Byli ekstraklasowcy z kartą na ręku. Po kogo warto sięgnąć zimą?
Weszło

Byli ekstraklasowcy z kartą na ręku. Po kogo warto sięgnąć zimą?

Początek stycznia. Piłkarze rozjeżdżają się na zgrupowania, agenci wprawiają w ruch telefony, a w gabinetach rozpoczynają się gruntowne porządki – trwa dokładna analiza kogo z zespołu się pozbyć, a kim ewentualnie drużynę wzmocnić. Postanowiliśmy więc sprawdzić, jakie ciekawe nazwiska czekają na rynku na to aż zgłosi się potencjalny pracodawca. I, co najważniejsze, mowa będzie tylko o tych, którzy tkwią na bezrobociu (czyli są do wzięcia za frytki).

Dość głośno było w ostatnim czasie o Semirze Stiliciu. Bośniak odejścia z Krakowa do APOEL-u do udanych raczej nie zaliczy – łącznie szesnaście rozegranych spotkań, trzy bramki i wylądowanie w Klubie Kokosa. Parę dni temu w „Przeglądzie Sportowym” pojawiła się informacja o tym, że pomocnikiem znów interesować miała się Wisła, a atmosferę podkręcił jeszcze sam zainteresowany zapowiadając na Instagramie odwiedziny stolicy Małopolski.

tomorrow Krakow 🚘

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Semir Štilić (@semir_stilic)

Koniec końców okazało się ponoć, że „Białej Gwiazdy” nie byłoby stać na utrzymanie piłkarza, więc Stilić nadal pozostaje bez klubu. Mimo wszystko mamy nadzieję, że wiosną Bośniaka na boiskach ekstraklasy jeszcze zobaczymy, bo co jak co, ale niezależnie od tego, jak szło mu poza Polską (zazwyczaj fatalnie), tak u nas zawsze rozkwitał.

Z Cypru wymeldował się też Mateusz Piątkowski, którego przygoda z APOEL-em dobiegła końca i trudno, patrząc na statystyki, oczekiwać, by Polak pozostał poza granicami naszego kraju. 14 rozegranych spotkań i raptem jeden strzelony gol to nie jest bilans, który zachęcałby potencjalnych pracodawców do tego, by inwestować w obcokrajowca. Wiele wskazuje zatem, że dla Piątkowskiego to czas powrotu do kraju, a dla jego menedżera – czas wytężonych działań.

Otwarty na propozycje byłby też zapewne Przemysław Trytko, któremu wygasła umowa z kazachskim Atyrau, a i czasu spędzonego na obczyźnie polski napastnik nie marnował. 28 spotkań, 7 goli – może żadna to wielka rewelacja, ale rezultat przyzwoity. Czasu tam nie zmarnował.

W jakość, a nie ilość poszedł za to we Francji Saidi Ntibazonkiza. Przez cały poprzedni sezon napastnik Caen do siatki trafił tylko raz, ale gdy się udało, to dość efektownym wolejem.

Mimo wszystko raptem jeden gol strzelony przez prawie dziesięć godzin spędzonych na boisku to nie był wynik, który zachęciłby władze klubu do złożenia propozycji nowego kontraktu, wątpliwe wydaje się też, że właśnie zalewają go inne oferty z francuskiego rynku. Wcale nie lepiej szło mu zresztą w lidze tureckiej, bo na to, by w barwach Akhisarsporu trafić do siatki potrzebował aż 835 minut. Kto wie, czy nie byłby zainteresowany krokiem w tył.

Wolny jest też nasz sympatyczny obieżyświat, Łukasz Gikiewicz. „Giki” w listopadzie rozstał się z tajlandzkim Ratchaburi FC i póki co wstrzymał swoją podróż dookoła świata, która biegła od Cypru, przez Kazachstan, Bułgarię, Arabię Saudyjską, aż właśnie do wspomnianej Tajlandii. W jakiej formie może być 29-latek? Ostatni okres w Toyota Thai League miał całkiem niezły, bo w ośmiu spotkaniach trafił do siatki cztery razy, ale trzeba mieć też na uwadze, że po raz ostatni 90 minut rozegrał 17 września. Tak czy inaczej „Giki” jest w ciągłym treningu, więc – przynajmniej fizycznie – nie powinien mieć większych problemów.

Z pewnością w gazie jest za to Zbigniew Małkowski, który – co wydaje się absurdalne – został pogoniony z Kielc. Fakt faktem olsztynian z pochodzenia swoje lata już ma, bo prawie cztery dychy na karku to kolosalny bagaż doświadczeń, ale jesienią zawodnik spisywał się całkiem solidnie. Niezła średnia not od Weszło, 5,57, dziewięć goli straconych w siedmiu meczach tej rundy – nie mamy raczej wątpliwości, że Małkowski dałby jeszcze radę pograć solidnie na poziomie ekstraklasy.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Korona Kielce - Legia Warszawa. 28.10.2016

Z zawodników, których jeszcze jesienią oglądaliśmy na boiskach ekstraklasy, do wzięcia jest też Piotr Ćwielong. „Pepe” dość niespodziewanie rozwiązał umowę z chorzowskim Ruchem, a rundę ma za sobą dość przyzwoitą – średnia ocen 4,74, do tego pięć zdobytych goli. Póki co skrzydłowy jest więc zawodnikiem z kartą na ręku, choć najgłośniej mówiło się o tym, że albo chciałby powrócić do Śląska, albo znów spróbować się na zapleczu Bundesligi.

Z pewnością życzylibyśmy sobie, by znów odwiedził nas Prejuce „Będę go zjadł” Nakoulma, ale mamy wrażenie, że mało kogo byłoby stać na zatrudnienie napastnika. Ten bowiem, po tym jak opuścił Zabrze, wcale nie przepadł w lidze tureckiej. W szeregach Mersin Idmanyurdu był bowiem dość ważną postacią (pierwsze dwa sezony po sześć bramek, połowa trzeciego – dwie), więc pewnie zna swoją wartość i ma dość wygórowane oczekiwania finansowe.

Czy wymienieni zawodnicy wrócą do naszej ligi lub w niej pozostaną – nie wiemy. W większości przypadków specjalnie jednak byśmy nie protestowali.

fot. FotoPyk