Biało-zielony okręt tonie. Czy to kapitan jest głównym winowajcą?
Weszło

Biało-zielony okręt tonie. Czy to kapitan jest głównym winowajcą?

Wczoraj kibice Lechii kazali Piotrowi Nowakowi wypierdalać i jak donosi Piotr Wołosik, Nowak rzeczywiście zostanie zwolniony. To on miałby być tym największym złem, które nie pozwala Lechii rozwinąć skrzydeł i siedzieć na fotelu lidera z kompletem punktów.

A to chyba nie tak. Moim zdaniem, jeśli już chciano zwalniać Nowaka, powinno stać się to po minionym sezonie. W końcu trener nie zrealizował postawionych przed nim celów, czyli:

– nie wszedł do europejskich pucharów,
– dostał po głowie w Pucharze Polski od Puszczy Niepołomice, a jak rozumiem, 1/8 tych rozgrywek to nie było to, co gdańszczanie sobie zakładali.

Oczywiście, prezes Mandziara mówił, że Lechia celuje w miejsca 1. – 5., ale to też człowiek, który oddawać Nowaka chciał tylko do reprezentacji, a po zapowiedzianych wzmocnieniach, ściągnął gościa z rezerw Luzerny. Jasnym jest więc, że nie ma co do jego słów się przywiązywać. Zresztą, sami piłkarze zaznaczali przed tamtym sezonem walkę o tytuł. – Czego oczekuję od sezonu? Powiem otwarcie: celuję w tytuł mistrza Polski! – mówił Peszko. Lechia grała więc albo o puchary, albo nawet o mistrza. Niestety Nowak – choć do Europy prowadziły dwie ścieżki – wykrzaczył się z jednej i drugiej. Dość spektakularnie, bo przecież do wspomnianej Puszczy dochodzi oddanie pudła w ostatnich minutach rozgrywek 16/17, kiedy Jagiellonia z Lechem grała w piłkę, a Lechia w Warszawie grę tylko pozorowała.

Poza tym – czego następstwem był brak wyniku – Lechia przestała się rozwijać. Weźmy mecze na wyjazdach, Nowak obejmował drużynę w drugiej części sezonu 15/16. Grał wtedy osiem meczów poza Gdańskiem, wygrał jeden, co daje skuteczność żenującą – 12,5%. Okej, poznawał drużynę, trudno. Jednak przez kolejny rok tych meczów uzbierało się kolejnych 18, Nowak wygrał pięć z nich, co daje skuteczność 27%. No, mikry to postęp, w skali sezonu właściwie niezauważalny, a już na pewno nie dla drużyny z takim potencjałem jak wówczas Lechia. Gdyby trener miał do dyspozycji gołowąsów, którzy na widok obcych kibiców robią pod siebie – okej, ale on przecież prowadził i prowadzi uczestników mistrzostw Europy i świata, mistrzów Polski.

Półtora roku to dość sporo czasu, by nauczyć się grać gdzie indziej niż na własnym stadionie, w końcu wszędzie zasady są takie same i nawet gramy tymi samymi piłkami. Problem nie znikał, a może drużyna pewna siebie w delegacji, nie musiałaby grać na zero z przodu i z tyłu w Warszawie i Poznaniu? Mówię tu o rundzie finałowej, między innymi tych punktów przecież zabrakło.

Grzechy Lechii i Nowaka wypisałem jednak TUTAJ, ale jeśli ktoś nie ma ochoty wracać do starszego artykułu, już widzi, że podstawy do zwolnienia się pojawiły. Brak wyników, nikły postęp w ważnym elemencie futbolu. Zwolnienia nie było i… w porządku. Tyle się mówi o braku czasu dla trenerów ekstraklasy, więc może to dobrze, że Lechia i Nowak dali go sobie więcej.

Przypomnę skrótowo. Biało-zieloni z szeroko pojętym początkiem sezonu stracili Malocę, Janickiego, Borysiuka, Sławczewa, Peszkę, Krasicia, Wolskiego. To jest dla drużyny szok, wyrwano jej cały środek pola, ważnego środkowego obrońcę (Janicki) i bardzo ważnego (Maloca). Jak ktoś chce wierzyć, że zupełnie przez przypadek Lechia nie straciła gola w ośmiu meczach z rzędu z Malocą, a w pierwszym bez niego trzy (dwa nieuznane dzięki VAR), to proszę bardzo, ale to jednak dość naiwne.

Borysiuk wiosną był jednym z najlepszych piłkarzy Lechii (według InStatu to najlepszy defensywny pomocnik ligi), ale zastąpienia go Matrasem nie ma co się czepiać, bo Matras to też dobry piłkarz (szóste miejsce w InStacie). Natomiast ewidentnie brakuje Sławczewa, który był łącznikiem między defensywą a ofensywą. Teraz tej roli nie miał kto spełniać, Sławczew miał 86% celnych podań, zagrywał średnio 1,5 kluczowego podania na mecz (0,8 było celnych). Dla porównania, Łukasik po powrocie do Polski, podaje jeszcze celniej (88%), ale nie zagrał żadnego celnego kluczowego podania (za InStatem)!

Lechia musi od nowa nauczyć się bronić, rozgrywać, atakować. Kompletnie niezrozumiały jest brak kupna drugiego napastnika, przypomnę, że Kuświk ostatnią bramkę strzelił 25 lutego. Kompletnie niezrozumiały jest też brak ściągnięcia skrzydłowego, przy odejściu Maka, Pawłowskiego i kontuzji Haraslina. To znaczy, wróć – jest Oliveira, ale jeśli dziury ma łatać facet nawet nie z pierwszej drużyny Luzerny (piąta ekipa zeszłego sezonu w 10-zespołowej lidze), a jednocześnie Lechia ma grać o podium, to coś tu jest nie tak. Zresztą, jego debiut wprawia jeszcze w większy pesymizm, który już był spory po wglądzie w CV i słowach szwajcarskiego dziennikarza: – Szczerze mówiąc, zaskakuje mnie ten transfer. Oliveira nigdy nie zachwycił nikogo swoją grą w FC Luzern. Za trenera Markusa Babbela nigdy nie był nawet regularnym członkiem podstawowej jedenastki. Zresztą i w tym sezonie zagrał tylko w czwartoligowych rezerwach.

Jest przecież Flavio! Ostatni gol: 25 lutego, ostatnia asysta 17 kwietnia. Więc inaczej: brak wzmocnień można zrozumieć, jeśli nie ma kasy. Nie można zrozumieć winienia za ich brak Nowaka, a tak to wygląda.

Przy braku Wolskiego i Haraslina ofensywa jest – wybaczcie za określenie – zdziadziała, nie ma w niej dynamiki, elementu zaskoczenia, przyspieszenia. Cztery gole (na siedem) zdobyła Lechia w tym sezonie po stałym fragmencie i z jednej strony świetnie, to też element gry w piłkę, ale z drugiej to też pokazuje, że gdańszczanie są groźniejsi, gdy gra zwolni czy wręcz się na moment zatrzyma. Ile daje młodość i związana z nią świeżość pokazuje przykład Lipskiego, który zagrał wczoraj dobrą partię, zaliczył przecież dwie asysty. Widać było ten luz, której amerykańskiej Lechii Nowaka siłą rzeczy brakuje.

Ktoś powie – dobry trener jest od tego, by dostrzec coś, czego inni nie widzą i koniec końców, Sandecja ma od Lechii gorszy skład, wypadałoby ją ogolić. Po pierwsze, Sandecja nie musi od nowa układać sobie gry, bo z ważnych piłkarzy odszedł tylko Słaby i Wdowiak, a drużynę – w skromnych realiach, ale jednak – ostatecznie wzmocniono. Lechia mocniejsza niż rok temu nie jest. Po drugie, nie uważam, by Nowak przywiązywał się do nazwisk i nie próbował. Stolarski grywał na skrzydle, szansę dostał nawet ten biedny Oliveira, Nalepa po słabym meczu od razu poszedł na ławkę, pokażcie mi gdzie w poważnej lidze, facet po treningach indywidualnych gra 120 minut przez dwa pierwsze mecze (Lipski). Naprawdę, gdyby Nowak nie musiał grać Augustynem i Vitorią w obronie, to by nie grał. Słyszę, że można na stopera przesunąć Matrasa, Wawrzyniaka czy Wojtkowiaka. Przypominam więc: przesunięty piłkarz w magiczny sposób się nie rozdwoi. Po Matrasie będzie dziura w środku, po Wawrzyniaku na lewej obronie, Nunes udowodnił wczoraj, że do grania tam się nie nadaje. Wojtkowiak? Jest świeżo po poważnej kontuzji, opieranie na nim środka obrony już teraz, nie wydaje się dobrym pomysłem.

Pewnie, że mógłby Nowak kombinować szybciej i sprawniej, ale jakby był taki zdolny, to pracowałby w trochę poważniejszej lidze.

W końcu – nie uważam, by Nowak stracił szatnię. Stracona szatnia nie dogania rywala dwukrotnie z wyniku 0:2.

Zastąpić miałby go Marcin Kaczmarek, czyli trener, który dopiero co skończył solidną pracę w Płocku. Nie pracował jednak nigdy z tak doświadczoną szatnią, gdzie prawie każdy piłkarz swoje widział i swoje osiągnął. W Wiśle najbardziej doświadczony był pewnie Furman, ostatecznie Furman trenera zwolnił. Pewnie, jeśli Kaczmarek ma się wspinać po trenerskiej drabinie, w końcu musi przejąć i taką ekipę. Pytanie, czy moment, kiedy mamy początek sezonu, a Lechia leży rozgrzebana, na pewno jest dobry.

Oczywiście, nawet wyżej wymienione przykłady nie tłumaczą choćby kompromitacji w Bytowie, ale ewentualne zwolnienie Nowaka to jednak trochę odwrócenie uwagi. Lechia zabrała mu fajne klocki, wręczyła głównie rozklekotane i czego tam oczekują, że po pięciu kolejkach znów będzie lider lub jego okolice? Zaraz może się okazać, że wokół Lechii nic się nie działo, tylko Nowak w lipcu był dobry, ale w sierpniu jest już zły.

Paweł Paczul

Fot. 400mm.pl