Reklama

W Łęcznej ciśnienia nie wytrzymali. Rybarski pożaru gasił nie będzie…

redakcja

Autor:redakcja

01 grudnia 2016, 21:01 • 2 min czytania 0 komentarzy

Obserwowaliśmy ostatnio wnikliwie to, co się dzieje w Łęcznej i mieliśmy spory kłopot z jednoznaczną oceną, czy ogień podłożony pod klub z Lubelszczyzny należy nazywać już klęską żywiołową, czy wystarczy jeszcze określanie go mianem kontrolowanego pożaru. Bo nie da się zaprzeczyć, że było tam gorąco, zwłaszcza pod krzesłem trenera. Władze klubu wybrały najłatwiejszą z dróg na pozbycie się ognia i stwierdziły, że najlepszym rozwiązaniem będzie pogonienie Andrzeja Rybarskiego.

W Łęcznej ciśnienia nie wytrzymali. Rybarski pożaru gasił nie będzie…

Oczywiście, gdy patrzymy na miejsce Górnika w tabeli i dorzucimy do tego jeszcze fakt, że Górnik zalicza najgorszy początek sezonu od momentu powrotu do Ekstraklasy, nie staniemy się zbyt wiarygodnymi adwokatami Andrzeja Rybarskiego. Pamiętajmy jednak, że młody szkoleniowiec za każdy mecz powinien być rozliczany jak za wyjazd. Frekwencja w Lublinie to materiał na niezły kabaret – nie dość, że ludzie zasiadający tam wzięli się często z przypadku, to z meczu na mecz krzesełka wypełniały się w coraz to śmieszniejszej liczbie. W budowaniu dobrej atmosfery nie pomagał także konflikt na linii klub-kibice.

Rybarski nie otrzymał też oszałamiających wzmocnień kadrowych – jeśli przeanalizować to z chłodną głową, Górnik specjalnie się nie wzmocnił względem poprzedniego sezonu. Owszem, Gerson czy Hernandez nie są gośćmi z pierwszej łapanki, ale nie zapominajmy, że jednak z Łęcznej wyjęto lidera obrony (Bożić), pomocy (Nowak) i czołowego strzelca (Świerczok). Było nie było – takie straty muszą się odbić na drużynie, która przecież też nie ma w swoich szeregach samych młodzieniaszków, oparta jest w dużej mierze na doświadczonych (by nie powiedzieć: podstarzałych) zawodnikach. Nawet jeśli na Lubelszczyznę przychodzili zawodnicy z nazwiskiem (Dzalamidze, Ubiparip), działo się to już w trakcie sezonu, a wtedy – wiadomo – wprowadzanie do drużyny odbywa się na nieco innych warunkach.

Argumenty na obronę pracy Rybarskiego są może i solidne (nie zapominajmy też, że trener ma pojęcie o tym, jak ratować zespół przed spadkiem, by daleko nie szukać spójrzmy na finisz poprzedniego sezonu Górnika), ale nie da się jednak uciec od tego, w którym miejscu pozostawia on klub. Pal licho już tę pozycję w tabeli – Górnik z kolejki na kolejkę zaczynał przypominać zbieraninę ludzi, która przypadkiem włożyła takie same koszulki, a nie drużynę piłkarską. Kiedy w zespole nie mogącym pochwalić się przesadną jakością zaczyna brakować charakteru – zaczyna robić się problem.

Czy zwolnienie Rybarskiego akurat teraz było dobrym pomysłem – nie potrafimy tego tu i teraz ocenić. Faktem jest jednak, że władze Górnika medalu za wytrzymywanie ciśnienia nie dostaną.

Reklama

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...