Image and video hosting by TinyPic
Elita kilku prędkości. Celtic, czyli pachołki treningowe Barcy
Weszło

Elita kilku prędkości. Celtic, czyli pachołki treningowe Barcy

Był kiedyś taki mecz: Barcelona miała 89 procent posiadania piłki, oddała dwadzieścia trzy strzały, czternaście celnych, podczas gdy rywal murował. Murował i wygrał 2:1. To Celtic – Barcelona przed kilku laty, w zasadzie piłkarski cud. Dzisiaj cudu nie było, a piłkarska masakra – Celtic wpadł bowiem pod rozpędzony pociąg.

Był tylko jeden moment, w którym wydawało się, że w tym meczu mogą pojawić się emocje. 24 minuta, jest planowe 1:0 dla Barcy, ale Ter Stegen fauluje Dembele w polu karnym. Dembele podchodzi do jedenastki, cuduje prawie jak Zaza, a potem daje się przechytrzyć. Zamiast 1:1, za chwilę jest 2:0 po akcji, która kończy się najwymowniejszą możliwą stopklatką: Messi z Neymarem tak rozklepali Szkotów, że Argentyńczyk stał na piątym metrze przed pustą bramką, otoczony przez siedmiu zawodników Celtiku. Przewaga liczebna absolutna, a przecież przy tym totalna bezradność. Brak jakichkolwiek szans na uchronienie przez bramką.

Tak też wyglądał cały ten mecz.


Co tu kryć – Barca uprawiała dzisiaj zupełnie inną dyscyplinę sportową. Pełny luz, trening strzelecki, rywale dobitnie przekonujący się na czym polega futbol z najwyższej półki. Co grał Neymar, to się nie mieści w głowie: gol, cztery asysty, siedem stworzonych sytuacji strzeleckich, pięć dryblingów, dwa odbiory, a także – uwaga, uwaga – sto jeden razy piłka przy nodze. Istnieje zauważalne ryzyko, że Brazylijczyk mógłby dziś wyjść sam na boisko, a i tak by co najmniej zremisował. A dorzućcie Messiego, Suareza, całą resztę… nie było czego zbierać. 7:0 to i tak był najniższy wymiar kary.

Oglądało się trochę jak swego czasu mecze Harlem Globetrotters, a przecież to Liga Mistrzów, światowa elita. Elita – nie ma co ukrywać – dwóch, a może i trzech prędkości.

***

Droga Atletico do zeszłorocznego finału: spokojnie wygrana grupa z Benfiką, Galatasaray i Astaną. Brawurowe mecze z Barcą i Bayernem, które zachwyciły całą Europę. Ostatecznie porażka w meczu o wszystko na San Siro dopiero po karnych. A przecież ta historia wcale nie musiała się napisać, te wspaniałe zwycięstwa z bogaczami wisiały na włosku przez zaciętą rywalizację z PSV, gdzie Simeone i spółka strzelali – mniej więcej – dwie godziny karne i dopiero przeszli dalej. Dlatego może i PSV to dzisiaj nieporównywalnie mniejsza od Atleti marka, ale sposób na Cholo mają.

Mecz zacięty, 1:0 po golu Saula, ale przecież też i karny dla PSV – zmarnowany przez Guardado. Triumf dla Atleti wyjątkowo ważny, bo umówmy się: gdyby tutaj banda Cholo przegrała, mogłaby mieć gorąco. A tak jest pole positon do wyjścia z grupy. Niezły kapitał ubity na takim sobie meczu.


***

93. minuta meczu Benfica – Besiktas, jest 1:0. Rzut wolny dla Turków to ostatnia szansa, ostatni strzał… I oczywiście wpada, uciszając stadion. Jest remis i są wyszarpane punkty na trudnym terenie. Futbol zna takie historie, serwował je niejednokrotnie, ale tutaj mamy dodatkowy smaczek: strzelec Talisca jest formalnie… piłkarzem Benfiki. Tylko z niej wypożyczonym do Besiktasu. Chłop lepiej nie mógł się przypomnieć szefostwu, dobitniej udowodnić, że może trzeba było na niego chętniej stawiać i ogólnie traktować go poważniej.


***

Jasne, że Łudogorec już pokazał się z dobrej strony na wielkiej scenie. Ale też gdy słyszymy, że dużo grał u nich przeciętny Aleksandrow, że Abalo przygodę z piłką kontynuuje w Koronie, choć w Razgradzie był tak ważną postacią, a Basel w tym sezonie jeździło po rywalach jak walec… Tymczasem proszę, 1:1, a Szwajcarzy dopiero pod koniec uratowali punkt. Można? Można. Niech Legia inspiruje się jutro raczej Łudogorcem niż Celtikiem.

KOMENTARZE (0)

Najnowsze wpisy

INNE SPORTY