Image and video hosting by TinyPic
„Froomey” znów królem TdF. I znów będzie musiał przekonywać: „Jestem czysty”
Inne sporty

„Froomey” znów królem TdF. I znów będzie musiał przekonywać: „Jestem czysty”

Wprawdzie było to pewne już po sobotniej jeździe indywidualnej na czas, ale dziś oficjalnie – Chris Froome na żółto zameldował się na Polach Elizejskich i wygrał Wielką Pętlę po raz czwarty w ciągu ostatnich pięciu lat. Jest więc największym gwiazdorem wyścigu w jego post armstrongowej erze. Ale co za tym idzie, jednocześnie też głównym podejrzanym.  

Eddy Merckx, Miguel Indurain, Jacques Anquetil i Bernard Hinault – ci goście mają po pięć zwycięstw w Tour de France, co jest absolutnym rekordem. Kto wie, być może niedługo szprycha szprychę będzie jechał z nimi Chris Froome. Brakuje mu już tylko jednej wygranej, a ta jest całkiem prawdopodobna. Brytyjczyk ma przecież dopiero 32 lata i wciąż ważny kontrakt w Team Sky. A tam z racji gigantycznego budżetu – jak to mówią – the sky is the limit.

Froome dziś świętuje, ale zdążył się już przyzwyczaić, że kiedy jedni po jego francuskich triumfach cmokają z uznaniem, drudzy na niego plują. Wśród kibiców i ekspertów wciąż jest bowiem grupa wątpiących, czy jego kapitalne wyniki nie są przypadkiem nawożone koksem. I trudno nawet dziwić się takim wątpliwościom, bo od afery Lance’a Armstronga we Francji nikt już nie da sobie pewnie obciąć ręki za uczciwość kolarzy. Ale prawda jest też taka, że Froome jest jednym z najczęściej badanych zawodników w światowym peletonie. Według niektórych źródeł nawet 70-90 razy w ciągu roku. I żadnego testu jak dotąd nie oblał.

Urodzony w Kenii gwiazdor miał pecha. Kiedy odnosił swoje pierwsze zwycięstwo w Wielkiej Pętli w 2013 r., kolarstwo nie zdążyło jeszcze strzepać z siebie koksu, którym było ubabrane po skandalu z Armstrongiem. „Boss”, któremu odebrano wszystkie siedem wygranych w Tourze, raptem kilka miesięcy wcześniej w programie Opry Winfrey w końcu przyznał się do szprycowania. Podczas tamtej edycji wyścigu atmosfera była więc wisielcza, kibice patrzyli na kolarzy jak na oszustów. Każdy bardziej spektakularny podjazd od razu ściągał na zawodnika podejrzenia. W przypadku Frooma, niektórym lampka zapaliła się, kiedy jak szalony wjeżdżał na Mont Ventoux.

Do historii przeszła też scena w 14. etapu Tour de France w 2015 r., kiedy został oblany moczem przez kibica krzyczącego „dopingowicz!”. Inny razem skarżył się, że został opluty. Wtedy największe wątpliwości wzbudziła szarża Brytyjczyka na podjeździe La Pierre Saint Martin. Zdaniem doktora Pierre’a Salleta, Froome pedałował wtedy z mocą 7.04 W/kg, co według niego było dowodem na stosowanie dopingu. I tak powiedział w mediach. Team Sky podczas zwołanej konferencji prasowej nazwał jednak wyniki zmanipulowanymi, bo ich zdaniem w rzeczywistości wartość ta wynosiła sporo mniej niż 6 W/kg.

Co ciekawe, swoje trzy grosze wtrącił wtedy nawet sam Armstrong.

Zrzut ekranu 2017-07-23 o 14.50.01

Jestem jedynym, który może powiedzieć, że jestem w 100 proc. czysty. Nie złamałem zasad. Nie oszukiwałem. Wiem, że moje wyniki wytrzymają próbę czasu, że w przyszłości ludzie nie będą mówić: „A więc to było jego tajemnicą”. Bo nie było żadnej tajemnicy – mówił w grudniu 2015 r. magazynowi „Esquire”.

Jego Team Sky od początku lansuje teorię, że to oczywiście próba zdyskredytowania najlepszej i najbogatszej grupy w peletonie. Tak tłumaczono m.in. głośną kradzież danych z komputera teamu, wśród których znalazły się wskaźniki fizjologiczne Frooma. Ale i tutaj skończyło się tylko na szumie, bo złodzieje nie dokopali się do żadnych rewelacji. Kiepska atmosfera wokół brytyjskiej grupy, na którą wielu szukało haków, miała być ponoć jedną z przyczyn, dla których popularny „Froomey” rozważał nawet odejście ze Sky. Ile było w tym prawdy, nie wiadomo, ostatecznie skończyło na przedłużeniu kontraktu do 2020 r.

Doping nigdy nie przyszedł mi do głowy. Nie ma takiej opcji. Wolałbym już szorować podłogi niż oszukiwać, żeby dostać się do miejsca, w którym jestem – mówił kiedyś Froome dla „The Telegraph”.

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Lelumpolelum

No w tym roku to nuda aż żal dupę ściska. W poprzednich latach to chociaż na jednym, dwóch etapach Froome pokazywał siłę i na podjazdach dawał czadu. Na EPO kolarstwo było lepsze.

theark
Wisła Kraków

Froome nigdy nie generował mocy, które jasno wskazywałyby na doping. Wszystkie jego osiągnięcia były fizjologicznie osiągalne dla czystego zawodnika. Siła Froome’a na TdF polega na tym, że jest najlepszym czasowcem wśród górali i najlepszym góralem wśród czasowców. A to tacy zawodnicy najczęściej wygrywają we Francji. Kolejnym zawodnikiem o podobnych parametrach jest Tom Dumoulin. Prawdopodobna rywalizacja tych dwóch kolarzy na przyszłorocznym TdF zapowiada się bardzo ciekawie.

kotkameleon

Biorąc pod uwagę wyniki najlepszych z Włoch i Francji, to na bank wszyscy musieli być naszprycowani – stąd niewielkie różnice.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY