Los to figlarz – Malarz na salonach, Kuciak zaginął w Anglii
Weszło

Los to figlarz – Malarz na salonach, Kuciak zaginął w Anglii

Gdy na początku tego roku Dusan Kuciak pakował walizki i wyjeżdżał na Wyspy wielu kibiców Legii nie miało zbyt dobrych przeczuć – zostawali z Arkadiuszem Malarzem do którego nie byli przekonani, a późniejsze ściągnięcie Radosława Cierzniaka też raczej nie spowodowało najazdu na sklep z fajerwerkami. Kuciak miał wyjechać podbijać świat, Malarz zostać i przeszkadzać Legii. Tak, życie potrafi być przewrotne.

Zresztą, sam Malarz dobrze swoją sytuację podsumował na Twitterze. Pięć lat temu był o krok od zakończenia kariery.

Polak gra dziś w Lidze Mistrzów i robi to naprawdę dobrze. Jasne, często musi się schylać, żeby wyciągnąć piłkę z siatki, ale nikt nie oczekiwał, że będzie inaczej – postawcie w jego miejscu największego kozaka i bilans wiele by się nie zmienił. Malarz puszcza głównie gole po sytuacjach dla siebie beznadziejnych, może jedynie przy bramkach Moraty i Dosta miał większe szanse na skuteczną interwencję. Jednak gdy naprawdę może jakieś uderzenie odbić bądź złapać, zwyczajnie to robi, nie popełnia błędów z gatunku niewybaczalnych. Doszło do tego, że jest dziś bramkarzem, który w Lidze Mistrzów zaliczył najwięcej obron.

Prawdziwa przemiana. Od gry w siatkówkę w spotkaniu z Lechem i głupiej wypowiedzi, że chronił twarz, przez błąd w Superpucharze, po bycie pewnym punktem zespołu. Cierzniak miał Malarza zluzować, a na razie pograł sobie w Pucharze Polski i gdy podstawowy bramkarz złapał uraz w spotkaniu z Mostarem. A przecież to można rozszerzyć. Czy Malarz mógł wierzyć w taki scenariusz, gdy wracał do Bełchatowa, na zaplecze Ekstraklasy? Czy mógł wierzyć, gdy był ściągany do Legii, przy huku nienawistników przekonujących, że to tylko zasługa znajomości z Michałem Żewłakowem?

Nie, bez wątpienia, Malarz nie tylko spełnia marzenia, ale też wywraca do góry nogami wyobrażenia o jego formie i umiejętnościach z:

– 2011 roku, gdy nie miał klubu
– 2013 roku, gdy wracał do Polski
– 2014 roku, gdy trafił do Legii rozgrzewać przed meczem Dusana Kuciaka

No właśnie. Dusan… Kto? Czy ktoś jeszcze w ogóle pamięta jego nazwisko? Dwa cytaty.

„Do Anglii jadę spełniać marzenia” – chwilę po transferze,

„Nie rozumiem, po co mnie w ogóle ściągali w zimie” – końcówka września tego roku.

Pewnie i w Hull nie do końca wiedzą, na co im ten Kuciak. Słowak miał niby walczyć z McGregorem, a dziś jest bramkarzem numer cztery – za kontuzjowanym Szkotem, Davidem Marshallem (ściągniętym w sierpniu) i Eldinem Jakupoviciem. Kuciak więc nie broni, wystąpił tylko raz w EFL Cup z Exeter City, które gra na czwartym poziomie w Anglii – niżej filmik z tego wydarzenia, niedługo może zyskać wartość kolekcjonerską:

I jeśli bramkarz liczył, że może chociaż w tych rozgrywkach pogra sobie nieco dłużej, to sorry, ale nic z tych rzeczy – gdy na drodze Tygrysów pojawili się poważniejsi rywale, Stoke i Bristol City, to do bramki weszli Marshall i Jakupović. Z tego układu wynika, że zdaniem trenerów Marshall jest bramkarzem na przeciwnika z Premier League, Jakupović na Championship, a Kuciak ewentualnie może pograć niżej. Smutne, to był przecież najlepszy bramkarz Ekstraklasy i dziś jest rozliczany bezlitośnie.

Dobry miesiąc temu Słowak zapowiedział, że jeśli nic się nie zmieni, będzie chciał odejść tam, gdzie dostanie szansę na grę. Patrzymy na grę Malarza i coś nam się nie wydaję, żeby mogła to być Legia.

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (0)