Podbeskidzie walczy i liczy, Katowice składają broń, a Brzęczek pakuje walizki
Weszło

Podbeskidzie walczy i liczy, Katowice składają broń, a Brzęczek pakuje walizki

Jeśli Podbeskidzie na poważnie myśli o powrocie do elity po roku, dziś koniecznie musiało ograć Sandecję. Remis Góralom nie dawał właściwie nic – przy zwycięstwie zbliżyliby się do Zagłębia Sosnowiec na trzy punkty i awans byłby jeszcze matematycznie możliwy. Długo wydawało się jednak, że w tym meczu nic z tego nie będzie, że ekipa Kociana nie dokona cudu i pogrzebie swoje szanse na cokolwiek, ale futbol zaprezentował nam cholera-wie-który odcinek serialu, gdzie niczego nie można przesądzić przed ostatnim gwizdka sędziego.

Pewnie piłkarze Podbeskidzia sami nie będą potrafili odpowiedzieć na pytanie „jak?”, ale jakoś wcisnęli rywalowi bramkę w 93. minucie spotkania. Nie była to wyrafinowana akcja, gdzie gospodarze rozklepaliby obronę i walnęli na pustaka, ale to naprawdę nie ma znaczenia. Górale trafili z wątroby, ostatkiem sił – poszła wrzutka w pole karne, o piłkę powalczył Demjan, ta spadła w okolice Lewickiego i wprowadzony przed kwadransem napastnik zmieścił ją do siatki.

Euforia. Wśród piłkarzy, wśród kibiców. Po pierwsze – bo ta wygrana przedłuża nadzieje, a po drugie – bo wiele na nią nie wskazywało.

Może Podbeskidzie nie grało źle, ale na pewno nie tak, by ktoś niezaznajomiony w temacie mógł śmiało powiedzieć, że ekipa w białych koszulkach bierze udział w walce o awans. Za dużo było momentów przestoju, błędów i niedokładności. Niby Górale atakowali, ale czasem wyglądało to bardziej komicznie niż groźnie, mamy tu na myśli „strzał” Piacka, który po wrzutce zamiast – jak na piłkarza przystało – przyłożyć głowę czy walnąć z woleja, uderzył… kolanem. Rzut wolny z dobrej odległości, bo z 20 metrów? Sierpina prosto w mur. Ale tego piłkarza i tak trzeba pochwalić, ponieważ wyróżniał się wśród gospodarzy, raz ładnie zszedł do środka, jednak jego uderzenie wyjął Gliwa, a raz nawet Sierpina trafił do bramki, tyle że sędzia gola nie uznał. Powodem był Demjan i fakt, że zdaniem arbitra przy dośrodkowaniu faulował rywala.

Gospodarze prawidłowej bramki się jednak doczekali, w polu karnym ręką zagrywał Szufryn i Podbeskidzie dostało jedenastkę, a tę pewnie wykorzystał Podgórski.

Było to jednak trafienie dopiero wyrównujące – Podbeskidzie przegrywało 0:1, co już w ogóle uznano by w Bielsku za katastrofę. Lecz, tak jak wspominaliśmy, gospodarze nie mogliby mieć większych pretensji za powtórzenie tytułu z książki Bahdaja, bo do przeciętnej gry w ofensywie dołożyli niezdarność w obronie. Niezdarność, a może niechlujność, którą widać było przy bramce dla Sandecji. Piszczek dostał masę miejsca w okolicach pola karnego Podbeskidzia, więc podał do Danka. Danek też nie narzekał na komfort pracy, mógł spokojnie rozłożyć ręce i zrobić „wiatrak”, ale po prostu strzelił z linii szesnastki bardzo celnie, w boczną siatkę bramki, ale od właściwej strony i Leszczyński nie miał szans. To miłe, Górale doceniają awans Sandecji, jednak trochę przesadzili w tym przyjęciu rywala po królewsku.

W każdym razie, po wyrównaniu mecz nieco siadł, obie drużyny jakby bały się zaryzykować i iść po całą pulę – Sandecję można zrozumieć, nie musiała tego robić, Podbeskidzia już kompletnie nie. Jednak to wyczekiwanie, choć bardzo ryzykowne, jakoś się opłaciło i ekipę Kociana wciąż możemy zobaczyć w sezonie 17/18 na poziomie ekstraklasy. Ale do tego musiałoby zaistnieć jeszcze wiele niezbyt prawdopodobnych zdarzeń.

Podbeskidzie Bielsko-Biała – Sandecja Nowy Sącz 2:1

Podgórski 44′ Lewicki 90+3′ – Danek 26′

czerwona kartka – Kuban 89′

***

Niesamowicie frajerski dzień mają za sobą piłkarze GKS-u Katowice, którzy zaprzepaścili szanse na awans do Ekstraklasy, jakoś tak 85. raz z rzędu. Wygrywać po kwadransie 2:0 z najgorszą drużyną w lidze i przegrać? Wstyd, kompromitacja, hańba i tak dalej. Trzeci kolejny przegrany mecz spowodował, że do dymisji podał się trener Jerzy Brzęczek.

GKS Katowice – MKS Kluczbork 2:3 (2:1)

1:0 Prokić 12′
2:0 Jóźwiak 17′
2:1 Kubiak 39′
2:2 Orłowicz 48′
2:3 Swędrowski 90+4′

***

Miedź Legnica – GKS Tychy 3:2 (1:1)

0:1 Świerczok 20′
1:1 Vojtus 37′
2:1 Garguła 55′
2:2 Grzeszczyk 57′
3:2 Vojtus 6:7

Tak wygląda na tę chwilę tabela pierwszej ligi (za 90minut.pl):

tabeeeel

Fot. FotoPyk