Zdecydowani Czesi, niezdarny Białorusin – drugoplanowi bohaterowie Legii
Weszło

Zdecydowani Czesi, niezdarny Białorusin – drugoplanowi bohaterowie Legii

Nemanja Nikolić strzelający każdemu kolejnemu rywalowi, ratujący raz za razem tyłki kolegom Arkadiusz Malarz, pewny w tyłach Michał Pazdan. Pierwszoplanowe postaci będącego już nie o krok, ale o ćwierć kroku, awansu Legii do Champions League wymienić jest niezwykle łatwo, nawet mimo bardzo przeciętnej gry większości zawodników w tej kampanii. Ale jak każdy sukces, i ten ma kilku bohaterów drugiego planu, bez których zespół ze stolicy nie byłby w takim położeniu, w jakim znajduje się w dzisiaj. Oto i oni.

SLAVIA PRAGA

Może i z Gino van Kesselem Trenczyn nie zrobiłby Legii bramkowej krzywdy, ale o ile łatwiej gra się z drużyną pozbawioną kilka dni wcześniej najlepszego strzelca z poprzedniego sezonu, przekonywać chyba nikogo nie musimy. A mówimy o gościu, który przez trzy lata w Trenczynie (z przerwą na pół roku w Ligue 2) mógł się pochwalić takimi osiągami:

2013/2014 – 25 meczów, 10 bramek, 6 asyst
2014/2015 (wiosna) – 14 meczów, 6 bramek, 4 asysty
2015/2016 – 33 mecze, 17 bramek, 8 asyst

Średnio uczestniczył więc przy bramce AS Trencin co 108 minut. A tak? Zamiast największej gwiazdy słowackiej drużyny, trzeba było grać na szpicy dopiero co sprowadzonym z Dordrechtu Jangą. No i nie wyszło. Dlatego trzeba koniecznie docenić gest Slavii, której władze zdecydowanym ruchem wyłożyły na stół 1,2 miliona euro i nie chciały czekać z transferem do zakończenia przez Trenczyn eliminacji Champions League.

PES6494f7_kessel

JURY KENDYSH

Delegacja z kwiatami powinna udać się do każdego kolejnego zawodnika BATE Borysów zaraz po meczu z Dundalk, za perfekcyjnie odegraną rolę piłkarskich pachołków, ale Kendyshowi należy się szczególne wyróżnienie. To on pogrzebał nadzieję Białorusinów na odwrócenie losów dwumeczu przy wyniku 2:0 dla Dundalk i stanie rywalizacji 2:1 dla półamatorów z Irlandii. Tak wizjonerskiej asysty nie powstydziłby się ani Mesut Oezil, ani Dmitri Payet, ani żaden inny genialny boiskowy maestro. Nie wiemy, czy Benson kiedykolwiek dostał podobnie wypieszczone podanie na sytuację sam na sam od któregoś z partnerów, jak dwa tygodnie temu właśnie od Kendysha. Palce lizać.

Pierwsza z dwóch przeszkód Legii w drodze do rozstawienia padła.

SHIR TZEDEK

Płacisz gwiazdorskie kontrakty piłkarzom z dużymi nazwiskami, jak Alejandro Dominguez czy Esteban Cambiasso. Zatrudniasz byłego trenera reprezentacji Portugalii, ściągasz nieszczególnie tanich w utrzymaniu Hiszpanów i Portugalczyków. Diogo Figueiras z Sevilli? Spoko. Andre Martins ze Sportingu Lizbona? Luzik. Wszystko po to, by zagrać w Lidze Mistrzów, bo w u siebie w kraju w sumie od lat nie masz konkurencji. I co? I przychodzi dwumecz z zespołem, którego kluczowym zawodnikiem jest Maor Melikson, a ty dostajesz w czapę.

Jakby tego było mało, pogrąża cię środkowy obrońca, którego największym sukcesem w karierze jest mistrzostwo Izraela sprzed pięciu sezonów.

W taki właśnie sposób Shir Tzedek dał Legii rozstawienie i możliwość gry z niżej notowanymi rywalami w rankingu klubowym UEFA.

GIORGIO MARCHETTI

By jednak możliwa okazała się gra z Dundalk, a nie na przykład z Dinamo Zagrzeb, trzeba było jeszcze mieć w centrali kogoś, kto do właściwej temperatury podgrzeje odpowiednie kuleczki. Na Łysego z UEFA, który w międzyczasie stał się Łysym z FIFA nie można już było liczyć, ale jego włoski kolega Giorgio wciąż nie wyszedł z wprawy. Czy przekonało go 20 lat oczekiwania na Polaków w Lidze Mistrzów, czy może perspektywa uhonorowania stulecia Legii awansem? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że jego chłodne dłonie bezbłędnie wskazały kule, w których skrywały się nazwy Legii i Dundalk.

2394976_w1

DUET MACIEJ SKORŻA – HENNING BERG

Jak to w ogóle możliwe, że Legii udało się w klubowym rankingu obowiązującym w obecnych rozgrywkach przeskoczyć Dinamo Zagrzeb, Łudogorec Razgrad i FC Kopenhagę, mimo że każdy z tych klubów wystąpił w fazie grupowej Champions League przynajmniej raz w ostatnich pięciu sezonach? Ano tak, że dwa z ostatnich pięciu sezonów pod względem punktowania w Europie miała naprawdę kozackie:

2011/2012: 8,325
2012/2013: 2,000
2013/2014: 2,625
2014/2015: 10,950
2015/2016: 4,100

A to akurat sprawka Macieja Skorży i Henninga Berga. Najpierw Skorża z ogromną pomocą niebios, które zesłały w Moskwie moce nadprzyrodzone na głowę Janusza Gola, wyszedł z grupy Ligi Europy z PSV, Hapoelem Tel Awiw i Rapidem Bukareszt, później Berg dokonał jeszcze większego wyczynu, bo z pięcioma zwycięstwami zdystansował w grupie Trabzonspor, Lokeren i Metalista Charków.

*

Te wszystkie na pierwszy rzut oka niepowiązane ze sobą części, prawdopodobnie dołożą się do dawno niewidzianego w Polsce obrazka – Ligi Mistrzów.

fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)