No! Bo już zaczynaliśmy się martwić…
Weszło

No! Bo już zaczynaliśmy się martwić…

30 minut z Saint Etienne, 90 z FC Brugge, 90 z Eupen. Łukasz Teodorczyk zaczynał nas na serio martwić. Trzy i pół godziny grania, trzy kolejne spotkania, a on cały czas bez gola?! Gdy dziś wychodził na starcie z KAA Gent, zaczynaliśmy się zastanawiać, czy wszystko jest w porządku? W końcu jeszcze w tym sezonie nie zaliczył czteromeczowej posuchy.

I w 2016 roku już jej w barwach Anderlechtu nie zaliczy.

Wyrównał, dał prowadzenie. Robota wykonana w stu procentach tak, jak mogliby tego oczekiwać kibice RSCA. Dzieła zniszczenia w meczu z Gent dopełnił jeszcze Chipciu, dzięki czemu gol na 2:3 już niczego na niekorzyść Anderlechtu nie zmienił. Można przełamać się opłatkiem z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. A w drugi dzień świąt wrócić jeszcze na moment przed dwutygodniową przerwą w rozgrywkach i ukłuć Charleroi.

Jeszcze jakieś cztery miesiące temu trudno byłoby uwierzyć, że to w kontekście „Teo” wydaje się tak oczywiste…