post Avatar

Opublikowane 30.04.2017 11:47 przez

Kamil Gapinski

Obwołany kiedyś najsłynniejszym oszustem w historii igrzysk olimpijskich Ben Johnson być może z pewną satysfakcją obserwował niedawne rozgrzebywanie afery dopingowej w Rosji. W końcu całe życie głosi, że szprycowała się większość lekkoatletów, a on nigdy nie był wyjątkiem i nie zasłużył na wieczne potępienie. Do dziś zresztą przekonuje, że podczas igrzysk w Seulu w 1988 r. był akurat czysty, a dopingowy skandal, przez który stracił złoty medal i rekord świata na 100 metrów, był efektem wymierzonego w niego spisku. I tej historii będziemy pewnie słuchać aż do jego ostatnich dni. „Big Ben” to dziś 56-letni pan przestrzegający młodych przed niedozwolonym wspomaganiem, ale żyjący na uboczu, już bez wysokich kontraktów reklamowych oraz drogich samochodów, które tak kochał. Jedno tylko się nie zmienia. Ciągłe pytanie: „Why, Ben?”.

***

350 dolarów – tyle Ben Johnson życzy sobie za sesję treningową, jeśli jego rad będzie chciał wysłuchać profesjonalny zawodnik. Słynny Kanadyjczyk jamajskiego pochodzenia proponuje w tej cenie – jak pisze w swojej ofercie – wieloletnie doświadczenie i unikalną wiedzę. Jest przecież nie tylko byłym najszybszym człowiekiem na świecie, ale też jednym z czołowych ekspertów w dziedzinie sportu. A że lubi się dzielić wiedzą, to do współpracy zaprasza nie tylko zawodowych lekkoatletów, ale też młodzież, hokeistów, baseballistów i piłkarzy. Słowem, Ben doprowadzi Cię do sukcesu.

Jedna ze sportowych legend – nie tylko lat. 80 – mieszka dziś na przedmieściach Toronto. Oprócz spędzania czasu z rodziną i trenowania, zajmował się też drobnym biznesem, konkretnie sprzedażą wysyłkową przez internet. Jeszcze w połowie ubiegłego roku zastanawiał się również nad rozkręceniem kolejnego interesu, tym razem chodziło mu po głowie stworzenie linii odzieży sportowej sygnowanej jego nazwiskiem. Trzeba przecież za coś żyć.

A w międzyczasie wciąż się wybiela. – Ciężko trenowałem przez jedenaście lat, zarobiłem miliony, straciłem miliony, straciłem złoty medal, ale wciąż jestem Ben. To nie zmieniło tego, kim jestem. Ludzie często podchodzą do mnie i pytają: „Co naprawdę wydarzyło się w Seulu?” albo „Czy wszystko w porządku?”. W porządku, ale w Seulu miałem pozytywny test, chociaż taka dawka sterydów zabiłaby konia. Igrzyska to wielki biznes. Ludzie u władzy zorganizowali kogoś, kto majstrował przy tym, co piłem. Nie chcieli żebym wygrał – czytamy na jego stronie.

***

A jeszcze w 1987 r. był na sportowym dachu świata. Lekkoatletykę nakręcała jego wielka rywalizacja z Amerykaninem Carlem Lewisem, a wtedy już to Johnson częściej wychodził z niej zwycięsko. Podczas MŚ w Rzymie nie tylko zdobył złoto pokonując go w finale, ale z czasem 9,83 s. ustanowił nowy, kapitalny rekord świata. Forsa od sponsorów i organizatorów mitingów płynęła do niego strumieniami. Organizatorzy zawodów byli gotowi wyłożyć na stół nawet 500 tys. dolarów dla Johnsona i Lewisa, gdyby tylko ci zechcieli wystartować w tym samym mitingu. Wychodziło więc po 25 tys. dolarów za sekundę biegu „na głowę”. Johnson zarabiał zresztą nie tylko na sporcie. Któregoś razu tylko za przecięcie wstęgi podczas otwarcia jednego z hipermarketów w Toronto zgarnął 60 tys. 

Uwielbiał wydawać. Najbardziej na samochody. 108 tys. wyłożył na Porsche, a 257 tys. na Ferrari Testarossa. Obowiązkowo z tablicą rejestracyjną BEN 9.83. Z Ferrari wiąże się zresztą całkiem ciekawa historia. Po wygraniu mistrzostwa świata Johnson spotkał się niedaleko Mediolanu ze słynnym Enzo Ferrarim, założycielem koncernu. Sprinter wbił swoje oczy właśnie w czarne Ferrari Testarossa. I chociaż był to wtedy akurat tylko jeden z trzech takich egzemplarzy na świecie, to Włoch zapewnił, że za jakiś czas może mu dostarczyć jeden do Toronto. Samochód dotarł tam jednak dopiero tuż przed wyjazdem Johnsona do Seulu. Gwiazdor sprintu nie miał czasu się więc nim nacieszyć…

Finał igrzysk w Seulu miał być wielkim rewanżem nie tylko za mistrzostwa świata w Rzymie, ale też za igrzyska w Los Angeles, gdzie złoto zgarnął Lewis, a Johnson był trzeci. Rywalizację jeszcze bardziej podkręcał fakt, że obaj wzajemnie się nie znosili. Jeden nie mógł patrzeć na drugiego. Nawet nie podawali sobie rąk (później, tuż po finale w Seulu Lewis uścisnął dłoń Johnsona gratulując mu wygranej, ale ewidentnie wymusił to łapiąc go za ramię).

– Takiej rywalizacji i takiego konfliktu nie było nigdy wcześniej, ani nigdy później. Z mojej perspektywy, więcej zawiści było chyba po stronie Johnsona, który chciał zrzucić wielkiego rywala z tronu. Dochodziło do tego, że oni praktycznie w ogóle ze sobą nie biegali na żadnych zawodach poza mistrzowskimi. A jak już się gdzieś spotykali, to nie rozmawiali ze sobą, nawet nie patrzyli na siebie – opowiada Weszło Marian Woronin, rekordzista Polski na 100 metrów, który miał okazję zmierzyć się z nimi w jednym biegu podczas mitingu w Kolonii w 1985 r. Wtedy to Polak był pierwszy, Lewis drugi, a Johnson trzeci. – I wtedy w Kolonii też robili wszystko, żeby tylko nie mieć ze sobą do czynienia. Dodatkowo warczały na siebie jeszcze ich ekipy. Sam z Johnsonem nigdy nie rozmawiałem. A Lewis był całkiem sympatyczny, zawsze podszedł na zawodach, podał rękę, pogadał chwilę. Aczkolwiek on też miał swoje fochy, bo na przykład kiedy jeździliśmy na mityngi, to nigdy nie mieszkał tam, gdzie wszyscy sportowcy. Zawsze miał swój hotel, do którego woziła go limuzyna.

„Rekord przetrwa może i 100 lat”

Finał 100 metrów – nazwany później „najbrudniejszym biegiem w historii” – odbył się 24 września 1988 r. Reakcja startowa Johnsona to była eksplozja. Prowadził przez większość dystansu, a na ostatnich metrach miał już taką przewagę nad drugim Lewisem, że celebrował wygraną jeszcze przed metą unosząc prawą rękę do góry. 9,79 s. – nowy rekord świata. Gdyby nie cudował tuż przed metą, wynik mógłby być nawet minimalnie lepszy. Oprócz niego poniżej dziesięciu sekund zeszli wtedy jeszcze Lewis, Linford Christie i Calvin Smith. Jeszcze wtedy, na gorąco, dziennikarze nazwali ten bieg najszybszym w historii.

Kiedy Johnson już po wszystkim z flagą zaliczał rundę honorową po stadionie, Lewis stanął przed kamerami telewizji NBC. Sprawiał wrażenie zszokowanego nie tyle przegraną – w końcu wyprzedził go mimo wszystko aktualny rekordzista i mistrz świata – co rozmiarami straty na mecie. – To nie był mój najlepszy bieg tutaj. Mogę tylko powiedzieć, że ostatniej nocy rozmawiałem z moją matką i powiedziała mi, że śnił się jej mój ojciec, który powiedział „Wszystko ze mną w porządku”. Dałem dziś z siebie wszystko – mówił Lewis nawiązując do śmierci ojca, który zmarł rok wcześniej. Sprinter pochował go razem ze złotym medalem z Los Angeles obiecując, że w Seulu też wygra.   

Chciałbym powiedzieć, że nazywam się Benjamin Sinclair Johnson Jr, a ten rekord przetrwa 50 lat, a może i 100. Złoty medal to coś, czego nikt już mi nie odbierze – mówił z kolei po biegu „Big Ben”.     

Nosił się tak przez trzy dni i wtedy wybuchła kolejna eksplozja. Tym razem atomowa – komisja antydopingowa poinformowała, że wykryto u niego steryd anaboliczny stanozolol. Kanadyjczyk, który był przez chwilę najsłynniejszych sportowcem świata, spadł do piekła. Stracił medal i rekord świata stając się sportowym przestępcą, gangsterem bieżni. W momencie, kiedy dowiedział się o wpadce, zajadał się ponoć tortem.     

18191275_1385668634812633_340628168_n

18217077_1385668671479296_1921366320_n

W obliczu wpadki Johnsona złoty medal przyznano ostatecznie Lewisowi, srebrny Linfordowi Christie, a brązowy Calvinowi Smithowi. Ale dwaj pierwsi też nie byli święci. Po latach okazało się, że również byli rozsmakowani w koksie, chociaż oni ostatecznie medali nie stracili. Sprawa Lewisa wypłynęła na przykład dopiero w 2003 r. Okazało się, że miał trzy pozytywne wyniki testów przed startem w Seulu. Jakim cudem wystartował więc w igrzyskach? Skutecznie bronił się, że wszystko przez leki na przeziębienie. I sprawa się rozmyła, przetrwał. Czyli teoretycznie, mistrzem olimpijskim powinien zostać w Seulu Smith, któremu nigdy nic nie udowodniono. 

Najbardziej oberwało się jednak Johnsonowi, bo upolowano przecież mistrza olimpijskiego. Nic dziwnego, że przez wiele miesięcy był on bohaterem ponurego spektaklu. Jego przesłuchania przed specjalną komisją transmitowane były na żywo w telewizji, stał się publicznym wrogiem numer jeden. Plątał się w zeznaniach, aż w końcu przyznał się do dopingu. Chociaż zarzekał się, że przestał się szprycować sześć tygodni przed igrzyskami. Przekonywał, że na pamiętną kontrolę w Korei szedł na pewniaka. Czuł się czysty. A obecność stanozololu tłumaczył spiskiem: ktoś dosypał mu środka do piwa (sugerował, że mógł być w to umoczony ktoś z teamu Lewisa). Nikt jednak nie mógł w to uwierzyć, nie znaleziono żadnych dowodów potwierdzających jego wersję, dlatego ostatecznie anulowano jego wszystkie wyniki od 1987 r. Stracił więc nie tylko olimpijskie złoto, ale też mistrzostwo świata.

Wśród całych tabunów powoływanych świadków, był też jego wieloletni trener Charlie Francis (to on namówił młodziutkiego Bena do brania). Szkoleniowiec przyznał, że jego podopieczny przyjmował środki dopingujące od 1981 r., chociaż aż do śmierci zapewniał, że stanozololu przed igrzyskami w Seulu w dopingowym menu nie było. On i Johnson tłumaczyli swoją praktykę tym, że brali wszyscy. Jak miał powiedzieć kiedyś Francis, nie mógł pozwolić, aby jego zawodnik rywalizował z innymi ze stratą metra już na starcie. Wyznawał prostą zasadę: skoro wszyscy tak robią, nie jest to oszustwo. Trudno nie wspomnieć też o polskim śladzie. Zastrzyki miał serwować Johnsonowi Waldemar Matuszewski, masażysta polskiego pochodzenia.

Tym samym Ben Johnson stał się symbolem dopingowej epoki.

„I Cheetah all the time”

Po kilkuletniej dyskwalifikacji wrócił na bieżnię w 1991 r. Witały go tłumy kibiców. Nie dał rady jednak zakwalifikować się na mistrzostwa świata w Tokio, a rok później dobiegł tylko do półfinału „setki” podczas igrzysk w Barcelonie. W 1993 r. wygrał zawody w Grenoble na 50 metrów, ale znów wpadł. Tym razem na testosteronie. Wtedy został już zdyskwalifikowany dożywotnio. 

Potem jego życie było już istnym cyrkiem. Odcinając kupony od dawnej sławy dorabiał sobie jeszcze m.in. jako trener pomagający w powrocie do sportu Diego Maradonie, był też nawet osobistym szkoleniowcem marzącego o wielkiej karierze piłkarza Al-Saadiego Kadafiego, syna dyktatora Libii Muammara Kadafiego. Co ciekawe, Al-Saadi został ostatecznie zdyskwalifikowany za… doping. Johnson chwytał się wszystkiego. Wystąpił nawet w kuriozalnej reklamie napoju energetycznego o przewrotnej nazwie „Cheetah Power”, która jak łatwo zauważyć, nawiązywała do słowa „cheat”, czyli „oszukiwać”. W reklamie pada pytanie: „Ben, when you run, do you Cheetah?”. Na co były sportowiec, ze swoją drewnianą grą aktorską, odpowiada: „Absolutely. I Cheetah all the time”. To trzeba zresztą zobaczyć.

W pewnym momencie stał się nawet twarzą kampanii antydopingowej jeżdżąc po świecie głosząc mądrości, że doping to zło. To miało być odkupienie win. Jak wyjaśniał zrobił to, bo wnuczka zaczęła zadawać pytania o jego przeszłość. Jednym z elementów kampanii był też jego powrót na stadion w Seulu we wrześniu 2013 r. z okazji 25. rocznicy słynnego biegu. Symbolicznie przeszedł wtedy po swoim szósty torze. 

W międzyczasie wydał również książkę „Seoul to Soul”, w której wciąż lansował teorie spiskowe z igrzysk przypominając również, że w lekkiej atletyce brali prawe wszyscy, dlatego żeby miał szansę wygrywać, po prostu musiał chwytać za strzykawkę. Publikacja miała wstrząsnąć sportowym światem, ale tak się nie stało. Ale Ben wciąż ma swoje zdanie: – Wszyscy oszukują. Bo kto nie oszukuje w życiu? Ludzie oszukują z podatkami, ze wszystkim. Dlaczego więc też nie Ben Johnson? Nie byłem jedynym na tym świecie.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

*Korzystałem z książki „The Dirtiest Race in History” Richarda Moore’a i archiwalnych materiałów m.in. „Guardiana”, „Reutersa”, „BBC” i „Daily Mail”. 

   

Opublikowane 30.04.2017 11:47 przez

Kamil Gapinski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 6
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Fort Czerniakowski
Fort Czerniakowski

„…o przewrotnej nazwie „Cheetah Power”, która jak łatwo zauważyć, nawiązywała do słowa „cheat”, czyli „oszukiwać”..” – łatwo również zauważyć, że to słowo to przede wszystkim Gepard, najszybsze zwierzę na świecie i to pewnie miał Johnson na myśli, mówiąc, że jest nim cały czas. Cała reszta to tylko wasza interpretacja

Miszcz Joda
Miszcz Joda

Jak to czemu nie capnęli Lewisa? Przecież był z nietykalnej Hameryki. Koksowali i koksują wszyscy. W USA wszystkie zawodowe ligii jadą na szprycy.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

OtylyKibol
OtylyKibol

a może wspomnimy słynny drim tim? i zakaz testów dopingowych dla członów tej drużyny???? przypomnę – Barcelona 1992…. tylko ich nie badano…. choć pewnie i na czysto ograliby wszystkich, ale…

Cypis76
Cypis76

Chyba Ty…

Weszło
04.06.2020

Sztuka dobijania krzywych gwoździ

Bardzo długo ten mecz układał się zgodnie ze scenariuszem znanym z pewnej popularnej gry komputerowej. GKS Tychy strzelał w poprzeczkę. Strzelał tuż ponad nią. Strzelał obok słupka, strzelał w mur złożony z obrońców. Wymieniał setki podań dosłownie na szesnastym metrze od bramki Zagłębia Sosnowiec, czarował sztuczkami technicznymi, chętnie wchodził w udane dryblingi. Ale przegrywał 0:1, […]
04.06.2020
Weszło
04.06.2020

Podobno w Radomiu był dziś jakiś mecz…

Radomiak i Odra podpisały chyba jakiś pakt. Jesienią, gdy radomianie pojechali do Opola, zależało im tylko i wyłącznie na tym, żeby nie przegrać. Efekt? Typowe 0:0 po bezbarwnym. Teraz, gdy Odra wpadła do Radomia, także zależało jej na tym, żeby wywieźć choćby jeden punkt. I co? Typowe 0:0 po bezbarwnym. Nawet gdyby kibice mogliby dziś […]
04.06.2020
Weszło
04.06.2020

Bez Brożka do końca sezonu. Jak zła to wiadomość dla Wisły?

Między 16 sierpnia, a 22 września, na przestrzeni pięciu tygodni, Paweł Brożek strzelił siedem bramek w pięciu kolejkach. Tak, mówimy o tym sezonie, nie o czasach, gdy sięgał po koronę króla strzelców i mówiło się, że hitowy transfer tuż tuż. A i berło pierwszego snajpera w kadrze musi przejść w jego posiadanie. Nie ważne co […]
04.06.2020
Anglia
04.06.2020

Anglicy korzystają z otwartej furtki – pięć zmian w Premier League

Jak od pewnego czasu wiadomo, 17 czerwca powrócą na boisko piłkarze prawdopodobnie najlepszej, a już na pewno najbogatszej ligi Europy – angielskiej Premier League. Aston Villa podejmie Sheffield United, a Manchester City zmierzy się z Arsenalem. Naturalnie wznowienie rozgrywek będzie się wiązało z całą masą organizacyjnych zmian. Obostrzeń, regulacji, zakazów i nakazów. Protokół bezpieczeństwa musi […]
04.06.2020
Weszło
04.06.2020

Miliarder przejmuje Motor Lublin. Plany? Nowa akademia i pierwsza liga w rok

Ile razy zastanawialiśmy się, dlaczego najbogatsi Polacy nie inwestują w kluby piłkarskie? Jak często kibice marzyli o tym, żeby lokalny biznesmen, który dotarł na szczyt, wprowadził na niego również ich klub? Takie pytania na pewno stawiali sobie także fani z Lublina, bo polska wschodnia od lat pozostawała futbolową pustynią. Jedno z największych miast Lubelszczyzny piłkę […]
04.06.2020
Blogi i felietony
04.06.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Jest wiedzą powszechną i oczywistą, że Jerzy Pilch kochał Cracovię i futbol. Niedoceniane pozostaje jednak, jak mocno Jerzy Pilch futbolem każdego dnia oddychał, jak był nim przeżarty. To nie był pan pisarz, który czasem, pomiędzy lekturą Płatonowa i Schulza, pomiędzy trzaśnięciem zjadliwego felietonu, a machnięciem powieści bestsellerowej, dla fanaberii schodził na ziemski padół obejrzeć spotkanie […]
04.06.2020
Weszło
04.06.2020

Kosecki: „Kwintesencją polskiej głupoty były lata korupcyjne”

– W Hiszpanii nikogo nie obchodziło to, czy wbijesz lampkę, czy dwie lampki, czy butelkę. Twoja sprawa. Możesz wyjść i grać. Romario, który grał w Barcelonie, mieszkał w hotelu, w którym na ostatnim piętrze była dyskoteka. Dzień przed meczem niejednokrotnie bawił się i tańczył. Brazylijska mentalność. Mówi się o tym, że były balangi i picia […]
04.06.2020
Weszło
04.06.2020

Nagroda za awans? Zwolnienie! Tak się to robi w Ostródzie

Jeszcze nie opadł kurz po decyzji Warmińsko-Mazurskiego Związku Piłki Nożnej, na podstawie której Sokół Ostróda awansował do drugiej ligi. Jeszcze Legia Warszawa stara się wojować w sprawie swoich rezerw w Komisji ds. Nagłych PZPN-u. Tymczasem pierwszy z wymienionych klubów… zwolnił trenera. Tak, tego, który przed chwilą wywalczył promocję ligę wyżej.  Myśleliśmy, że w temacie zwalniania […]
04.06.2020
Bukmacherka
04.06.2020

Zagłębie zdobędzie Tychy? Obstaw hit pierwszej ligi w Totolotku!

Sąsiedzkie starcia zawsze budzą wiele emocji. Zwłaszcza, gdy naprzeciw siebie stają dwie drużyny, które ostatnio przeszły spore zmiany. GKS Tychy i Zagłębie Sosnowiec to nie tylko mecz dwóch zespołów aspirujących do gry o awans. To także starcie dwóch trenerów, którzy stanęli przed wyzwaniem „posprzątania” po swoich poprzednikach. Dzisiejszy hit pierwszej ligi typujemy w Totolotku! GKS […]
04.06.2020
Weszło
04.06.2020

Śmiały ruch Lecha Poznań – w przyszłym sezonie spróbuje grać z bramkarzem

Musimy przyznać, że początkowo imponowała nam ta odważna strategia Lecha Poznań. Jako pierwszy klub w Polsce, być może pierwszy na świecie, Kolejorz zdecydował się, by zamiast bramkarza wstawić między słupki jedenastego piłkarza z pola. I tak znalazł się w tym miejscu Mickey van der Hart, Holender, znany przede wszystkim ze swojej kapitalnej gry nogami. Niestety, […]
04.06.2020
Niemcy
04.06.2020

Afera fryzjerska w Dortmundzie. Piłkarze Borussii na cenzurowanym po złamaniu zaleceń

Jak nauczył nas przykład Heiko Herrlicha, szkoleniowca Augsburga, powody do złamania obostrzeń towarzyszących wznowionym rozgrywkom ligowym mogą być naprawdę idiotyczne. Herrlich postanowił złamać zasady i opuścić hotel, żeby zaopatrzyć się w pastę do zębów i słynny już krem nawilżający. Teraz nawywijali natomiast piłkarze Borussii Dortmund. Jak donosi BILD, kilku zawodników BVB ma obecnie spore kłopoty […]
04.06.2020
Weszło
04.06.2020

Nawotka: „Nawet w juniorach w meczach Legii z Lechem chcieliśmy się pozabijać”

Tomasz Nawotka od lat jest piłkarzem Legii Warszawa na… wypożyczeniu do Zagłębia Sosnowiec. Z warszawską drużyną grał w młodzieżowej Lidze Mistrzów i ośmieszył Lucę Zidane’a. Z sosnowiczanami najpierw awansował do Ekstraklasy, a potem z niej spadł. Nam opowiada o swoim debiucie w seniorskiej piłce w wieku 16 lat, czy o pobycie w Warszawie. Jak do […]
04.06.2020
Weszło
04.06.2020

Quiz piłkarski: wyjadacze z pierwszej ligi

Przedwczoraj do gry wróciło zaplecze Ekstraklasy, dziś czeka nas dokończenie 23. kolejki tych wspaniałych rozgrywek. Jeśli od czasu do czasu lubicie rzucić na nie okiem, to pewnie poradzicie sobie z naszym kolejnym piłkarskim quizem, w którym waszym zadaniem jest wymienienie najbardziej doświadczonych pierwszoligowców. Konkretnie tych, którzy nastukali największą liczbę występów w Ekstraklasie.  W ramach podpowiedzi macie […]
04.06.2020
Bukmacherka
04.06.2020

Matchday Boost na Radomiaka w BETFAN – kurs 2.50!

Choć pierwszą ligę będziemy oglądać w tym tygodniu ciągiem, dziś zakończy się pierwsza kolejka po restarcie rozgrywek. Jednymi z ostatnich, którzy powalczą w niej o punkty, są piłkarze Radomiaka. W Radomiu zmierzą się oni z walczącą o utrzymanie Odrą Opole. Będzie się działo? Z pewnością, dlatego typujemy ten mecz u legalnego bukmachera BETFAN! Radomiak Radom […]
04.06.2020
Weszło
04.06.2020

Brosz: „Robimy wszystko, żeby Górnik znów grał o najwyższe cele”

– Każdy dzień to jest dla nas szansa czegoś nowego i ciekawszego. Sport jest piękny. Rywalizacja jest piękna. Wstając rano ma się kolejne rzeczy do zrealizowania i pasja jest taka sama, jaka była na początku, a może i nawet większa. I to jest fajne. Ostatni czas pokazał nam, że musimy doceniać i szanować nasze dokonania. […]
04.06.2020
Weszło
04.06.2020

Bielik: „Przeżyłem trudny czas. Po kontuzji odłączyłem się od świata”

– Przeżyłem bardzo trudny czas. Kiedy doznałem kontuzji, dostałem mnóstwo wiadomości od ludzi, którzy pisali, że są ze mną, kibicują mi i wierzą, że wrócę silniejszy. Ale kiedy zawodnikowi puszczają więzadła krzyżowe, nawet takie sympatyczne słowa nie są w stanie podnieść na duchu. Nie odpisywałem na nie. Odłączyłem się od świata – opowiada na łamach […]
04.06.2020
Inne sporty
03.06.2020

Wraca NBA! Kluby dogadują ostatnie detale

Jeśli z niecierpliwością oczekiwaliście powrotu najlepszej ligi świata, to mamy dla was świetną oraz… gorszą, choć niezbyt zaskakującą wiadomość. Zacznijmy od najważniejszego: NBA jest na najlepszej drodze do wznowienia sezonu, zespoły będą grać w kompleksie Disneylandu. Ale niestety, jak donosi Adrian Wojnarowski z ESPN, planowy termin powrotu to dopiero 31 lipca. Do tego na trybunach […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Zmienia się stadion, zmienia się mecz. Tylko poziom sędziowania nieszczególnie

Dopiero pisaliśmy o marnym sędziowaniu w starciu GKS-u Jastrzębie z Wartą Poznań. Łudziliśmy się, że może w Grudziądzu będzie z tym lepiej. Że dwóm zespołom naprawdę potrafiącym pograć piłką arbiter nie przeszkodzi. Nasze niedoczekanie. Pan Wojciech Krztoń dał się nabrać w sytuacji absolutnie newralgicznej dla przebiegu spotkania i to boli jeszcze bardziej. Mecz wciąż był na styku, […]
03.06.2020