Szamoobrona
Ergo Arena weryfikuje zainteresowanie sportami walki w Polsce. KSW i długo, długo nic
Inne sporty

Ergo Arena weryfikuje zainteresowanie sportami walki w Polsce. KSW i długo, długo nic

Trójmiejska Ergo Arena, ostatnia sobota. Po raz piąty gości u nas czeczeńska organizacja ACB. Ta sama, dla której walczyć ma Mamed Khalidov. W oktagonie nie brakuje Polaków. Z Andym DeVentem mierzy się znany z KSW Piotr Strus, w bratobójczym boju wygrywa kojarzony z UFC Piotr Hallmann, a w walce wieczoru Karol Celiński jest lepszy od Vinny’ego Magalheasa. Wszystko to na oczach… pięciuset osób. Kilka godzin później, 13 tys. kilometrów na południowy wschód od Gdańska sensacyjnej porażki doznaje Manny Pacquiao. Na Suncorp Stadium obserwuje to na żywo 50 tys. widzów.

Ok, w Polsce nie walczył nigdy jedenastokrotny mistrz świata ośmiu kategorii wagowych. Ale rzecz nie tylko w tym, że na emeryturę udał się wreszcie elektryzujący Andrzej Gołota.

Tydzień wcześniej, znów Ergo.

W roli promotora boksu debiutuje Mateusz Borek. Ceniony komentator piłkarski ma zjednoczyć głęboko podzielone środowisko boksu, tego oczekują kibice. Po gali dowiadujemy się, że polski boks jest na totalnym dnie (słowa dyrektora Polsatu Mariana Kmity) i rządzą nim ludzie bez zasad, szczury (promotor Mariusz Grabowski). Mimo wzorowej promocji (cotygodniowe raporty wideo z obozów przygotowawczych pięściarzy, wielokrotna zapowiedź gali w telewizji, wzmianki w programach śniadaniowych, dwójka uczestników imprezy u Kuby Wojewódzkiego), na PBN 7 niemal co drugie krzesełko było puste.

Nie powalają także frekwencje na FEN i na imprezach KnockOut Promotions. Na dwóch ostatnich galach z udziałem byłego dwukrotnego mistrza świata Krzysztofa Włodarczyka daleko było do kompletów. Nawet, jak Polak toczył bój z niepokonanym Noelem Gevorem o miano oficjalnego pretendenta federacji IBF. Według niektórych, na imprezę w Poznaniu sprzedano zaledwie 600 biletów. Tych danych nie potwierdza współwłaściciel KnockOut Promotions Andrzej Wasilewski. Doświadczony promotor mówi o ponad trzech tysiącach osób śledzących pojedynek „Diablo”.

Ale odnośnie liczby 600… Dokładnie tyle wejściówek sprzedał ostatnio sam Robert Parzęczewski (kojarzycie kogoś takiego?), oferując je rodzinie i znajomym. Rozprowadzanie biletów przez samych zawodników to na dziś bodaj jedyna droga, aby uratować rentowność imprez. Ludzie nie przyjdą na boks czy MMA nie czując emocjonalnej więzi ze sportowcem.

W Anglii wszystko zaczyna się od pojęcia „local heroes”. Robimy show dla kilku chłopaków z Brighton, albo dla dwóch-trzech pięściarzy z północnego Londynu. I oni wypływają dzięki temu, że na ich walki chodzi cała dzielnica. Od znajomych ze szkoły po sąsiadów – mówi mieszkający przez kilka lat w Wielkiej Brytanii Marcin Marczak. – Tak prowadzi się zawodnika do rekordu, powiedzmy, 15-0. Chłopaka przejmuje później ktoś z wyższej półki, np. Frank Warren. Jest to już rozpoznawalny zawodnik, z grupą wiernych kibiców. Wystarczy spojrzeć na karierę Derecka Chisory.

Jak to wygląda w naszym kraju? Ledwie wyróżniający w boksie amatorskim pięściarze debiutują od razu na większych galach. – A na poziomie olimpijskim nie mamy pół boksera – atakuje Marian Kmita. – Tych, którzy mogą wypełnić halę czy marzyć o walce o międzynarodowe trofeum, mamy pięciu na krzyż.

Wątpliwy poziom sportowy sprawia, że rozsądniejsi promotorzy sportów walki organizują imprezy w mniejszych halach (Mirosław Okniński, PLMMA) lub w kameralnych, oryginalnych ośrodkach (Tomasz Babiloński).

Chwalone przez wszystkich KSW sprzedaje je na zasadzie wydarzeń rozrywkowych. U Martina Lewandowskiego i Macieja Kawulskiego równie ważne co emocje w klatce są występy artystyczne. Na galach UFC tego brakuje, dlatego te średnio interesują przeciętnego kibica sportu. Na debiut w Polsce organizacji Dany White’a nie przyszły tłumy, a prestiżowy polsko-polski pojedynek Jędrzejczyk-Kowalkiewicz obejrzały na żywo w telewizji zaledwie 252 osoby.

borrrr

Problem biznesu bokserskiego polega na tym, że satysfakcja finansowa zaczyna się dopiero na wysokim poziomie sportowym – powiedział mi dwa lata temu Andrzej Wasilewski. Według niego wyprodukowanie dobrego pięściarza kosztuje od 500 tys. do miliona dolarów, w dodatku wymaga czasu (7-8 lat). Promotor Włodarczyka, Sulęckiego i Szpilki podkreśla, że w boksie nie ma miejsca dla freak fightów. Jego zdaniem walka aktora z piosenkarzem wyglądałaby komicznie. A przecież piosenkarz przychodzi z własną widownią, podczas gdy młody pięściarz musi konsekwentnie budować ją występami w ringu. – W między czasie może się rozmyślić, mogą przytrafić mu się poważne kontuzje, różne przygody życiowe, wypadki drogowe – sytuacje, których jako grupa nie jesteśmy w stanie przewidzieć – zauważył „Don Wasyl”.

Kilka lat temu, wiedzieliśmy, że inwestycja, na którą porwał się Wasilewski jest niepewna, dzisiaj wydaje się wręcz, że była nietrafiona. Jak wytłumaczyć bowiem fakt, iż przed walką polskiego mistrza świata Krzysztofa Głowackiego z mistrzem olimpijskim Aleksandrem Usykiem ludzie nie tłoczą się pod kasami, bilety nie sprzedają się na pniu? W Ergo Arenie we wrześniu 2016 stawiło się 8 na 15 tysięcy widzów.

Ludziom sportów walki nie brakuje kreatywności. Organizowane są walki rycerze, kiboli, po wakacjach do klatki MMA wejdzie, po raz drugi, tancerz erotyczny. Ale może po prostu ludzi nie interesuje już bijatyka? Albo gorzej – bijatyka wciąż interesuje, lecz już tylko ona?

HK

KOMENTARZE (28)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Brian_Wilson

ale co ludzie mają oglądać na tych galach? powroty emerytów, pompowanych przez media leszczy którzy tłuką taksówkarzy z zagranicy albo walki kobiet? na KSW idzie bydło poogladać Popka a te 900 osób to miarodajna liczba pokazująca faktyczne zainteresowanie tym sportem

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Peter Lisek

Trafili w punkt w tą identyfikację. Nie ma żadnej więzi ze sportowcami, w takim wymiarze ad hoc jak w innych dyscyplinach – czy to reprezentowanie kraju (np. sporty olimpijskie), czy miasta (piłka nożna, żużel). Tu muszą być indywidualności z rozpoznawalnością. Trudno się ją buduje w boksie, jak nie jest się w TOP 20 na świecie,

Bóg Sportu
(L)

Przecież każdy bokser walczy na arenie międzynarodowej właśnie reprezentując swój kraj, identyfikacja z pochodzeniem jest często bardzo duża, widać to nawet na przykładzie niektórych znanych polskich pięściarzy, takich jak Szpilka czy Głowacki.

Podstawowy problem polskiego boksu jest niestety taki, że to mielenie się w tym samym sosie od bardzo wielu lat. Gale nie różnią się niczym od tych sprzed roku, dwóch, trzech, pięciu. MMA jest dyscypliną znacznie młodszą, ale organizatorzy rozumieją, że potrzeba tu innowacji i czynnika przyciągającego publiczność. Nie zawsze musi być to freak fight – KSW idzie w przepych, robienie wszystkiego „naj” i bycie „naj”, PLMMA to kontra – MMA na wesoło, trochę remizowo, rubasznie, dla Januszy cieszących się z rzucającego kurwami Trybsona. FEN kombinuje z miksowaniem MMA i K1 na swoich galach.

A w boksie wciąż te same widowiska, każdy promotor leci na podobną modłę, nawet aktorzy niespecjalnie zmieniają się na przestrzeni ostatnich lat. Ile można oglądać kolejnych powrotów wypalonego Diablo, którego walki dodatkowo są potwornie nudne?

I ostatnia rzecz – coraz częściej organizatorzy gal MMA patrzą nie tylko na walkę wieczoru, ale też na wcześniejsze pojedynki. Dzięki temu potencjalny widz ma pewność, że obejrzy kilka ciekawych walk i wcale niekoniecznie ta najważniejsza musi przyciągać go najmocniej. Dziwimy się, że w Poznaniu na gali Diablo – Gevor było kilkaset osób. A kto walczył przed nimi? Czy jakikolwiek umiarkowany fan boksu jest w stanie wymienić choć jedno nazwisko ze stuprocentową pewnością? Wątpliwe. Większość fanów MMA będzie natomiast potrafiła choćby mniej więcej powiedzieć kto bił się przed Popkiem czy Mamedem.

Czeski_Amator_Fioletowej_Ambrozji
Odra Opole, LFC

Jeśli ludzie chcą show to wychodzi na to że wrestling jest szansą na zarobek.
Ja sam bardziej wolę wrestling niż te wszystkie walki w klatkach.

Fort Czerniakowski
Legia

Polski boks stoi na marnym poziomie od wielu lat. Ostatni sukces Głowackiego z Huckiem nie przełożył się na nic, bo kontynuacji zabrakło. Jak to już jeden pan tu napisał nieustanne powroty emerytów nikogo nie porwą. Na gale do Polski zwozi się tanie ogórki, żeby jakiś anonimowy „talent” mógł sobie rekord poprawić. Polsat Boxing Night mają fajne oprawę medialną, ale poziom tam jest żenujący.
Poza tym Polacy to specyficzna nacja, interesuje ich jedynie piłka nożna, ręczna i siatkówka. Na hokej max kilkaset osób a mniej znane sporty jak piłka wodna czy rugby nie chodzi kompletnie nikt. Jakieś zapasy, ciężary czy boks amatorski nie wymagają nawet widowni na halach bo nikt jednego biletu nie kupi.

romulus

Jedna z najpopularniejszych dyscyplin w Polsce to żużel.

Fort Czerniakowski
Legia

Tak, zapomniałem dopisać. Jednak nie zmienia to niczego. W Polsce albo chodzą tłumy albo nie chodzi nikt. Duży kraj, duże miasta, jednak zróżnicowanie zainteresowań w ludziach niewielkie

romulus

Myślę, że ludzie będą chodzić tam, gdzie poziom oraz szanse na sukces danego zawodnika/zespołu będą wysokie. Boks w naszym wykonaniu to jakaś 3 liga.

Jak co sobotnie przedpołudnie - Wiesław "Agent 711" Machniewicz

Panie Czerniakowski, a jak to jest np. w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Francji? Nie mówiąc o Węgrzech, Chorwacji, Belgii? Czy tam jakakolwiek dyscyplina poza piłką nożną wzbudza jakiekolwiek zainteresowanie? OK, w Niemczech można dodać hokej i ręczną, ale my mamy żużel i siatkówkę. Proszę uargumentować na czym polega „specyfika” naszego narodu

romulus

W UK bardzo popularny jest snooker, wyścigi koni i inne krykiety. Mocno rugby, i miejscowo też zuzel.

Jak co sobotnie przedpołudnie - Wiesław "Agent 711" Machniewicz

zużel w uk upada, snooker to sport świetlicowo-telewizyjny. Wyścigi koni traktuję jako żart z twojej strony :) Rugby, krykiet – zgoda.

romulus

Dla uscislenia snooker to sport, który bywa ogladany w tv przez miliony ludzi. Sam oglądam. Żużel to taka piłka ręczna w Polsce. Małe ośrodki z klubami w lidze.

Jak co sobotnie przedpołudnie - Wiesław "Agent 711" Machniewicz

Jeśli snooker zaliczamy do sportów popularnych w Anglii, to nie ma powodu żeby nie przypisać go także do Polski. A żużel w Anglii naprawdę upada i mówię to jako fan speedwaya z Krakowa – tam zainteresowanie meczami z roku na rok jest coraz mniejsze, kluby upadają. W każdym razie w dalszym ciągu nie widzę, ąby Polska była jakimś wyjątkowym miejscem na ziemi jeśli chodzi o proporcje zainteresowania poszczególnymi sportami w stosunku do futbolu.

romulus

Oczywiście, że Polska nie jest pod żadnym względem wyjątkowa w tych sprawach. My mamy siatkówkę, UK ma rugby czy jakieś kolarstwo torowe (też bardzo popularne). Nic w tym dziwnego. Dziwny dopiero byłby fakt innego sportu nr 1 w obu krajach.

Fort Czerniakowski
Legia

Panie Smud, w Wielkiej Brytanii np. futbol gaelicki, rugby czy lokalne imprezy wszelakie. np gale bokserskie, Chorwacja, Serbia, Grecja inne to także piłka wodna. W Niemczech jeszcze hokej na trawie… jest tego trochę. Generalnie frekwencja na byle czym jest większa niż u nas

Jak co sobotnie przedpołudnie - Wiesław "Agent 711" Machniewicz

Jak dla mnie wychodzi na jedno – u nas nie niby nie ma boksu? Jakbyśmy mieli gale na najwyższym poziomie, takie jak są organizowane w O2 Arena, to też byłby komplet. Czy przypadkiem na tej śmiesznej gali MMA na Narodowym nie było kompletu?

Futbol gaelicki to akurat w Irlandii, a nie w Wielkiej Brytanii :) A Irlandia z kolei nie ma siatkówki, ręcznej ani żużla :)

Jeśli chodzi o kraje bałkańskie – nawet zakładając na potrzeby dyskusji, że water polo to poważny sport, to ciekaw jestem porównania sumarycznej frekwencji na bałkanskich meczach waterpolo, siatkówki i ręcznej oraz polskkich meczów siatkówki, ręcznej i żużla. I ciekawym, czy suma widowni na bałkańskich meczach wszystkich tych dyscyplin w jednej kolejce ligowej przynajmniej równałaby się liczbie widzów podczas jednego weekendu żużlowego na polskich stadionach.

kreve

Żużel to wybitnie „miejscowy” sport. Patrzysz na kilka miast to tam puszczają transmisje po pubach a w domach wszyscy się interesują, są tradycje, wszyscy tym żyją. Pojedziesz do dowolnego innego miasta, a wszyscy się dziwią o co w tym chodzi, często nikt nie wymieni nawet JEDNEGO znanego mu zawodnika żużlowego, najwyżej Golloba ktoś wspomni. Poza wspomnianymi przeze mnie miastami z klubami ekstraligi, nigdy nie widziałem w żadnym pubie transmisji z żużla, nigdy nie spotkałem osoby która wie cokolwiek o żużlu. Dlatego kibice z całej Polski i kibice z Torunia, Bydgoszczy, Gorzowa, Zielonej Góry itd. mają tak totalne inne spojrzenie na popularność dyscypliny.

Jak co sobotnie przedpołudnie - Wiesław "Agent 711" Machniewicz

Patrz pan, to tak samo jak z hokejem w Ameryce i Niemczech. Pytanie brzmi następująco – co z tego?

romulus

Jestem z białej części Łodzi i mocno interesuje się żużlem. Przepraszam za popsucie przedstawionego obrazu popularności dyscyplin sportu w Polsce. 😉

bnk

Zgadzam się. Raz byłem w Toruniu na wycieczce, akurat był mecz ich drużyny. Mocno zdziwiłem się że niemal w każdym pubie te mecze były oglądane.

Jędrek Lepper

Zapomniałeś jeszcze o czysto januszowych skokach narciarskich.

Momo1100

I znowu podniecanie się KSW…
I znowu również to gadanie że KSW to także widowiskowa oprawa która przyciąga ludzi co jest ZWYKŁĄ BREDNIĄ! Mało kogo interesuje ta oprawa, ludzi interesują wyłącznie walki Popka, Pudziana i teraz Stracha, sport liczy się dla małej garstki ludzi którzy chcieliby porządnych kart a nie mistrzów dżungli amazońskiej udających świetnych zawodników, zbyt dobrych na UFC, bo jeśli ktoś z tamtych rejonów naprawdę jest dobry to jest właśnie w UFC a nie leci do Polski na jedną walkę, bo więcej tych walk nie dostanie.
Redaktor Stanowski chyba zaczął trzymać z mitomanami z KSW którzy wmawiają że poziom ich zawodników jest równy poziomowi zawodników UFC, trochę jak propaganda firmy FM że ich kosmetyki są takie same jak nie lepsze od Diora, Chanela itd
Zresztą trudno KSW nazwać organizacją sportową skoro nie ma czegoś takiego jak DRABINKA do walki o pas no i gale są jak festyny trzy razy do roku, to ma być poważna organizacja? To zwykły cyrk dla Janusza który trzy-cztery razy w roku rusza w trasę.

miketyson
Wisła Kraków

o testach antydopingowych nie wspominając. Każdy tam może się koksować jak chce i i ile chce, a niektórzy zdychają po 3 rundach*5 minut.

Momo1100

O testach nie wspominałem bo to ogólnie domena Polskich sportów uderzanych że tych testów po prostu brak. A nie wierzę że ci wszyscy emeryci z gal Wojaka czy PBN jadą bez soku. A po ludziach z KSW widać że na soku jadą i to konkretnie, najlepiej to widać po Moksie czy Mańkowskim (który nawet swego czasu krytykował rygorystyczne testy w UFC a to też dużo znaczy. No i na KSW ludzie do samej klatki wychodzą wyglądając jakby byli świeżo na bombie, oczy wiele mówią, nikt nie wmówi mi że to dlatego bo nagle dostają strzały adrenaliny wychodząc do klatki, bo takich rozbieganych oczu jakoś w UFC czy Bellatorze nie widać u nikogo zaś u gwiazd KSW z Poznania te rozbiegane oczy to standard.

Ja, Felek

Zdjęcie profilowe ... Momo1100
KSW to ma „gale”, a nie zawody, więc słowo festyn rzeczywiście bardziej pasuje. Zresztą jak można nazwać nawalanki „galą”? Kabaret.
A brak drabinki to nie tylko problem KSW, ale wszystkich „profesjonalnych” sportów i lig. To właściwie nie są sporty, ale widowiska i ligi komercyjne.
To przyszło z USA. Wcześniej napisałem o tym:
W USA wszystko co nazywają „profesjonalne” (zawodowe) oznacza cyrk w mniejszym lub większym stopniu. Od totalnego cyrku jak „profesjonalne zapasy” do ustawek jak w „boksie zawodowym”. Mniejszy cyrk to ligi komercyjne (a nie sportowe) jak NBA.
Tam nawet doping jest tak powszechny, że aż widoczny gołym okiem.

Sport to liga, z której można spaść, i do której można się dostać dzięki wynikom sportowym (a nie dzięki kupnu miejsca w lidze). Tak samo to nie sport, co się dzieje w tych wszystkich sportach walki w USA (i stamtąd importowanych), gdzie pretendentów sobie po prostu zakulisowo dobierają.

kotkameleon

Jak chcę emocji to idę pod lokalne „alkohole 24h”. Zawsze się znajdzie jakiś k…wa problem.

Maxizer

Przedostatnie zdanie. A jeśli już koniecznie chce się to oglądać, to można wieczorem zawinąć w jakiś patologiczny zaułek. Tudzież okolice siłowni. Nawalanka wytatuowanych wulgarnych karków nie będzie raczej interesować rzesz. A jeśli tak się stanie, to chyba pora umierać…
Dziwne, że za promocję czegoś takiego biorą się porządni ludzie. Ale może zreflektują, widząc efekty…

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

Szamoobrona