Bartuś, nie kop pana, bo się spocisz!
Weszło

Bartuś, nie kop pana, bo się spocisz!

Naprawdę rzadko, nawet w świecie dość osobliwym, jakim jest środowisko piłkarskie, zdarza się sytuacja, gdy w wypowiedzi poważnego człowieka nie ma nawet pół rozsądnego zdania. Zazwyczaj słowotok pełen frazesów jest przedzielany jakimiś wizerunkowymi samobójami, kompromitacje to kwestia jednego zdania, czy niefortunnego sformułowania.

Inaczej jest w wypadku opublikowanej dzisiaj w „Super Expressie” rozmówki z Cezarym Kuleszą, prezesem Jagiellonii Białystok. W tej wypowiedzi liczącej tysiąc znaków i 15 zdań nie zgadza się absolutnie nic. Temat? Oczywiście Bartłomiej Drągowski, dobry chłopak, tylko czasem pakuje napastnikom paluchy w tyłek, swoich obrońców poddusza, a lecące z trybun tik-taki wykręcają mu wątrobę.

Cała wypowiedź jest tak kuriozalna, że nie będziemy was katować od razu całością. Analizujmy zdanie po zdaniu.

To bardzo miły, grzeczny chłopak, on nie sprawia nam jakichś wielkich problemów, tak jak piszą na portalu „Weszło”.

Naszym zdaniem, gdy młody utalentowany piłkarz używa agresji fizycznej (duszenie) wobec kolegi z zespołu, albo molestuje rywala (palec w dupę) to są to jednak problemy dość spore. Gdy dodatkowo okazuje się, że wykonuje szopkę pod tytułem „fala uderzeniowa po upadku tik-taków w trawie powoduje takie spustoszenie, że nie jestem w stanie kontynuować gry” – to dostrzegamy tutaj problem wielki. Głównie z łbem – u bramkarza, i u tych, którzy problem bagatelizują.

Ja nie wiem, skąd oni biorą takie informacje. Słyszę też, że prezes Kulesza sobie z nim poradzić nie może. Czegoś takiego nie było!

Bartłomiej Drągowski odwalił już cztery potężne kabarety przed kamerami NC+. Oczywiście, możemy założyć, że w domu pomaga wynosić sąsiadkom śmieci, a na treningach myje nogi i wiąże buty wszystkim kolegom niczym Jezus przed Ostatnią Wieczerzą. Na boisku jednak odpierdziela mu średnio ponad raz na pół roku. To plasuje go między Balotellim a Małeckim i nie jest to pozycja chwalebna. Skoro po pierwszym, drugim i trzecim wyskoku nikt nie zdyscyplinował go na tyle, by zapobiec czwartemu, to znaczy, że nikt sobie z nim nie radzi. Albo nie próbuje, co jest jeszcze gorszym scenariuszem.

To jest tak, jakbym ja panu teraz powiedział, że pan zrobił skok na bank, kiedy w rzeczywistości pan spokojnie w domu siedział. Ktoś pisze jakieś bzdury. Przecież nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał, nikt nawet nie zapytał!

Panie prezesie, niech pan wybaczy, ale ufamy własnym oczom na tyle, by nie dopytywać się czy Drągowski zrobił z siebie idiotę, czy spokojnie w domu siedział. Może i Ekstraklasa nie ma oglądalności porównywalnej z „Kuchennymi Rewolucjami”, ale parę osób – w tym my – ją ogląda. Przecież pan nawet z nami na ten temat nie rozmawiał, nawet nas nie zapytał! Od razu byśmy opisali, co ten pana bramkarz wyczynia.

Poza tym jeśli Michał Probierz niecały miesiąc temu mówił, że „sodówka w końcu puściła” to wypadałoby ustalić wspólną wersję, czy Bartuś to ach-jeja-jak-się-pięknie-rozwija, czy jednak miewa odpały.

Oczy wszystkich są zwrócone na Drągowskiego, bo prawda jest taka, że to jeden z największych talentów na świecie w swojej grupie wiekowej. I teraz tak: menedżerowie, przedstawiciele mediów, innych klubów, wszyscy patrzą na niego! Śledzą każdy jego ruch!

Biedny Bartuś. Ruszamy na pocztę wysłać mu czekoladę oraz pluszowego misia.

Wszyscy czekają tylko, co można wyłapać i od razu źle powiedzieć na jego temat. To nie pomaga w rozwoju kariery tego chłopaka, tylko przeszkadza. Wszystko, co zrobi, to na nie, nie i nie. Nie można tak go traktować, bo to jest bardzo młody chłopak. On jeszcze 19 lat nie ma!

Naszym zdaniem jeszcze rok temu obrywaliśmy niemiłosiernie za przesadne chwalenie gościa po dwóch udanych meczach, a nawet próbę obrony jego wybuchowego zachowania po meczu z Legią. Ba, podtrzymujemy to wszystko, bo znamy skalę olbrzymiego talentu Drągowskiego oraz jesteśmy w stanie zrozumieć reakcję po niesprawiedliwie przegranym meczu z ogromnym rywalem i jeszcze większym wpływem na hierarchię w tabeli.

Ale, cholera, to jest 18-latek, który chciałby w przyszłości bronić w najlepszych klubach świata. Jeśli trafi do Anglii i odwali coś takiego, to przez dwa miesiące będzie czytał zabawy słowem o Clown-owskim Drąg-Diver. Te wszystkie teksty o jego idiotyzmie, które napisaliśmy my, będą dziecinnymi przekomarzankami przy tym, jak przyjmą go tysiące kibiców w naprawdę wielkich klubach, gdzie Drągowskich jest osiemnastu w kadrze młodzieżowej i kolejnych pięciu w składzie pierwszego zespołu.

Nie, nieprawdą jest, że wszyscy czekają na to, co zrobi źle. Niech prezes uwierzy, nikt nie czekał aż Drągowski przypajacuje w takim stylu, bo tej roli nie rozpisałby mu nawet Tim Burton, nie śmieliśmy oczekiwać aż takiej komedii. I nie, nie jest prawdą, że rozjechanie jego debilnych zachowań jest złe dla jego kariery. Złe jest to, co robicie wy, w Białymstoku, umacniając Bartka w przekonaniu, że choćby się zesrał wam wszystkim na łeb, z promiennym uśmiechem będziecie szczebiotać: Bartuś dobry chłopiec, nie ma jeszcze 19 lat.

Pojedźcie na mecz II czy III ligi, albo do Nowego Sącza. Piłka jest pełna dobrych chłopców, którzy kiedyś, nie mając jeszcze 19 lat, sfiksowali pod okiem troskliwych trenerów i działaczy. Jeśli Drągowski nie zrobi międzynarodowej kariery na miarę swojego potencjału, winnych będziemy szukać właśnie wśród tych, którzy nie zauważyli, że głowa przestała nadążać za talentem.

A jak widać – jest takich kilku.

Fot.FotoPyK

KOMENTARZE (0)

INNE SPORTY

kubacki
18 stycznia, 18:59