Advertisement

Image and video hosting by TinyPic
Michał Kucharczyk – nieoczywisty bohater z krwi i kości
Blogi i felietony

Michał Kucharczyk – nieoczywisty bohater z krwi i kości

Nie ma chyba drugiego takiego piłkarza w polskiej lidze, który budziłby równie skrajne emocje, co Michał Kucharczyk. Z jednej strony facet jest wyśmiewany, bo techniką na pewno nie grzeszy, piłka potrafi się od niego odbić w najmniej spodziewanym momencie, w najmniej spodziewanym kierunku. Jednak z drugiej, z jakiegoś powodu przez tyle lat w Legii się utrzymuje. Ma bowiem także inną, lepszą twarz, którą potrafi pokazać w ważnych dla zespołu momentach. I na szczęście warszawiaków, ten dobry Kuchy wczoraj wieczorem był akurat w Gdańsku.

Nie ma co ukrywać, że przed pojawieniem się Kucharczyka na boisku nie szło gościom z Lechią za dobrze – Wojskowi już byli na debecie, wracały koszmary znad gdańskiego morza, kiedy grająca tam Legia często przegrywała. Dość przypomnieć sezon 11/12, gdy Jakub Wilk uderzając z wolnego dał utrzymanie Lechii, a warszawiakom zabrał mistrzostwo. W każdym razie, do 56. minuty legionistom było trudno i właśnie wtedy pojawił się Kucharczyk. Dwie minuty potrzebował, by doprowadzić do wyrównania, a kilka minut przed końcem pognębił gospodarzy. Żarty z tej bramki dobrze zresztą pokazują, jak piłkarz bywa odbierany – nietrudno spotkać w internecie kąśliwe opinie, że Maloca podał rywalowi, nie bojąc się z jego strony zagrożenia.

Kucharczyk jest bowiem bohaterem nieoczywistym, a może raczej przyziemnym, z krwi i kości, bo jego upadki oglądamy tak samo często jak i wzloty. Pamiętamy przecież wszyscy najbardziej charakterystyczne sceny: kopnięcie w maliny z Ajaksem, pudło na pustą przeciwko Wiśle czy nawet ten nieszczęsny wywiad, po którym Kucharczyk na zawsze będzie łączony ze słówkiem „fatalny”.

By zrozumieć fenomen tego zawodnika, warto zwrócić uwagę na moment, kiedy zaczął przebijać się w Legii, czyli sezon 10/11, po przeprowadzce ze Świtu. Stołeczni wchodzili w nową erę. Andrzej Strejlau był głaskany po głowie i zajadał się truskawkami, zachwalając w spocie reklamowym nowy stadion. Do stolicy zjeżdżali piłkarze, którzy mieli ligę roznieść i dać klubowi mistrzostwo. Vrdoljak, Kneżević, Antolović, Mezenga czy Manu, o którym mówiono, że patrząc na jego grę ludzie będą wstawać z miejsc. I rzeczywiście wstawali, ale głównie zniesmaczeni, więc na tej pace naznaczonej ogromnymi oczekiwaniami wybił się właśnie Kucharczyk.

Pierwszy przykład z brzegu to mecz z Lechem Poznań przy Łazienkowskiej – podobnie jak z Lechią wczoraj, Legii nie szło, ale swój naturalny gaz i obcinkę Arboledy wykorzystał Kucharczyk, doprowadzając tym samym do remisu. Dalej – mecz z Koroną, wówczas wiceliderem. Wciąż chimeryczna Legia pojechała tam po 0:3 z Lechią i 1:0 z Widzewem. Niepewna siebie wygrała jednak wysoko, 4:1, a wynik otworzył oczywiście Kucharczyk i dołożył jeszcze asystę na 3:1.

Kuchy pewnie pokazał się wtedy też dlatego, że na tle rozmemłanych gwiazdeczek imponował zaangażowaniem i ambicją oraz był kimś, z kim kibice mogli się mocniej utożsamiać, był chłopakiem stąd, a nie najemnikiem w typie truskawkowego zaciągu. Wiadomo też jednak, że Legia od tamtego momentu poszła sporo do przodu i na samej jeździe na tyłku trudno byłoby Kucharczykowi w klubie się utrzymać. Stąd parę telenoweli o ewentualnym odejściu piłkarza.

Choćby w sezonie 13/14, a właściwie w jego połowie – Urbana zmienił Berg i początkowo kompletnie nie widział Kucharczyka w swoich planach, piłkarza wręcz uprzedzono, że minut na boisku powinien szukać w innym klubie. Rzeczywiście, Kucharczyk u Norwega nie miał żadnego kredytu zaufania, grywał okazjonalnie, pierwszy raz na boisku od początku pojawił się dziewiątego maja. Od tego czasu przez pięć kolejek strzelił trzy gole i razem z Legią cieszył się z mistrzostwa.

– Mówiąc szczerze trochę żałowałem, że zostałem. Nie sądziłem, że aż tak pójdę w odstawkę. W okresie przygotowawczym zagrałem w Legii i reprezentacji 5 meczów, zdobyłem dwie bramki. Prezentowałem się całkiem dobrze i nagle dzień przed pierwszym meczem zostałem odpalony. Wszedł na moje miejsce Guilherme, a potem już nawet nie powąchałem boiska. Byłem sfrustrowany, do gry wchodzili zawodnicy od razu po kontuzji, a ja byłem zdrowy, starałem się dawać z siebie wszystko na treningach, ale szansy nie dostawałem – opowiadał potem Kucharczyk w wywiadzie dla legia.net. Żeby jeszcze lepiej wyobrazić sobie jego frustrację, warto dodać, że w ostatnim meczu ligowym za Urbana załadował trzy gole Cracovii.

Zresztą, po tamtym sezonie znów mówiło się o odejściu Kucharczyka, a ten znów został i przesądził choćby o trzech punktach z Trabzonsporem. To też ciekawy rozdział w jego piłkarskim życiu – ważne gole w Europie, bo wcześniej była dająca nadzieję bramka ze Spartakiem, a niedawno zamknięcie meczu z Dundalk. W ważnych pucharowych meczach strzelał już takim rywalom, jak Spartak, Rapid Bukareszt, Celtic, Trabzonspor, FC Brügge, Zoria, Dundalk czy Borussia Dortmund (pierwszy gol Polaka dla polskiego zespołu w LM od czasów Dembińskiego!). W ogóle, patrząc na liczby Kucharczyka, człowiek może złapać się za głowę – 265 meczów dla Legii, 52 gole, 45 asyst. Do tego dziewięć meczów w kadrze.

I nie, nie chodzi o to, że to dużo w skali globalnej, ale przyrównując do tych statystyk talent, umiejętności i potencjał Kucharczyka, cyferki robią wrażenie. Chodzi głównie o to, że często zżymając się na rozkapryszonych piłkarzy warto docenić Kucharczyka, bo to żywy przykład, ile można osiągnąć dzięki ambicji, zostając na określonym poziomie bez względu na wszystko. Wiadomo, szydera jest również potrzebna, ale niektórzy się w temacie Kucharczyka zatracają, jakby zapominając, że on miejsca w Legii nie wygrał w audiotele, tylko je sobie wyszarpał.

Tak z ręką na sercu – ktokolwiek przypuszczał, że z tych młodych-zdolnych Legii – Wolskiego, Żyry, Borysiuka, Koseckiego, Łukasika i Furmana – w Lidze Mistrzów pokopie jedynie Michał Kucharczyk?

Paweł Paczul

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

23 komentarzy do "Michał Kucharczyk – nieoczywisty bohater z krwi i kości"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
7egionista

Legia wygrała to zaczyna się trylion artykułów na jej temat.

WESZ LOnova

Napisali o Legii i zaczyna sie trylion komentarzy od nie-kibicow Legii

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

crespo1

Lepszy technicznie skrzydłowo z takimi liczbami zostałby sprzedany za kilka milionów euro już dawno temu

gryf01

Kuchy nie pierwszy raz już ratuje Legii dupę. Był fajny artykuł na futbolfejsie tej zimy o tym, jak Legia jeszcze zatęskni za Kuchym jeśli odejdzie. Było to zaraz po tym jak dostał ofertę z Rosji. Jakaś niegłupia babka go napisała, bo faktycznie gdyby odszedł to wczoraj by go nam bardzo brakowało. :)

Z drugiej strony był jeszcze na Weszło artykuł Zarzecznego o Kuchym po meczu ze Sportingiem chyba. Sam tytuł był tak chamski, że nie mogłem się nawet zmusić żeby ten artykuł przeczytać. Jeśli ktoś czytał to niech mi powie czy dużo straciłem.

wertico

Ja zawsze mówie, że Kucharczyk przypomina mi Thomasa Mullera, oczywiście przy zachowaniu wszelkiej proporcji. Jego gra okropnie kłuje w oczy, ale w odpowiednim czasie znajdzie się w odpowiednim miejscu.

Kulturalny Komentator

Litości. Gdzie Rzym a gdzie Krym?

Kucharczyk rzeczywiście przewracając się o własne nogi potrafi strzelić „na pałę” tak, by raz na dwadzieścia przypadków wpadło. Porównywanie jego „kunsztu” do instynktu i techniki Tomka Młynarza jest natomiast niepoważne.

Bartek BAchorski

Z ważnych momentów można wspomnieć też jak na Słowacji Legii kompletnie nie szło przez cały mecz i nagle Kucharczyk zrobił rajd przez pół boiska i strzelił Nikoliciem gola. Ogólnie Kuchy to najlepszy piłkarz jakiego Legii nie opłaca się sprzedawać bo każdy ciut lepszy czy efektywniejszy za 3-4 miliony poszedłby do jakiejś lepszej ligi. A że czasem spektakularnie spudłuje… a kto w naszej lidze spektakularnie nie pudłuje?

Orw14

„a kto w naszej lidze spektakularnie nie pudłuje?”

Sytuacja w której z główki strzelali obydwaj bracia Paixao, mogąc przesądzić o losach meczu, mniej więcej w 70 minucie. Pierw strzelał chyba Marco, pod poprzeczkę, Malarz ledwo wybił, a Flavio dobijając, miał lekko przeszkadzającego obrońcę i wstającego z pleców bramkarza. Można by rzec, że pół bramki było pustej, a ten strzelił z kilku metrów, metr obok lewego słupka. Gdyby to był Kuchy to już by latały memy po necie, nie wspominając o Rado „hehe, taka duża głowa, a nie umie się nią posługiwać”.

To samo z 2-3 metrowym spalonym Krasicia, po którym Lechia była bliska strzelenia gola. Gdyby to Legii takiego spalonego nie odgwizdano, a wygrałaby Lechia, już byłyby posty „sędzia chciał przekręcić, ale legła nawet z jego pomocą nie umie wygrać”. A że to przeciwko mistrzowi Polski? Chuj to kogo obchodzi.

No i co z tym „samobójem” Hlouska? Jak Ajaxowi nie uznano, to już po pierwszej połowie „Houston” pokazało dowody, że gol był, wizualizacje, symulacje, chuje-muje, a sieć była zawalona screenami, a co z sytuacją ze wczoraj? „Houston” za pomocą komentatorskich ust przekazało, że gol był, nikt nie podważa, w końcu podwójne standardy przede wszystkim.

Aerth

Ano właśnie, przełączyłem na Barcelona – Valencia, więc nie oglądałem Ligi+ Extra. Pokazali bramkę dla Lechii używając Huston czy skończyło się na stwierdzeniu, że była?

gryf01

Nie pokazali. Wcale nie jestem tak na 120% pewien czy całym obwodem przeszła. Na pewno mniej oczywista bramka niż ta z Ajaxem.
Co prawda nie miała znaczenia, bo mecz się skończył jak się skończył (a do tego to był samobój), ale dobrze byłoby wiedzieć.

stamp

Pokazali. W Liga+ dogrywka. Piłka odbiła się się od prawego kolana Malarza przechodząc całym obwodem jakieś 10-15 cm.

gryf01

To dobrze. I szczęście, że uznali. Bo jakby się skończyło 0:0 to byłby krzyk, że Lechia została skrzywdzona.

stamp

To chyba normalne. Zawsze gdy się nie uznaje prawidłowo zdobytej bramki, krzywdzi się zespół i strzelca. Nie znam zespołu który byłby z tego zadowolony.

gryf01

Też pamiętam to jego dośrodkowanie na Słowacji. Klasa. Aż nie poznałem człowieka.

Sebastian Ro(L)ewski

Niby drewno, a jak się porówna jego staty do tuz ekstraklasy kiedy byli w jego wieku to większość nakrywa czapką

Janko Buszewska

To… REAL hero!

szemrany

Z Kuchym jest jak z Legią, albo się go kocha albo nienawidzi.

wLoclaviak

to piłkarz, który wkłada 100% w grę ambitny pełnokrwisty legionista. KuchyKing.

denat

Czyżby na ostatnie pytanie odpowiedź brzmiała: skauci football managera?

baran

Kuchy to taki współczesny Marek Jóźwiak. Piłki nie umiał przyjąć, ale dawał radę.

rickblaine81

„czy nawet ten nieszczęsny wywiad, po którym Kucharczyk na zawsze będzie łączony ze słówkiem „fatalny”.” To nie był wywiad, tylko chamska zaczepka pana z mikrofonem,któremu się wydawało że jest „dziennikorzem”. Cymbał z mikrofonem podpuścił zmęczonego meczem zawodnika to otrzymał taką odpowiedź na jaką zasługiwał. Głupie pytanie,głupia odpowiedź. Trzym sie Kuchy…

rickblaine81

A tak ogólnie artykuł ciekawy. Czemu my,czytelnicy nie możemy oceniać już poziomu artykułów? Kiedyś chyba była tak możliwość…

wpDiscuz