Liga Europy w środę? Jeśli tak to ma wyglądać, zapraszamy!
Weszło

Liga Europy w środę? Jeśli tak to ma wyglądać, zapraszamy!

Nie przywykliśmy do tego, by Ligę Europy oglądać w środę – ten dzień niejako zarezerwowany jest dla piłkarskiej elity, walczącej ze sobą od 20:45. Skoro więc przez napięty harmonogram w Holandii – jutro mają tam święto – drugoligowe rozgrywki europejskie przeniosły się na ten futbolowo ważny termin, to każdy z widzów chciał, by piłkarze poziomem podciągnęli się pod Ligę Mistrzów. I wiecie co? Gdyby zapomnieć, kto tu dzisiaj grał i dlaczego, śmiało można by założyć, że przed spotkaniem poleciała „kaszanka” – dostaliśmy bowiem naprawdę solidne widowisko. Szkoda tylko, że bez Macieja Rybusa, którego zabrakło dziś w kadrze.

Choć 4:1 dla Ajaksu wskazuje na zdecydowaną dominację gospodarzy, to nie do końca tak, Olympique Lyon choć dostał po dupie, nie był tylko tłem. Miał swoje okazje, ba, stworzył nawet pierwszą w meczu – gdy Cornet nabił Onanę – ale właśnie, był bardzo nieskuteczny. Przyjezdni z Francji nie bardzo potrafili rozwiązać zagadkę pod tytułem „jak pokonać bramkarza?”, bo ten bronił świetnie, Fekir i Valbuena mogli tylko kręcić głową gdy widzieli, jak Onana lata w bramce. OL mogło z Amsterdamu wywieźć choć jedną bramkę więcej, ale ostatecznie stanęło tylko na tym rodzynku, gdy przy technicznym uderzeniu Valbueny Onana akurat nie miał już nic do powiedzenia.

Lecz skoro piszemy, że OL stać było na dwie bramki, to by być uczciwym trzeba dodać, że z kolei Ajax był w stanie strzelić nawet siedem. Coś się jednak w tej maszynie zacięło po golu na 4:1, piłkarze Bosza zaczęli pudłować na potęgę, bywało że nawet przy opuszczonym przez Lopesa posterunku piłka nie wpadała na siatki. W nieskuteczności brylował Ziyech, który choć zaliczył aż trzy ostatnie podania, sam do bramki trafić nie mógł.

Lecz 4:1 to i tak kozacki wynik, a Ajax zdecydowanie na niego zasłużył. Świetnie wyglądał Dolberg, który w meczu z Legią irytował swoich fanów, a tutaj był silny i szybki. Ziyech i Younes robili wiatr na skrzydle, De Ligt trzymał obronę w ryzach jak 30-letni wyjadacz, nie zaś 17-letni, wciąż nieopierzony zawodnik. Wspomniany już Onana był prawdziwą ostoją w bramce. No, naprawdę dobrze się to oglądało i w sumie dość zabawnie – gdy Legia wylosowała Ajax każdy myślał, że to jest spokojnie do zrobienia, tymczasem Holendrzy nie tylko wyrzucili warszawian za burtę, a jeszcze są krok od finału.

Do pewnego momentu wykorzystywali dziś wręcz każdy błąd francuskiego zespołu. Zwróćcie uwagę na drugą bramkę – jeden głupi błąd, niezbyt dokładne wybicie i Ajax był w szesnastce rywala, konkretnie Dolberg, który uderzył mocno i celnie. Poza tym Holendrzy trafiali po wrzutkach – z rzutu wolnego i z gry – oraz po idealnym prostopadłym podaniu, które na gola, ledwo, bo ledwo, ale zamienił Younes. Pełen repertuar.

Trudno będzie ekipie Bruno Genesio to odkręcić, strzelić trzy gole – jeszcze to widzimy, mimo genialnego Onany – ale jednocześnie nie stracić żadnej? Oj, przy takiej ofensywnej maszynie Ajaksu może być trudno.

Ajax – Olympique Lyon 4:1

Traore 25′ 71′ Dolberg 34′ Younes 49′ – Valbuena 66′