Lechia powalczy o przełamanie. Jeśli nie teraz, to kiedy?
Weszło

Lechia powalczy o przełamanie. Jeśli nie teraz, to kiedy?

Przed poniedziałkowym meczem z Pogonią Szczecin zastanawialiśmy się czy chmury, które zebrały się nad głową Piotra Nowaka, jeszcze zgęstnieją. Czy zrobi się tak nieprzyjemnie, że nawet amerykański luz szkoleniowca, który wiele lat spędził w Stanach, nie pomoże w rozładowywaniu atmosfery. Czy w Lechii pojawią się pęknięcia i chór, który dość zgodnie wyśpiewywał słowa wsparcia dla trenera, nieco zmieni swój przekaz. No i jak to w ekstraklasie – boisko nie przyniosło odpowiedzi na frapujące nas kwestie, wyjazdowy remis 0-0 tylko powiększył znak zapytania, który stawialiśmy przy Lechii. 

Ale dziś już trzeba będzie schować głęboko do kieszeni wszystkie wymówki, opowiastki o dobrych punktach wyjścia i zapewnienia o kontroli, z którą jest taki problem, że nie widać jej na boisku. Przed Lechią mecz z rodzaju tych, które trzeba wygrać. Wygrać, a nie zremisować, bo Sandecja to – z całym szacunkiem – jeden ze słabszych klubów w stawce i tylko pokonanie jej na własnym stadionie można uznać za próbę gaszenia pożaru. Wygrać, a nie zremisować, bo lepsza okazja na przełamanie szybko nie nadejdzie – kolejne dwa mecze trzeba będzie zagrać na wyjeździe (Wisła, Piast), później do Gdańska przyjedzie Jagiellonia.

Podstawy do niepokoju dla kibiców Lechii są takie – w Szczecinie najlepszym graczem drużyny był Dusan Kuciak. Taki pewniak między słupkami to skarb, tym bardziej jeśli na początku sezonu Słowak też miał trochę za paznokciami, ale bramkarz – nawet wymiatacz – meczu nie wygra. A o remisie wspomnieliśmy już wyżej.

Podstawy do optymizmu dla kibiców Lechii są takie – Nowak ma do dyspozycji coraz szerszy skład. W Szczecinie w barwach gdańskiej drużyny zadebiutowali Augustyn i Lipski. Kwadrans z Portowcami dostał wracający do gry Krasić. Trener potwierdził, że Joao Oliveira również będzie brany pod uwagę, choć w klubie jest tak krótko, że zapewne jeszcze nie ogarnął imion wszystkich kumpli z drużyny.

Gdy wspominamy o braku lidera w formacji ofensywnej, od razu do głowy przychodzi nam Flavio Paixao. W formie to gość, który wnosi do gry jeszcze więcej niż Marco, który jest odpowiedzialny za egzekucję, ale no właśnie – kiedy po raz ostatni widzieliśmy go w formie?

Był piłkarz, nie ma piłkarza. A na pewno by się przydał.

Oczywiście to, że podkreślamy, iż to Lechia jest zdecydowanym faworytem i potrzebuje zwycięstwa mocniej niż zazwyczaj, nie oznacza, iż Sandecję skazujemy na pożarcie. Mecze z Lechem czy Arką same się nie zremisowały, Jagiellonia sama nie wcisnęła sobie trzech goli. Widzimy szansę dla ekipy Mroczkowskiego, jak zwykle będzie potrzebna żelazna konsekwencja, może trochę szczęścia i Michał Gliwa jako silny punkt, do tego błysk kogoś z ofensywy – to nie jest przepis na poziomie mistrza kuchni, rzecz do zrobienia.

Ciekawiej zapowiada się drugi z dzisiejszych meczów. Z jednej strony przebudowana i podrażniona po derbach Cracovia, z drugiej – przebudowany trochę wcześniej i rozpędzony Górnik Zabrze. Przy ławkach Michał Probierz i Marcin Brosz, na boisku kilka równie interesujących starć.

Jak zwykle nasze oczy skierowane będą głównie na Igora Angulo, pewnie podobnie jak obrońców Cracovii. Tydzień temu goniący go rodak Carlitos pokazał, z jakimi zabawami nie radzą sobie defensorzy Pasów, a nieco bardziej doświadczony kolega może sprawić, że będą się oni budzić z krzykiem, gdy przyśnią im się napastnicy z Hiszpanii. W trakcie meczu z Arką dobiegła końca imponująca seria snajpera zabrzan, ale to nie tak, że przeciwnicy z Gdyni znaleźli na niego sposób. Tym razem po prostu zabrakło wykończenia, przeciwników ratował i bramkarz, i wybijający piłkę sprzed linii obrońcy. Nieco więcej zimnej krwi i Angulo powinien powrócić z wpisami na listę strzelców. No a uważać trzeba też na resztę, na pierwszego gola w ekstraklasie ostro poluje Kądzior, szuka go również Łukasz Wolsztyński, a przed chwilą udanie do ligi wszedł jego brat Rafał.

Od Cracovii oczekujemy akcji na miarę tej, która pozwoliła wyjść na prowadzenie z Wisłą, bardzo fajnie wtedy zagrali wtedy Drewniak z Piątkiem. Lepszej skuteczności niż zaprezentował Szczepaniak, który mocno mógł przybliżyć Pasy do zwycięstwa w derbach. Okazania papierów na grę przez Mihalika – wiemy, że je ma, widzieliśmy na Euro. No i jeszcze kilku innych rzeczy. Zaryzykujemy tezę, że liczba punktów nie do końca odzwierciedla postawę Cracovii na początku sezonu, ale najwyższa pora, by potwierdziła to również drużyna.

Fot. FotoPyK