Image and video hosting by TinyPic
Legia królem polowania i solidność Lecha. Ranking letnich transferów!
Weszło

Legia królem polowania i solidność Lecha. Ranking letnich transferów!

Transfery. Przez lata z wielką zazdrością spoglądaliśmy na Zachód, gdzie w trakcie okienka bywało jeszcze ciekawiej niż na boisku, bo jeśli u nas bywało interesująco, to głównie w kontekście graczy, którzy mieli z Polski wyjechać. Jednak Ekstraklasa idzie do przodu również w tej dziedzinie – zimą mieliśmy chociażby ofensywę Legii, która powyciągała najlepszych piłkarzy od głównych ligowych rywali, latem działo się jeszcze więcej, nie tylko w stolicy. Dysproporcja pomiędzy najsilniejszymi ligami wciąż jest tak wielka, że nawet nie ma o czym gadać, ale przy ograniczonych środkach też można się całkiem fajnie pobawić. 

Doszliśmy do wniosku, że skoro jesteśmy bogatsi o wiedzę z ostatnich, obfitych w wydarzenia miesięcy, najwyższa pora podsumować letnie okienko. I tak oto powstał ranking 20 najlepszych ruchów na rynku transferowym. Kto generalnie działał najlepiej? Komu wyszedł jeden strzał, a kto trafiał najczęściej? Kogo należy pochwalić za dobre transfery na miarę możliwości? Zaraz się dowiecie.

Zanim zaczniemy – dyszka, którą dość mocno – mocniej niż całą resztę – braliśmy pod uwagę. Ostatecznie miejsca w dwudziestce zabrakło dla: Tomislava Bozicia (Wisła Płock), Gersona (Górnik Łęczna), Dominika Hofbauera (Arka Gdynia), Jose Kante (Wisła Płock), Jacka Kiełba (Korona Kielce), Marcina Kowalczyka (Ruch Chorzów), Adama Marciniaka (Arka Gdynia), Krzysztofa Piątka (Cracovia), Simeona Sławczewa (Lechia Gdańsk), Łukasza Załuski (Wisły Kraków).

Wyżej oceniliśmy te ruchy.

20

Nie należał do ulubieńców Radoslava Latala w Piaście Gliwice. Podobno szkoleniowiec miał do niego pretensje nawet o to, że jako rezerwowy przesadnie okazuje radość na treningach po udanych zagraniach i tym samym trochę kpi z wyborów trenera. Sam Osyra też otwarcie przyznawał, że nie tęskni za czeskim szkoleniowcem. Tęsknić powinny Gliwice, bo taki obrońca by się Piastowi przydał – na dziś trudno sobie wyobrazić, że byłby słabszy od takiego Sedlara. W Bruk-Bet Termalice pod okiem Michniewicza udowodnił, że jest solidnym ligowcem, może nawet z perspektywami na coś więcej. Dobrze uzupełnia się z Putiwcewem, prócz solidności i nieustępliwości z tyłu, sporo daje przy stałych fragmentach pod bramką rywala. Na miejscu państwa Witkowskich kontraktowalibyśmy chłopaka na stałe po zakończeniu wypożyczenia.

19

W poprzednim sezonie spędził zawrotne 22 minuty na boiskach drugiej Bundesligi (w trzech występach). Powrót do Polski był konieczny, by Ćwielong w ogóle znów mógł poczuć się jak piłkarz. Ruch wydawał się naturalnym, dobrym wyborem. O miejsce w składzie rywalizuje z bystrzakami z kadry Dorny i trzeba powiedzieć, że przyćmił chłopaków, którzy mogą myśleć o grze na młodzieżowym Euro i zrobieniu trochę większej kariery niż „Pepe”. Nie od razu – pamiętacie jak wywinął orła w Gdyni? – ale z czasem się rozkręcił. Niewielu „Niebieskich” może po tej rundzie chodzić z tak wysoko uniesionym czołem.

18

Laureat „Nagrody Publiczności” na Wielkiej Gali Weszło. Według was jego pudło było najbardziej absurdalnym zagraniem na boiskach Ekstraklasy tej jesieni.

Beka całkowicie uzasadniona, ale nie powinna ona wypaczać ogólnego obrazu, który naszym zdaniem jest całkiem przyjemny. Gruzin okazał się ciekawym wzmocnieniem. Ma gaz, potrafi pograć w piłkę, a do tego ma też liczby, których brakuje chociażby Arkadiuszowi Recy. Prochu już nie wymyśli, ale chyba jeszcze nie dobił do sufitu w Płocku.

17

Ze sporą nieufnością podchodzimy do gości, w przypadku których na czoło wysuwa się etykietka „były gracz FC Barcelony / Realu Madryt”, bo, jak już zdążyliśmy się przekonać, kilku takich cwaniaczków wozi się po świecie na dawnej sławie czymś, co niektórzy mogliby nazwać sławą. Sam fakt treningów w dużym klubie za małolata jeszcze o niczym nie świadczy. Jednak Palanca to przykład trochę inny niż ta banda przebierańców. Zadebiutował na Camp Nou przeciwko Barcelonie, rzeczywiście otarł się o tę największą piłkę. No i nie trzeba odpalać mikroskopów, by dostrzec u niego piłkarską jakość. Ma jej może nawet tyle co Airam Cabrera (albo i więcej), brakuje jedynie regularności, zbyt często przechodzi obok meczów. Ale to materiał na gwiazdę, nie wiemy tylko jakiej wielkości – swojego klubu czy całej Ekstraklasy?


16

Najlepszy piłkarz sierpnia według zabawy organizowanej przez Ekstraklasę – gole z Zagłębiem, Bruk-Betem i Piastem Gliwice nie mogły nie zostać zauważone. W innych miesiącach Drygas w lidze już nie trafiał (dwukrotnie zrobił to w Pucharze Polski) i trzeba powiedzieć, że z reguły nie doskakiwał do poprzeczki, którą jeszcze latem zawiesił sobie na wysokim poziomie. Z czasem musiał nawet zaakceptować rolę rezerwowego. Generalnie to jednak udany transfer, w sumie Pogoń może żałować, że nie wyciągnęła go z Zawiszy już prędzej. Może przypomnijmy kulisy negocjacji (rozmowa Krzysztofa Stanowskiego z Radosławem Osuchem):

– Łeee, Krzychu. Ja dałem za niego Lechowi 100 000 euro. Potem musiałem mu płacić. On mi w rękaw płakał, że chce do ekstraklasy. No to mówi: – Łeeee, Drygi, pójdziesz do ekstraklasy, nic się nie martw, niech mi tylko zwrócą koszty. 150 000 euro!
– I co się stało?
– I oni się, rozumiesz Krzychu, namyślali! Oni się namyślali, czy mają 150 000 euro. Ja im daję cenę promocyjną, bo mi chłopak w rękaw płacze, a oni się namyślają. W końcu dzwoni Mroczek. Mówi: – Zgadzam się! A potem dzwoni jeszcze raz i mówi: – Ale słuchaj, 25 000 euro zapłacimy ci teraz, 25 000 euro zimą, potem latem też 25 000 euro, potem zimą następne 25 000 i potem… I ja już nawet nie słuchałem! Wiesz co mu powiedziałem?
– Co?
– Powiedziałem mu: – Łeeee, Jarek. Wiesz, że moja żona kochana Anitka miała ostatnio urodziny? On na to, że nie wiedział. A ja: – Słuchaj, i ja jej na te urodziny, rozumiesz, kupiłem psa. Kupiłem jej psa za 25 000 euro, bo to taka specjalna chińska rasa, rozumiesz? Więc ty chcesz mi zapłacić tyle za najlepszego piłkarza I ligi, ile ja zapłaciłem za psa! No i on zaniemówił. Oczywiście, Krzychu, nie jestem popierdolony i nie kupiłem żadnego psa za 25 000 euro, tylko tak mu powiedziałem.

15

Jak co sezon w Ekstraklasie zostało wielu piłkarzy, którzy w maju dopisali sobie do CV spadek. Znacie nasze zdanie na ten temat – nierzadko zdarza się, że piłkarze bezkarnie spuszczają kolejne kluby niżej, a sami pozostają na antenach Canalu+, zmieniając tylko koszulki i miejsce zamieszkania. Niektóre z tych ruchów na odległość śmierdziały mniejszą lub większą klapą, ale też kilka wyglądało ciekawie. Ot, choćby Gergel, choćby Mójta, choćby właśnie Szczepaniak – wszyscy to wyróżniający się ligowcy w poprzednim sezonie. Dziś trzeba powiedzieć, że zdecydowanie najlepiej trafiła Cracovia. Gergel jesień skończył bez gola i asysty, Mójtę wrzuciliśmy nawet do najgorszej „11” rundy, to cień piłkarza z Podbeskidzia. A Szczepaniak utrzymał formę. Dalej ciężkie życie mają z nim ekstraklasowi obrońcy, dalej gra adekwatnie do pseudonimu „Dziki”, dalej ciuła gole. Jest na dobrej drodze do tego, by znów dobić do granicy 10 w sezonie. Powinien jesienią strzelić jeszcze więcej bramek, ale usprawiedliwieniem może być to, że Jacek Zieliński chyba jeszcze szuka dla niego optymalnego miejsca na boisku.


14

Nie jest tak efektowny jak Adam Gyurcso, nie jest też tak efektywny jak Adam Gyurcso, ale nie musi mieć wielkich kompleksów, gdy porównuje się do kolegi z drugiego skrzydła. Również dlatego, że Węgier potrzebował pół roku, by przyzwyczaić się do gry w Polsce i zacząć błyszczeć, a Delew – cytując klasyka – „wszedł do akcji z marszu, na czczo, nawet rąk nie umył”, a i tak boczni obrońcy szybko zapamiętali jego nazwisko. No i numer na koszulce, bo często pokazuje im plecy. Czasami brak nam u niego konkretów, ale w niedalekiej przeszłości Pogoń miała takich jeźdźców bez głowy, że na Delewa aż głupio narzekać.

13

Jego wyjazd do Portugalii był mniej więcej tak udany jak operacje plastyczne Ewy Minge czy start Józefa Wojciechowskiego w wyborach na prezesa PZPN-u. Zaczął fajnie, od asysty z Maritimo, później – choć pojawiał się na boisku w każdym meczu – nic. Jednak co gorsze, jego drużyna przez całą wiosnę nie wygrała meczu. 14 spotkań z Polakiem na boisku – 5 remisów, 9 porażek. Klątwa. Jednak w Lechu dość szybko udało mu się przejść na jasną stronę mocy (choć 3 pierwsze mecze w lidze w plecy). U Bjelicy zaczął imponować, miał na przykład serię czterech kolejnych meczów z przynajmniej jedną asystą. Lepiej niech już się nigdzie nie rusza z Ekstraklasy, niech nie sprawdza czy „do trzech razy sztuka”, ale u nas zawsze powinien się wyróżniać.

12

W Kielcach spędził długie sześć sezonów, mocno wrósł w tamtejszy krajobraz. Ale ryzyko, że nie sprawdzi się po przeprowadzce do Niecieczy wynosiło – tak na oko – jakieś kilka procent. Solidny, inteligentny na boisku, czyli jak ulał pasuje do koncepcji Czesława Michniewicza. Rzadko schodzi poniżej poziomu oznaczającego dobry występ. Szkoda, że już ma 31 lat. I szkoda, że ze trzy sezony temu nie dostał zaproszenia od któregoś z dużych polskich klubów.

11

Miał być liderem Lecha, ale zza jego pleców wyskoczył Darko Jevtić i zabrał mu żółtą koszulkę. Ale Majewski i tak może się podobać. Gdybyśmy mieli wskazać najważniejszą sprawę, to powiedzielibyśmy, że gra bardzo równo – zerkamy w noty, które mu wystawialiśmy i nie widzimy nawet żadnej trójki, o jedynkach czy dwójkach nie ma mowy. A przecież ocenialiśmy go też, gdy drużyna była w rozsypce. Fajerwery? Też się zdarzają, weźmy chociażby mecze z Ruchem, w obu sieknął po golu, a w tym ligowym jeszcze dorzucił asystę. Dobrze, że wrócił – zawsze będziemy zdania, że lepsza Ekstraklasa niż jakaś Veria.

10

Do Pogoni trafił bardzo późno, bo dopiero w połowie września, ale to na tyle doświadczony piłkarz, że z miejsca dobił do czołówki prawych obrońców w Ekstraklasie. Doświadczony również w Europie, bo z Otelulem Galati grał w Lidze Mistrzów (5 meczów w sezonie 2011/12, m.in. z Manchesterem United), a ze Steauą Bukareszt w Lidze Europy (4 w sezonie 12/13, 2 w sezonie 14/15). Nie zawsze było dla niego miejsce w pierwszym składzie drugiej z tych drużyn, ale też nie jest tak, że był przyspawany do ławki. 26 lat to dobry wiek. Uważny w obronie, wybiegany, aktywny w ataku. Nigdy w karierze nie notował wielu asyst, ale początek w Polsce ma taki, że może bić swoje rekordy w tym elemencie.

A że niedawno było o Delewie – świetne zakupy zrobiła Pogoń na prawą stronę.

9

Jasmin Burić w 5 meczach tego sezonu Ekstraklasy puścił 10 goli, Matus Putnocky puścił 9 w… 15 spotkaniach. Jasne, Bośniak stał między słupkami, gdy cały zespół cieniował, ale to właśnie Słowak mocno przyczynił się do tego, że udało się wyjść z kryzysu. Ryzyko, że ta przeprowadzka z Chorzowa do Poznania okaże się klapą było minimalne, Putnocky dał się poznać jako fachowiec. W Lechu jego praca wygląda trochę inaczej – dokładniej: ma jej znacznie mniej, bo defensywa poważniejsza niż w Ruchu – ale szybko się przystosował. Zawalił Lechowi jeden mecz (w Białymstoku), ale ratował Kolejorza choćby z Pogonią czy z Koroną. Ciekawostka: w drugim z tych spotkań zaliczył nawet kluczowe podanie przy bramce Kownackiego – drugie w sezonie, co sprawia, że obok Macieja Gajosa ma ich najwięcej w Lechu.

8

To był zaskakujący ruch – wydawało się, że po tym, jak skreślono go w Legii, zejdzie tylko półkę niżej i trafi np. do Cracovii (było blisko). To, że będzie się wyróżniał w ekipie beniaminka było jasne jak jego czupryna, ale że będzie tyle znaczył w skali ligi – to już lekka niespodzianka. Przed sezonem zarówno trener Kaczmarek, jak i piłkarze Wisły byli zachwyceni jego umiejętnościami, podobno na ich tle wyglądał trochę jak przybysz z lepszego świata. Jak zwykle dobrze zaczął, jak zwykle później spuścił z tonu, ale ostatecznie starczyło mu pary do końca jesieni, a na Legii zagrał wręcz wielki mecz. Jakby chciał się przypomnieć trenerowi Magierze, który zna go od czasów, gdy był jeszcze kajtkiem. Na minus dwa zmarnowane karne.


7

Tak jak pisaliśmy już wcześniej, przy okazji jego bardzo dobrych występów: stary człowiek a może. Zastąpienie 19-latka gościem, który ma już 37 wiosen na karku wygląda jak kompletna zmiana polityki, ale obu panów łączy to, że dla Jagi byli gwarantem wysokiego poziomu. Przy czym Kelemen w bieżących rozgrywkach to półka wyżej niż nastolatek w poprzednich. Jagiellonia nie brała kota w worku, w czasach gry dla Śląska Słowak też należał do ligowej czołówki, ale jednak był mały znak zapytania związany z jego wiekiem. Skuteczność ma trochę ponad 70%, imponuje spokojem i ciągle sprawnością – nie ma sensu zaglądać mu w metrykę. Nieprzypadkowo ligowcy wybrali go najlepszym bramkarzem rundy.

6

Przez ostatnie sześć miesięcy nie miał klubu, ale wcześniej zaliczył naprawdę udany rok w barwach Steauy Bukareszt (regularna gra, mistrzostwo, puchar). Kolejny przykład tego, że nie ma reguły, bo wcześniej nie przebił się na zapleczu Bundesligi. Spadł z nieba Bruk-Betowi Termalice, bo umówmy się – takiemu Daliborowi Plevie znacznie dalej do stylu gry Marcelo czy Alby, łatanie nim dziur to ograniczanie możliwości drużyny. A Guilherme jest świetny w grze do przodu, o czym świadczy liczba asyst, do tego potrafi bić stałe fragmenty gry. Z tyłu też na razie nie odnotowaliśmy jakichś rażących błędów. Najlepszy piłkarz Bruk-Betu? Wbrew pozorom – konkurencja jest spora, ale spokojnie możemy go umieszczać w pierwszej trójce, już bez dokładnego podziału na miejsca.

5

Jedna z niewielu rzeczy, za którą kibice Legii powinni być wdzięczni Hasiemu – bez jego udziału Moulin by pewnie do Warszawy nie przyjechał. Pięknie pokazał się na inaugurację ligi w meczu z Jagiellonią…


…a później zgasł. Seria słabszych występów (choć zdarzały się w nich asysty) trwała na tyle długo, że można było w niego zwątpić. Zdecydowanie do góry poszedł wraz z przyjściem do drużyny trenera Jacka Magiery. Spotykamy się z głosami, że to cichy bohater Legii – nie tak efektowny jak Odjidja-Ofoe czy Radović, ale równie ważny. My nie postawilibyśmy znaku równości, ale jednak nie ma wątpliwości, że to dobrze zainwestowane 800 tysięcy euro.

4

Ruch szukał następców Mariusza Stępińskiego w różnych miejscach – z Belgii wrócił Visnakovs, z I ligi wyciągnięto Jakuba Araka, ale nie ma wątpliwości, że od tej dwójki lepiej wypada Niezgoda. Wypożyczenie go z Legii było strzałem w „10”, choć oczywiście w przyszłości to warszawski klub będzie czerpał profity w eksplozji jego talentu. A ten było widać w zasadzie od początku, gdy tylko przywdział niebieską koszulkę. Przypominamy sobie mecz z Lechią, w którym Ruch został skrzywdzony przez sędziego. Po faulu na Niezgodzie arbiter mógł/powinien zagwizdać karnego, po innym faulu na Niezgodzie sędzia mógł/powinien wyrzucić z boiska gracza Lechii. Od razu wszędzie go było pełno. A później zaczął strzelać – siedem razy kończył mecz z golem, cztery razy bez niego. Jedno z największych odkryć tego sezonu.


3

Już w momencie podpisania kontraktu było jasne, że Jagiellonia nie bierze byle kogo. Ale że bierze gościa, który jest jeszcze lepszy od Gutiego, który po kilku tygodniach aklimatyzacji wskoczył na wysoki poziom – tego z góry nie zakładaliśmy. No dobra – z tym lepszy/gorszy w przypadku tego duetu jest trudno. W zasadzie co mecz zmieniamy zdanie. Nieprzypadkowo pojawiły się plotki łączące go z Legią, pewnie prędzej czy później ktoś będzie chciał go Jadze sprzątnąć. Byle później, bo – cytując klasyka – liga będzie ciekawsza. Michał Probierz twierdzi, że jego potencjał sięga nawet reprezentacji Chorwacji, wierzymy na słowo.

2

No co tu dużo mówić – w pewnym momencie rzucił na kolana fanów rodzimej Bundesligi i przytrzymał ich w tej niewygodnej pozycji aż do samego końca rundy, do meczu z Górnikiem Łęczna, w którym miał udział przy wszystkich pięciu bramkach. Ostatnio zaprosiliśmy was do dyskusji na temat: czy to już moment, w którym można rozważać jego kandydaturę do miana najlepszego obcokrajowca w historii naszej ligi. Zasugerowaliśmy, że to za wcześnie, można powiedzieć, że przyznaliście nam rację, głosując w sondzie na Kalu Uche. Jednak nie da się ukryć – jeszcze kilka miesięcy na takim poziomie może wystarczyć do detronizacji. Pewnie władzom Legii spadł kamień z serca, że poziom Vadisa jest co najmniej adekwatny do zaproponowanego kontraktu, najwyższego w lidze. Profesor.


Na ocenę transferu wpływały też oczekiwania, a te w przypadku gościa, który w zeszłym sezonie grał w Premier League musiały być wysokie, więc znalazł się ruch, który ocenialiśmy jeszcze wyżej.

1

Lipiec: Partizan Belgrad odpada z eliminacji LE, a na zwody „Rado” nie nabiera się Rakowski z Todorovskim.
Sierpień: wiadomo – „za stary, za gruby, za słaby”.
Wrzesień: „jeśli Radović miał być zbawcą, to będzie krucho”, foch z Wisłą jako puenta.
Październik: on ciągle to ma – no i potrafi pokazać na Santiago Bernabeu.
Listopad: wow, wow, wow!
Grudzień: Rado, pomyliliśmy się.

Niewielu od początku wierzyło w powodzenie tego transferu, dlatego ta niezbyt liczna grupa może czuć dziś wielką satysfakcję. Oczywiście można bronić stanowiska, że Odjidja-Ofoe to piłkarz jak na nasze warunki zjawiskowy, więc stawianie „Rado” przed nim jest nieporozumieniem. Ale oceniając sam transfer, to właśnie sprowadzenie Serba wydaje się większym majstersztykiem. Bo i oczekiwania niższe, no i niższe koszty niż w przypadku Belga. Spektakularny comeback – możliwe, że jeśli chodzi o powroty do świata żywych, to jeden szereg z Wisła Kraków – Real Saragossa.


MR

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE

Najnowsze wpisy

INNE SPORTY