#24) mierzył się z Dominikiem Thiemem (#6) i z pewnością nie był faworytem. Dwa pierwsze sety przegrał gładko 1:6, 2:6 w niewiele ponad godzinę. Trzeciego wprawdzie wygrał, ale w czwartym było już 2:5. Del Potro zdołał jednak odrobić straty, doprowadził do tie-breaka, w którym nie dał młodszemu rywalowi żadnych szans. W finałowej partii wystarczyło przełamanie przy 5:4 i mistrz sprzed ośmiu lat zameldował się w ćwierćfinale.

W połowie drugiego seta myślałem o poddaniu meczu. Nie mogłem oddychać, nie mogłem się poruszać. Dominik z łatwością mnie dominował. Widziałem jednak kibiców, którzy czekali na moją dobrą grę. Dałem z siebie wszystko, wygrałem trzeciego seta w 20 minut i wszystko się zmieniło: byłem już gotów do wygrania tego meczu – mówi Del Potro. – Zagrałem jedno z najbardziej epickich spotkań w karierze, w dodatku w ukochanym turnieju. Jestem wykończony, ale bardzo szczęśliwy.

Teraz przed Argentyńczykiem jeszcze większe wyzwanie. W walce o półfinał zmierzy się z Rogerem Federerem. W Nowym Jorku grali do tej pory tylko raz – w finale w 2009 roku. Wtedy, po pięciosetowej bitwie lepszy okazał się Del Potro. – Wiem, jak muszę zagrać. Pytanie, na ile będę gotowy fizycznie po tej dzisiejszej bitwie – przyznaje. – W każdym razie to będzie wielka przyjemność zagrać na centralnym korcie z najlepszym tenisistą w historii.