Reklama

Nie oduczysz Pawełka pawełków. Czy to w ogóle jeszcze bramkarz?

redakcja

Autor:redakcja

19 lutego 2016, 20:39 • 3 min czytania 0 komentarzy

Pewne rzeczy w polskiej piłce pozostają niezmienne. A prawdopodobieństwo tego konkretnie zdarzenia jest tak duże, że bukmacherzy powinni wprowadzić je do oferty. Kursy – żeby nie przesadzić – od 1.50 do 1.70. O czym mowa? O pawełkach, które Pawełek nie dość, że wprowadza na coraz „wyższy” poziom, to jeszcze prezentuje je co kolejkę. Wyobraźcie sobie taką sytuację – kupujecie 50-calowy telewizor i prosicie, żeby wniesiono go wam na czwarte piętro. I nagle chłopu, który targa ten sprzęt, znienacka rzucacie piłkę. Szansa, że ją złapie jest nieporównywalnie większa niż w przypadku bramkarza Śląska. Sytuacja skrajnie absurdalna, ale – uwierzcie – adekwatna. Bo pytanie, czy Mariusza w ogóle powinno się go jeszcze nazywać bramkarzem…

Nie oduczysz Pawełka pawełków. Czy to w ogóle jeszcze bramkarz?

Przez wiele lat Pawełek przypominał w tej naszej przaśnej piłce Syzyfa. Potrafił zagrać kilkanaście meczów na poziomie wyższej klasy ligowej, momentami ocierał się o kadrę, aż przytrafiał mu się taki babol, że klękajcie narody. I tak było regularnie. W każdym sezonie. Z wiekiem jednak koncentracja się nie poprawiła – jest wręcz coraz gorzej. Do tego stopnia, że za Śląskiem dwie kolejki wiosny 2016, a facet nie złapał czysto chyba ani jednej piłki. Można wpaść w słabszą formę, można wypaść z rytmu, można się momentami zagotować, ale to, co w tym roku wyprawia Pawełek, to jakiś ewenement nawet jak na Pawełka.

Momentami wręcz aż chciałoby się nad nim zlitować – jak wtedy, gdy próbował złapać bombę Vassiljeva lecącą poza bramkę, a sparował ją prosto pod nogi Świderskiego. To gol numer dwa. A pierwszy? Kibice zgromadzeni na białostockim stadionie mogli mieć deja vu. W pierwszej połowie też przecież walnął Estończyk, tylko tym razem – po ponad 5400 minutach bez gola – dobijał Rafał Grzyb (źródło: EkstraStats). Gdyby Lech Wałęsa podniósł się sprzed Wykopu i stanął w polu karnym Śląska czyhając na petardy Vassiljeva, to i on wpisałby się na listę strzelców po pawełku Pawełka.

Romuald Szukiełowicz już zimą zapowiadał, że jeśli jego bramkarz zaliczy pawełka, to za moment wskoczy rezerwowy. Teraz – jeśli chce być konsekwentny – już nie ma wyjścia, a – przypomnijmy – na domiar złego Wrąbel jest kontuzjowany. Zmiana potrzebna jest tym bardziej, że dopóki Pawełek nie był sobą, to Śląsk dominował. To Śląsk prezentował dojrzalszą grę. Widać było pomysł, kulturę, kilka naprawdę niezłych akcji Morioki (to naprawdę może być pan piłkarz!) czy zrywów Picha. Jagiellonia tymczasem była tak niestrawna jak kebaby w przejściach pod Dworcem Centralnym – po dwóch minutach żałujesz, że się skusiłeś. Na miano tzw. ulubieńca Weszło – może być pewny, że będziemy mu się przyglądać z wytężoną uwagą – pracował Sirok, który sprezentował karnego Hołocie i wydawało się, że Śląsk po prostu MUSI to wygrać.

Nic z tych rzeczy. Vassiljev i Pawełek zrobili swoje i to Jaga przynajmniej na moment wskakuje do grupy mistrzowskiej.

Reklama

YK4JiI9

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...